poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Rozdział 37

Obudził mnie dźwięk mojego telefonu:
-Halo?- odebrałam zaspanym głosem.

-Liczyłam na to, że jak zadzwonię w nocy, to odbierzesz- usłyszałam głos Emilki. Spojrzałam na wyświetlacz, na którym faktycznie widniał jej numer i nasze wspólne zdjęcie zrobione na zakupach przed rozpoczęciem roku.
-Czego chcesz?- warknęłam.
-Dokończyć to, co zaczęłam. Wiesz, wtedy w szpitalu nie dałaś mi skończyć- zaczęła, ale ja postanowiłam jej nie słuchać. Rozłączyłam się. Odłożyłam telefon na szafkę i położyłam się na brzuchu. Po kilku sekundach znów zadzwonił mój telefon. Potem znowu. I znowu. I znowu. Wreszcie nie wytrzymałam i wyciszyłam komórkę sprawdzając przy okazji godzinę. 4:13. Świetnie. Kręciłam się na łóżku przez dłuższą chwilę. Ponownie sprawdziłam godzinę. 4:30. Jest sobota. Wpół do piątej rano. A ja nie mogę spać. Westchnęłam. Teraz, to już na pewno nie zasnę. Chwyciłam więc z półki jakąś książkę i zaczęłam czytać. O szóstej nawet czytanie mi się znudziło, więc wstałam, ubrałam jakieś dresy, buty do biegania, wcisnęłam do uszu słuchawki i wyszłam z domu wcześniej zostawiając jeszcze w kuchni wiadomość, że wyszłam pobiegać o szóstej i powinnam wrócić przed ósmą. Przed domem zrobiłam szybką rozgrzewkę i ruszyłam przed siebie. Dobiegłam do parku gdzie przebiegłam chyba każdą możliwą ścieżkę. Kiedy czułam już przyjemne fizyczne zmęczenie, wróciłam do domu. Po przekroczeniu progu usłyszałam wesoły śmiech Arka. Dobiegał on z salonu. Zostawiłam więc buty w korytarzu i poszłam sprawdzić, co takiego rozbawiło mojego braciszka. W salonie zobaczyłam uroczy widok. Tata razem z Arkiem wygłupiali się, ganiali, a kiedy tacie udało się złapać młodego, zaczynał go łaskotać. Uśmiechnęłam się, a przez głowę przebiegła mi myśl, że gdyby nie podłość Dominiki, to pewnie też miałabym takie wspomnienia. Odgoniłam ją jednak szybko. Kiedy poczułam smaczny zapach jajecznicy, poszłam do kuchni. Tam mama smażyła wspomniane danie podśpiewując jakąś piosenkę.
-Dzień dobry- powiedziałam z uśmiechem.
-Dzień dobry- odpowiedziała mama.

23 listopad 2015, godzina 04:10

Obudził mnie krzyk mamy:
-Mariusz!!!- szybko wstałam i poszłam do łazienki, gdzie paliło się światło.
-Mamo, wszystko w porządku?- zapytałam wchodząc do pomieszczenia.
-Obudź tatę! Zaczęło się!- powiedziała głaskając się po brzuchu. Wokół niej była spora kałuża wody. Czyli trzeba się spieszyć. Pobiegłam do sypialni rodziców i zaczęłam szturać tatę.
-Tato- nic.- Tato!- nadal nic.- WLAZŁY, WSTAWAJ! DZIECKO CI SIĘ RODZI!!!- dalej nic. Myśl Kama. Zauważyłam dzbanek z wodą i szklankę stojące na stoliku. Chwyciłam szybko szklany dzbanek do ręki i całą jego zawartość wylałam tacie na głowę.
-Jezu, co się dzieje?!- zapytał wycierając twarz i rozglądając się po pomieszczeniu.
-Mama zaczęła rodzić!- poinformowałam go.
-O matko!!!- krzyknął przerażony.
-Uspokój się. Idź wyprowadzić samochód. Potem weźmiesz mamę. No ruchy!- poleciłam. Ten wstał i już miał biec do drzwi, kiedy znów się odezwałam.- A, tato....
-Tak?
-Ale najpierw się ubierz- poleciłam i poszłam do mamy do łazienki. Usiadłam obok niej i złapałam ją za rękę. Ta mocno ją ścisnęła.
-Kamila, dziękuję ci. Ten dureń ma tak mocny sen, że ja bym tu mogła umierać, ten by się nie obudził- powiedziała.
-Ale mamo... Wyszłaś za tego durnia- stwierdziłam cicho.
-Bo go kocham! Ale czasem mnie denerwuje- przyznała.
-Rozumiem. A teraz spokojnie. Oddychaj. Wdech. Wydech. Wdech- mówiłam i razem z nią głęboko oddychałam. Nagle mama znów krzyknęła, bo złapał ją skurcz.
-No gdzie ten idiota?!
-Jestem kochanie, jestem. Już jedziemy- powiedział i wziął ją na ręce. Ja pobiegłam do ich sypialni i zabrałam torbę, która już dawno stała przygotowana. Pobiegłam za nimi na dół i włożyłam torbę do samochodu.
-Zadzwoń po Michała!
-Tato...
- Niech się wami zajmie...
-Tato!
-Tak?
-Poradzę sobie. Zadzwoń, kiedy będzie już po wszystkim. A jak coś się stanie, to zadzwonię po Michała.
-Ale na pewno?
-Tak. Jedź już- powiedziałam. Tata wsiadł do samochodu i odjechał. Odwróciłam się i weszłam do domu na szczycie schodów stał Arek. Światło księżyca i ulicznej lampy tak oświetlało jego twarz, że widziałam na niej ślady łez.
-Kami- zaczął.
-Coś się stało, maluchu?- zapytałam i w trzy sekundy znalazłam się obok niego i patrzyłam mu prosto w oczy.
-Co się stało mamusi? Czemu krzyczała? Coś jej się stało?
-Nie. Nasz braciszek postanowił do nas dołączyć- powiedziałam z uśmiechem.
-Naprawdę?
-Naprawdę.
-A wrócą dzisiaj do domu?- zadał kolejne pytanie.
-Tata na pewno. Ale mama i dzidziuś będą musieli zostać w szpitalu na dwa, trzy dni- oznajmiłam.
-Ale dlaczego?
-Bo lekarze muszą sprawdzić, czy maleństwo jest zdrowe- powiedziałam. Chłopczyk pokiwał głową i ziewnął.- No, kolego. Czas wracać do łóżka.
-A nie mogę poczekać na tatę?
-Nie słoneczko. Ale obiecuję, że jeżeli tata wróci, jak jeszcze będziesz spał, to powiem, żeby do ciebie zajrzał- uśmiechnęłam się i dałam mu pstryczka w nos.
-No dobra- powiedział i złapał mnie za rękę. Poszliśmy do jego pokoju, gdzie chłopczyk wskoczył na łóżko, a ja przykryłam go kołdrą.
-Dobranoc- szepnęłam.
-Wiesz co Kami?
-Co takiego?
-Jesteś najlepszą siostrą pod słońcem- powiedział i przytulił mnie bardzo mocno. Odwzajemniłam uścisk i odpowiedziałam:
-A ty najlepszym bratem- chwilę później poczułam, jak uścisk zelżał. Odsunęłam się więc od chłopca i zauważyłam, że śpi. Przykryłam go, zgasiłam światło i wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół, żeby zamknąć drzwi. Już miałam kłaść się spać, kiedy usłyszałam pukanie, a raczej walenie do drzwi. Zeszłam na dół i zobaczyłam przez wizjer jakiegoś faceta. Nie znałam go. Mogłam przysiąc, że nigdy wcześniej go nawet nie widziałam. Odczekałam chwilę, licząc, że sobie pójdzie. Nic takiego się jednak nie stało, co dziwnie, facet zaczął jeszcze bardziej dobijać się do drzwi. Przerażona pobiegłam jak najciszej na górę po telefon. Drżącymi dłońmi wybrałam numer Miśka.
-Halo?- odebrał zaspanym głosem po czwartym sygnale.
-Mi.. Misiek- wyszeptałam.
-Kama, coś się stało?- zapytał rozbudzony.
-Mama zaczęła rodzić, więc tata pojechał z nią do szpitala. A teraz jakiś facet dobija się do domu. Misiek, co ja mam robić?- powiedziałam cicho przerażona.
-Arek śpi?
-Tak.
-Dobrze. Nic nie rób. Czekaj na mnie. Zaraz będę- rzucił i zakończył połączenie. Najciszej jak potrafiłam zeszłam znów na dół. Facet dobijał się jeszcze bardziej i krzyczał:
-Wiem, że tam jesteś, suko! Otwieraj! No już! Wiem, że jesteś sama!- przerażona siedziałam niedaleko drzwi i czekałam na Miśka. Nagle usłyszałam jego głos. Nie zrozumiałam, co powiedział, ale byłam już spokojniejsza. Nie jestem sama, pomyślałam. Jakieś dwie minuty później usłyszałam pukanie do drzwi.
-Kamila, to ja Michał. Otwórz- wstałam z podłogi, sprawdziłam przez wizjer, czy to na dwieście procent Michał, po czym otworzyłam drzwi. Kiedy Winiarski mnie zobaczył, zapłakaną, przerażoną i bezradną, pokonał dzielący nas dystans i mocno mnie przytulił. Wtedy rozpłakałam się na dobre.
-Dziękuję- wyszeptałam.
-Nie ma sprawy. Wiesz kim był tek koleś?
-Nie mam zielonego pojęcia. Nigdy go nawet nie widziałam- powiedziałam.
-Mariusz dawno pojechał do szpitala?
-Jakieś dwadzieścia minut temu- odpowiedziałam.
-Nie zostawię was tu teraz samych, ubierz się- polecił mi.
-Nie rozumiem- stwierdziłam zgodnie z prawdą.
-Może i jestem roztrzepany, ale nie na tyle, żeby zostawić ciebie i Arka samych po tym, co się tu przed chwilą działo- powiedział rzeczowym tonem.- Młodego nie będziemy budzili, przeniosę go.
-Dobrze. Daj mi chwilę, ubiorę się- odpowiedziałam i poszłam na górę. Cały czas byłam roztrzęsiona. Ręce trzęsły mi się niemiłosiernie. Ubrałam się i zabrałam telefon oraz klucze od domu. Wyszłam z pokoju, a na korytarzu czekał Michał z Arkiem na rękach. Zeszliśmy na dół i wyszliśmy przed dom. Szybko zamknęłam drzwi i stanęłam możliwie najbliżej Michała.
-Nie bój się- powiedział siatkarz.- Jesteś ze mną i nic ci nie grozi- dodał po czym ruszyliśmy do jego domu. Tam drzwi otworzyła nam Dagmara.
-Jejku, co ci się stało, dziewczyno?- zapytała widząc moje czerwone jeszcze od płaczu oczy i wciąż jeszcze trzęsące się ręce. Podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła. Znów się rozpłakałam.- Chodź do salonu- dodała Winiarska. Usiadłyśmy na kanapie. Po chwili pojawił się Michał.
-Teraz jeszcze raz, na spokojnie wyjaśnij nam, co się stało- poprosiła Daga. Opowiedziałam im wszystko od początku. Nie przerywali mi, tylko przytakiwali.
-No dobrze. Nie wiemy kim był ten facet. Ale musisz na siebie uważać- powiedział Michał.- O, już szósta- dodał patrząc na swój zegarek.
-Raczej już nie zaśniesz, co?- zapytała Dagmara.
-Na dwieście procent nie- odpowiedziałam.
-W takim razie chodź do kuchni. Zjemy coś.
-Misiek- zaczęłam.

