niedziela, 7 sierpnia 2016

Rozdział 33

 Kiedy Karol zaparkował pod ich blokiem, wyskoczyłam z samochodu. Środkowi pobiegli za mną. Zatrzymałam się przed drzwiami. Próbowałam je otworzyć, ale były zamknięte. Karol wyciągnął klucze i wpuścił nas do środka.
-Emilka!- krzyknął Karol, gdy otworzył drzwi. Poszłam w stronę jej pokoju, a chłopaki sprawdzali inne pomieszczenia.
-Em, o mój boże- powiedziałam, gdy znalazłam ją w jej pokoju.-Karol, mam ją! Dzwoń po karetkę!- krzyknęłam.
-Co?!
-Szybko!- powiedziałam klęcząc przy dziewczynie. Leżała na łóżku obok którego leżały puste opakowania po środkach nasennych i butelki po alkoholu.
-O matko- wyszeptał Andrzej, kiedy wszedł do pomieszczenia i zobaczył tą scenę.
-Emi, dlaczego?- wyszeptałam. Dziewczyna żyła, bo wyczułam jej puls.- Andrzej, zbierz te opakowania i dasz je lekarzowi. Będą mięli ułatwioną sprawę- poleciłam środkowemu. Ten szybko wykonał moje polecenie, a kilkanaście sekund później pojawili się sanitariusze i lekarz.
-Kiedy mogła je zażyć?- zapytał.
-Rozmawiałam z nią niecałe dwie godziny temu- odpowiedziałam.
-Ja godzinę- rzucił Karol.
-To dobrze- stwierdził lekarz i zaczął wydawać swoim współpracownikom polecenia. Trzy minuty później wywozili Emilkę na noszach.
-Gdzie ją zabieracie?- zapytał Karol.
-Na Dębową- odpowiedział lekarz.
-Jadę tam- stwierdził Kłos.
-Zaczekaj!- powiedziałam i złapałam środkowego za ramię.- Jadę z tobą. A ty Andrzej jedź do Winiarskich i wszystko wytłumacz, dobrze? Proszę.
-Nie ma sprawy- odpowiedział. Wyszliśmy z bloku. Andrzej podbiegł do swojego samochodu i odjechał. Za nim pojechałam ja z Kłosem. W szpitalu byliśmy kilka minut później. Na miejscu okazało się, że Emilce robią płukanie żołądka, a następnie będą musieli przeczyścić jej cały organizm. Usiedliśmy na krzesełkach pod wskazaną salą i wtedy nie wytrzymałam. Rozpłakałam się. Siedzący obok mnie Karol również płakał. Ukrył twarz w swoich wielkich dłoniach. Nagle na korytarzu pojawili się Andrzej, Ola, która od razu podeszła do Karola i go przytuliła, Michał, tata i Filip. Ten ostatni usiadł obok mnie i zapytał:
-Co z nią?
-Ona...- zaczęłam szeptem, ale nic więcej nie potrafiłam powiedzieć. Rozpłakałam się jeszcze bardziej i przytuliłam do młodszego Winiarskiego. Ten mocno mnie objął i próbował uspokoić. Kiedy Karol częściowo się opanował, odezwał się:
-Chciała się zabić. Wzięła dwa opakowania leków nasennych i popiła je wódką. Teraz płuczą jej żołądek, a potem muszą przeczyścić cały organizm- zakończył całkowicie załamanym głosem. Ja siedziałam wtulona w Filipa i cała czas płakałam. Po raz kolejny tego wieczoru zapytałam chłopaka szeptem:
-Dlaczego?- nie odpowiedział. Pewnie dlatego, że nie miał pojęcia, co ma mi powiedzieć. Po kwadransie częściowo się uspokoiłam. Siedziałam z głową opartą na ramieniu Filipa i z zamkniętymi oczami. Nie rozumiałam postępowania Emilki. Przecież... Przez nadmiar kłębiących się w głowie myśli w moich oczach znów pojawiły się łzy.
-Nie płacz- wyszeptał mi do ucha Filip i starł łzy z moich policzków. Wzięłam głęboki oddech i starałam się opanować. Nagle z sali Emilki wyszedł lekarz. Wszyscy poderwaliśmy się ze swoich miejsc. Lekko zakręciło mi się w głowie, ale Filip w odpowiednim momencie złapał mnie w pasie.
-Co z nią?- zapytał Karol.
-A kim pan jest?
-Jej bratem.
-Dziewczyna miała dużo szczęścia. Pewnie gdyby trafiła do nas kilka minut później, mogłoby się to skończyć dużo gorzej. Obecnie jest jeszcze nieprzytomna, ale jej życiu nie zagraża już żadne niebezpieczeństwo- odetchnęłam z ulgą. Jak wszyscy.- Proszę teraz jechać do domu i odpocząć. Dziewczyna będzie potrzebować bardzo dużo wsparcia. I najlepiej by było, żeby poinformował pan jej rodziców- dodał i się z nami pożegnał.
-Lekarz ma rację. Jedźmy do domu. Teraz Emilka i tak śpi- powiedział Michał. Zgodnie pokiwaliśmy głowami i wyszliśmy ze szpitala. Razem z tatą, Filipem i Michałem pojechaliśmy na nasze osiedle. Tata zatrzymał się pod naszym domem i wysiadł z samochodu. Pożegnaliśmy się z Winiarskimi. Kiedy przytulałam Filipa, ten wyszeptał mi do ucha:
-Jeśli będziesz mnie potrzebować dzwoń. O każdej porze dnia i nocy.
-Dziękuję- odpowiedziałam i weszłam z tatą do domu. Opowiedzieliśmy wszystko mamie i Zagumnym, którzy dzisiaj u nas nocowali. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Kogo niesie o tej porze?- zapytał tata i poszedł otworzyć.- Karol? Coś się stało?
-Ja do Kamili. Mogę?
-Jasne, wchodź- powiedział tata i kilka sekund później pojawił się ze środkowym w salonie.
-Kama, możemy porozmawiać?- zapytał.
-Jasne- odpowiedziałam i wstałam. Poszliśmy na górę do mojego pokoju.- O co chodzi?
-Proszę- powiedział i wręczył mi kopertę z podpisem "Dla Kamili".
-Ale co to jest?
-List. Od Emilki. Napisała go zanim... No wiesz- urwał.
-Wiem. Dziękuję ci.
-Nie ma sprawy. Ja będę uciekał- powiedział Kłos.
-Karol...- zaczęłam. Środkowy odwrócił się od drzwi i spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.- Nie martw się o Emilkę. Lekarze się nią zajmą.
-Nie wątpię- odpowiedział i wyszedł. Westchnęłam i usiadłam na łóżku. Spojrzałam na kopertę, którą trzymałam w rękach.
-Co chciał Karol?- zapytała mama, która nagle weszła do pokoju.
-Dał mi to- powiedziałam i pokazałam jej kopertę.
-Czy to?
-Tak. List od Emilki. Napisała go zapewne, zanim totalnie jej odjebało i wzięła te leki- wyszeptałam, a po moim policzku spłynęła łza.
-Córeczko...- zaczęła mama, ale nie powiedziała nic więcej, tylko usiadła obok mnie i mocno przytuliła.- Tak mi przykro.
-Dlaczego ona to zrobiła?
-Nie mam pojęcia. Ale może tutaj masz odpowiedź- zasugerowała.
-Może...
-Otwórz. Ja nie będę ci przeszkadzać.
-Dziękuję- powiedziałam.
-Nie masz za co- uśmiechnęła się, pocałowała mnie w czoło i wyszła. Westchnęłam i spojrzałam na kopertę. Kilka minut zbierałam się, aby ją otworzyć. W końcu delikatnie zaczęłam rozrywać papier. W środku znajdowała się kartka, na której moja przyjaciółka napisała:

Przepraszam...

Tak, kochana, wiem. To bez sensu. Ale uważam, że powinnam Cię przeprosić.
Za co? Ehh... Za wszystko. Ostatnio nie byłam najlepszą przyjaciółką. Pewnie już wiesz, że kolejny raz Cię okłamałam.
Nie pytaj mnie dlaczego, bo nie wiem. Chyba jestem naprawdę beznadziejna.
Mam wspaniałe życie, prawda?
Rodzinę, przyjaciół... Więc dlaczego to robię?
Bo w momencie, kiedy straciłam Kubę, moje życie straciło sens.
Kocham Go całym sercem. Nie potrafię sobie wybaczyć tych wszystkich głupot, które mu powiedziałam.
Dziękuję Ci za wszystkie wspaniałe chwile. Za każdy dzień spędzony razem. Za każdy uśmiech. Za każdy mecz.
Trenuj dalej i zdobywaj nagrody, bo jesteś najlepsza.
Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz.
                                                                                                                                                                                                                                                         Twoja na zawsze najukochańsza przyjaciółka Emilka <3 

Popłakałam się, kiedy to przeczytałam. Chwyciłam telefon i wybrałam dobrze znany mi już numer.
-Halo?- odebrał. Jego głos był zaspany.
-Potrzebuję cię- wyznałam załamanym głosem. Usłyszałam tylko dźwięk zakończonego połączenia. Oparłam się plecami o ścianę i zjechałam po niej siadając na podłodze.
-Kama...- usłyszałam szept. Odwróciłam głowę w stronę drzwi, przy których stał Filip. Widząc mnie podszedł bliżej i kucnął łapiąc mnie za kolana- Co się stało?
-Ona...- wyszeptałam i podałam mu kartkę. Po raz kolejny wstrząsnął mną płacz. Winiarski przeczytał list od Emilki, a następnie mocno mnie przytulił. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową jak mała dziewczynka i płakałam. Siedzieliśmy tak na podłodze w moim pokoju i jedynym źródłem światła była uliczna lampa. Filip co jakiś czas wycierał moje policzki. Ale nic nie mówił. Słowa były w tym momencie kompletnie zbędne. Nie mam pojęcia jak on się czuł, ale ja byłam załamana. Po nie wiem jak długim czasie zasnęłam z zaschniętymi łzami na policzkach, wtulona w Filipa.
Rano obudziłam się i pierwsze co poczułam, to okropny ból głowy. Otworzyłam delikatnie oczy i zobaczyłam, że leżę na swoim łóżku we wczorajszych ciuchach.Przez moją głowę przeleciały wspomnienia całego wczorajszego wieczoru i nocy. Poczułam łzy gromadzące się w kącikach oczu, więc zamrugałam kilkukrotnie i udało mi się je powstrzymać. Już miałam wstawać, kiedy zauważyłam małą karteczkę na stoliczku obok łóżka. Wzięłam ją do ręki, rozwinęłam i zaczęłam czytać:

Tak słodko spałaś, że nie miałem serca Cię budzić.

