czwartek, 14 lipca 2016

Rozdział 24

-Dlaczego chcesz porozmawiać tylko ze mną?
-Bo to dotyczy ciebie- odpowiedziała, a ja czułam, że to kolejna nieprzyjemna rozmowa.
-Słucham.....

-Ja niekoniecznie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Ale może jak powiem to tobie, to pomożesz mi to zrozumieć- zaczęła.- Przyszłam normalnie do szkoły i usiadłam na ławce, żeby na was poczekać. Nagle zadzwonił mój telefon. Odebrałam, a tam jakaś kobieta mówi mi, że jeżeli zależy mi na przyjaźni z tobą, to mam dziesięć minut, żeby pojawić się na podziemnym parkingu w galerii. Rozłączyłam się więc i pobiegłam na wskazane miejsce. Tam czekała kobieta, która podała się za twoją matkę. Tłumaczyłam jej, że to nie możliwe, bo twoja matka nie żyje, a ona powiedziała, że to wszystko, to była jedna wielka ściema. Dała mi tą płytę- powiedziała Emi i wyjęła przedmiot z szafki stojącej obok łóżka, po czym mi go wręczyła.- Miałam ci ją przekazać i powiedzieć, żebyś obejrzała to razem z Pauliną i Mariuszem- zakończyła. Nie mogłam wydusić z siebie słowa.
-Ta kobieta to naprawdę moja matka- poinformowałam przyjaciółkę.
-Ale jak to?
-To za chwilę. Lepiej mi wyjaśnij, dlaczego tu leżysz- poprosiłam, a w międzyczasie schowałam płytę do torby.
-Jak wybiegałam z terenu galerii, to wpadłam pod samochód. Jak widać nic poważnego mi się nie stało. A telefon mi się rozładował. Oczywiście z moim szczęściem nie znam na pamięć żadnego z waszych numerów, więc rozumiesz- wyjaśniła.
-Rozumiem. Teraz chyba moja kolej- stwierdziłam i opowiedziałam jej całą historię.
-Co za suka!- warknęła moja przyjaciółka, kiedy skończyłam.
-Emila- skarciłam ją.
-No co?
-Ty wiesz co- odpowiedziałam.
-Która matka robi coś takiego swojemu dziecku?- zapytała.
-Wyrodna- mruknęłam.
-Kami, ja nie wiem, co mam ci powiedzieć- stwierdziła.
-Nie musisz mówić nic. Dobra, ja muszę się zbierać. Przepraszam cię bardzo, ale sama rozumiesz- powiedziałam, bo czułam, że nie dam rady dłużej udawać.
-Tak, tak- odpowiedziała. Pożegnałyśmy się, po czym ja wyszłam z sali.
-I co?- doskoczył do mnie Kłos. Nie odpowiedziałam, tylko go minęłam. Nie zwracając uwagi na zaciekawione spojrzenia wszystkich siedzących na korytarzu, ruszyłam do wyjścia. Przy Emili mogę udawać, że jest okej. Ale już dłużej nie dam rady.
-Kama, czekaj- usłyszałam za sobą głos Filipa. Nie zatrzymałam się. Chłopak mnie dogonił i złapał za ramię, przez co musiałam się zatrzymać.
-Co?- zapytałam łamiącym się głosem.
-Nie płacz- odpowiedział i mnie przytulił. Bez słowa wtuliłam się w chłopaka. Łzy cały czas płynęły po moich policzkach. Nawet nie próbowałam ich powstrzymać, bo i tak nie dałabym rady. Po chwili uspokoiłam się i zobaczyłam, że akurat przyszli tata i Michał.
-Co powiedziała ci Emilka?- zapytał tata spokojnym głosem.
-Dominika do niej dzwoniła- odpowiedziałam, a tata zacisnął zęby.- Dała jej to- dodałam i podałam tacie płytę.
-Co to?- zadał kolejne pytanie.
-Mamy to w trójkę obejrzeć- powiedziałam i zacisnęłam zęby, żeby po raz kolejny się nie rozpłakać.
-Chodź, jedziemy do domu- stwierdził tata widząc moją reakcję i objął mnie ramieniem.- Dzięki za pomoc chłopaki- rzucił do Winiarskich, po czym wyszliśmy ze szpitala. Wsiedliśmy do samochodu i po kwadransie byliśmy już w domu. Po drodze opowiedziałam mu to, co powiedziała mi Emilka. Tata wszedł do kuchni, gdzie siedziała mama, a ja po chwili zrobiłam to samo.