***************
Cześć! Zgodnie z obietnicą pojawia się następny rozdział. Jestem w miarę zadowolona, aczkolwiek mógł być lepszy.
Co do meczu, to niestety przegrany. Ale za to Bartek zdobył 36 punktów! Szczerze powiedziawszy, to nawet nie wiem kiedy.
Dzisiaj gramy z Kubą. Trzymamy kciuki za naszych!
To chyba tyle.
Pozdrawiam, Dream :* <3

P.S. Next w środę :D

sobota, 13 sierpnia 2016

Rozdział 36

 POGRUBIONA CZCIONKA TO JĘZYK HISZPAŃSKI!


-Kamila masz gościa- powiedziała mama, która weszła po chwili do pokoju.

-Możemy pogadać?- zapytał Karol.
-Jasne, wchodź- uśmiechnęłam się i zwróciłam twarz w stronę laptopa.- Kubuś, muszę kończyć. Trzymaj się, pa.
-Cześć- odpowiedział i się rozłączył. Mama wyszła z pokoju, a Karol stał przy drzwiach.
-Siadaj- powiedziałam. Chłopak usiadł obok mnie. Schowałam laptopa pod łóżko. Nie mam pojęcia dlaczego, ale zawsze tam chowam sprzęt.- O co chodzi?
-O Emilkę- zaczął, a ja spojrzałam na niego zaciekawiona. Po upływie jakiejś minuty znów się odezwał.- Przepraszam cię za nią. Wcale ci się nie dziwię, że nie wróciłaś potem do szpitala. Słyszałem, co powiedziała tobie i Kubie. I niestety pamiętam, co powiedziała mi- dodał szeptem i schował twarz w dłoniach. Położyłam rękę na jego ramieniu i zapytałam:
-Czy ciebie też... Hmm... Obraziła?
-Obraziła? Delikatne określenie. Na wyrzucała mi strasznie- powiedział i powtórzył mi, co usłyszał od dziewczyny.- Nie mam już siostry. Na koniec powiedziałem jej "Zapomnij o mnie tak, jak ja w tej chwili zapominam o tobie".
-Serio?!- zapytałam zszokowana.
-No... tak.
-Ja jej to przed chwilą napisałam- powiedziałam i pokazałam mu wiadomość na telefonie. Chłopak uśmiechnął się.
-Uważam, że dobrze zrobiłaś. Oboje dobrze zrobiliśmy. Skoro jej nie zależy na nas, to dlaczego nam ma zależeć na niej- prychnął.
-Ale nie myślisz, że... No bo to w końcu twoja siostra. A moja przyjaciółka- wyszeptałam.
-Kamila, przyjaciółka by się tak nie zachowała. Siostra z resztą też nie- powiedział, po czym złapał mnie za ramiona i spojrzał prosto w oczy.- Posłuchaj, ja wiem, że przez cały ten czas byłyście blisko i ona jest dla ciebie ważna, ale postaraj się o niej zapomnieć. Traktuj ją tak, jak ona potraktowała ciebie. I już nigdy nie pozwól jej, żeby cię obraziła.
-Dobrze- powiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Obiecujesz?
-Obiecuję- odpowiedziałam, na co chłopak mocno mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk i po chwili odsunęłam się od chłopaka.- Dziękuję. Chyba potrzebowałam takiej rozmowy, tych słów.
-Nie ma sprawy- machnął ręką.- Polecam się na przyszłość.
-Uwaga, bo jeszcze skorzystam- powiedziałam, na co oboje znów się zaśmialiśmy.
-Wiesz, jesteś bardzo podobna do Mariusza. I masz jego oczy. I uśmiech w sumie też- stwierdził środkowy.
-Co Mariusza?- zapytał tata, który nagle wszedł do pokoju.- Kto mnie obgaduje?
-Nikt- powiedzieliśmy jednocześnie z szerokim uśmiechem.
-Jaaaaasne- odpowiedział tata.- Dobra Kłos, zbieraj się. Winiarski zobaczył twój samochód na podjeździe i postanowił, że skoro mamy juro wolne, to przecież świetnym pomysłem jest pogranie w fifę i wypicie czegoś mocniejszego.
-Nie musicie mnie namawiać- stwierdził Kłos, po czym ruszył do drzwi. Tata spojrzał na mnie z zaciekawieniem, i chyba chciał o coś zapytać, ale zrezygnował. Wyjaśniłam jemu i mamie, co takiego zaszło między mną i Emilką. Zrozumieli mnie i więcej ten temat nie wracał. Na szczęście. Zeszłam na dół, gdzie w salonie siedzieli Kłos, Wrona, Conte, Uriate, tata i Winiarski. Michał ostatnimi czasy bardzo często przewijał się przez nasz dom, więc z szerokim uśmiechem zapytałam:
-Panie Winiarski, a pan to się do nas przeprowadził?
-Ależ oczywiście. Wszystko po to, żebym mógł częściej cię oglądać- odpowiedział. Reszta zaczęła się śmiać, a ja i Misiek po chwili do nich dołączyliśmy.
-A co tu tak wesoło?- zapytała mama, która właśnie weszła do salonu.
-Dowiedziałam się przed chwilą, że Misiek mnie uwielbia- powiedziałam.
-Tak. Ma nawet ołtarzyk na twoją cześć- parsknęła śmiechem Dagmara, która weszła do salonu z jakimiś kubkami i wróciła do kuchni. Poszłam za nią i zapytałam:
-Pomóc ci w czymś?
-Już kończę, więc nie trzeba. Ale mam inną prośbę.
-Słucham cię.
-Poprosiłam Filipa, żeby został w domu z Antkiem, bo ten spał, i żeby przyszli jak już się obudzi. Dziesięć minut temu dostałam od niego Sms'a, że mały już nie śpi, a ich ciągle nie ma. Więc jak byś mogła iść i sprawdzić czy wszystko w porządku.
-Jasne. Nie ma sprawy- powiedziałam i poszłam ubrać buty. Cofnęłam się jednak do kuchni i dodałam- Wyjaśnisz wszystko rodzicom, dobrze?
-Oczywiście- odpowiedziała z uśmiechem. Wyszłam więc z domu i ruszyłam na posesję Winiarskich. Zadzwoniłam raz, nic. Drugi, też nic. Zapukałam, nadal nic. Nacisnęłam więc klamkę i okazało się, że drzwi były otwarte. Weszłam po cichu do środka i usłyszałam wesoły śmiech i słowa Filipa:
-No Antek, proszę cię- zaśmiałam się i poszłam ich poszukać. Na dole ich nie było, więc weszłam na piętro. Od razu skierowałam się do pokoju Antosia, skąd było słychać wesoły śmiech chłopca. Drzwi były otwarte, więc oparłam się o framugę i patrzyłam, jak bardzo bawi Antka utrudnianie Filipowi zadania zmiany pieluchy. Kiedy po dwóch minutach próby mojego przyjaciela na nic się zdały, ten zaczął się po prostu śmiać. Doskonale znałam ten śmiech. Może nie znamy się długo, ale spędziliśmy ze sobą tyle czasu, że rozpoznałabym go wszędzie.
-Chyba potrzebujesz pomocy- powiedziałam z uśmiechem. Obaj chłopcy zaskoczeni odwrócili głowy, a Filip zapytał:
-Długo tu stoisz?
-Dostatecznie długo, by stwierdzić, że mały nie daje ci się wykazać- odparłam, na co oboje się zaśmialiśmy.
-No, masz rację. To jak? Pomożesz?- zadał kolejne pytanie. Kiwnęłam głową i podeszłam do Antka.
-Czemu ty się tak buntujesz maluchu, co?- zapytałam, a on znowu się zaśmiał i wyciągnął rączki w moją stronę.- Zadzwoń do Dagi, bo się martwi i wyjaśnij jej wszystko- poprosiłam Filipa patrząc mu prosto w oczy. Ten jedynie mi przytaknął i wyszedł z pomieszczenia. Zmieniłam Antkowi pieluchę i ubrałam go w przygotowane obok rzeczy. Wzięłam na ręce i zaczęłam spacerować z nim po pokoju.
-Już?- zapytał Filip, kiedy wrócił.
-Już- uśmiechnęłam się. Winiarski podszedł do nas, po czym patrząc na swojego bratanka powiedział:
-Kolego. Następnym razem inaczej porozmawiamy- Antek odpyskował mu coś w swoim języku, a my znowu się zaśmialiśmy. Podniosłam głowę i spojrzałam Filipowi prosto w oczy. Staliśmy tak przez chwilę i mierzyliśmy się wzrokiem, jakby wokół nas nic nie było. Tą chwilę przerwał Antek, który zaczął strasznie marudzić. Spuściłam głowę, a Filip odchrząknął i zapytał:
-Idziemy?
-Tak, chodźmy- odpowiedziałam. Podałam mu Antka i zeszłam na dół. Ubierałam buty, kiedy chłopaki pojawili się obok. Filip ulokował swojego bratanka w wózku i sam zaczął ubierać buty. Wystawiłam wózek na zewnątrz, a Winiarski w tym czasie zamknął drzwi. Przez sekundę w mojej głowie pojawiła się myśl, że chciałabym, aby tak wyglądała moja przyszłość, ale natychmiast ją odgoniłam. To niemożliwe. Pomyślałam i spojrzałam na Filipa. Udało mu się zamknąć drzwi i ruszył do furtki. Zabrałam więc wózek i poszłam za nim. Przez całą drogę oboje milczeliśmy. Antoś zapełniał tą ciszę wesołym gaworzeniem. Gdy dotarliśmy do mojego domu odstawiliśmy Antka Dagmarze i poszliśmy do kuchni.
-Napijesz się czegoś?- zapytałam.
-Soku- odpowiedział. Nalałam więc soku jabłkowego do dwóch szklanek i podałam jedną z nich chłopakowi.- Dzięki.
-Kama!- usłyszałam krzyk Michała.
-Tak?- zapytałam wchodząc razem z Filipem do salonu.
-Udowodnij Facu, że jesteś od niego lepsza w fifę- poprosił. Szeroko się uśmiechnęłam i zajęłam miejsce na kanapie pomiędzy starszym Winiarskim a Facoundo. Michał wręczył mi pada, a ja zapytałam Facu w jego ojczystym języku:
-Gotowy?
-Znasz hiszpański?- zapytał zaskoczony siatkarz.
-Znam- odpowiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Znasz hiszpański?- zapytała zszokowana reszta.
-No tak- odpowiedziałam. Zaczęliśmy grać. Kiedy ograłam przyjmującego 4:1, ten spojrzał na mnie zaskoczony.
-Jak ty to zrobiłaś?- zapytał. Szeroko się uśmiechnęłam i powiedziałam:
-Lata praktyki. Poćwicz jeszcze trochę, to może kiedyś ze mną wygrasz- na te słowa Uriate się zaśmiał, a cała reszta patrzyła na nas nie do końca rozumiejąc o czym rozmawiamy.
-Żądam rewanżu- odezwał się Argentyńczyk.
-Następnym razem- odpowiedziałam, po czym wstałam i zapytałam Miśka.- Ograłam go. Zadowolony?
-Nawet nie wiesz jak bardzo. Facu, moja kasa- zaśmiał się starszy Winiarski. Zmierzyłam go wściekłym spojrzeniem, po czym patrząc prosto w te niebieskie oczyska powiedziałam:
-Następnym razem biorę połowę.
-Zobaczymy- stwierdził i schował wygraną do portfela.
-Kto nauczył cię tak grać?- zapytał Facu.
-To pozostanie moją słodką tajemnicą- zaśmiałam się.
-Czyli nie mam co liczyć na poznanie twojego sekretu?
-Nie ma takiej opcji-
odpowiedziałam. Reszta wieczoru minęła całkiem spokojnie. Chłopaki zagrali jeszcze kilka meczy i, muszę przyznać, że Facu był całkiem niezły w te klocki. Ciekawe, gdzie on się tego nauczył. Ale zaobserwowałam również, że oni wszyscy robią głupie, idiotyczne wręcz błędy. Naprawdę. Kiedy już cała ekipa się zwinęła, razem z tatą posprzątałam cały bałagan, który udało się zrobić tej bandzie wielkoludów. Kiedy skończyliśmy chowanie naczyń do zmywarki, tata odezwał się:
-Mogę ci zadać dwa pytania?
-Jasne.
-O czym rozmawiałaś z Karolem?- zapytał.
-O Emilce. Przepraszał za nią i jej zachowanie- wyjaśniłam. Tata pokiwał głową i zadał drugie pytanie:
-Skąd znasz hiszpański?
-Babcia zawsze twierdziła, że języki są ważne. A, że ja mam, w jej mniemaniu, talent to zapisywała mnie na różne kursy. W ten sposób na kursach nauczyłam się angielskiego, hiszpańskiego i francuskiego.
-Znasz trzy języki obce?- zapytał tata zaskoczony.
-Tak w zasadzie, to cztery. No bo jeszcze niemiecki, którego uczę się w szkole. Może nie jest on na takim poziomie, jak reszta, ale jednak- uśmiechnęłam się.
-Zaskoczyłaś mnie. Facu i Nico też pewnie byli zaskoczeni, ale pozytywnie. Bo w swoim ojczystym języku mogą porozmawiać albo ze sobą albo z Falascą. Ale polski idzie im całkiem nieźle.
-Muszę przyznać ci rację. Nie myślałam, że obcokrajowcom polski może iść tak dobrze- odpowiedziałam. Porozmawialiśmy chwilę, po czym oboje poszliśmy spać. Położyłam się na łóżku i momentalnie zasnęłam. Obudził mnie dźwięk mojego telefonu:
-Halo?- odebrałam zaspanym głosem.