Pamiętaj, że w razie czego masz dzwonić! Bez względy na porę dnia czy nocy!
Daj znać, jak będziesz się wybierać do Emilki, pójdę z tobą.
                                                                                  Filip
Uśmiechnęłam się do kartki papieru i wstałam. Wyciągnęłam z szafy jakieś ubrania i pomaszerowałam do łazienki. Wzięłam prysznic, ubrałam się, rozczesałam włosy, po czym związałam je w koka. Wyszłam z pomieszczenia i zeszłam do kuchni. Przywitałam się z mamą, która wręczyła mi talerz kanapek i herbatę.
-Dziękuję- uśmiechnęłam się lekko.
-Nie ma za co. Wczoraj Filip dość późno wyszedł i wiedziałam, że nie wstaniesz zbyt wcześnie. My już zjedliśmy, a to zrobiłam dla ciebie- uśmiechnęła się.


**************************
Hejo! Kto myślał, że tak to się skończy? Przykro mi, nie zawsze jest kolorowo ;)
Jak Wam się podoba?
Znowu nie wiem, co napisać....

Pozdrawiam, Dream :* <3

P.S. Next już we wtorek :D

piątek, 5 sierpnia 2016

Rozdział 32

Kilka minut później znowu usiadłam przy stole, miałam już nałożyć sobie kawałek ciasta, kiedy...
-Zbieraj się- powiedział Filip, który nagle pojawił się obok mnie.
-Ale...
-Nie ma ale. To poważna sprawa. Powiedziałem już Michałowi i Mariuszowi, że musimy coś załatwić. Chodź- mówił szybko, jakby strzelał z karabinu maszynowego. Nie do końca go rozumiałam, więc ten złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wyjścia.
-Ale ja nie mam kurtki! Ani nawet bluzy!- powiedziałam widząc, że chłopak łapie za klamkę. Bez słowa podszedł do jednej z szafek, wyciągnął z niej swoją bluzę i mi wręczył.- Dziękuję.
-Nie ma sprawy. Weź telefon i lecimy- poinstruował. Szybko ubrałam bluzę i zabrałam komórkę z torebki. Schowałam ją do kieszeni, a Winiarski widząc, że jestem gotowa otworzył drzwi i przepuścił mnie przodem. Ruszył przed siebie. Szedł dość szybko, ale udało mi się dotrzymywać mu kroku.
-Mogę wiedzieć dokąd idziemy?- zapytałam po chwili.
-Do parku- odpowiedział krótko.
-A po co?- zadałam kolejne pytanie.
-Muszę ci to wszystko tłumaczyć?- spytał głośno przy tym wzdychając.
-Oczywiście.
-Emilka cię okłamała- walnął prosto z mostu, a ja momentalnie się zatrzymałam. Filip złapał mnie za rękę i pociągnął dalej.- Bynajmniej tak mi się wydaje. Bo Kuba dzwonił do mnie jakieś dwie godziny temu, że się pokłócili i ona pewnie nie przyjdzie. A przed chwilą znowu zadzwonił. Tym razem nawalony w cztery dupy. Udało mi się od niego wyciągnąć, że jest w parku.
-Kurwa- wyrwało mi się.
-Dokładnie- powiedział Filip. Oboje przyspieszyliśmy kroku i już po chwili byliśmy w parku. Szukaliśmy Kuby przez kilka minut. Kiedy go znaleźliśmy, leżał całkowicie pijany na jednej z ławek. Ścisnęło mi się serce, gdy go zobaczyłam.
-Kubuś...- zaczęłam.
-Kama? Po cholerę ją tu przyprowadziłeś?!- krzyknął Kuba na Filipa i wstał. Zatoczył się przy tym i prawie przewrócił, ale Filipowi udało się go złapać.- I wszystko doniesie tej cholernej zazdrośnicy!
-Kuba uspokój się!- powiedział dosadnie Filip.- Kamila mi obiecała, że nic nie powie Emilce- dodał patrząc chłopakowi prosto w oczy.
-Jeśli tak, to dobra.
-Co się stało?- zapytałam.
-Ona ciągle jest zazdrosna. Ciągle mi mówi, że oglądam się za innymi, że pewnie ona mi nie wystarcza i tak dalej. A ja ją kocham! I tylko ją!- krzyknął i znowu prawie się przewrócił. Filip zarzucił sobie jego jedną rękę na szyję, a ja drugą.-Idziemy!- zarządził Winiarski tonem nie znoszącym sprzeciwu. Po przejściu kilku kroków zapytałam:
-Co z nim robimy?
-Odstawimy go do domu. Z tego co wiem mają być tylko jego siostry, a starszych nie ma, bo gdzieś pojechali.
-Dobra- odpowiedziałam. Bałam się powiedzieć cokolwiek więcej. Głos Filipa był zimny i twardy, a w jego oczach dominowała złość. Kiedy doszliśmy pod odpowiedni dom, zadzwoniłam dzwonkiem, a Filip podtrzymywał Kubę.
-O co chodzi?- zapytała wysoka dziewczyna, kiedy otworzyła drzwi.
-O Kubę. Odstawiamy go do domu. Nawalił się w cztery dupy- powiedziałam domyślając się, że dziewczyna jest mniej-więcej w naszym wieku.
-Wchodźcie- odpowiedziała i szerzej otworzyła drzwi. Pomogłam Winiarskiemu wprowadzić naszego przyjaciela do środka.- Coś ty ze sobą zrobił?!- zapytała Kubę siostra, kiedy zamknęła za nami drzwi.
-Coś się stało?- zapytała mała dziewczynka, chyba nawet młodsza od Arka.
-Nie, Izuś. Idź do salonu oglądać bajki- powiedziała jej starsza siostra. Mała zniknęła za drzwiami do jednego z pomieszczeń.
-Co z nim robimy?- zapytałam widząc, że Kuba zaczyna przysypiać.
-Dacie radę zaprowadzić go na górę?- zapytała.
-Trzeba by go najpierw rozbudzić- stwierdził Filip.
-Nie ma sprawy- powiedziała dziewczyna, a chwilę później wylała na głowę swojego brata dzbanek zimnej wody. Jakub nieco się rozbudził, więc udało nam się zaprowadzić go do jego pokoju. Kiedy leżał na łóżku, razem z jego siostrą zdjęłyśmy mu buty.
-Mój brat to idiota. Dlaczego się tak upił?- zapytała dziewczyna.
-Pokłócił się z Emilką, swoją dziewczyną- odpowiedziałam.
-Rozumiem- powiedziała. Całą trójką wyszliśmy z jego pokoju i zeszliśmy na dół.- Bardzo wam dziękuję, że go przyprowadziliście.
-Nie ma sprawy. Kuba to nasz przyjaciel. A tak w ogóle, to jestem Kamila- powiedziałam i wystawiłam rękę.
-Gabriela, ale wszyscy mówią na mnie Gabi- uśmiechnęła się i uścisnęła moją rękę. Następnie wymieniła uprzejmości z Filipem.
-Mogę cię o coś zapytać? Tak z czystej ciekawości- odezwałam się, zanim wyszliśmy.
-Jasne.
-Ile masz lat? Bo nie wydajesz się ani starsza ani młodsza od nas.
-Bo jestem w waszym wieku. Kuba urodził się w styczniu, a ja w listopadzie- odpowiedziała.
-Nigdy o tym nie mówił- odezwał się Filip.
-Mamy zupełnie inne pasje. On sport, a ja muzyka- powiedziała.
-Rozumiem. My już nie zajmujemy ci więcej czasu, cześć- uśmiechnęłam się i wyszłam z domu.
-Hej-rzucił Filip.
-Cześć- odpowiedziała. Ruszyliśmy w stronę naszego osiedla. Nie powiem, bo widząc jego wcześniejsze zdenerwowanie, trochę się przestraszyłam. No dobra, trochę bardzo. Bo wcześniej praktycznie przez cały czas był spokojny. Do tego sprawa z Emilką. Znowu mnie okłamała? Ale dlaczego? 
-Coś się stało?- zapytał po chwili.
-Nie- odpowiedziałam krótko i... zbyt szybko.
-Kłamiesz.
-Nie.
-Kama, trochę się już znamy- powiedział z lekkim uśmiechem. Odwróciłam głowę i przyspieszyłam kroku.- Ej- dogonił mnie, złapał za ramię i odwrócił w swoją stronę.
-Zostaw- mruknęłam próbując wyrwać rękę z jego uścisku.
-Co jest?
-Czy ja serio jestem taka beznadziejna?! Moja przyjaciółka mi nie ufa! Przyjaciel spija się tak, że jutro pewnie nie będzie wiedział jak wrócił do domu! Rodziców poznałam mając szesnaście lat! Babcia, która wychowywała mnie do tej pory okazuje się, nie jest moją babcią!- wymieniałam krzycząc. Filip mocno mnie przytulił, a ja zaczęłam płakać.- Dlaczego?
-Nie jesteś beznadziejna. Jesteś wspaniała. Nie znam drugiej tak wspaniałej dziewczyny jak ty- wyszeptał mi do ucha. Poczułam, jak po moich plecach przebiegły ciarki. Zamknęłam oczy i wtuliłam się w chłopaka. Ten mocniej mnie objął i czekał, aż się uspokoję. Kiedy przestałam już płakać, odsunęłam się od chłopaka.
-Przepraszam. Ostatnio za dużo płaczę.
-Daj spokój, nie ma o czym mówić- powiedział Filip z szerokim uśmiechem i wytarł kciukami łzy z moich policzków. Lekko się uśmiechnęłam i zapytałam:
-Wracamy na urodziny Miśka?
-A chcesz?
-A mamy inne wyjście?
-No to w drogę- powiedział Filip, po czym oboje zaczęliśmy się śmiać. Kiedy przyszliśmy na miejsce, poinformowaliśmy tatę i Miśka, że już wróciliśmy.
-A gdzie byliście?- zapytał Michał.
-Musieliśmy coś załatwić- odpowiedział Filip.
-Ja nie pytam po co byliście, tylko gdzie- naciskał starszy Winiarski.
-Chcesz wiedzieć? Proszę cię bardzo! Nasz przyjaciel się upił i pijany leżał w parku. Byliśmy odprowadzić go do domu!- powiedziałam dosadnie.
-Zadowolony?- zapytał Filip.
-Przepraszam- odpowiedział tylko Michał.
-Już dobrze. Dajcie spokój- powiedział tata, po czym wszyscy się rozeszliśmy. Usiadłam przy stole i włożyłam sobie ciasta. Zaczęłam jeść, kiedy obok mnie pojawił się Paweł.
-Mogę cię o coś zapytać?- zaczął rozgrywający.
-Jasne.
-Tylko się nie gniewaj, dobrze- poprosił.
-No dobrze- powiedziałam.
-Czujesz coś do Filipa?- zapytał, a ja zakrztusiłam się sokiem, który właśnie piłam.
-Błagam, ty też?
-To znaczy?
-Igła, Emilka, Kuba, nawet raz mama. Co wy wszyscy z tym macie? Nie Pawełku, nic nie czuję do Filipa- odpowiedziałam.
-Mam na ten temat inne zdanie, ale dobrze, niech ci będzie- stwierdził. Westchnęłam tylko, bo co miałam zrobić? Po chwili obok nas pojawił się Karol.
-Mam do ciebie prośbę- powiedział.
-Słucham cię uważnie, Karolku.
-Zadzwoń do Emilki.
-Ale po co?
-Nie mogę się do niej dodzwonić, martwię się. Spróbuj, proszę.
-Dobrze- powiedziałam i wstałam. Wyszłam przed dom, a Kłos poszedł za mną. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do przyjaciółki. Pięć razy. Nie odbierała.
-I co?- zapytał Karol, kiedy po raz szósty próbowałam się połączyć z Emilką.
-Nic- odpowiedziałam.
-Jadę tam- oświadczył.
-Zaczekaj!- złapałam go za ramię.- Pojadę z tobą- wpadłam jak burza do domu Winiarskich, wyjaśniłam wszystko tacie i mamie, po czym wybiegłam przed dom. Siedzieliśmy już z Kłosem w samochodzie, kiedy pojawił się Andrzej.
-Jadę z wami!- oświadczył i władował się na tylne fotele. Całą drogę próbowałam się dodzwonić do Emili. Bezskutecznie. Kiedy Karol zaparkował pod ich blokiem, wyskoczyłam z samochodu. Środkowi pobiegli za mną. Zatrzymałam się przed drzwiami. Próbowałam je otworzyć, ale były zamknięte. Karol wyciągnął klucze i wpuścił nas do środka.