-Co to jest?- zapytała mama. Tak, ja też nie mogę się jeszcze do tego przyzwyczaić.
-Płyta, którą Dominika dała dzisiaj Emilce- odpowiedział tata.
-Co?
-Posłuchaj- zaczął tata i opowiedział jej całą historię.
-No ona jest jakaś nienormalna!
-Nam nie musisz tego mówić- stwierdził tata.- A gdzie jest w ogóle Arek?
-Poszedł razem z Dagą, Olkiem i Antkiem, bo chcieli się jeszcze pobawić- odpowiedziała.
-Rozumiem.
-To może to obejrzymy- zasugerowałam.
-Tak. To jest dobry pomysł- powiedział tata i wstał. Zabrał płytę i poszedł ją włączyć. Usiedliśmy całą trójką na kanapie i odpaliliśmy nagranie.
-Wiedziałam, że nie odpuścicie sobie obejrzenia tego- usłyszeliśmy na dzień dobry. Na ekranie widniała Dominika z szyderczym uśmieszkiem na twarzy.- Nie przedłużając. Postanowiłam zniknąć z waszego życia, ale wcześniej wyjawiając całą prawdę. Otóż wbrew temu, co sądzicie, nie jestem matką Kamili- powiedziała i zrobiła pauzę.- Kamilko, twoja biologiczna matka siedzi obok ciebie na kanapie. Paulina, Mariusz, pamiętacie waszą córkę, która zmarła po urodzeniu? Otóż ona żyje. Siedzi obok was. Zastanawiacie się pewnie, co więc stało się z moją córką, którą urodziłam. I tu was zaskoczę. Ona nigdy nie istniała. Więc wyjaśniając. Kamila, Paulina i Mariusz, to twoi biologiczni rodzice. Paulino, Mariuszu, to wasza córka. Mam nadzieję, że od teraz będziecie szczęśliwi. Tak naprawdę mięliście nigdy nie poznać prawdy, ale zmieniłam zdanie. Już nigdy nie pojawię się w waszym życiu. Żegnajcie- powiedziała i na tym zakończyło się nagranie. Zszokowana spojrzałam najpierw na tatę, który był kompletnie zaskoczony, a w oczach miał łzy, a potem na mamę. Moją prawdziwą, biologiczną mamę. Płakała. Ja tak samo. nawet nie próbowałam hamować łez.
-To prawda?- zapytałam szeptem.
-Jeśli Dominika nie kłamała, to tak. Jesteś naszą rodzoną córką- odpowiedział tata i otarł łzę z policzka. Mama spojrzała na mnie z oczami pełnymi łez, po czym mocno przytuliła. Siedziałyśmy tak bardzo długo przytulone i płakałyśmy. Nagle zdzwonił mój telefon.
-Halo?- odebrałam.
-Kamila, gdzie ty jesteś? Trening już się zaczął.
-Przepraszam trenerze, ale nie będzie mnie dzisiaj. Złapała mnie grypa żołądkowa i praktycznie nie wychodzę z łazienki- wymyśliłam na poczekaniu.
-Faktycznie, brzmisz jakoś tak słabo. No nic, wracaj do zdrowia i postaraj się jak najszybciej pojawić na treningach- poprosił.
-Jasne trenerze, do widzenia- pożegnałam się. Opadłam z powrotem na kanapę obok mamy.
-Teraz już nie będziesz miała żadnych problemów z mówieniem do mnie mamo.
-Już nigdy- odpowiedziałam i po raz kolejny ją przytuliłam. Po chwili do salonu wszedł tata.
-Idę po Arka do Winiarskich- powiedział.
-Okej- odpowiedziała mama. Siedziałyśmy przytulone na kanapie dopóki tata nie wrócił z Arkiem od Winiarskich.
-Mamoooo- pisnął Arek, kiedy weszli z tatą do domu.
-Tak?
-Tata powiedział, że musicie mi wytłumaczyć coś bardzo ważnego- powiedział.
-Tak, to prawda. Posłuchaj- zaczęła mama i wyjaśniła mu całą sprawę.
-Czyli ta zła pani, która tu wczoraj była cały czas kłamała i ty naprawdę jesteś mamą Kamili i urodziłaś ją, tak, jak mnie i jak niedługo urodzisz naszego braciszka?- zapytał, kiedy mama skończyła mu wszystko tłumaczyć.