***********************
To znowu ja! Sama zaczynam mieć siebie dość! Ostatnio mam taką wenę, że narobiłam sobie zapas rozdziałów tutaj i szykuję coś zupełnie nowego :D Ale to na razie tajemnica :)
Co do meczu z Argentyną- O matko! Normalnie podczas tego trzeciego seta serce mi się zatrzymało! Jestem mega dumna z chłopaków. MAMY ĆWIERĆFINAŁ!!! Czy to nie cudowne?
Moim zdaniem komentatorzy się trochę poprawili.
Pozdrawiam, do następnego, Dream <3 :*

P.S. Next w poniedziałek.

czwartek, 11 sierpnia 2016

Rozdział 35

-Nadal jesteś pewna, że wszystko dobrze?- zapytała mama. Podniosłam głowę i westchnęłam.
-Nie mam siły o tym rozmawiać, mamo. Proszę- wyszeptałam.
-Rozumiem. Zjedz coś- powiedziała.
-Dobrze.
-Kamila- zaczęła mama.
-Tak?
-Na pewno nic się nie stało?
-Nic strasznego. Na prawdę- powiedziałam patrząc jej prosto w oczy.
-Wierzę ci- uśmiechnęła się i wyszła z pomieszczenia.

*perspektywa Karola*

Chwilę po tym, jak Kamila, Filip i Kuba wyszli ze szpitala, pojawił się Andrzej.
-Dzień dobry- przywitał się z moimi rodzicami.
-Dzień dobry- odpowiedzieli mu jednocześnie.
-Cześć- powiedział siadając obok mnie i Oli.
-Hej- uśmiechnęła się lekko moja dziewczyna.
-Siemka- mruknąłem.
-Co z Emilą?
-Już wszystko dobrze. Zostanie pewnie do jutra, żeby zrobić jeszcze jakieś tam badania.
-Okej- przytaknął i nic nie powiedział.
-Spróbuję z nią porozmawiać- oznajmiłem po chwili. Wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni, ale nikt nic nie powiedział. Wstałem więc i skierowałem swoje kroki do sali, w której leży Emilka.
-Czego chcesz?- zapytała, kiedy tylko przekroczyłem próg pomieszczenia.
-Porozmawiać.
-Nie chcę z tobą rozmawiać! Z nikim!- krzyknęła wściekła.
-Uspokój się- poprosiłem spokojnym tonem.
-Niby po co?!
-Emila!
-Co Emila?! No co Emila?! Powiedzieć ci coś?!- zapytała, a ja kiwnąłem głową.- Żałuję, że przyjechałam do Bełchatowa! Że zaczęłam tu naukę i treningi! To chyba najgorszy okres w moim życiu! Nienawidzę cię! Jesteś okropnym bratem! Cały czas się o mnie martwisz, pilnujesz mnie, dzwonisz i pytasz, czy wszystko w porządku! Daj mi wreszcie spokój!
-Okropnym?!- zapytałem zły.- Martwię się o ciebie, więc jestem okropny?! Dobrze wiedzieć.
-Wynoś się! Nie chcę cię znać!- krzyknęła. Podszedłem do niej i patrząc prosto w oczy powiedziałem:
-Nie masz już brata. Zapomnij o mnie tak, jak ja w tym momencie zapominam o tobie- po czym wyszedłem z sali.- Po jej rzeczy przyjedziecie sami. Nie chcę jej widzieć w moim mieszkaniu- powiedziałem do rodziców.
-Ale to twoja siostra!- odezwała się moja mama.
-Ja nie mam już siostry.
-Ale...
-Już nie- powiedziałem, po czym zabrałem bluzę z jednego z krzesełek.- Idziemy?- zapytałem Olę i Andrzeja.
-Czas najwyższy- stwierdził mój przyjaciel. Wyszliśmy przed szpital, gdzie zapytałem:
-Pomożecie mi spakować jej rzeczy?
-Nie ma problemu- odpowiedzieli jednocześnie.

*perspektywa Kamili*

16 październik 2015, godzina 15:30
Właśnie szykuję się do pierwszego w tym sezonie meczu. Czy coś się u mnie zmieniło przez ostatnie trzy tygodnie? Całkiem sporo. Tata Emilki kilka dni po jej próbie samobójczej dostał propozycję pracy w Austrii. Od razu się zdecydowali i zabrali Emi, twierdząc, że to dla jej dobra. Kilka dni później Kuba wrócił do Włoch. Z naszej paczki został tylko Filip i ja. Pewnie zastanawiacie się dlaczego w ostatnim czasie tak rzadko pojawia się tu Natalia. Otóż tydzień temu okazało się, że jest ona w ciąży. Nie miałam okazji jej pogratulować, ponieważ wyjechała z rodzicami do Szczecina. Moje przemyślenia przerywa trener.
-Dziewczyny, gotowe?- zapytał. Kiwamy tylko głowami.- Ej, co z wami?!- zadał kolejne pytanie widząc nasze miny.- Kamila, chodź ze mną na chwilę.
-Dobrze- powiedziałam i wyszłam za trenerem z szatni.
-Co się z tobą dzieje, dziewczyno?- zapytał.
-Nic.
-Jak to nic? Ja rozumiem, że to co zrobiła Emilka i jej późniejszy wyjazd mocno tobą wstrząsnęły, ale musisz wziąć się w garść. Wiesz dlaczego zostałaś kapitanem?- spytał, a ja przecząco pokręciłam głową.- Znam cię kupę czasu. Wiem ile pracy włożyłaś w treningi. Jesteś cholernie dobrą zawodniczką, która jest motorem napędowym tej drużyny. Dlatego błagam, weź się w garść, zepnij tyłek i pokaż na boisku na co się stać!
-Tak jest!- powiedziałam odzyskując całą pewność siebie i zasalutowałam.
-Posłuchaj mnie uważnie. Jeżeli w sezonie porządnie się przyłożysz, to masz szansę grać z juniorkami na mistrzostwach świata. To będzie dla ciebie ogromna szansa.
-Rozumiem. Dziękuję trenerze- uśmiechnęłam się.
-Nie ma sprawy. A teraz idź do szatni i zmotywuj dziewczyny. Musimy to wygrać! Widzimy się za dziesięć minut przed wejściem na salę- powiedział. Weszłam do szatni i spojrzałam na dziewczyny.
-Co jest?- zapytałam.
-To, że nie ma Emilki znacznie osłabia naszą grupę, nie zauważyłaś?- zapytała Marlena.
-Lenka, ja wiem, że nie czujesz się teraz pewnie. Ale przecież siedząc na ławce marzyłaś o wyjściu w pierwszej szóstce, prawda? Więc dlaczego teraz zamiast pokazywać pewność siebie i swoich umiejętności się boisz?!
-Kama, wiemy, że chcesz nas zmotywować, ale uwierz, że dzisiaj nic z tego nie będzie- powiedziała Marta.
-Laski, co z wami?! Nie poznaję was! Spinamy tyłki i rozprawiamy się z przeciwniczkami do zera!
-Pamiętasz, co powiedziałaś w zeszłym roku jednej z nich pod siatką?- zapytała lekko uśmiechnięta Julka.
-Wystaw tyłek i cierp- zaśmiałam się.
-Wiecie, mam ochotę zobaczyć, jak czołgają się po boisku dostając w dupę do zera.
-No i takie podejście jest właściwe!- krzyknęłam zadowolona. Wystawiłam rękę przed siebie, a dziewczyny ułożyły na niej swoje dłonie.- Hej!
-Hooop!- odpowiedziały krzykiem dziewczyny. Mocno przytuliłyśmy się w kółku i wyszłyśmy z szatni. Przed wejściem na salę czekał na nas trener.
-Gotowe?- zapytał.
-Jak nigdy!- odpowiedziałam. Weszliśmy na salę i zaczęłyśmy się rozgrzewać. Rozejrzałam się po trybunach i zobaczyłam rodziców, Arka oraz Filipa. Szeroko się do nich uśmiechnęłam i wróciłam do ćwiczeń. Równo o godzinie szesnastej rozpoczął się mecz. Najpierw przywitanie drużyn i sędziów. Następnie prezentacja pierwszych szóstek i rozpoczęcie meczu. Piłkę miały przeciwniczki. Zagrywka. Mocne uderzenie w piłkę. Julka przyjęła prawie idealnie. Piłka leci do Doroty, naszej rozgrywającej. Ta bez większych ceregieli wystawia piłkę przez plecy prosto do mnie. Wyskakuję do ataku i z całej siły wbijam piłkę w parkiet. Szczęśliwe przytulamy się z dziewczynami w kółku. Mecz kończy kończy się wynikiem 3:0 dla nas. Pierwszego seta wygrałyśmy do 20, drugiego na przewagi 29:27, a w trzecim ukazałyśmy całkowitą przewagę miażdżąc przeciwniczki do 14. Po meczu przyszedł czas na nagrodę MVP. Otrzymałam ją ja. Okazało się, że udało mi się zdobyć aż 25 punktów! Byłam w szoku, nie myślałam, że było tego aż tyle! Kiedy już wymieniłyśmy uprzejmości z przeciwniczkami, zaczęłyśmy szczęśliwe tańczyć w kółku. Potem poszłyśmy do szatni się przebrać. Wyszłam przed halę trzymając w dłoni kolejną statuetkę do kolekcji.
-Gratulacje- powiedział tata i mocno mnie przytulił.
-Dziękuję- odpowiedziałam. Mama, Arek i Filip również mi pogratulowali.
-Wracamy do domu?- zapytała mama.
-Nie ma innego wyjścia- powiedziałam.
-Filip, jedziesz z nami?- spytał tata.
-Nie, nie. Ja mam teraz trening. W końcu jutro zaczynam sezon- odpowiedział, po czym się z nami pożegnał i wrócił na halę. Wróciliśmy do domu i rozsiedliśmy się w salonie.
-Gdzie grasz za tydzień?- zapytał tata.
-W Rzeszowie. Wyjeżdżamy w czwartek wieczorem. Wracamy w sobotę koło południa. Mecz jest w piątek- powiedziałam. Tata tylko pokiwał głową.