***************************
Hejka! Nie mam pojęcia, co dzisiaj napisać.
Napiszę tylko tyle, że następny w niedzielę :D
Pozdrawiam, Dream :* <3
(To chyba moja najkrótsza notka od początku powstania bloga)

środa, 3 sierpnia 2016

Rozdział 31

-Ślicznie wyglądasz- powiedział z szerokim uśmiechem, kiedy przestał się śmiać. Zarumieniłam się lekko i odpowiedziałam z uśmiechem:
-Dzięki, ty też całkiem nieźle.
-Miło mi to słyszeć. Pomóc ci?- zapytał wskazując ręką na szklanki.
-Jeśli chcesz- odpowiedziałam. Chłopak wyjął z jednej z szafek ściereczkę i zajął się wycieraniem szklanek. Po chwili do kuchni wpadł Misiek.
-Wszystko gotowe?- zapytał zaaferowany. Zaśmialiśmy się z Filipem, a ja szczerze odpowiedziałam:
-Nie wiem, chyba tak.
-Chyba?!- zawył Michał.
-No chyba- powiedziałam.
-Wszystko powinno być już gotowe. Goście zaraz będą!
-Spokojnie braciszku, damy radę- zaśmiał się Filip.
-Ty mnie nie uspokajaj!- wycelował w niego palcem starszy Winiarski.
-Michał spokojnie, wszystko będzie super- powiedziałam starając się go uspokoić. Ten odetchnął i wyszedł z pomieszczenia. Spojrzeliśmy na siebie z Filipem, a po dwóch sekundach zaczęliśmy się śmiać.
-Co tu tak wesoło?- zapytał Igła, który właśnie wszedł do kuchni.
-Nie, nic- odpowiedziałam i machnęłam ręką.
-Dzieciaki?! Coś mnie ominęło?!- spytał Krzysiek.
-Nic po za zaaferowanym Miśkiem- powiedziałam, żeby Ignaczak nie zaczął sibie czegoś wyobrażać. Ale ten tylko się zaśmiał, pokręcił głową i wyszedł. Pokręciłam głową.
-Cyrk- mruknął Filip.
-A to były dwie główne atrakcje- dodałam.
-Małpy- rzucił Filip, co po raz kolejny wywołało salwę śmiechu.
-Coście brali?- zapytała Iwona, która właśnie weszła do kuchni.
-To nadmiar świeżego powietrza- wyjaśnił z rozbrajającym uśmiechem Filip.
-Nie wnikam- powiedziała i zabierając swój telefon wyszła z pomieszczenia. Po upływie jakichś trzydziestu sekund usłyszeliśmy krzyk Dagi:
-Filip! Szybko, chodź tu na chwilę!
-Idę- odpowiedział i wyszedł z pomieszczenia. Odetchnęłam głęboko powietrzem, które pachniało perfumami chłopaka. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Myślałam, że ktoś otworzy. Ale, kiedy dzwonek zadzwonił po raz trzeci, z wymuszonym uśmiechem ruszyłam do drzwi. Winiar nie mógł się doczekać, a teraz to gdzie on jest? Otworzyłam drzwi, za którymi stali Grzegorz Łomacz i Mateusz Mika z partnerkami.
-Dzień dobry- powiedziałam z uśmiechem.
-Yyy...- zawiesił się Łomacz.-Ej, stary, to jest dobry adres?- zapytał swojego towarzysza.
-Tak. To jest na dwieście procent chałupa Miśka- odpowiedział Mika.
-Panowie na zlot wielkoludów do Winiarskiego? Jeśli tak, to zapraszam- powiedziałam i szerzej otworzyłam drzwi.
-Eee...- zawiesił się po raz kolejny Grzegorz.
-Kama, mogłabyś być milsza dla moich gości- odezwał się Michał, który nie wiadomo skąd się pojawił.- Wchodźcie, zapraszam- dodał.
-A kto to jest?- zapytał Mika.
-Nasza córka- powiedział tata, który pojawił się z mamą i Arkiem. Panowie się przywitali oraz przedstawili. Po pół godziny znałam już całą reprezentację obecną oraz część z poprzednich lat i siostrę Miśka i Filipa. Polubiłam ją. Widać na pierwszy rzut oka spore podobieństwo, ale jest ona dużo spokojniejsza niż chłopaki. Jakąś godzinę po rozpoczęciu całęj zabawy zadzwonił mój telefon.
-Halo?- odebrałam i wyszłam na taras, ponieważ w środku było bardzo głośno.
-Cześć Kama, tu Emilka. Nie będzie mnie dzisiaj na urodzinach Miśka, bo mam gorączkę, boli mnie brzuch i ogólnie źle się czuję- powiedziała przyjaciółka. Nawet przez telefon słyszałam, jaki ma słaby głos.
-Jasne, nie ma problemu. Zdrowiej kochana, do poniedziałku, pa- odpowiedziałam.
-Pa- usłyszałam w słuchawce, po czym Emilka zakończyła połączenie. Westchnęłam głęboko, ponieważ myślałam, że będę miała z kim pogadać. No nic. Jestem skazana na Filipa.
-Coś się stało?- odezwał się nagle za moimi plecami wspomniany wcześniej osobnik.
-Emilki nie będzie- powiedziałam zawiedzionym tonem.
-Jesteś skazana na moją skromną osobę- zaśmiał się.
-Filip...- zaczęłam.
-Tak?
-Dziękuję.
-Ale za co?- zapytał zaskoczony.
-Za pozbycie się tego kolesia dzisiaj. Sama bym sobie nie poradziła- powiedziałam patrząc mu w oczy. Natomiast w moich zaczęły gromadzić się łzy.
-Daj spokój, nie ma o czym mówić- stwierdził.
-Jest. Gdyby nie ty...- wyszeptałam łamiącym się głosem.
-Ciii... Spokojnie- powiedział chłopak i mocno mnie przytulił. Chyba tego w tamtym momencie potrzebowałam. Schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi i starałam się uspokoić. Po kilku minutach się od niego odsunęłam.- Lepiej?- zapytał gładząc mnie po policzku.
-Zdecydowanie. Dziękuję- powiedziałam.
-W takim razie wracajmy do środka- stwierdził. Zabawa była naprawdę fajna. W pewnym momencie usiadłam przy stole, żeby się czegoś napić.
-Przykro mi- usłyszałam nagle obok siebie. Podskoczyłam zaskoczona i odwróciłam głowę. Obok mnie siedział sam Paweł Zagumny.
-Ale...- zaczęłam, lecz rozgrywający mi przerwał.
-Przykro mi z powodu tego, co musiałaś przejść- dodał. Pokiwałam głową nie wiedząc co odpowiedzieć.
-Skąd pan wie?- zapytałam po chwili zaciekawiona.
-Mariusz mi wszystko wyjaśnił. Większość zna tylko ogólnie nakreśloną historię. Szczegóły znam chyba tylko ja.
-Dopytywał pan?- zadałam kolejne pytanie.
-Tak. Byłem ciekaw tego jak pojawiłaś się w ich życiu- odpowiedział. Pokiwałam głową po raz kolejny.
-Nie codziennie poznaje się szesnastoletnią już córkę kolegi z reprezentacji- stwierdziłam.
-No raczej bardzo rzadko- powiedział i oboje się zaśmialiśmy.- Trenujesz siatkówkę, prawda?
-Tak. Jestem atakującą. Jeśli mi się uda to zagram w reprezentacji juniorek. A w tym sezonie czekają nas mistrzostwa świata.
-To życzę powodzenia.
-Nie dziękuję- odpowiedziałam.- Czytałam pana książkę.
-I jak wrażenia?
-Bardzo mi się podobała. Czytało się ją lekko i tekst był zrozumiały. A opis mistrzostw... Genialny. W pewnych momentach aż ściskało mnie w żołądku- powiedziałam z szerokim uśmiechem.
-Miło mi to słyszeć. A masz może jakiś ulubiony fragment?
-Oczywiście "Raz w życiu nie kombinuj, tylko wystaw tę cholerną piłkę Mariuszowi." Nie dość, że zabawny to jeszcze taki prawdziwy.
-Oj, tak. Patrząc na to z perspektywy czasu, to wydaje się to zabawne. Ale w tamtej chwili... No musiałem zdecydować- opowiedział. Rozmawiałam z rozgrywającym dłuższą chwilę. Wszyscy twierdzą, że jest on gburem i nudziarzem. Ja wyrobiłam sobie na jego temat zupełnie inne zdanie.
-O czym tak namiętnie rozmawiacie?- zapytał Igła, który się obok nas pojawił.
-No na pewno nie o tobie- powiedział Paweł (tak, kazał mi mówić do siebie na "ty").
-Ale dlaczego? Przecież ja jestem bardzo ciekawym tematem do rozmowy- stwierdził Krzysiek, na co zaczęliśmy się śmiać.
-A tak na serio, to po coś tu przylazł?- zapytał rozgrywający.
-Po Kamilę. Bo ze wszystkimi już tańczyłem, a z nią nie. Chodź, idziemy- powiedział, po czym wyciągnął mnie za rękę. Zaczęliśmy się wygłupiać na "parkiecie", w który zamieniła się większa część salonu.
-Chcesz coś?- zapytałam widząc jego minę.
-Co to było na tym tarasie?- spytał. Sądzę, że gdyby wzrok mógł zabijać Ignaczak leżałby trupem.
-Możesz w końcu przestać?- syknęłam.- Kiedy do ciebie dotrze, że się tylko przyjaźnimy?
-Kamila, zrozum...- zaczął, ale ja byłam tak wściekła, że odwróciłam się na pięcie. Zrobiłam kilka kroków nawet nie podnosząc głowy. Nagle na kogoś wpadłam.
-Wszystko w porządku?- zapytał Winiar.
-Tak- uśmiechnęłam się. Nagle coś mi się przypomniało.- Chodź, mam coś dla ciebie.
-Ale...
-Winiarski, no dalej- powiedziałam i pociągnęłam go za rękę. Wyjęłam z torebki czekolady zawinięte wstążką i mu je wręczyłam.- Wszystkiego najlepszego. Spełnienia marzeń, dużo sukcesów i żeby omijały cię kontuzje. Może to nie jest wymarzony prezent, ale...
-Oj, daj spokój! Jest świetny!- przerwał mi rozentuzjazmowany Misiek po czym mnie przytulił.- Dziękuję.
-Cieszę się, że ci się spodobało- uśmiechnęłam się.
-Teraz musisz ze mną zatańczyć- stwierdził i wyciągnął mnie na parkiet. Po chyba dwóch piosenkach usiadłam znów przy stole.
-Mam pytanie- usłyszałam za plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam tatę.
-Tak?
-Czemu tu siedzisz i nie tańczysz ze starym ojczulkiem?- zapytał, a ja zaczęłam się śmiać.
-Wcale nie jesteś stary- powiedziałam po czym poszłam z tatą potańczyć.
-Kamila...- zaczął.
-O co chodzi?
-Co powiedział ci Igła?- zapytał, a mnie lekko zamurowało.
-Tato...
-Jeśli nie chcesz, to nie mów.
-Niekoniecznie wiem jak.
-Rozumiem...
-Przepraszam- powiedziałam szczerze patrząc mu w oczy.
-Nie przepraszaj. Nie powinienem nawet pytać- zakończył temat. Kilka minut później znowu usiadłam przy stole, miałam już nałożyć sobie kawałek ciasta, kiedy...