-Dokładnie- powiedział tata i szeroko się uśmiechnął. Arek spojrzał mi prosto w oczy, po czym podszedł i mocno mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk i poczułam łzy gromadzące się w kącikach oczu. Potem prawie cały wieczór spędziliśmy przed telewizorem oglądając głównie bajki. Koło 19:30 poszłam razem z mamą zrobić kolację. Kiedy wszystko było już gotowe, zjedliśmy we czwórkę, po czym Arek poszedł na górę się umyć, a ja zadzwoniłam do Marty.
-Halo?- odebrała.
-Hej Marta, tu Kamila. Mam prośbę.
-Słucham cię uważnie- zaśmiała się.
-Powiedz mi, czy na lekcjach, na których mnie dziś nie było, robiliście coś ważnego albo ciekawego?- zapytałam.
-Nie. Dwie ostatnie były odwołane, na polskim analiza wiersza, i nic nie pisaliśmy, bo jak Nowakowska się rozkręciła, to końca nie widać. A z matematyki zaraz wyślę ci zdjęcia, nie było tego dużo, bo jak Marchewa wzięła Maćka do tablicy, to sterczał tam ponad kwadrans- odpowiedziała.
-Dobra, dziękuję ci bardzo- powiedziałam.
-Nie ma sprawy, do jutra. Pa.
-Cześć- odpowiedziałam i zakończyłam połączenie. Po chwili, zgodnie z obietnicą, dostałam od Marty Sms'a ze zdjęciem zadań, które rozwiązywali na lekcji. Wysłałam zdjęcie do Filipa i Kuby, żeby nie mięli zaległości. Wyjaśniłam im, że to jest jedyne, co musimy nadrobić. W odpowiedzi dostałam podziękowania od obu chłopaków. Potem sama odrobiłam zadanie i poszłam się wykąpać. Kiedy siedziałam w pokoju i rozczesywałam włosy, zadzwonił mój telefon.
-Halo?- odebrałam.
-Cześć Kama, tu Karol.
-Cześć- odpowiedziałam.
-Słuchaj, chciałem podziękować ci za pomoc w szukaniu Emilki i przepraszam, że naskoczyłem na ciebie, jak wychodziłaś od niej z sali. Mariusz do mnie zadzwonił i wszystko wyjaśnił- powiedział środkowy.
-Co do pomocy, to nie musisz dziękować. Emilka to moja przyjaciółka i zawsze jej pomogę, jeśli tylko będę miała możliwość. A po drugie, nie musisz mnie przepraszać. Nie wiesz, jakie mam teraz zamieszanie w życiu i  rozumiem, że chciałeś dowiedzieć się, co stało się z twoją siostrą- wyjaśniłam siatkarzowi.
-Okej, rozumiem. Ale mimo wszystko...
-Daj spokój, nie ma o czym mówić- powiedziałam.- A kiedy Emi wychodzi ze szpitala?- zapytałam.
-Jutro koło dziesiątej- odpowiedział Karol.
-Dobra, dzięki. Cześć- powiedziałam.
-Hej- usłyszałam jeszcze w słuchawce, po czym się rozłączyłam. Kiedy skończyłam czesać włosy, spakowałam książki na następny dzień do szkoły i zeszłam na dół. Poszłam do kuchni wlać sobie coś od picia. Wlałam sobie soku do szklanki i usiadłam na blacie patrząc przez okno. Było koło 21, a słońce dopiero zachodziło. Siedziałam tak jakieś pół godziny, gdy nagle kolejny raz dzisiaj zadzwonił mój telefon. Na ekranie widniał numer Filipa.
-Cześć- powiedziałam, kiedy odebrałam.
-Hej- usłyszałam po drugiej stronie roześmiany głos chłopaka.- Czego tak wypatrujesz przez to okno?- zapytał, a ja odwróciłam głowę w stronę domu Winiarskich i zobaczyłam go w oknie kuchennym.
-Podziwiam zachód słońca- odpowiedziałam i się uśmiechnęłam.
-I jak wrażenia?
-Bardzo ładny- zaśmiałam się.
-Jeśli tak, to nie przeszkadzam- powiedział chłopak.- Dobranoc.
-Dobranoc- odpowiedziałam, ale się nie rozłączyłam. Filip też nie. Mierzyliśmy się tak wzrokiem przez dłuższą chwilę, i żadne z nas nie kończyło połączenia.....