30 październik 2015, godzina 17:45
Siedzę razem z mamą, Arkiem, Dagą, Olkiem, Antkiem i Filipem na trybunach w Energii. Czekamy na rozpoczęcie się pierwszego w tym sezonie meczu Skra vs Effector. Bełchatów jest zdecydowanym liderem, ale nie zapominajmy, że Kielce mają Mateusza Bieńka. Zdolnego, młodego zawodnika, który może pociągnąć drużynę do zwycięstwa. Mecz kończy się triumfem Bełchatowa 3:1. Pierwszego seta wygraliśmy do 22, drugiego do 16, trzeciego przegraliśmy do 22, a czwartego, ostatniego wygraliśmy do 18. Całą ekipą schodzimy na dół, aby pogratulować Skrzatom.
-Gratulacje- uśmiechnęłam się do taty i mocno go przytuliłam.
-Dziękuję. Ludzi chyba więcej niż na twoim meczu, no nie?- zapytał ze śmiechem.
-Za to ja szybciej wygrałam- odparłam.
-Też prawda- powiedział tata i zaczęliśmy się śmiać.
-A co wam tak wesoło?- zapytał Winiar.
-Nic, nic- odpowiedzieliśmy jednocześnie, co wywołało kolejną salwę śmiechu.
-Jasne- stwierdził i poszedł do szatni. Godzinę później byliśmy już w domu. Poszłam do mojego pokoju, żeby się przebrać. Wtedy odezwał się mój telefon. Spojrzałam na ekran, widniała na nim wiadomość od Emilki:
Możemy porozmawiać na Skype?
Westchnęłam nie wiedząc, co odpisać. W głowie wciąż miałam naszą ostatnią rozmowę.
Nie mamy o czym.
Odpisałam i wzięłam laptopa, po czym usiadłam na łóżku. Zobaczyłam, że Kuba jest dostępny na Skype. Zadzwoniłam więc do niego i już po chwili na ekranie widniała uśmiechnięta twarz chłopaka.
-Cześć- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Hej- odpowiedział. Rozmawialiśmy kilka minut, ale przerwał nam dzwonek mojego telefonu. Sięgnęłam po urządzenie, na którym widniała wiadomość od Emili. Westchnęłam głośno, a Kuba zapytał- Coś się stało?
-Nie, no co ty- mruknęłam.
-Od kogo ta wiadomość?
-Od Emilki.
-Czego ona chce?- zapytał lekko zdenerwowany.
-Porozmawiać- prychnęłam.
-Co ona ci tam napisała?- przytoczyłam mu dwie wcześniejsze wiadomości i przeczytałam tą najnowszą:
-Widzę, że jesteś dostępna. Korona Ci z głowy spadnie jak chwilę porozmawiasz z przyjaciółką?
-Napisz jej...- zaczął, ale mu przerwałam.
-Wiem, co mam napisać- powiedziałam, po czym wysłałam do dziewczyny wiadomość o treści:
Nie zachowałaś się jak przyjaciółka. Już nią dla mnie nie jesteś. Zapomnij o mnie tak, jak ja w tej chwili zapominam o Tobie.
Wysłałam wiadomość i poczułam dziwną ulgę.
-Kamila masz gościa- powiedziała mama, która weszła po chwili do pokoju.


****************
Akuku! To znowu ja! Pojawiam się z kolejnym rozdziałem! Jak się podoba?
Jak wrażenia po meczu Polska-Iran. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się takiego zachowania kibiców. I ta ostatnia akcja pod siatką... No pierwszy raz widziałam, żeby to Kubi kogoś odciągał, a nie na odwrót. Pozytywna zmiana :D
Dzisiaj mecz z Argentyną. Trzymamy kciuki.
Pozdrawiam, do następnego, Dream <3 :*