**************
Akuku! Wróciłam! Troszkę opalona, w dobrym humorze i z masą nowych pomysłów. Już wiem, jak rozwiążę sprawę Kamy i Filipa! A stanie się to szybciej, niż może się wydawać.
Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem. Tak mi się mordka cieszyła i ciepło na serduchu robiło, gdy to czytałam, że szok...
Z przyczyn ode mnie niezależnych rozdział nie mógł się pojawić w weekend.
Mam nadzieję, że to rozumiecie i nadal będziecie śledzić historię Kamili.
Pozdrawiam, Dream <3 :*

P.S. Next w piątek ;)

wtorek, 26 lipca 2016

Rozdział 30

PROSZĘ O PRZECZYTANIE NOTKI POD ROZDZIAŁEM!!!


-Mam do ciebie pytanie- usłyszałam nagle za plecami.........
Odwróciłam się zaskoczona i zobaczyłam Krzyśka.
-Słucham- powiedziałam zaciekawiona jego poważnym tonem.
-Spytam prosto z mostu- oznajmił, po czym spojrzał mi prosto w oczy.- Co jest między tobą a Filipem?
-Przyjaźń- odpowiedziałam.
-Nie wyglądacie jak przyjaciele. Przyjaciele tak na siebie na patrzą- powiedział.
-Krzysiek, mogę wiedzieć do czego pijesz?
-Chcę cię uświadomić, że coś jest między tobą a młodszym Winiarskim- odpowiedział gładko.
-Jedyne, co między nami jest to przyjaźń- stwierdziłam, a po dwóch sekundach dodałam- I powietrze.
-Uwierz mi. To nie jest tylko przyjaźń. Wyraźnie coś iskrzy na lini.
-Błagam, ty też? Kilkanaście razy przerabiałam już ten temat z Emilką. My się tylko przyjaźnimy i tak ma zostać- powiedziałam zirytowana, po czym odłożyłam Antka do łóżeczka, dałam smoczka i skierowałam się do wyjścia z pokoju.
-Skoro to tylko przyjaźń, to dlaczego się tak irytujesz?- zapytał, kiedy byłam już przy drzwiach. Powoli odwróciłam się w jego stronę i wlepiłam w niego wściekłe spojrzenie.
-Bo to nie tobie trzy, a w zasadzie cztery osoby (tak, Kuba też się w to wmieszał) wmawiają rzekome uczucie pomiędzy tobą a twoim przyjacielem. To nie ty ciągle słyszysz od najlepszej przyjaciółki, że byłaby z was śliczna para bla, bla, bla. To nie ty non stop musisz tłuc te same argumenty, bo niestety, one nie docierają- odpowiedziałam i wyszłam z pokoju. Weszłam do kuchni i zapytałam- Jeszcze coś wam pomóc, czy mogę uciekać?
-W zasadzie, to już kończymy. Ale jak byś mogła, to przyjdź tak godzinkę wcześniej, dobrze? Bo będzie trzeba powycierać szklanki i jeszcze parę innych rzeczy- powiedziała Dagmara.
-Nie ma najmniejszego problemu. To do szesnastej, tak?- spytałam, aby się upewnić.
-Zgadza się- odpowiedziała.
-Świetnie, w takim razie do zobaczenia- powiedziałam i wyszłam. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam do domu. Poszłam na górę, wzięłam torebkę i zeszłam do salonu.
-Gdzieś się wybierasz?- zapytał tata.
-Tak. Idę do sklepu. Potrzebujecie coś?
-Nie, nic- odpowiedział.
-W takim razie do zobaczenia- powiedziałam i wyszłam. Szybkim krokiem ruszyłam do Lidla. Tam skierowałam się do działu ze słodyczami i kupiłam dziesięć takich samych czekolad. Milki karmelowe z orzechami. Zapłaciłam i wyszłam ze sklepu.
-Teraz twój chłoptaś nam nie przeszkodzi- usłyszałam szept przy uchu i mocny uścisk na ramieniu. Odwróciłam głowę i zobaczyłam tego samego kolesia, co trzy tygodnie temu. Próbowałam wyszarpnąć rękę, ale jego uścisk stał się jeszcze mocniejszy.- Możemy to załatwić bezboleśnie- wyszeptał tuż przy moim uchu. Wzdrygnęłam się i poczułam słone krople gromadzące się w kącikach oczu.
-EJ! CO JA CI OSTATNIO POWIEDZIAŁEM?!!- krzyknął ktoś nagle. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Filipa, a po moim policzku spłynęła pierwsza łza.- MASZ JĄ ZOSTAWIĆ W SPOKOJU, JASNE?!!- ryknął i odepchnął ode mnie kolesia, po czym dał mu w mordę. Ten się zatoczył, a Filip dodał-  I SPIERDALAJ STĄD! JUŻ!- dodał, a koleś zniknął w trybie natychmiastowym trzymając się za nos. Filip odwrócił się w moją stronę, a ja mocno się w niego wtuliłam i zaczęłam płakać. Tym razem okropnie się wystraszyłam. Winiarski mocno mnie przytulił i głaskał po głowie i plecach.
-Dziękuję- wyszeptałam tak cicho, że ledwie sama siebie usłyszałam.
-Nie ma za co- odpowiedział ciepłym, spokojnym głosem.- Nic ci nie jest?
-Na szczęście nie.
-To dobrze. Gdyby coś ci się stało, to bym chyba zabił kolesia na miejscu- powiedział i zacisnął zęby. Jego teoria sprawiła, że mocniej zacisnęłam ręce na jego ramionach ze strachu.- Ale, ej, mała, nic się nie stało. Obiecałem ci, że koleś ni ci nie zrobi i słowa dotrzymałem, tak?- zapytał, a ja pokiwałam głową.- No właśnie- zakończył i wytarł kciukami moje policzki.
-Co ty tu właściwie robisz?- spytałam nieznacznie się od niego odsuwając.
-Daga wysłała mnie po sól- odpowiedział.- Chodź, kupimy ją i wracamy- dodał, po czym objął mnie ramieniem i weszliśmy do sklepu. Szybko kupiliśmy wspomniany produkt, po czym ruszyliśmy na nasze osiedle.
-Filip...- zaczęłam.
-Tak?- zapytał chłopak oderwany od swoich myśli.
-Nie mówmy o tym nikomu, dobrze- poprosiłam.
-Zgoda. Ale jeszcze jedna taka akcja i powiesz o tym Mariuszowi- odpowiedział.
-Dobra- powiedziałam bez przekonania.
-Obiecaj.
-Obiecuję- uśmiechnęłam się. Na naszym osiedlu byliśmy kilka minut później. Pożegnaliśmy się i weszłam do domu.
-Już jesteś?- zapytał tata.
-Tak!- odpowiedziałam i poszłam na górę. Tam związałam czekolady kokardką i schowałam do torebki. Potem otworzyłam szafę, usiadłam przed nią i zaczęłam przeglądać jej zawartość. Nie miałam pojęcia, w co się ubrać. Nagle dostałam Sms'a od Emilki:
Co ubierasz?
Odpisałam szybko:
Nie mam pojęcia, a ty?
Położyłam telefon obok siebie na podłodze i zaczęłam rozważać, czy ubrać spódniczkę czy spodnie. Po krótkiej chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę- powiedziałam. Drzwi się otworzyły i zobaczyłam za nimi mamę.
-Hej, wpadłam zobaczyć co robisz.
-Modlę się- odpowiedziałam, na co obie zaczęłyśmy się śmiać.
-Już wiesz, co ubierasz?
-Nie mam zielonego pojęcia- powiedziałam i wzięłam do ręki telefon, ponieważ przyszła kolejna wiadomość od Emili.
Ja też. Spodnie czy spódnica? A może sukienka?
Napisałam tylko:
Coś się wymyśli, do zobaczenia :*
I wróciłam do przeglądania szafy.
-Lepiej ubrać spodnie czy spódniczkę?- zapytałam mamę licząc, że mi pomoże.
-Wiesz, chyba spódniczkę- odpowiedziała. Wyciągnęłam z szafy limonkową rozkloszowaną spódniczkę, czarne rajstopy i czarną bluzkę.
-Co myślisz?- zapytałam rozkładając ubrania na łóżku.
-Super pomysł. Spódnica bardzo mi się podoba. A jakie buty?
-Czarne trampki przed kostkę- powiedziałam. Mama tylko pokiwała głową.
-A o której idziesz?- zapytała.
-Dagmara mnie prosiła, żebym przyszła godzinę wcześniej- odpowiedziałam.
-Rozumiem- uśmiechnęła się. Odwzajemniłam uśmiech i usiadłam obok niej na łóżku. Spojrzałam jej w oczy, po czym bez niczego mocno ją przytuliłam. Odwzajemniła uścisk, po czym rzuciła mi lekko zaskoczone spojrzenie. Uśmiechnęłam się delikatnie i powiedziałam:
-Nie patrz tak na mnie. Przez szesnaście lat nie miałam mamy.
-A ja przez szesnaście lat myślałam, że moja córka nie żyje- odpowiedziała i po raz kolejny mnie przytuliła. Poczułam gromadzące się w kącikach oczu łzy. Nawet nie próbowałam ich hamować i już po chwili płakałam jak małe dziecko. Mama mocniej mnie przytuliła, a ja poczułam takie wspaniałe uczucie. Wokół mojego serca rozlała się fala ciepła, a ja zaczęłam się uspokajać.
-Co robicie dziewczyny?- zapytał tata wchodząc. Zobaczył nas i wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił. Z wesołego na zatroskany.- Coś się stało?
-A płaczemy sobie- odpowiedziała mama. Tata nic nie powiedział, tylko podszedł do nas i mocno przytulił. Powoli zaczęłam się uspokajać. Po kilku minutach odsunęłyśmy się od niego, a ja zadałam ciążące mi okropnie pytanie:
-Dlaczego ona nam to zrobiła?- rodzice nic nie powiedzieli, a po moim policzku kolejny raz spłynęła samotna łza. Tata podszedł bliżej i starł ją z mojego policzka.
-Nie płacz już więcej- poprosił. Tylko pokiwałam głową.
Do Winiarskich przyszłam, tak jak obiecałam, godzinę wcześniej. Drzwi otworzył mi Olek i powiedział:
-Mama prosiła, żebyś przyszła do kuchni.
-Okej- odpowiedziałam i ruszyłam do wspomnianego pomieszczenia.- Jestem.
-Świetnie. Powycierasz to? Ja pójdę się przygotować- powiedziała Daga.
-Nie ma problemu, leć- uśmiechnęłam się i zajęłam wycieraniem szklanek.
-A tak swoją drogą, to ładnie wyglądasz- dodała.
-Dzięki- odpowiedziałam, ale nie mam pewności, że to usłyszała, bo była już na górze.
-Możemy pogadać?- usłyszałam po chwili pytanie Krzyśka.
-O co chodzi?
-Przepraszam. Wiem, że nie powinienem się mieszać, ale tak jakoś wyszło- powiedział.
-No dobrze, niech ci będzie, wybaczam. Ale żeby to był ostatni raz- uśmiechnęłam się.
-Nie ma sprawy- odpowiedział ze śmiechem i mnie przytulił.
-Nudzi ci się?- zapytałam po chwili, ponieważ Igła przez cały czas siedział na krześle i patrzył na mnie.
-Trochę, a co?
-No bo mam dla ciebie zajęcie- zaczęłam.
-Nie ma mowy, nie będę wycierał szklanek- powiedział i uciekł z kuchni. Zaczęłam się śmiać, a do pomieszczenia wszedł Filip. Miał na sobie ciemne spodnie i jasnoniebieską koszulę, która idealnie podkreślała jego oczy.
-Co mu zrobiłaś?- zapytał wskazując miejsce, w którym chwilę temu zniknął Ignaczak.
-Ja? Nic. Tylko wycieranie szklanek mu zaproponowałam- odpowiedziałam z szerokim uśmiechem. Filip zaczął się śmiać, w czym mu zawtórowałam.
-Ślicznie wyglądasz- powiedział z szerokim uśmiechem, kiedy przestał się śmiać.