***********************
Cześć! Pojawiam się z nowym rozdziałem, chociaż wstałam dziesięć minut temu. Wczorajszy mecz.... WYGRALIŚMY! Mimo wszystko. Jak wrażenia? Ja przyznam szczerze, że w czwartym secie prawie padłam na zawał. Serducho tak mi waliło, że masakra. Ale sprawdziło się stare powiedzenie: "Kto nie wygrywa 3:0, ten przegrywa 3:2". Żabojady już wiedzą, gdzie ich miejsce. Jak to mówią: "Przegrywamy dwa pierwsze sety, żeby podpuścić przeciwnika".
Co do rozdziału, to jest on taki przeciętny. Nie idzie mi ostatnio pisanie ani trochę. Niby mam coś napisane, ale jest to okropnie słabe :(
Do następnego, Dream <3 :*
P.S. Następny w sobotę lub niedzielę.

wtorek, 12 lipca 2016

Rozdział 23

Przed samymi drzwiami odwróciłam się jeszcze i zobaczyłam... Kubę. Biegł w stronę szkoły.
-Cześć- powiedział, kiedy zatrzymał się obok nas.
-Hej- odpowiedział Filip.
-Cześć, co tak późno?- zapytałam.
-Zaspałem. A gdzie Emilka?
-Nie ma jej- odpowiedziałam.
-Chodźcie, szybko. Zaraz przyjdzie nauczyciel- powiedział Filip i wszedł do szkoły. Zrobiliśmy to samo i już po chwili siedzieliśmy w ławkach. Na szczęście nauczyciela jeszcze nie było. Po pierwszej lekcji Emili nadal nie było. Wysłałam do niej dwa SMS'y, a Kuba chyba dziesięć, ale dalej nic. Kiedy spróbowałam zadzwonić, nie odebrała.
-Filip, masz numer do Karola?- zapytałam Winiarskiego.
-Tak- odpowiedział i podał mi numer środkowego. Nie czekając zadzwoniłam do Kłosa.
-Halo?- odebrał.
-Cześć Karol, tu Kamila- przywitałam się.
-Córka Mariusza?- zapytał.
-Tak. Słuchaj co jest z Emilką? Nie ma jej w szkole, telefonów nie odbiera- zaczęłam.
-Jak nie ma jej w szkole? Przecież rano wychodziła- powiedział.
-No nie ma jej.
-Coś musiało się stać- stwierdził.- Muszę jej poszukać. Rodzice mnie zabiją. Jak cokolwiek będziesz wiedziała daj mi znać, dobrze?
-Oczywiście. Ciebie też się to tyczy- powiedziałam.
-W takim razie jesteśmy w kontakcie, cześć.
-Karol, czekaj. Co zamierzasz zrobić?- zapytałam.
-Pójdę po Wronę i pojedziemy się rozejrzeć. A potem, jak jej nie znajdziemy, to pójdę na policję- odpowiedział.
-Dobrze. W takim razie nie zajmuję ci więcej czasu. Pa.
-Hej- odpowiedział i się rozłączył.
-I co?- zapytał Kuba.
-Karol mówi, że Emila rano wyszła normalnie z domu. Więc coś musiało się stać po drodze- odpowiedziałam. Kuba ukrył twarz w dłoniach i nic już nie mówił.
-To co robimy?- spytał Filip.
-Nie wiem. Karol miał wziąć Andrzeja i mięli się rozejrzeć. A jak jej nie znajdą, to pójdą na policję- powiedziałam.
-Ja nie mogę tak siedzieć- odezwał się nagle Kuba.- A jak jej się coś stało? My będziemy siedzieć w szkole, a Emi może potrzebować naszej pomocy- stwierdził. Wtedy coś mi się przypomniało. Rafał. Może on coś wie.
-Zaczekajcie tu- powiedziałam i wstałam z ławki, na której siedzieliśmy.
-Ale czekaj, gdzie ty idziesz?- zapytał Winiarski.
-Najprawdopodobniej po informacje- odpowiedziałam i odeszłam. Chwilę wcześniej widziałam, jak Rafał szedł z kolegami usiąść na ławce z drugiej strony szkoły. Po przejściu kilkunastu kroków zauważyłam go.
-Cześć- powiedział, kiedy mnie zobaczył.
-Hej- odpowiedziałam. W tym momencie uświadomiłam sobie, że wpadłam na bardzo głupi pomysł. Bo niby co może wiedzieć jakiś tam koleś.
-Co cię do mnie sprowadza?- zapytał.