P.S. Next w sobotę :D

wtorek, 9 sierpnia 2016

Rozdział 34

Około jedenastej razem z Filipem poszliśmy do Emilki do szpitala. Weszliśmy na odpowiednie piętro, gdzie na korytarzu siedzieli Ola, Karol oraz jego rodzice. Nie mięli ciekawych min.
-Dzień dobry- przywitałam się z państwem Kłos.
-O, witaj Kamilko. Długo się nie widzieliśmy, co u ciebie?- zapytała mama Emi.
-Wszystko dobrze. A co z Emilką?
-Nie chce z nikim rozmawiać. Na wszystkich burczy.
-Mogę?- zapytałam wskazując drzwi jej sali.
-Jeśli chcesz- odpowiedział tata mojej przyjaciółki.
-Cześć- powiedziałam wchodząc do sali, na której leżała dziewczyna.
-Hej- mruknęła.
-Jak się czujesz?- zapytałam z troską. Nie uzyskałam jednak odpowiedzi.- Em...- zaczęłam cicho i spokojnie, ale dziewczyna wybuchła.
-Czego ty chcesz?! Dajcie wy mi wszyscy święty spokój! Nie mam ochoty z nikim rozmawiać! A z tobą w szczególności!
-Ale...
-Chcesz wiedzieć dlaczego?! Dobrze, powiem ci! Uważasz się za moją przyjaciółkę, a nie pomyślałaś, że ja chciałam umrzeć?! Nie znasz mnie! Nic o mnie nie wiesz! Wynoś się! Wolę nie mieć przyjaciół, niż mieć takich jak ty!- zabolało. Poczułam łzy gromadzące się w kącikach oczu, ale nie dałam za wygraną.
-Po jednej kłótni z chłopakiem od razu ze sobą kończyć?! Normalna jesteś?! Całe życie przed tobą! Masz rodzinę, przyjaciół, talent...- zaczęłam wymieniać, ale po raz kolejny mi przerwała.
-A ty co się tak mądrzysz?! Co ty masz z tego życia?! Rodziców, którzy zajęli się tobą w wieku szesnastu lat?!- zabolało. Znowu. Tym razem pozwoliłam, aby pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
-Doskonale wiesz...
-Oj przestań! Kiedy do ciebie dotrze, że jesteś po prostu żałosna?!- nie czekałam na to, co chce jeszcze powiedzieć. Ewidentnie miała zamiar jeszcze coś dodać, ale ja już nie wytrzymałam. Wybiegłam z sali ze łzami w oczach. Nie patrząc na nikogo ruszyłam do wyjścia ze szpitala. Przy schodach dogonił mnie Filip.
-Kam, co się... Ty płaczesz?- zapytał, a ja nie odpowiedziałam, tylko się do niego przytuliłam.Ten mocno mnie objął czekając, aż się uspokoję.
-Zabierz mnie stąd- wyszeptałam. Filip otarł łzy z moich policzków, po czym objął mnie ramieniem i wyszliśmy ze szpitala.
-Chcesz wrócić do domu?- zapytał głosem przepełnionym troską.
-Nie. Musimy iść do Kuby. Może on z nią porozmawia.
-Jesteś świadoma tego, że ona właśnie potraktowała cię jak nie powiem kogo, a ty chcesz jeszcze jej pomagać?
-Mogę iść sama, jeśli chcesz- stwierdziłam i ruszyłam w stronę domu Jakuba.
-Ja nie powiedziałem, że puszczę cię samą- zaśmiał się Winiarski i mnie dogonił. Na miejscu byliśmy dziesięć minut później (zna się wszystkie Bełchatowskie skróty). Zadzwoniliśmy do drzwi, które otworzyła Gabi.
-Hej- zaczęłam.
-Cześć- odpowiedziała.
-Hej- dorzucił Filip.- Jest Kuba?
-Wchodźcie, siedzi w salonie- powiedziała, więc weszliśmy do środka.- Jakubie!- krzyknęła.
-Zrób mi loda- mruknął Filip. Spojrzałyśmy na niego zaskoczone.- No co? Bajki ostatnio z chłopakami oglądałem.
-Co się drzesz?!- odkrzyknął Kuba.
-Gości masz- poinformowała go siostra.
-Kogo znowu niesie?- zapytał, a gdy zobaczył mnie i Filipa wyglądał na zaskoczonego.
-Hej- powiedziałam z Winiarskim jednocześnie.
-Cześć?- odpowiedział zaskoczonym głosem.- O co chodzi?
-Podziękowałbyś im. To oni cię wczoraj odstawili- mruknęła Gabi.
-Dzięki. Więc o co chodzi?
-Musimy pogadać- powiedziałam, po czym opowiedzieliśmy mu całą historię. Kiedy to usłyszał, pobiegł się ubrać, a my czekaliśmy w salonie. Wymieniłam się numerami telefonu z Gabrysią, tak "na przyszłość".
-Idziemy?- zapytał Kuba, który był gotowy po trzech minutach.
-Jasne- odpowiedział Filip i we trójkę ruszyliśmy do szpitala. Tam Kuba przedstawił się rodzicom Emilki, którzy nie robili problemów i pozwolili mu wejść do środka. Wyszedł równie szybko, co ja i miał podobną minę. Spojrzałam w jego oczy i serce mi pękło. W Kubusiowym spojrzeniu było tyle bólu. Wstałam z plastikowego krzesełka, na którym siedziałam i przytuliłam przyjaciela. Po chwili usłyszałam, że zaczął płakać. Kiwnęłam głową na Filipa i zabraliśmy go na zewnątrz.
-Wracam do Włoch- oznajmił Kuba, kiedy siedzieliśmy na ławce przed szpitalem.
-Co?!- zapytaliśmy jednocześnie zszokowani.
-Tata dostał tam świetną propozycję pracy i wracamy. Ale nie martwcie się. Odwiedzę was. I będziemy rozmawiać przez internet. Obiecuję- powiedział.
-Trzymam cię za słowo- uśmiechnęłam się lekko.- A co z...
-Z Emilą? Już nic. Kocham ją, ale po tym, jak mnie teraz potraktowała wiem, że zasługuję na kogoś lepszego- stwierdził i zapadła cisza.- Kam...- zaczął Kuba po kilku minutach.
-Tak?
-I ty też powinnaś.
-Ale co?
-Emila nie zasługuje na taką przyjaciółkę, jak ty. Wszystkich traktuje okropnie, nic na to nie poradzimy. Ale proszę cię. Nie wybaczaj jej, nie dawaj szans. Tak nie zachowuje się przyjaciółka- mówił, a jego słowa, choć tak prawdziwe, zadawały dużo bólu.- Obiecaj.
-Obiecuję- wyszeptałam.
-Zbieram się. W tym tygodniu już nie pojawię się w szkole. Samolot mam w środę. Przyjdę się pożegnać- powiedział Kuba.
-Trzymamy cię za słowo, stary- odpowiedział Filip.
-Kuba- zatrzymałam chłopaka, bo chciałam go o coś zapytać.
-Tak?
-Dlaczego nigdy nie mówiłeś o Gabi?- spytałam, a chłopak bez najmniejszego skrępowania odpowiedział:
-Bo dopiero po wyjeździe do Włoch zrozumiałem, jak fajnie mieć młodsze siostry. Lecę, pa.
-Hej- powiedział Filip.
-Cześć- dodałam. Siedzieliśmy przez chwilę ciszy, gdy nagle ktoś do nas podszedł.
-Hej- usłyszałam i podniosłam głowę. Musiałam bardzo wysoko zadrzeć łepetynkę, aby ujrzeć uśmiechniętą twarz Andrzeja.
-Cześć- odpowiedzieliśmy jednocześnie z Filipem.
-Czemu tu siedzicie?- zapytał.
-Jeśli nie masz ochoty usłyszeć tego, co naprawdę myśli o tobie Emila, to nie idź do niej- powiedziałam.
-Coś się stało?
-Niestety- powiedziałam i zaśmiałam się. Ale w tym śmiechu nie było krzty wesołości. Nagle rozdzwonił się telefon Filipa.
-Halo?- odebrał.
-...
-Okej.
-...
-Okej.
-...
-Okej.
-...
-Okej. Pa- powiedział i się rozłączył.
-Imponujące te twoje rozmowy- zaśmiał się środkowy.
-Do mnie chociaż ktoś dzwoni- odgryzł się Filip. Tym razem całkowicie szczerze zaczęłam się śmiać.- Kam, zbieramy się- poinformował mnie młodszy Winiarski.
-Oczywiście. Cześć Andrzej.
-Cześć, cześć- powiedział i ruszył w stronę szpitala. Natomiast ja i Filip w przeciwnym kierunku, na nasze osiedle.
-Miałem cię poinformować, że cała twoja rodzinka jest u mnie, bo z wczoraj tyle żarcia zostało, że wszystko odgrzewają.
-Zrozumiałam.
-Niezmiernie mnie to cieszy.
-Mnie również.
-Dobra, koniec- powiedział Filip, po czym oboje parsknęliśmy śmiechem.
-Okej- przytaknęłam.
W domu Winiarskich panuje ogromna radość. Dzieciaki biegają, dorośli rozmawiają, wszyscy się śmieją. Raczej mój obecny nastrój tutaj nie pasuje. Za bardzo boli mnie serducho po tym, co powiedziała mi Emilka. Ale również przez to, że mój mózg cały czas podsuwa mi wspomnienie bólu w Kubusiowym spojrzeniu.
-Wszystko w porządku?- zapytał Filip widząc moją minę.
-Co? Tak, tak- powiedziałam lekko zdezorientowana.
-Nie brzmisz przekonująco.
-Bo jedyne na co mam ochotę, to usiąść i się rozpłakać. Doskonale wiem, że słyszałeś wszystko, co powiedziała mi Emilka, więc pewnie mnie rozumiesz.
-Rozumiem ciebie, ale jej nie. I dobra rada. Nie płacz lepiej przy wszystkich. Kto jak kto, ale Igła nie odpuści, dopóki wszystkiego się nie dowie.
-Twoje rady są bezcenne- odparłam.
-Wiem przecież. Jak już nie wytrzymasz, to wyjdź do łazienki i wyślij mi Sms'a. Coś wymyślimy.
-Dzięki- uśmiechnęłam się, po czym weszliśmy do salonu.
-Cześć- powiedział cały chórek, gdy nas zobaczył.
-Hej- odpowiedzieliśmy jednocześnie.
-Co z Emilką?- zapytał tata.
-Lekarze mówią, że jej życiu nic już nie zagraża- powiedział Filip. Dziękuję Ci Boże za takiego przyjaciela!
-A jak ona się czuje?- zapytał tym razem Igła.
-Nie chce z nikim rozmawiać- odpowiedział po raz kolejny Filip.
-Coś się stało?- zapytała mama, która przez cały czas bacznie mi się przyglądała. Zacisnęłam zęby i z wymuszonym uśmiechem odparłam:
-Nie, dlaczego?
-Bo nie brzmicie przekonująco, powiedzmy- odpowiedziała.
-Wszystko jest dobrze. Co jemy?- zapytał Filip zmieniając temat. Boże, dziękuję ci jeszcze raz. Z całego serca.
-My już jedliśmy. Nie wiedzieliśmy, kiedy przyjdziecie. Wszystko macie w kuchni, częstujcie się- powiedziała Daga. Poszliśmy więc do kuchni. Zaraz po wejściu do pomieszczenia oparłam się o ścianę i zjechałam aż do podłogi.
-Nadal jesteś pewna, że wszystko dobrze?

**************************
Ta dam! Jest i 34 rozdział. Kto by pomyślał, że Emilka tak się zachowa? Strzelam, że nikt.
Jak się podoba?
Znowu nie wiem, co napisać. Chociaż, nie. WIEM!!!! Wygraliśmy z Egiptem, jakby jeszcze ktoś nie wiedział! Dzisiaj czeka nas dużo cięższa przeprawa z Iranem. Ale damy radę. Bo kto jeśli nie my?
Przyznam szczerze, że rozwaliły mnie miny Kurka. Po prostu siedziałam i się śmiałam. I bardzo irytowali mnie komentatorzy. Ughh... No, ale nic. Ważne, że udało się wygrać.
Do następnego, pozdrawiam, Dream <3 :*

P.S. Next w czwartek.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Rozdział 33