*************
Hejka! Wiem, że powinnam dodać rano, ale nie miałam czasu. Dopiero teraz znalazłam chwilę, żeby go dokończyć. Jak Wam się podoba?
UWAGA! TERAZ WAŻNA INFORMACJA!!!
Nie wiem, kiedy pojawi się kolejny rozdział. Za jakieś dwie godziny jadę nad morze do kuzynki i nie biorę ze sobą laptopa. Tak więc postaram się coś napisać na telefonie, ale nic nie obiecuję. Tak więc proszę o Waszą cierpliwość i wyrozumiałość. Przez ostatni miesiąc dużo poświęciłam dla tego bloga i chciałabym odpocząć. Jeśli jednak uda mi się coś napisać, to rozdział pojawi się dopiero koło weekendu. Dziękuję za wyrozumiałość.
Pozdrawiam, Dream <3

niedziela, 24 lipca 2016

Rozdział 29

Uśmiechnęłam się do ekranu, a mój uśmiech stał się jeszcze szerszy, kiedy otrzymałam kolejną wiadomość... Była ona od Filipa.
Masz moje słowo, że ten koleś nic Ci nie zrobi.
Śpij dobrze.
Dobranoc <3

Szybko odpisałam:
Wierzę.
Branoc <3

Po czym poszłam do łazienki. Szybko się umyłam i poszłam spać, ponieważ dochodziła 23.
Minęły kolejne trzy tygodnie. Nic szczególnego się nie wydarzyło. No może po za tym, że Emilka i Kuba nie ukrywają już tego, że są razem. A, i chyba z dziesięć razy przerabiałam z Emilką temat rzekomego uczucia pomiędzy mną a Filipem. Standard. Ona swoje, ja swoje. W poniedziałek 28 września przypadały urodziny Miśka. Na sobotę została więc zaplanowana, jak to określił solenizant "Gruba biba". To nic, że to nie są okrągłe urodziny. Winiarski się uparł i nie przegadasz. Po powrocie ze szkoły poszłam do domu, ale tylko po to, żeby się przebrać. Było już chłodniej, więc ubrałam czarne legginsy, bluzkę z krótkim rękawem, a na to bluzę. Zeszłam z powrotem na dół, gdzie razem z rodzinką zjadłam obiad. Następnie razem z Filipem i Michałem musiałam jechać po zakupy. Kiedy ładowaliśmy je do samochodu, Michałowi coś się przypomniało:
-Kupowaliśmy chipsy?- zapytał.
-Nie- odpowiedział Filip. Nagle zadzwonił telefon starszego Winiarskiego.
-Halo?- odebrał.
-...
-No dobrze.
-...
-Dobra, zaraz będziemy- powiedział i zakończył połączenie.- To Daga. Muszę jechać, bo czegoś tam potrzebuje. Kupicie te chipsy i przyjdziecie pieszo?- zapytał.
-A mamy inne wyjście?- spytał Filip z wysoko uniesioną brwią.
-Niekoniecznie.
-Wyskakuj z kasy, braciszku- zaśmiał się młodszy Winiarski. Chwilę później Michał wyjechał już z parkingu.
-Idziemy?- zapytałam.
-Może ja szybko skoczę i pójdziemy do domu?- zaproponował.
-Nie ma takiej opcji- powiedziałam przypominając sobie, jak to skończyło się ostatnim razem.
-Ej, mała. Dobrze, nie ma problemu. Pójdziemy razem- uśmiechnął się Filip i objął mnie ramieniem.- Przecież obiecałem, że koleś nic ci nie zrobi- wyszeptał mi do ucha, a ja mocno się w niego wtuliłam. Wspomnienie tamtego dnia i tego, co mogło się stać było straszne.- Wierzysz mi, prawda?
-Oczywiście- powiedziałam odrywając się od jego klatki piersiowej.
-Chodź idziemy- stwierdził Winiarski i złapał mnie za rękę. Ruszyliśmy do sklepu. Swoje kroki od razu skierowaliśmy do regału, na którym znajdowały się ziemniaczane przekąski. Dopiero kiedy tam dotarliśmy, zorientowałam się, że cały czas trzymaliśmy się za ręce. Lekko speszeni spuściliśmy głowy i zajęliśmy się wybieraniem smaków chipsów. Kiedy już je wybraliśmy i zapłaciliśmy, opuściliśmy sklep.
-No proszę, proszę. Kogo my tu mamy- usłyszałam szyderczy głos za plecami. Znałam go doskonale.
-Co byś chciała?- zapytałam Natalię.
-Widzę, że nie tylko w szkole spędzacie ze sobą cały czas. W wolnym czasie również? No proszę, czyżby kolejny związek?
-Nawet jeśli, to co ci do tego?- zapytał z pogardą w głosie Filip.
-Nic, nic. Cieszę się waszym szczęściem- prychnęła.
-Odpuść sobie- rzuciłam i chwyciłam Filipa za rękę.- Chodź, nie warto.
-Jeszcze zobaczymy!- krzyknęła za nami moja ulubiona koleżanka.
-Nie przejmuj się nią- powiedział Winiarski, kiedy odeszliśmy kilka kroków.
-Nie mam zamiaru- powiedziałam pewnie.
-I to bardzo mnie cieszy- uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech, po czym ramię w ramię ruszyliśmy do domu państwa Winiarskich. Weszliśmy do środka i od razu wpakowaliśmy się do kuchni.
-W czym wam pomóc?- zapytałam mamę i Dagmarę, które urzędowały w kuchni.
-Możesz zrobić sałatkę- powiedziała Winiarska i wręczyła mi kartkę z przepisem. Rozłożyłam się na stole i zaczęłam szykowanie sałatki.
-Coś wam może pomóc?- spytał Filip, kiedy skończył chować chipsy do szafy.
-Jak chcesz, to możesz doprawić mięso- odpowiedziała mu Daga.
-Się robi- powiedział z uśmiechem i zatarł ręce. Rozłożył się po drugiej stronie stołu i starannie przyprawiał mięso.
-To będzie zjadliwe?- zapytałam.
-Wielu rzeczy o mnie nie wiesz- odpowiedział z tajemniczym uśmiechem.
-I vice versa- zaśmiałam się.
-A co wam tak wesoło?- zapytała mama.
-Pewnie się czegoś nawąchali- powiedział Michał, który właśnie wszedł do kuchni i zaczął szukać czegoś po szafkach.
-Taa. Za dużo świeżego powietrza- odpowiedziałam.
-Wygadania jesteś- stwierdził starszy Winiarski.
-Raczej gotowa na odparcie wszystkich argumentów- powiedziałam dyplomatycznie.
-O tym właśnie mówię- zaśmiał się. Pokręciłam tylko głową i nic już nie dodawałam. Zajęłam się robieniem sałatki. W tym czasie Filip z wprawą doprawiał mięso na grilla. Po raz pierwszy w życiu widzę, żeby facetowi tak dobrze szło w kuchni (i nie mówię tu o zrobieniu kawy czy herbaty!). Po pół godzinie skończyłam robić sałatkę i zapytałam:
-Coś jeszcze wam pomóc?
-Wiesz co, już nie. Resztę zrobimy jutro- odpowiedziała Dagmara.
-Okey- uśmiechnęłam się i poszłam do salonu. Usiadłam na kanapie obok Filipa, taty i Michała.
-Skończyłaś?- spytał tata.
-Tak. Co robicie?
-Gramy w fifę- odpowiedział starszy Winiarski.
-Ja też chcę!- ożywiłam się.
-Masz- powiedział tata i rzucił we mnie padem. Siatkarski refleks zadziałał i udało mi się go złapać.- Cwaniara- zaśmiał się tata.
-Szach mat ateiści!- powiedział Filip, po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
-To z kim gram?- zapytałam, kiedy opanowałam śmiech.
-Ze mną- odpowiedział tata. Uśmiechnęłam się szeroko i powiedziałam tylko:
-No to jedziemy.
-Start!- krzyknął Michał i zaczęliśmy grać. Szło nam całkiem nieźle. Szczególnie mi. No dobra. Tylko mi. Ograłam tatę 4:0.
-Oszukiwałaś!- stwierdził oburzony tata.
-Nie- odpowiedziałam ze stoickim spokojem.
-W sumie, to ograła nawet Igłę, więc wygrana z tobą to bułka z masłem- zaśmiał się Michał.
-Taki mądry jesteś? To ty z nią zagraj- powiedział tata i podał Miśkowi pada.
-Bardzo chętnie- powiedział Winiarski.- Wygrana z tobą, to będzie przyjemność- dodał chytrze się uśmiechając.
-To może zakład- zaproponował Filip.
-Zgoda!- odpowiedział od razu Michał.- Co proponujesz?
-Przegrany kupuje zwycięscy dużą Milkę karmelową z orzechami- powiedziałam wiedząc, że to ulubiona czekolada Miśka.
-Dobra- uśmiechnął się i podał mi rękę. Uścisnęłam ją i powiedzieliśmy jednocześnie:
-Filip, przecinaj!- chłopak zrobił to, co powiedzieliśmy i już po chwili toczyła się między nami ostra walka. No, nie powiem. Na początku Winiar się przyłożył. Ale potem zaczął robić głupie błędy, dzięki czemu ograłam go 2:1.
-Gratulacje- powiedział Michał i uścisnął mi rękę.
-Gra z tobą to sama przyjemność- odpowiedziałam z uśmiechem i odwzajemniłam uścisk.
-Michał, czy ty przypadkiem wczoraj nie kupowałeś sobie czekolady?- zapytała z szerokim uśmiechem Dagmara.
-No tak, ale... Czekaj, skąd wiesz?
-Mam swoje źródła.
-Filip, zdrajco!
-Przecież ja tu cały czas siedzę- bronił się chłopak. Nagle usłyszeliśmy śmiechy za plecami.
-Oliwier?- zapytał Michał.- No nie wierzę! Żeby mój syn! Krew z mojej krwi i kość z mojej kości! Zdrada! Dlaczego?! Gdzie ja popełniłem błąd?!- lamentował.
-Dobra, dobra. Nie dramatyzuj, tylko daj Kamili wygraną czekoladę- powiedziała jego żona. Starszy Winiarski wstał i ze spuszczoną głową podszedł do jednej z szafek, z której wyjął czekoladę, po czym mi ją wręczył. Ja uśmiechnęłam się szeroko, po czym otworzyłam czekoladę i razem zaczęliśmy ją jeść. Nikogo tu nie zaskoczę, Michał i tak zjadł najwięcej. Potem posiedzieliśmy jeszcze jakąś godzinę u Winiarskich i wróciliśmy do domu.
Kolejnego dnia od rana był sajgon. Obiecałam dzień wcześniej Dagmarze, że przyjdę i pomogę jej nakryć do stołu. Kiedy więc byłam już ubrana, uczesana i po śniadaniu, ruszyłam do Winiarskich. A tam od progu miłe zaskoczenie. Drzwi otworzył mi sam Krzysztof Ignaczak.
-Kamila!- ucieszył się na mój widok i mocno mnie uściskał.
-Tak Krzysiu, ja też się cieszę, że cię widzę- odpowiedziałam ściskając libero.
-I co tam u ciebie?- zapytał rozentuzjazmowany.
-Wszystko dobrze. Uczę się i trenuję na przemian.
-A to tak jak ja. Tylko, że ja się nie uczę- odpowiedział i oboje zaczęliśmy się śmiać.
-Kami!- usłyszałam wesoły pisk i po dwóch sekundach do moich nóg przytulała się Dominika.
-Cześć Domi- powiedziałam i podniosłam dziewczynkę. Ta mocno oplotła rączkami moją szyję. Odwzajemniłam uścisk, po czym odstawiłam ją na ziemię.
-Siema Kama- odezwał Sebastian, który razem z Olkiem wychodził akurat z domu.
-Cześć Seba- odpowiedziałam i przybiłam z chłopakiem piątkę. Weszłam z Krzyśkiem i Dominiką do środka i swoje kroki od razu skierowałam do kuchni.
-Hej- przywitałam się wchodząc do środka.
-O, hej Kamilka- powiedziała Iwona i również mnie uściskała.
-Widzę, że od progu wszyscy cię ściskają- usłyszałam za plecami głos Filipa.
-Nic nie poradzę na to, że wszyscy mnie uwielbiają- odpowiedziałam i przytuliłam chłopaka na powitanie.
-Wszyscy oprócz Natalii- zaznaczył.
-Ona też mnie uwielbia. Tylko okazuje to w inny sposób- stwierdziłam, na co oboje zaczęliśmy się śmiać.
-Filip, pokaż Kamie gdzie są talerze, na stole macie obrusy, a sztućce w szufladzie obok barku- powiedziała Dagmara.
-Się robi. Idziemy- zarządził. Zaczęliśmy więc szykowanie stołu. Rozłożyliśmy obrusy, po czym zaczęliśmy liczyć gości. Mało istotne, że robiliśmy to siedem razy, prawda? Kiedy doszliśmy już do porozumienia, rozłożyliśmy talerze i sztućce. Całkiem dobrze się przy tym bawiliśmy, ponieważ Filip trzy razy prawie rozbił talerz. Nagle usłyszeliśmy płacz Antka. Usłyszałam niezadowolone stwierdzenie Dagi:
-Że też akurat teraz Misiek musiał jechać do tego sklepu.
-Pójdę do niego- powiedziałam i się uśmiechnęłam. Weszłam więc na górę i znalazłam pokój Antosia. Wzięłam chłopca na ręce i zaczęłam uspokajać.
-Mam do ciebie pytanie- usłyszałam nagle za plecami.........


*************
Akuku! To znowu ja! Wiem, wiem. Macie mnie już dość. Wcale się nie dziwię. Zostawiam Wam 29 rozdział do oceny.
To chyba tyle.
Buziaki, Dream :* <3
P.S. Next być może już jutro, bo mam wenę ostatnio. Ale jeśli się nie wyrobię, to we wtorek :D