-Ostatnio powiedziałeś, że jak będę potrzebowała pomocy, to mam się do ciebe zgłosić- zaczęłam.
-Adam, Patryk, chyba Wojtek was szuka- powiedział Rafał i spojrzał wymownie na swoich kumpli. Ci w mig złapali o co chodzi, a ten uśmiechnął się lekko i dodał- Siadaj i mów o co chodzi- zrobiłam, o co prosił i zaczęłam:
-Moja przyjaciółka, Emilka, poznałeś ją.
-No tak, wiem która- przytaknął mi.
-No więc tak. Emili nie ma w szkole. Nie było by to nic dziwnego, gdyby nie to, że dzwoniłam do jej brata i on powiedział, że wyszła rano z domu. Nie odbiera telefonów, nie odpisuje na Sms'y. Martwimy się i niekoniecznie wiemy, co mamy robić- wyjaśniłam chłopakowi, a ten zmarszczył czoło.
-Ale ja ją rano widziałem- powiedział pewnie chłopak.
-Serio?
-No tak. Mieszkam kilka bloków dalej niż ona, bo widziałem ostatnio, jak wchodziła do środka, kiedy wracałem z zakupów. Ale mniejsza o to. W każdym bądź razie widziałem ją rano. Szła przede mną do szkoły. Potem usiadła na jednej z ławek, ale nagle zadzwonił jej telefon i wyszła po za teren szkoły- powiedział. Schowałam twarz w dłonie przerażona.
-Coś musiało się stać- wyszeptałam.- Dobra, dziękuję ci bardzo- powiedziałam już na głos i wstałam.
-Poczekaj. Masz tu mój numer telefonu- powiedział i podał mi jakąś kartkę.- Puścisz mi potem strzałkę, a ja spróbuję się czegoś dowiedzieć- dodał.
-No dobra. Mam jeszcze jedno pytanie- zaczęłam.
-Tak?
-Dlaczego właściwie mi pomagasz i wcześniej zaoferowałeś pomoc? Przecież nawet mnie nie znasz.
-Znam. Znaczy, można tak powiedzieć. Marta, środkowa drużyny, w której grasz, a w sumie to twojej drużyny, bo słyszałem, że jesteś kapitanem. Wracając Marta to moja młodsza siostra. A dlaczego ci pomagam? W sumie to nie wiem, ale wzbudziłaś moje zaufanie- odpowiedział.
-Dzięki za pomoc. I jak się czegoś dowiedz, to błagam daj znać jak najszybciej.
-Jasne. Jak dłużej posiedzisz w tej szkole, to zaobserwujesz pewne zjawisko. Otóż, kiedy ludzie chcą się czegoś dowiedzieć, to przychodzą do mnie- zaśmiał się.
-Masz takie znajomości?- zapytałam.
-No tak wyszło.
-Dobra, nie zajmuję ci więcej czasu- powiedziałam.
-Będziesz jeszcze w szkole?
-Wątpię. Teraz raczej wezmę Filipa i Kubę i pójdziemy jej poszukać.
-Dobra, jesteśmy w kontakcie- powiedział.
-Jesteśmy. Jeszcze raz dzięki. Cześć- odpowiedziałam i poszłam usiąść z powrotem z chłopakami.
-Dowiedziałaś się czegoś?- zapytał Kuba.
-Tak. Rafał, ten którego poznaliśmy na stołówce, powiedział, że Emi przyszła rano do szkoły, bo ją widział, ale po chwili zadzwonił jej telefon i wyszła. I Rafał ma dać mi znać, jak się czegoś dowie- opowiedziałam chłopakom.
-Dzwoń do Kłosa- polecił Filip.
-Racja- przytaknęłam i wyciągnęłam telefon.
-Wiesz coś?- zapytał Karol. Ton jego głosu wskazywał na to, że jest przerażony.
-Tak. Emi przyszła rano do szkoły, ale po chwili zadzwonił jej telefon i gdzieś poszła- opowiedziałam po raz kolejny tą samą historię.
-Cholera jasna!- warknął środkowy.
-Kłos uspokój się! Nie możesz być zdenerwowany- powiedziałam twardym tonem.- Ja z chłopakami idziemy teraz do parku. Potem obejdziemy wszystkie ulubione miejsca, gdzie najczęściej chodzi się na wagary. Jesteśmy w kontakcie.
-Ale przecież wy macie szkołę!