 Kiedy Karol zaparkował pod ich blokiem, wyskoczyłam z samochodu. Środkowi pobiegli za mną. Zatrzymałam się przed drzwiami. Próbowałam je otworzyć, ale były zamknięte. Karol wyciągnął klucze i wpuścił nas do środka.
-Emilka!- krzyknął Karol, gdy otworzył drzwi. Poszłam w stronę jej pokoju, a chłopaki sprawdzali inne pomieszczenia.
-Em, o mój boże- powiedziałam, gdy znalazłam ją w jej pokoju.-Karol, mam ją! Dzwoń po karetkę!- krzyknęłam.
-Co?!
-Szybko!- powiedziałam klęcząc przy dziewczynie. Leżała na łóżku obok którego leżały puste opakowania po środkach nasennych i butelki po alkoholu.
-O matko- wyszeptał Andrzej, kiedy wszedł do pomieszczenia i zobaczył tą scenę.
-Emi, dlaczego?- wyszeptałam. Dziewczyna żyła, bo wyczułam jej puls.- Andrzej, zbierz te opakowania i dasz je lekarzowi. Będą mięli ułatwioną sprawę- poleciłam środkowemu. Ten szybko wykonał moje polecenie, a kilkanaście sekund później pojawili się sanitariusze i lekarz.
-Kiedy mogła je zażyć?- zapytał.
-Rozmawiałam z nią niecałe dwie godziny temu- odpowiedziałam.
-Ja godzinę- rzucił Karol.
-To dobrze- stwierdził lekarz i zaczął wydawać swoim współpracownikom polecenia. Trzy minuty później wywozili Emilkę na noszach.
-Gdzie ją zabieracie?- zapytał Karol.
-Na Dębową- odpowiedział lekarz.
-Jadę tam- stwierdził Kłos.
-Zaczekaj!- powiedziałam i złapałam środkowego za ramię.- Jadę z tobą. A ty Andrzej jedź do Winiarskich i wszystko wytłumacz, dobrze? Proszę.
-Nie ma sprawy- odpowiedział. Wyszliśmy z bloku. Andrzej podbiegł do swojego samochodu i odjechał. Za nim pojechałam ja z Kłosem. W szpitalu byliśmy kilka minut później. Na miejscu okazało się, że Emilce robią płukanie żołądka, a następnie będą musieli przeczyścić jej cały organizm. Usiedliśmy na krzesełkach pod wskazaną salą i wtedy nie wytrzymałam. Rozpłakałam się. Siedzący obok mnie Karol również płakał. Ukrył twarz w swoich wielkich dłoniach. Nagle na korytarzu pojawili się Andrzej, Ola, która od razu podeszła do Karola i go przytuliła, Michał, tata i Filip. Ten ostatni usiadł obok mnie i zapytał:
-Co z nią?
-Ona...- zaczęłam szeptem, ale nic więcej nie potrafiłam powiedzieć. Rozpłakałam się jeszcze bardziej i przytuliłam do młodszego Winiarskiego. Ten mocno mnie objął i próbował uspokoić. Kiedy Karol częściowo się opanował, odezwał się:
-Chciała się zabić. Wzięła dwa opakowania leków nasennych i popiła je wódką. Teraz płuczą jej żołądek, a potem muszą przeczyścić cały organizm- zakończył całkowicie załamanym głosem. Ja siedziałam wtulona w Filipa i cała czas płakałam. Po raz kolejny tego wieczoru zapytałam chłopaka szeptem:
-Dlaczego?- nie odpowiedział. Pewnie dlatego, że nie miał pojęcia, co ma mi powiedzieć. Po kwadransie częściowo się uspokoiłam. Siedziałam z głową opartą na ramieniu Filipa i z zamkniętymi oczami. Nie rozumiałam postępowania Emilki. Przecież... Przez nadmiar kłębiących się w głowie myśli w moich oczach znów pojawiły się łzy.
-Nie płacz- wyszeptał mi do ucha Filip i starł łzy z moich policzków. Wzięłam głęboki oddech i starałam się opanować. Nagle z sali Emilki wyszedł lekarz. Wszyscy poderwaliśmy się ze swoich miejsc. Lekko zakręciło mi się w głowie, ale Filip w odpowiednim momencie złapał mnie w pasie.
-Co z nią?- zapytał Karol.
-A kim pan jest?
-Jej bratem.
-Dziewczyna miała dużo szczęścia. Pewnie gdyby trafiła do nas kilka minut później, mogłoby się to skończyć dużo gorzej. Obecnie jest jeszcze nieprzytomna, ale jej życiu nie zagraża już żadne niebezpieczeństwo- odetchnęłam z ulgą. Jak wszyscy.- Proszę teraz jechać do domu i odpocząć. Dziewczyna będzie potrzebować bardzo dużo wsparcia. I najlepiej by było, żeby poinformował pan jej rodziców- dodał i się z nami pożegnał.
-Lekarz ma rację. Jedźmy do domu. Teraz Emilka i tak śpi- powiedział Michał. Zgodnie pokiwaliśmy głowami i wyszliśmy ze szpitala. Razem z tatą, Filipem i Michałem pojechaliśmy na nasze osiedle. Tata zatrzymał się pod naszym domem i wysiadł z samochodu. Pożegnaliśmy się z Winiarskimi. Kiedy przytulałam Filipa, ten wyszeptał mi do ucha:
-Jeśli będziesz mnie potrzebować dzwoń. O każdej porze dnia i nocy.
-Dziękuję- odpowiedziałam i weszłam z tatą do domu. Opowiedzieliśmy wszystko mamie i Zagumnym, którzy dzisiaj u nas nocowali. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Kogo niesie o tej porze?- zapytał tata i poszedł otworzyć.- Karol? Coś się stało?
-Ja do Kamili. Mogę?
-Jasne, wchodź- powiedział tata i kilka sekund później pojawił się ze środkowym w salonie.
-Kama, możemy porozmawiać?- zapytał.
-Jasne- odpowiedziałam i wstałam. Poszliśmy na górę do mojego pokoju.- O co chodzi?
-Proszę- powiedział i wręczył mi kopertę z podpisem "Dla Kamili".
-Ale co to jest?
-List. Od Emilki. Napisała go zanim... No wiesz- urwał.
-Wiem. Dziękuję ci.
-Nie ma sprawy. Ja będę uciekał- powiedział Kłos.
-Karol...- zaczęłam. Środkowy odwrócił się od drzwi i spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.- Nie martw się o Emilkę. Lekarze się nią zajmą.
-Nie wątpię- odpowiedział i wyszedł. Westchnęłam i usiadłam na łóżku. Spojrzałam na kopertę, którą trzymałam w rękach.
-Co chciał Karol?- zapytała mama, która nagle weszła do pokoju.
-Dał mi to- powiedziałam i pokazałam jej kopertę.
-Czy to?
-Tak. List od Emilki. Napisała go zapewne, zanim totalnie jej odjebało i wzięła te leki- wyszeptałam, a po moim policzku spłynęła łza.
-Córeczko...- zaczęła mama, ale nie powiedziała nic więcej, tylko usiadła obok mnie i mocno przytuliła.- Tak mi przykro.
-Dlaczego ona to zrobiła?
-Nie mam pojęcia. Ale może tutaj masz odpowiedź- zasugerowała.
-Może...
-Otwórz. Ja nie będę ci przeszkadzać.
-Dziękuję- powiedziałam.
-Nie masz za co- uśmiechnęła się, pocałowała mnie w czoło i wyszła. Westchnęłam i spojrzałam na kopertę. Kilka minut zbierałam się, aby ją otworzyć. W końcu delikatnie zaczęłam rozrywać papier. W środku znajdowała się kartka, na której moja przyjaciółka napisała:

Przepraszam...

Tak, kochana, wiem. To bez sensu. Ale uważam, że powinnam Cię przeprosić.
Za co? Ehh... Za wszystko. Ostatnio nie byłam najlepszą przyjaciółką. Pewnie już wiesz, że kolejny raz Cię okłamałam.
Nie pytaj mnie dlaczego, bo nie wiem. Chyba jestem naprawdę beznadziejna.
Mam wspaniałe życie, prawda?
Rodzinę, przyjaciół... Więc dlaczego to robię?
Bo w momencie, kiedy straciłam Kubę, moje życie straciło sens.
Kocham Go całym sercem. Nie potrafię sobie wybaczyć tych wszystkich głupot, które mu powiedziałam.
Dziękuję Ci za wszystkie wspaniałe chwile. Za każdy dzień spędzony razem. Za każdy uśmiech. Za każdy mecz.
Trenuj dalej i zdobywaj nagrody, bo jesteś najlepsza.
Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz.
                                                                                                                                                                                                                                                         Twoja na zawsze najukochańsza przyjaciółka Emilka <3 

Popłakałam się, kiedy to przeczytałam. Chwyciłam telefon i wybrałam dobrze znany mi już numer.
-Halo?- odebrał. Jego głos był zaspany.
-Potrzebuję cię- wyznałam załamanym głosem. Usłyszałam tylko dźwięk zakończonego połączenia. Oparłam się plecami o ścianę i zjechałam po niej siadając na podłodze.
-Kama...- usłyszałam szept. Odwróciłam głowę w stronę drzwi, przy których stał Filip. Widząc mnie podszedł bliżej i kucnął łapiąc mnie za kolana- Co się stało?
-Ona...- wyszeptałam i podałam mu kartkę. Po raz kolejny wstrząsnął mną płacz. Winiarski przeczytał list od Emilki, a następnie mocno mnie przytulił. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową jak mała dziewczynka i płakałam. Siedzieliśmy tak na podłodze w moim pokoju i jedynym źródłem światła była uliczna lampa. Filip co jakiś czas wycierał moje policzki. Ale nic nie mówił. Słowa były w tym momencie kompletnie zbędne. Nie mam pojęcia jak on się czuł, ale ja byłam załamana. Po nie wiem jak długim czasie zasnęłam z zaschniętymi łzami na policzkach, wtulona w Filipa.
Rano obudziłam się i pierwsze co poczułam, to okropny ból głowy. Otworzyłam delikatnie oczy i zobaczyłam, że leżę na swoim łóżku we wczorajszych ciuchach.Przez moją głowę przeleciały wspomnienia całego wczorajszego wieczoru i nocy. Poczułam łzy gromadzące się w kącikach oczu, więc zamrugałam kilkukrotnie i udało mi się je powstrzymać. Już miałam wstawać, kiedy zauważyłam małą karteczkę na stoliczku obok łóżka. Wzięłam ją do ręki, rozwinęłam i zaczęłam czytać:

Tak słodko spałaś, że nie miałem serca Cię budzić.

Pamiętaj, że w razie czego masz dzwonić! Bez względy na porę dnia czy nocy!
Daj znać, jak będziesz się wybierać do Emilki, pójdę z tobą.
                                                                                  Filip
Uśmiechnęłam się do kartki papieru i wstałam. Wyciągnęłam z szafy jakieś ubrania i pomaszerowałam do łazienki. Wzięłam prysznic, ubrałam się, rozczesałam włosy, po czym związałam je w koka. Wyszłam z pomieszczenia i zeszłam do kuchni. Przywitałam się z mamą, która wręczyła mi talerz kanapek i herbatę.
-Dziękuję- uśmiechnęłam się lekko.
-Nie ma za co. Wczoraj Filip dość późno wyszedł i wiedziałam, że nie wstaniesz zbyt wcześnie. My już zjedliśmy, a to zrobiłam dla ciebie- uśmiechnęła się.


**************************
Hejo! Kto myślał, że tak to się skończy? Przykro mi, nie zawsze jest kolorowo ;)
Jak Wam się podoba?
Znowu nie wiem, co napisać....