piątek, 22 lipca 2016

Rozdział 28

Staliśmy tak na środku sklepu, objęci patrząc sobie prosto w oczy, aż nagle...... Ktoś na nas wpadł.
-Przepraszam bardzo, dzieciaki- powiedział jakiś starszy pan.
-Nic się nie stało- odpowiedziałam i speszona spuściłam głowę. Filip również wyglądał na skonsternowanego całą sytuacją.
-Chodź, idziemy, bo Michał się nie doczeka- odezwał się po chwili młodszy Winiarski tym samym przerywając niezręczną ciszę między nami.
-Jasne, jasne- powiedziałam i ruszyłam za chłopakiem. Wzięliśmy jeszcze kilka rzeczy i ruszyliśmy do kasy. Wyszliśmy ze sklepu, a Filip trzymał listę i coś sprawdzał.
-Mamy chleb?- zapytał nagle i zajrzał do torby, którą trzymał w drugiej ręce.
-Nie- odpowiedziałam, przypominając sobie, że go nie kupowaliśmy.
-To poczekaj, przytrzymaj- powiedział i wręczył mi torbę.- Za trzy minuty będę!- rzucił jeszcze i zniknął za drzwiami. Usiadłam więc na murku i czekałam na niego.
-Znowu się spotykamy- usłyszałam szyderczy głos tuż przy moim uchu. Wzdrygnęłam się przestraszona, a po moich plecach przebiegł okropny dreszcz.- Nie bój się mnie. Nie zrobię ci krzywdy- wyszeptał i przejechał dłonią po moim ramieniu. Strach po raz kolejny mną zawładnął. Nie mogłam się ruszyć z miejsca. Poczułam łzy gromadzące się w kącikach moich oczu.
-EJ!!!- usłyszałam nagle krzyk. Od razu poznałam ten głos.- Mówiłem ci, że masz się do niej nie zbliżać- warknął wściekle Filip i pchnął chłopaka.
-Spokojnie kolego, spokojnie- powiedział tamten. A po moich policzkach popłynęły dwie słone krople.
-Nie uspokajaj mnie, tylko wynoś się stąd w trybie natychmiastowym- powiedział zdecydowanym, twardym głosem i kolejny raz popchnął chłopaka. Tamten wyraźnie przestraszony uciekł. Filip ukucnął przy mnie i zapytał- Nic ci ten dupek nie zrobił?- jego głos był miękki i troskliwy. Zupełnie inny niż jeszcze kilka sekund temu.
-Na szczęście nie. Dziękuję. Znowu- powiedziałam. Winiarski uśmiechnął się i starł łzy z moich policzków.
-Nie płacz. Już dość ostatnio wycierpiałaś. Wracamy- zarządził i wstał, po czym podał mi rękę. Podniosłam się z pomocą chłopaka i wiedziona impulsem mocno się w niego wtuliłam doskonale wiedząc, że mogę mu ufać.
-Dziękuję- wyszeptałam. Filip nic nie odpowiedział, tylko mocniej mnie przytulił i pocałował we włosy. Byłam lekko roztrzęsiona po tej sytuacji, ale po krótkiej chwili odsunęłam się od chłopaka.
-Możemy wracać?- zapytał.
-Tak, chodźmy- uśmiechnęłam się i ramię w ramię ruszyliśmy do mojego domu.
Najchętniej zaraz po powrocie zaszyłabym się w swoim pokoju, ponieważ wcześniejsza sytuacja sprawiła, że staciłam cały dobry nastrój. Weszliśmy z Filipem do domu i zanim zdążyliśmy zamknąć drzwi, usłyszeliśmy krzyk:
-No nareszcie! Wy do Krakowa po te zakupy szliście?- zapytał starszy Winiarski wyłaniając się z kuchni.
-Dla ciebie wszystko, co najlepsze- odpowiedziałam z szerokim, lekko wymuszonym uśmiechem.
-Uwaga, bo się wzruszę- odpowiedział i zabrał od swojego brata siatkę z zakupami.
-Pomóc wam?- zapytałam opierając się o framugę drzwi kuchennych widząc, że dowodzenie przejął dzisiaj duet Winiarski&Wlazły.
-Nie!- krzyknęli jednocześnie.
-Okey, okey- powiedziałam i podnosząc ręce w obronnym geście, wycofałam się z pomieszczenia. Nagle wpadłam na ścianę. Znaczy, tak mi się wydawało. Ale ściana złapała mnie w pasie i wyszeptała mi do ucha:
-Uważaj.
-Dzięki- odpowiedziałam i stanęłam na ziemi o własnych siłach.
-Filip, chyba potrzebujemy twojej pomocy!- usłyszeliśmy z kuchni krzyk Michała. Młodszy Winiarski posłał mi szeroki uśmiech i poszedł do swojego brata. Natomiast ja poszłam do salonu. Usiadłam na kanapie razem z mamą i Dagmarą, która trzymała Antka na rękach.
-Mogę?- zapytałam.
-Jasne- odpowiedziała z uśmiechem i podała mi chłopca. Gdy wzięłam malucha na ręce, ten mocno się we mnie wtulił i patrzył na mnie tymi Michałowymi oczyskami. Normalnie skóra zdjęta z ojca. Ciekawe czy charakter też ma po Miśku. Siedziałam tak z Antosiem na kolanach przez kilkanaście minut, aż ten zasnął.
-Zaniesiesz go na górę?- zapytała Dagmara.
-Jasne, nie ma problemu- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Połóż go u nas w sypialni- powiedziała mama. Pokiwałam głową i zaniosłam chłopca na górę. Położyłam wokół niego poduszki, tak jak ostatnio zrobiła to Daga i usiadłam na brzegu łóżka. Pogłaskałam chłopca po policzku, a ten uśmiechnął się przez sen. Posiedziałam z nim kilka minut, po czym zeszłam na dół.
-Pomożesz nam?- zapytał Michał wychylając się z kuchni.
-Dobrze- powiedziałam i weszłam do wspomnianego pomieszczenia.- Co się dzieje?- spytałam.
-Mamy mały problem...- zaczął niepewnie Michał.
-Jaki?
-Umiesz zrobić sos czosnkowy?- spytał tata.
-Oczywiście- odpowiedziałam.
-A zrobisz?
-Nie ma problemu- powiedziałam i zaczęłam wyciągać potrzebne składniki. Rozłożyłam się na blacie i zajęłam się przygotowaniem sosu. Kiedy skończyłam, obok mnie pojawił się Filip. Zanurzył palucha w sosie, po czym spróbował go i stwierdził:
-Bardzo dobry.
-Świetnie. Ale mogłeś wziąć łyżeczkę, a nie maczać mi tu te brudne paluchy.
-Cicho- machnął na mnie ręką.
-Babo- mruknął gdzieś obok Michał.
-Winiarski- syknęłam, ale cała sytuacja mnie bawiła.
-Który?- zapytali jednocześnie bracia Winiarscy. Uśmiechnęłam się szyderczo i rzuciłam:
-Ten przystojniejszy- po czym wyszłam z kuchni. Usiadłam obok mamy i Dagmary, które rozmawiały na tarasie.
-Wydaje mi się, że ten jest lepszy- powiedziała Daga.
-Moim zdaniem ten- dodała mama.
-A ty co myślisz?- zapytała mnie Winiarska i pokazała mi katalog jakiegoś sklepu kosmetycznego otwarty na stronie z balsamami do ust.
-Mi odpowiadałby ten- powiedziałam i wskazałam na arbuzowy.
-O mnie mówiła!- usłyszałyśmy krzyk Michała.
-Chciałbyś! O mnie!- odpowiedział mu krzykiem Filip.
-O mnie!
-O mnie!
-Wiesz o co chodzi?- zapytała Dagmara, a ja zaczęłam się śmiać.
-Kamila, co ty tam zrobiłaś?- spytała mama unosząc lewą brew do góry.
-No wiecie....- powiedziałam między kolejnymi salwami śmiechu. W końcu udało mi się opowiedzieć im całą historię. Śmiały się razem ze mną.
-To chyba najbardziej drażliwy temat- stwierdziła po chwili Dagmara.
-Zauważyłam- odpowiedziałam. Posiedziałyśmy tak jeszcze jakieś pół godziny. Z kuchni nadal słychać było kłótnię braci Winiarskich, ale nie miałyśmy zamiaru w to wnikać. Nagle usłyszałyśmy płacz Antka- Ja pójdę- powiedziałam i poszłam do sypialni rodziców, gdzie leżał najmłodszy z Winiarskich. Usiadłam obok niego na łóżku i wzięłam go na ręce. Po kilku minutach znowu zasnął. Położyłam go na łóżku rodziców i cały czas siedziałam obok niego, mając drzwi za plecami.
-Chodź coś zjeść- usłyszałam szept przy uchu. Podskoczyłam zaskoczona, a po moich plecach przebiegł dreszcz.- Spokojnie, to tylko ja- dodał Filip i objął mnie ramieniem.
-Nie strasz mnie tak- powiedziałam cicho, żeby nie obudzić Antka.
-Przepraszam- odpowiedział. Wiedziona nieznanym impulsem przytuliłam się do chłopaka.- Wszystko dobrze?- zapytał szeptem Filip.
-Boję się. Przecież ten koleś...- zaczęłam i urwałam czując gromadzące się w oczach łzy.
-Ciii... Spokojnie. Nic ci nie zrobi, obiecuję- wyszeptał chłopak i mnie przytulił. Po krótkiej chwili odsunęłam się od niego i zeszliśmy na dół, aby zjeść kolację. Przy stole było bardzo wesoło. Pojawili się nawet Arek i Olek, których wcześniej nie widziałam. Dołączyliśmy więc do nich i zaczęliśmy jeść. Później posprzątaliśmy wszystko i Oliwier oraz Arek poszli pobawić się na górę. Mama, tata, Michał i Dagmara rozsiadli się w salonie, a ja i Filip zajęliśmy huśtawkę w ogrodzie. Siedzieliśmy prawie cały czas w ciszy. Ale nie takiej niezręcznej. W tej naszej ciszy, która nam nie przeszkadzała.
-Kama...- zaczął chłopak, ale urwał swoją wypowiedź.
-Tak?- zapytałam ciekawa, co chce powiedzieć.
-Naprawdę boisz się tego kolesia?
-Naprawdę- odpowiedziałam szczerze patrząc w jeden punkt przed nami.- Nie wiem, co takiemu może strzelić do głowy. A tacy idioci miewają różne pomysły- zakończyłam.
-Racja- powiedział i po raz kolejny zapadła cisza. Byłam już trochę zmęczona tym całym dniem, więc oparłam głowę na ramieniu Filipa i zamknęłam oczy. Siedzieliśmy tak kilkanaście minut, gdy nagle usłyszeliśmy krzyk Dagi:
-Filip chodź, zbieramy się!
-Już idę!- odpowiedział i wstał. Zrobiłam to samo i ramię w ramię z chłopakiem ruszyliśmy do domu. Tam pożegnaliśmy się z Winiarskimi i każdy rozszedł się w swoją stronę. Mama poszła przygotować Arkowi kąpiel, tata skierował się do kuchni, żeby wyciągnąć naczynia ze zmywarki, a ja weszłam na górę do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i wzięłam telefon do ręki. Miałam dwie wiadomości. Pierwszą od trenera z informacją od, że treningi w weekend są odwołane, bo ma jakiś wyjazd rodzinny czy coś, a drugi od Emilki z informacją, że dojechali szczęśliwie na miejsce. Uśmiechnęłam się do ekranu, a mój uśmiech stał się jeszcze szerszy, kiedy otrzymałam kolejną wiadomość...


***********************
Jestem! Udało mi się wyrobić na czas! Nawet mogę stwierdzić, że to jeden z lepszych rozdziałów. No może trochę przesłodzony, ale na pewno niedługo znowu namieszam, nie musicie się martwić.
Do następnego.
Buziaki, Dream :* <3
P.S. Next w niedzielę :D

środa, 20 lipca 2016

Rozdział 27

-Co ty próbujesz mi dzisiaj wmówić, co?- zadałam pytanie, które ciążyło mi już dłuższego czasu.
-Że coś między wami ewidentnie jest. Widzę to. Ciągnie was do siebie- powiedziała patrząc mi w oczy.
-Emila......- zaczęłam.