-Gdzieś mam teraz szkołę. Emila może nas potrzebować. Dzwoń, jak się czegoś dowiesz.
-Dobra. I weźcie próbujcie się do niej dodzwonić- poprosił.
-Dobra, cześć- powiedziałam i zakończyłam połączenie.- Idziemy- rzuciłam w stronę chłopaków i wstałam z ławki.
-Gdzie?- zapytał zdezorientowany Kuba.
-No do parku- warknęłam wściekła. Chłopak tylko pokiwał głową i dołączył do mnie i Filipa, który wstał zaraz po mnie. Kiedy szliśmy wpisałam do telefonu numer Rafała i puściłam strzałkę. Trzy sekundy później dostałam Sms'a:
Kama?
Odpisałam szybko:
We własnej osobie.
Całą drogę Kuba próbował dodzwonić się do Emili. Nic. Kiedy byliśmy już blisko parku zadzwonił mój telefon.
-Halo?- odebrałam nie patrząc na wyświetlacz.
-Kamila- usłyszałam głos taty.- Właśnie dzwonił twój wychowawca i powiedział, że trwa druga lekcja, a ciebie nie ma w szkole.
-Już ci to tłumaczę- powiedziałam i opowiedziałam mu całą historię.- A jeśli nie wierzysz, to zadzwoń do Karola, który przerażony szuka swojej siostry po mieście.
-Nie muszę. Wierzę ci. Ale w takim układzie, to gdzie wy teraz jesteście?
-W parku. Szukamy jej- odpowiedziałam.
-Zaraz pójdę po Michała i też pomożemy jej szukać- powiedział.
-Dziękuję.- odpowiedziałam i zobaczyłam, że Filip jak nienormalny pokazuje na siebie ręką- A i przy okazji usprawiedliwisz Filipa u Miśka?
-Jasne nie ma problemu.
-Dzięki. My idziemy dalej jej szukać. Pa- powiedziałam i zakończyłam połączenie. Kiedy przeczesaliśmy połowę parku zadzwonił mój telefon.- Halo?- odebrałam.
-Tu Karol. Mariusz właśnie do mnie dzwonił i powiedział, że pomogą nam szukać. A ja nie mam dobrych wieści. Przeczesaliśmy z Andrzejem już część miasta i nic.
-Cholera- warknęłam.
-Kamila- upomnieli mnie jednocześnie Filip, Kuba i Karol w słuchawce.
-No dobra, dobra- westchnęłam.- Wiesz, nie chcę tego mówić, ale chyba trzeba obdzwonić wszystkie szpitale- powiedziałam.
-Daga i Paulina już się tym zajmują, dzwonią, gdzie tylko się da- odpowiedział.
-Karol... A jak jej się coś stało?
-Nawet tak nie myśl! Jesteśmy w kontakcie- powiedział i się rozłączył.
-Kama, znajdziemy ją- odezwał się po chwili Filip i objął mnie ramieniem. Westchnęłam głęboko i zamrugałam kilka razy, żeby powstrzymać łzy.
-Wiem. Idziemy panowie- powiedziałam z determinacją. Kiedy obeszliśmy cały park i mięliśmy zamiar iść sprawdzić na 'garażach' kolejny raz odezwał się mój telefon.- Tak?- odebrałam.
-Kama, tu Rafał- usłyszałam po drugiej stronie.
-Masz coś?- zapytałam, a moje myśli krzyczały: "Tak, nic jej nie jest".
-Tak. Nie ma jej na dwieście procent ani na garażach ani na starym moście kolejowym, bo mój kumpel to sprawdził.
-Dzięki. Czyli co?
-On poszedł teraz do galerii, a wy możecie iść na bunkry- zaproponował.
-Dobry pomysł. A tak właściwie, to skąd twój kumpel wie, jak wygląda Emila?
-Znalazłem ją na Facebooku i wysłałem mu zdjęcie.
-No, w sumie to logiczne- powiedziałam.- Jesteśmy w kontakcie, cześć.
-Pa- odpowiedział zanim się rozłączyłam. Schowałam telefon do kieszeni i powiedziałam:
-Panowie idziemy na bunkry. Garaże i stary most kolejowy sprawdził już kumpel Rafała.
-No dobra- westchnął Kuba. Filip nic nie powiedział, tylko ruszył z nami w odpowiednią stronę. Kiedy byliśmy na miejscu Filip złapał się za głowę.
-Przecież my jej tu w życiu nie znajdziemy. Nie ma szans. To jest ogromny teren- powiedział.