Pozdrawiam, Dream :* <3

P.S. Next już we wtorek :D

piątek, 5 sierpnia 2016

Rozdział 32

Kilka minut później znowu usiadłam przy stole, miałam już nałożyć sobie kawałek ciasta, kiedy...
-Zbieraj się- powiedział Filip, który nagle pojawił się obok mnie.
-Ale...
-Nie ma ale. To poważna sprawa. Powiedziałem już Michałowi i Mariuszowi, że musimy coś załatwić. Chodź- mówił szybko, jakby strzelał z karabinu maszynowego. Nie do końca go rozumiałam, więc ten złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wyjścia.
-Ale ja nie mam kurtki! Ani nawet bluzy!- powiedziałam widząc, że chłopak łapie za klamkę. Bez słowa podszedł do jednej z szafek, wyciągnął z niej swoją bluzę i mi wręczył.- Dziękuję.
-Nie ma sprawy. Weź telefon i lecimy- poinstruował. Szybko ubrałam bluzę i zabrałam komórkę z torebki. Schowałam ją do kieszeni, a Winiarski widząc, że jestem gotowa otworzył drzwi i przepuścił mnie przodem. Ruszył przed siebie. Szedł dość szybko, ale udało mi się dotrzymywać mu kroku.
-Mogę wiedzieć dokąd idziemy?- zapytałam po chwili.
-Do parku- odpowiedział krótko.
-A po co?- zadałam kolejne pytanie.
-Muszę ci to wszystko tłumaczyć?- spytał głośno przy tym wzdychając.
-Oczywiście.
-Emilka cię okłamała- walnął prosto z mostu, a ja momentalnie się zatrzymałam. Filip złapał mnie za rękę i pociągnął dalej.- Bynajmniej tak mi się wydaje. Bo Kuba dzwonił do mnie jakieś dwie godziny temu, że się pokłócili i ona pewnie nie przyjdzie. A przed chwilą znowu zadzwonił. Tym razem nawalony w cztery dupy. Udało mi się od niego wyciągnąć, że jest w parku.
-Kurwa- wyrwało mi się.
-Dokładnie- powiedział Filip. Oboje przyspieszyliśmy kroku i już po chwili byliśmy w parku. Szukaliśmy Kuby przez kilka minut. Kiedy go znaleźliśmy, leżał całkowicie pijany na jednej z ławek. Ścisnęło mi się serce, gdy go zobaczyłam.
-Kubuś...- zaczęłam.
-Kama? Po cholerę ją tu przyprowadziłeś?!- krzyknął Kuba na Filipa i wstał. Zatoczył się przy tym i prawie przewrócił, ale Filipowi udało się go złapać.- I wszystko doniesie tej cholernej zazdrośnicy!
-Kuba uspokój się!- powiedział dosadnie Filip.- Kamila mi obiecała, że nic nie powie Emilce- dodał patrząc chłopakowi prosto w oczy.
-Jeśli tak, to dobra.
-Co się stało?- zapytałam.
-Ona ciągle jest zazdrosna. Ciągle mi mówi, że oglądam się za innymi, że pewnie ona mi nie wystarcza i tak dalej. A ja ją kocham! I tylko ją!- krzyknął i znowu prawie się przewrócił. Filip zarzucił sobie jego jedną rękę na szyję, a ja drugą.-Idziemy!- zarządził Winiarski tonem nie znoszącym sprzeciwu. Po przejściu kilku kroków zapytałam:
-Co z nim robimy?
-Odstawimy go do domu. Z tego co wiem mają być tylko jego siostry, a starszych nie ma, bo gdzieś pojechali.
-Dobra- odpowiedziałam. Bałam się powiedzieć cokolwiek więcej. Głos Filipa był zimny i twardy, a w jego oczach dominowała złość. Kiedy doszliśmy pod odpowiedni dom, zadzwoniłam dzwonkiem, a Filip podtrzymywał Kubę.
-O co chodzi?- zapytała wysoka dziewczyna, kiedy otworzyła drzwi.
-O Kubę. Odstawiamy go do domu. Nawalił się w cztery dupy- powiedziałam domyślając się, że dziewczyna jest mniej-więcej w naszym wieku.
-Wchodźcie- odpowiedziała i szerzej otworzyła drzwi. Pomogłam Winiarskiemu wprowadzić naszego przyjaciela do środka.- Coś ty ze sobą zrobił?!- zapytała Kubę siostra, kiedy zamknęła za nami drzwi.
-Coś się stało?- zapytała mała dziewczynka, chyba nawet młodsza od Arka.
-Nie, Izuś. Idź do salonu oglądać bajki- powiedziała jej starsza siostra. Mała zniknęła za drzwiami do jednego z pomieszczeń.
-Co z nim robimy?- zapytałam widząc, że Kuba zaczyna przysypiać.
-Dacie radę zaprowadzić go na górę?- zapytała.
-Trzeba by go najpierw rozbudzić- stwierdził Filip.
-Nie ma sprawy- powiedziała dziewczyna, a chwilę później wylała na głowę swojego brata dzbanek zimnej wody. Jakub nieco się rozbudził, więc udało nam się zaprowadzić go do jego pokoju. Kiedy leżał na łóżku, razem z jego siostrą zdjęłyśmy mu buty.
-Mój brat to idiota. Dlaczego się tak upił?- zapytała dziewczyna.
-Pokłócił się z Emilką, swoją dziewczyną- odpowiedziałam.
-Rozumiem- powiedziała. Całą trójką wyszliśmy z jego pokoju i zeszliśmy na dół.- Bardzo wam dziękuję, że go przyprowadziliście.
-Nie ma sprawy. Kuba to nasz przyjaciel. A tak w ogóle, to jestem Kamila- powiedziałam i wystawiłam rękę.
-Gabriela, ale wszyscy mówią na mnie Gabi- uśmiechnęła się i uścisnęła moją rękę. Następnie wymieniła uprzejmości z Filipem.
-Mogę cię o coś zapytać? Tak z czystej ciekawości- odezwałam się, zanim wyszliśmy.
-Jasne.
-Ile masz lat? Bo nie wydajesz się ani starsza ani młodsza od nas.
-Bo jestem w waszym wieku. Kuba urodził się w styczniu, a ja w listopadzie- odpowiedziała.
-Nigdy o tym nie mówił- odezwał się Filip.
-Mamy zupełnie inne pasje. On sport, a ja muzyka- powiedziała.
-Rozumiem. My już nie zajmujemy ci więcej czasu, cześć- uśmiechnęłam się i wyszłam z domu.
-Hej-rzucił Filip.
-Cześć- odpowiedziała. Ruszyliśmy w stronę naszego osiedla. Nie powiem, bo widząc jego wcześniejsze zdenerwowanie, trochę się przestraszyłam. No dobra, trochę bardzo. Bo wcześniej praktycznie przez cały czas był spokojny. Do tego sprawa z Emilką. Znowu mnie okłamała? Ale dlaczego? 
-Coś się stało?- zapytał po chwili.
-Nie- odpowiedziałam krótko i... zbyt szybko.
-Kłamiesz.
-Nie.
-Kama, trochę się już znamy- powiedział z lekkim uśmiechem. Odwróciłam głowę i przyspieszyłam kroku.- Ej- dogonił mnie, złapał za ramię i odwrócił w swoją stronę.
-Zostaw- mruknęłam próbując wyrwać rękę z jego uścisku.
-Co jest?
-Czy ja serio jestem taka beznadziejna?! Moja przyjaciółka mi nie ufa! Przyjaciel spija się tak, że jutro pewnie nie będzie wiedział jak wrócił do domu! Rodziców poznałam mając szesnaście lat! Babcia, która wychowywała mnie do tej pory okazuje się, nie jest moją babcią!- wymieniałam krzycząc. Filip mocno mnie przytulił, a ja zaczęłam płakać.- Dlaczego?
-Nie jesteś beznadziejna. Jesteś wspaniała. Nie znam drugiej tak wspaniałej dziewczyny jak ty- wyszeptał mi do ucha. Poczułam, jak po moich plecach przebiegły ciarki. Zamknęłam oczy i wtuliłam się w chłopaka. Ten mocniej mnie objął i czekał, aż się uspokoję. Kiedy przestałam już płakać, odsunęłam się od chłopaka.
-Przepraszam. Ostatnio za dużo płaczę.
-Daj spokój, nie ma o czym mówić- powiedział Filip z szerokim uśmiechem i wytarł kciukami łzy z moich policzków. Lekko się uśmiechnęłam i zapytałam:
-Wracamy na urodziny Miśka?
-A chcesz?
-A mamy inne wyjście?
-No to w drogę- powiedział Filip, po czym oboje zaczęliśmy się śmiać. Kiedy przyszliśmy na miejsce, poinformowaliśmy tatę i Miśka, że już wróciliśmy.
-A gdzie byliście?- zapytał Michał.
-Musieliśmy coś załatwić- odpowiedział Filip.
-Ja nie pytam po co byliście, tylko gdzie- naciskał starszy Winiarski.
-Chcesz wiedzieć? Proszę cię bardzo! Nasz przyjaciel się upił i pijany leżał w parku. Byliśmy odprowadzić go do domu!- powiedziałam dosadnie.
-Zadowolony?- zapytał Filip.
-Przepraszam- odpowiedział tylko Michał.
-Już dobrze. Dajcie spokój- powiedział tata, po czym wszyscy się rozeszliśmy. Usiadłam przy stole i włożyłam sobie ciasta. Zaczęłam jeść, kiedy obok mnie pojawił się Paweł.
-Mogę cię o coś zapytać?- zaczął rozgrywający.
-Jasne.
-Tylko się nie gniewaj, dobrze- poprosił.
-No dobrze- powiedziałam.
-Czujesz coś do Filipa?- zapytał, a ja zakrztusiłam się sokiem, który właśnie piłam.
-Błagam, ty też?
-To znaczy?
-Igła, Emilka, Kuba, nawet raz mama. Co wy wszyscy z tym macie? Nie Pawełku, nic nie czuję do Filipa- odpowiedziałam.
-Mam na ten temat inne zdanie, ale dobrze, niech ci będzie- stwierdził. Westchnęłam tylko, bo co miałam zrobić? Po chwili obok nas pojawił się Karol.
-Mam do ciebie prośbę- powiedział.
-Słucham cię uważnie, Karolku.
-Zadzwoń do Emilki.
-Ale po co?
-Nie mogę się do niej dodzwonić, martwię się. Spróbuj, proszę.
-Dobrze- powiedziałam i wstałam. Wyszłam przed dom, a Kłos poszedł za mną. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do przyjaciółki. Pięć razy. Nie odbierała.
-I co?- zapytał Karol, kiedy po raz szósty próbowałam się połączyć z Emilką.
-Nic- odpowiedziałam.
-Jadę tam- oświadczył.
-Zaczekaj!- złapałam go za ramię.- Pojadę z tobą- wpadłam jak burza do domu Winiarskich, wyjaśniłam wszystko tacie i mamie, po czym wybiegłam przed dom. Siedzieliśmy już z Kłosem w samochodzie, kiedy pojawił się Andrzej.
-Jadę z wami!- oświadczył i władował się na tylne fotele. Całą drogę próbowałam się dodzwonić do Emili. Bezskutecznie. Kiedy Karol zaparkował pod ich blokiem, wyskoczyłam z samochodu. Środkowi pobiegli za mną. Zatrzymałam się przed drzwiami. Próbowałam je otworzyć, ale były zamknięte. Karol wyciągnął klucze i wpuścił nas do środka.