-Tak, tak wiem. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Znam go jakieś dwa i pół tygodnia- stwierdziła przedrzeźniając mnie.
-No bo to prawda!
-A ja i Kuba? Ile my się znamy? Tydzień? Ale po prostu mnie do niego ciągnie i mi na nim zależy i chcę spróbować- wyznała.
-Nie możesz tego porównywać- powiedziałam dalej broniąc swojego zdania.
-Czy ty nie widzisz, że wymieniacie non stop maślane spojrzenia?- zapytała już lekko zdenerwowana.
-Em, błagam cię. Do czego ty pijesz, co? Daj spokój- poprosiłam.
-Lubisz go- stwierdziła.
-Lubię- odpowiedziałam, bo akurat to mogłam potwierdzić.
-Zależy ci na nim.
-Na przyjaźni z nim.
-Nie zaprzeczaj.
-Nie zaprzeczam, tylko prostuję twoją wypowiedź- powiedziałam z uśmiechem. Ciężko wyprowadzić mnie z równowagi. A ostatnio mam jeszcze regularne treningi z Natką, więc nie ma problemu. Natomiast moja przyjaciółka westchnęła ciężko.
-A może zamiast cały czas zaprzeczać, to pomyślisz logicznie, co? Kto cię pocieszał i przytulał, jak ja zniknęłam i nie mogliście mnie znaleźć? Filip, którego znasz tak krótko, czy Kuba, z którym przyjaźnisz się kilka lat?- zapytała.
-Filip, bo Kuba był zbyt roztrzęsiony tym, że nie możemy cię znaleźć- odpowiedziałam gładko.
-No dobrze. Dlaczego za każdym razem na powitanie lub pożegnanie się przytulacie?
-Bo się przyjaźnimy? Z tobą czy Kubą też się przytulam moja droga- powiedziałam pewnym głosem.
-Jeny. Kto pomagał ci znosić rzeczy ze starego mieszkania, a potem do pokoju?- zadała kolejne pytanie.
-Ty, tata, Michał i Filip- odpowiedziałam.
-Kama- warknęła wyprowadzona z równowagi Emilka.
-Słucham cię kochana?- zapytałam słodkim głosem.
-Dlaczego ty rękami i nogami bronisz się przed tym, że coś jednak do Winiarskiego czujesz, co?
-Jeny, Emila, kiedy ty zrozumiesz, że nas po za przyjaźnią nic nie łączy? Daj spokój z tymi insynuacjami- powiedziałam. W środku byłam okropnie wyprowadzona z równowagi, jednak nie dałam tego po sobie poznać. Jestem świetną aktorką. Przyjaciółka w końcu odpuściła ten temat, chociaż wiedziałam, że jeszcze nie raz do niego wrócimy. Jednak mniejsza o to. Na chwilę obecną mam spokój. Jakiś kwadrans później wrócił Karol. Przywitał się z nami i spytał Emilkę:
-Gotowa?
-Ale na co?- zapytała zdezorientowana.
-Jak to na co? Zapomniałaś- stwierdził pewnie i głośno westchnął.
-Ale o czym?
-Jedziemy do Warszawy. Do rodziców i ja do Olki. Miałaś się spakować i mięliśmy jechać od razu jak wrócę z treningu, bo mam wolny weekend.
-Faktycznie! Kompletnie zapomniałam. Przepraszam cię braciszku. Daj mi góra kwadrans i będę gotowa- poprosiła i zaczęła się pakować. Kłos tylko pokręcił głową, a ja zabrałam tacę z pustymi opakowaniami i szklankami i poszłam z nią do kuchni. Wyrzuciłam puste opakowania po lodach, chipsach, czekoladzie i żelkach oraz karton od soku. Umyłam szklanki i gdy wycierałam ręce, do pomieszczenia wpadł Karol.
-Mogę wiedzieć co robisz?
-Ogarnęłam to. Teraz możecie spokojnie jechać, wszystko pozmywane!- powiedziałam, na co oboje się zaśmialiśmy. Poszłam do pokoju przyjaciółki i się z nią pożegnałam. Tak samo jak z Kłosem, który był tak miły, że odprowadził mnie do drzwi. Kiedy weszłam do windy, wyjęłam telefon i napisałam Sms'a do taty:
Właśnie wyszłam od Kłosów. Jest jeszcze wcześnie, więc się przejdę. Nie musisz po mnie jechać.
W momencie, kiedy schowałam telefon do torebki, dźwig się zatrzymał, a ja wyszłam z bloku, po czym ruszyłam w stronę domu. Na miejscu byłam jakieś dwadzieścia minut później. Weszłam do środka, a w salonie oprócz rodziców siedzieli również Winiarscy.
-O cześć Kamila- powiedział Michał kiedy mnie zobaczył.
-Hej- odpowiedziałam i się uśmiechnęłam.
-A gdzie ty się włóczysz, co?- zapytał starszy Winiarski.
-Czułam, że przyjdziesz, więc wybyłam z domu- powiedziałam i zaczęłam się śmiać, w czym zawtórowali mi pozostali.
-Masz świetnego czuja- stwierdził Michał.
-Wątpiłeś?- zapytałam z uniesioną brwią.
-Jakże bym śmiał- powiedział i podniósł ręce w obronnym geście, co wywołało śmiech pozostałych. Z szerokim uśmiechem weszłam na górę, gdzie przebrałam się w wygodniejsze ubrania i związałam włosy, bo zaczynały mnie irytować. Gdy zeszłam na dół, usiadłam na kanapie obok Filipa i zgarnęłam jedno ciastko z talerzyka.
-Zaskoczona?- zapytał młodszy Winiarski. Domyśliłam się, że chodzi mu o Emilę i Kubę.
-Szczerze? Ani trochę. Jak wtedy wyszła ta ich randka, to byłam pewna, że prędzej czy później będą razem- odpowiedziałam.
-Ja też- stwierdził.
-Kamila to prawda?- zapytał nagle Michał. Zaskoczona, o co może mu tym razem chodzić spytałam:
-Ale co?
-No to, że jesteś kapitanem.
-A prawda. Trener uznał, że skoro odrzuciłam propozycję ze Spały, to to będzie dobra decyzja- odpowiedziałam.
-Dostałaś propozycję ze Spały?!- praktycznie zawył Winiar.
-Tak.
-Dlaczego?
-A dlaczego nie?- przekomarzałam się z nim.
-Jesteś gorsza niż twój ojciec- zaśmiał się Michał.
-Dziękuję- odpowiedziałam z szerokim uśmiechem. Siedzieliśmy tak jakiś kwadrans, gdy nagle poderwał się Michał:
-Mam pomysł!
-O matko- mruknęli jednocześnie Filip, tata, mama i Dagmara.
-Chcecie wiedzieć?- zapytał z nadzieją.
-Ależ oczywiście- mruknął tata.
-Już nie możemy się doczekać- dorzucił Filip.
-Skąd ta reakcja?- zapytałam szeptem młodszego Winiarskiego.
-Jego pomysły różnie się kończą- odpowiedział również szeptem.
-To mogę mówić?
-Jeśli musisz- stwierdziła jego żona.
-Zróbmy grilla!- powiedział z entuzjazmem Michał.
-Mięliśmy przecież niedawno- powiedział tata.
-No i co? Nie można zrobić jeszcze raz?
-W sumie...- mruknęła mama.
-To co?- zapytała Daga.
-No dobrze- powiedział tata.
-Kama, Filip skoczycie do sklepu?- zapytała mama.
-Jasne- odpowiedziałam.
-Ale mi się nie chce- stwierdził Filip.
-Nie marudź, tylko zbieraj cztery litery i idziemy- zganiłam go.
-No dobrze- odpowiedział. Michał zaczął się śmiać, a ja podniosłam na niego zaskoczone i lekko zaciekawione spojrzenie.
-Co tak patrzysz? Jego zazwyczaj ciężko przekonać do czegokolwiek- powiedział podnosząc ręce w obronnym geście.
-Widać mam dar przekonywania- stwierdziłam i poszłam do kuchni. Tam zrobiliśmy listę zakupów, wzięliśmy portfel i torbę (trzeba być eko) i ruszyliśmy do Lidla. Droga minęła nam raczej spokojnie. Rozmawialiśmy na wiele różnych tematów. Gdy dotarliśmy już do sklepu, zaczęliśmy krążyć pomiędzy półkami. Nagle na kogoś wpadłam.
-Uważaj!- warknął ten ktoś.
-Przepraszam- powiedziałam skruszona.
-Możesz mi to wynagrodzić. Ale nie tutaj, tylko u mnie- uśmiechnął się koleś na którego wpadłam i przejechał ręką po moim policzku. Wzdrygnęłam się i sparaliżowana strachem nie byłam w stanie drgnąć ani o milimetr.
-Daj jej spokój! Jest zajęta! I nigdy więcej nie chcę cię koło niej widzieć, jasne?!- warknął wściekły Filip i objął mnie ramieniem po czym ruszyliśmy dalej.
-Dziękuję- wyszeptałam, kiedy zostawiliśmy tego kolesia daleko w tyle.
-Nie ma sprawy- odpowiedział.- Nigdy nie pozwolę, żeby stała ci się jakakolwiek krzywda- dodał szeptem. Spojrzałam w jego oczy. Tak cholernie niebieskie i hipnotyzujące. Odwzajemnił to spojrzenie. Staliśmy tak na środku sklepu, objęci patrząc sobie prosto w oczy, aż nagle.......


*********************
Cześć!!! Wiem, wiem. Najpierw mówiłam, że może będzie we wtorek. Ale nie miałam weny. Teraz dodaję w środę. I tu znowu 'ale', bo miał być rano. No nie wyrobiłam się. Przepraszam! Nawet nie wiecie jak mi głupio. Rozdział nieco krótszy, ale jakże treściwy. Macie to, co chyba lubicie najbardziej, czyli Kamę i Filipa. Swoją drogą może macie pomysł na połączenie jakoś tych imion (shippowanie, tak? Chyba tak). Podawajcie propozycje w komentarzach.
Co do rozdziału, przeciętny. Bywa.
Do następnego, czyli do piątku.
Pozdrawiam, Dream <3 :*