-Dlatego się rozdzielimy. Kubuś, idziesz w prawo, Filip w lewo, a ja sprawdzę środkową część- zarządziłam. Gdy już obeszliśmy całe bunkry i nie znaleźliśmy ani śladu Emilki, samotna łza spłynęła po moim policzku.
-Kamila, ale nie płacz- powiedział Filip i mnie przytulił. Schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi i zamknęłam oczy.
-Coś musiało się stać- wyszeptałam. Nagle zadzwonił mój telefon.- To Karol- powiedziałam i odebrałam.- Tak?
-Mamy ją!- usłyszałam słowa Kłosa.
-Dzięki bogu- westchnęłam i przełączyłam na głośnomówiący.- Chłopaki teraz też cię słyszą, mów gdzie jesteście.
-W szpitalu. Na Dębowej- odpowiedział.
-Już idziemy- powiedziałam i ruszyłam razem z chłopakami w odpowiednią stronę.- Ale co się stało.
-Samochód ją potrącił. Ale powiedziała, że wszystko powie tylko tobie. Więc błagam cię, streszczajcie się- poprosił.
-No dobrze. Ale nic jej nie jest?
-Nic poważnego. Kilka siniaków, otarć i naciągnięty mięsień w ręce. Za tydzień będzie mogła grać- odpowiedział.
-No to kamień z serca. My za góra dziesięć minut będziemy już u was- poinformowałam.
-Dobrze.
-A kto ją znalazł?
-Paulina. Do tego szpitala dzwoniły z Dagą na końcu i okazało się, że rano przywieźli tu dziewczynę z wypadku.
-Okej. Dobra, pogadamy jak przyjdę, cześć- powiedziałam i zakończyłam połączenie.
-Jak dobrze, że się znalazła- westchnął Kuba.
-Jak byśmy jej teraz nie znaleźli, to nie wiem, gdzie można by jej szukać- stwierdził Filip. Ja w międzyczasie wybrałam inny numer.
-Halo?- odebrał Rafał.
-Hej. Tu Kamila. Dzwonię, żeby powiedzieć, że Emila się znalazła- powiedziałam.
-No to świetnie. Wszystko z nią okej?
-Samochód ją potrącił i jest trochę poobijana- odpowiedziałam.
-No to dobrze.
-Dziękuję ci za pomoc- powiedziałam.
-Nie ma sprawy. Polecam się na przyszłość.
-Oby nie było takiej potrzeby- zaśmiałam się.
-Już nie zajmuję ci czasu, cześć.
-Pa- powiedziałam i się rozłączyłam. Dziesięć minut później byliśmy już w szpitalu. Przy wejściu czekał na nas Andrzej.
-Cześć- powiedziałam jednocześnie z Filipem.
-Hej, dobrze że już jesteście- odpowiedział.
-A, bo wy się nie znacie. Andrzej, to Kuba nasz przyjaciel, Kuba to Andrzej, którego w sumie nawet nie trzeba ci przedstawiać- dokonałam prezentacji. panowie podali sobie dłonie, a ja zapytałam- Zaprowadzisz nas do niej?
-Tak, chodźcie- powiedział i ruszył jednym z korytarzy. Poszliśmy za nim i już po chwili zobaczyliśmy siedzących na korytarzu tatę i Michała. Przywitaliśmy się z nimi, gdy nagle z jednej z sal wyszedł Karol.
-Już jesteście? Szybko- stwierdził.
-No, staraliśmy się- odpowiedziałam.
-Wejdź do niej, bardzo chce z tobą porozmawiać- powiedział Kłos.
-Najpierw wejdziemy wszyscy- powiedziałam i razem z Kubą i Filipem weszliśmy do sali, z której chwilę wcześniej wyszedł Karol.
-Cześć- przywitaliśmy się jednocześnie.
-Hej- odpowiedziała uśmiechnięta, lekko poharatana Emi.
-Dziewczyno, wiesz jakiego nam stracha napędziłaś- wyrwał się pierwszy Kuba i podszedł do niej, aby ją przytulić, to samo zrobiliśmy po chwili ja i Filip.
-No mów- poprosiłam.
-Chłopaki, zostawicie nas same? Chcę najpierw porozmawiać z Kamą.
-Jasne- odpowiedzieli i wyszli z sali.
-Dlaczego tylko ze mną?
-Bo to dotyczy ciebie- odpowiedziała, a ja czułam, że to kolejna nieprzyjemna rozmowa.