***************************
Hejka! Nie mam pojęcia, co dzisiaj napisać.
Napiszę tylko tyle, że następny w niedzielę :D
Pozdrawiam, Dream :* <3
(To chyba moja najkrótsza notka od początku powstania bloga)

środa, 3 sierpnia 2016

Rozdział 31

-Ślicznie wyglądasz- powiedział z szerokim uśmiechem, kiedy przestał się śmiać. Zarumieniłam się lekko i odpowiedziałam z uśmiechem:
-Dzięki, ty też całkiem nieźle.
-Miło mi to słyszeć. Pomóc ci?- zapytał wskazując ręką na szklanki.
-Jeśli chcesz- odpowiedziałam. Chłopak wyjął z jednej z szafek ściereczkę i zajął się wycieraniem szklanek. Po chwili do kuchni wpadł Misiek.
-Wszystko gotowe?- zapytał zaaferowany. Zaśmialiśmy się z Filipem, a ja szczerze odpowiedziałam:
-Nie wiem, chyba tak.
-Chyba?!- zawył Michał.
-No chyba- powiedziałam.
-Wszystko powinno być już gotowe. Goście zaraz będą!
-Spokojnie braciszku, damy radę- zaśmiał się Filip.
-Ty mnie nie uspokajaj!- wycelował w niego palcem starszy Winiarski.
-Michał spokojnie, wszystko będzie super- powiedziałam starając się go uspokoić. Ten odetchnął i wyszedł z pomieszczenia. Spojrzeliśmy na siebie z Filipem, a po dwóch sekundach zaczęliśmy się śmiać.
-Co tu tak wesoło?- zapytał Igła, który właśnie wszedł do kuchni.
-Nie, nic- odpowiedziałam i machnęłam ręką.
-Dzieciaki?! Coś mnie ominęło?!- spytał Krzysiek.
-Nic po za zaaferowanym Miśkiem- powiedziałam, żeby Ignaczak nie zaczął sibie czegoś wyobrażać. Ale ten tylko się zaśmiał, pokręcił głową i wyszedł. Pokręciłam głową.
-Cyrk- mruknął Filip.
-A to były dwie główne atrakcje- dodałam.
-Małpy- rzucił Filip, co po raz kolejny wywołało salwę śmiechu.
-Coście brali?- zapytała Iwona, która właśnie weszła do kuchni.
-To nadmiar świeżego powietrza- wyjaśnił z rozbrajającym uśmiechem Filip.
-Nie wnikam- powiedziała i zabierając swój telefon wyszła z pomieszczenia. Po upływie jakichś trzydziestu sekund usłyszeliśmy krzyk Dagi:
-Filip! Szybko, chodź tu na chwilę!
-Idę- odpowiedział i wyszedł z pomieszczenia. Odetchnęłam głęboko powietrzem, które pachniało perfumami chłopaka. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Myślałam, że ktoś otworzy. Ale, kiedy dzwonek zadzwonił po raz trzeci, z wymuszonym uśmiechem ruszyłam do drzwi. Winiar nie mógł się doczekać, a teraz to gdzie on jest? Otworzyłam drzwi, za którymi stali Grzegorz Łomacz i Mateusz Mika z partnerkami.
-Dzień dobry- powiedziałam z uśmiechem.
-Yyy...- zawiesił się Łomacz.-Ej, stary, to jest dobry adres?- zapytał swojego towarzysza.
-Tak. To jest na dwieście procent chałupa Miśka- odpowiedział Mika.
-Panowie na zlot wielkoludów do Winiarskiego? Jeśli tak, to zapraszam- powiedziałam i szerzej otworzyłam drzwi.
-Eee...- zawiesił się po raz kolejny Grzegorz.
-Kama, mogłabyś być milsza dla moich gości- odezwał się Michał, który nie wiadomo skąd się pojawił.- Wchodźcie, zapraszam- dodał.
-A kto to jest?- zapytał Mika.
-Nasza córka- powiedział tata, który pojawił się z mamą i Arkiem. Panowie się przywitali oraz przedstawili. Po pół godziny znałam już całą reprezentację obecną oraz część z poprzednich lat i siostrę Miśka i Filipa. Polubiłam ją. Widać na pierwszy rzut oka spore podobieństwo, ale jest ona dużo spokojniejsza niż chłopaki. Jakąś godzinę po rozpoczęciu całęj zabawy zadzwonił mój telefon.
-Halo?- odebrałam i wyszłam na taras, ponieważ w środku było bardzo głośno.
-Cześć Kama, tu Emilka. Nie będzie mnie dzisiaj na urodzinach Miśka, bo mam gorączkę, boli mnie brzuch i ogólnie źle się czuję- powiedziała przyjaciółka. Nawet przez telefon słyszałam, jaki ma słaby głos.
-Jasne, nie ma problemu. Zdrowiej kochana, do poniedziałku, pa- odpowiedziałam.
-Pa- usłyszałam w słuchawce, po czym Emilka zakończyła połączenie. Westchnęłam głęboko, ponieważ myślałam, że będę miała z kim pogadać. No nic. Jestem skazana na Filipa.
-Coś się stało?- odezwał się nagle za moimi plecami wspomniany wcześniej osobnik.
-Emilki nie będzie- powiedziałam zawiedzionym tonem.
-Jesteś skazana na moją skromną osobę- zaśmiał się.
-Filip...- zaczęłam.
-Tak?
-Dziękuję.
-Ale za co?- zapytał zaskoczony.
-Za pozbycie się tego kolesia dzisiaj. Sama bym sobie nie poradziła- powiedziałam patrząc mu w oczy. Natomiast w moich zaczęły gromadzić się łzy.
-Daj spokój, nie ma o czym mówić- stwierdził.
-Jest. Gdyby nie ty...- wyszeptałam łamiącym się głosem.
-Ciii... Spokojnie- powiedział chłopak i mocno mnie przytulił. Chyba tego w tamtym momencie potrzebowałam. Schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi i starałam się uspokoić. Po kilku minutach się od niego odsunęłam.- Lepiej?- zapytał gładząc mnie po policzku.
-Zdecydowanie. Dziękuję- powiedziałam.
-W takim razie wracajmy do środka- stwierdził. Zabawa była naprawdę fajna. W pewnym momencie usiadłam przy stole, żeby się czegoś napić.
-Przykro mi- usłyszałam nagle obok siebie. Podskoczyłam zaskoczona i odwróciłam głowę. Obok mnie siedział sam Paweł Zagumny.
-Ale...- zaczęłam, lecz rozgrywający mi przerwał.
-Przykro mi z powodu tego, co musiałaś przejść- dodał. Pokiwałam głową nie wiedząc co odpowiedzieć.
-Skąd pan wie?- zapytałam po chwili zaciekawiona.
-Mariusz mi wszystko wyjaśnił. Większość zna tylko ogólnie nakreśloną historię. Szczegóły znam chyba tylko ja.
-Dopytywał pan?- zadałam kolejne pytanie.
-Tak. Byłem ciekaw tego jak pojawiłaś się w ich życiu- odpowiedział. Pokiwałam głową po raz kolejny.
-Nie codziennie poznaje się szesnastoletnią już córkę kolegi z reprezentacji- stwierdziłam.
-No raczej bardzo rzadko- powiedział i oboje się zaśmialiśmy.- Trenujesz siatkówkę, prawda?
-Tak. Jestem atakującą. Jeśli mi się uda to zagram w reprezentacji juniorek. A w tym sezonie czekają nas mistrzostwa świata.
-To życzę powodzenia.
-Nie dziękuję- odpowiedziałam.- Czytałam pana książkę.
-I jak wrażenia?
-Bardzo mi się podobała. Czytało się ją lekko i tekst był zrozumiały. A opis mistrzostw... Genialny. W pewnych momentach aż ściskało mnie w żołądku- powiedziałam z szerokim uśmiechem.
-Miło mi to słyszeć. A masz może jakiś ulubiony fragment?
-Oczywiście "Raz w życiu nie kombinuj, tylko wystaw tę cholerną piłkę Mariuszowi." Nie dość, że zabawny to jeszcze taki prawdziwy.
-Oj, tak. Patrząc na to z perspektywy czasu, to wydaje się to zabawne. Ale w tamtej chwili... No musiałem zdecydować- opowiedział. Rozmawiałam z rozgrywającym dłuższą chwilę. Wszyscy twierdzą, że jest on gburem i nudziarzem. Ja wyrobiłam sobie na jego temat zupełnie inne zdanie.
-O czym tak namiętnie rozmawiacie?- zapytał Igła, który się obok nas pojawił.
-No na pewno nie o tobie- powiedział Paweł (tak, kazał mi mówić do siebie na "ty").
-Ale dlaczego? Przecież ja jestem bardzo ciekawym tematem do rozmowy- stwierdził Krzysiek, na co zaczęliśmy się śmiać.
-A tak na serio, to po coś tu przylazł?- zapytał rozgrywający.
-Po Kamilę. Bo ze wszystkimi już tańczyłem, a z nią nie. Chodź, idziemy- powiedział, po czym wyciągnął mnie za rękę. Zaczęliśmy się wygłupiać na "parkiecie", w który zamieniła się większa część salonu.
-Chcesz coś?- zapytałam widząc jego minę.
-Co to było na tym tarasie?- spytał. Sądzę, że gdyby wzrok mógł zabijać Ignaczak leżałby trupem.
-Możesz w końcu przestać?- syknęłam.- Kiedy do ciebie dotrze, że się tylko przyjaźnimy?
-Kamila, zrozum...- zaczął, ale ja byłam tak wściekła, że odwróciłam się na pięcie. Zrobiłam kilka kroków nawet nie podnosząc głowy. Nagle na kogoś wpadłam.
-Wszystko w porządku?- zapytał Winiar.
-Tak- uśmiechnęłam się. Nagle coś mi się przypomniało.- Chodź, mam coś dla ciebie.
-Ale...
-Winiarski, no dalej- powiedziałam i pociągnęłam go za rękę. Wyjęłam z torebki czekolady zawinięte wstążką i mu je wręczyłam.- Wszystkiego najlepszego. Spełnienia marzeń, dużo sukcesów i żeby omijały cię kontuzje. Może to nie jest wymarzony prezent, ale...
-Oj, daj spokój! Jest świetny!- przerwał mi rozentuzjazmowany Misiek po czym mnie przytulił.- Dziękuję.
-Cieszę się, że ci się spodobało- uśmiechnęłam się.
-Teraz musisz ze mną zatańczyć- stwierdził i wyciągnął mnie na parkiet. Po chyba dwóch piosenkach usiadłam znów przy stole.
-Mam pytanie- usłyszałam za plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam tatę.
-Tak?
-Czemu tu siedzisz i nie tańczysz ze starym ojczulkiem?- zapytał, a ja zaczęłam się śmiać.
-Wcale nie jesteś stary- powiedziałam po czym poszłam z tatą potańczyć.
-Kamila...- zaczął.
-O co chodzi?
-Co powiedział ci Igła?- zapytał, a mnie lekko zamurowało.
-Tato...
-Jeśli nie chcesz, to nie mów.
-Niekoniecznie wiem jak.
-Rozumiem...
-Przepraszam- powiedziałam szczerze patrząc mu w oczy.
-Nie przepraszaj. Nie powinienem nawet pytać- zakończył temat. Kilka minut później znowu usiadłam przy stole, miałam już nałożyć sobie kawałek ciasta, kiedy...


**************
Akuku! Wróciłam! Troszkę opalona, w dobrym humorze i z masą nowych pomysłów. Już wiem, jak rozwiążę sprawę Kamy i Filipa! A stanie się to szybciej, niż może się wydawać.
Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem. Tak mi się mordka cieszyła i ciepło na serduchu robiło, gdy to czytałam, że szok...
Z przyczyn ode mnie niezależnych rozdział nie mógł się pojawić w weekend.
Mam nadzieję, że to rozumiecie i nadal będziecie śledzić historię Kamili.
Pozdrawiam, Dream <3 :*

P.S. Next w piątek ;)