-Słucham.....

*************
Jest wtorek jestem i ja! Pojawiam się z kolejnym rozdziałem, UWAGA, najdłuższym chyba na tym blogu. Rozmowa z Emilką znowu namiesza... Czyli tak, jak ja lubię najbardziej! Swoją drogą ciekawe dlaczego robię tu takie zamieszanie. Dobra, mało istotne. Zostawiam Wam ocenę tego powyżej, mam nadzieję, że nie będzie surowa ;)
Do następnego, Dream <3 :*
P.S. Next w czwartek ewentualnie piątek, bo nie wiem, jak się z tym wyrobię... <3

niedziela, 10 lipca 2016

Rozdział 22

Zeszłam na dół i usiadłam na kanapie obok Pauliny i taty.
-A gdzie Arek?- zapytałam, nie widząc go nigdzie.
-Bawi się na górze- odpowiedziała Paulina. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Otworzę- powiedział tata i wstał z kanapy.- Dominika?!- usłyszałam jego zdziwiony głos.
-Możemy porozmawiać? Wiem, że Kamila jest u ciebie.
-Czego ty chcesz?!- warknął tata wściekły. Paulina wstała z kanapy i również podeszła do drzwi.
-Nie myślałam, że ożenisz się z tą...- usłyszałam głos tej całej Dominiki. Jakoś z marszu nie pałam do niej sympatią.
-Nawet nie próbuj kogokolwiek obrażać w moim domu- syknął wściekle tata.
-Po co właściwie przyszłaś?- zapytała Paulina.
-No na pewno nie do ciebie- zaśmiała się kobieta, z którą rozmawiali.- To jak, wpuścicie mnie? Nie zajmę wam dużo czasu.
-Masz pięć minut- powiedział tata twardym głosem.
-Och, co za stanowczość- stwierdziła ta Dominika i zachichotała.- Ty pewnie jesteś Kamila. Troszkę urosłaś od naszego ostatniego spotkania.
-Daj jej spokój. O czym chcesz porozmawiać?- zapytał tata.
-Może najpierw powiecie Kamili kim jestem. Otóż widzisz słoneczko, masz prawo mnie nie pamiętać. Jestem twoją mamą- powiedziała a mnie zamurowało.
-To niemożliwe! Moja matka nie żyje- stwierdziłam pewnie.
-Mylisz się. Wszyscy myślą, że nie żyję, a tak naprawdę mieszkam w Stanach- zaśmiała się.
-Ale babcia...- zaczęłam.
-Babcia, babcia... Bardzo mi pomogła. Sporo osób musiałam po drodze przekupić, żeby ją też w to wkręcić. Otóż, widzisz kochanie. Ciąża nigdy nie była zagrożona. A ja nie zmarłam. Kłamstwem w całej historii, którą miała ci opowiedzieć, i jak widzę to zrobiła, było też to, że kochałam twojego tatę. Gówno prawda! Okłamywałam wszystkich naokoło- zaśmiała się szyderczo.
-Dlaczego wyjechałaś i nie zabrałaś mnie ze sobą?- zapytałam.
-Dlaczego?! Nie rozumiesz?! Byłaś zbędnym balastem, ciężarem, jedną z wielu przeszkód do pokonania- stwierdziła lekkim tonem.- Ale teraz jest inaczej. Mam możliwości, perspektywy. Przyjechałam po ciebie córeczko. Zabieram cię do Stanów.
-No chyba cię porąbało!- krzyknęłam i wstałam.- Mówisz, że byłam ciężarem, a teraz chcesz się mną zajmować?!
-Tak. Chcę ci stworzyć dom. Prawdziwą rodzinę.
-Ja mam rodzinę!- krzyknęłam wściekła.- Oni są moją rodziną- powiedziałam i wskazałam na Paulinę, tatę i Arka, którego pewnie zaciekawiły te krzyki.
-Błagam cię, nie bądź śmieszna. Nie znasz ich- stwierdziła i szyderczo się zaśmiała.
-A niby ciebie znam?- prychnęłam.
-Nie denerwuj mnie i zbieraj manatki, za cztery godziny mamy samolot- poinformowała mnie.
-Nigdzie z tobą nie jadę! Ty chyba jesteś jakaś nienormalna!
-Licz się ze słowami!- syknęła i wstała. Podeszła do mnie i spojrzała prosto w oczy. Miała z tym niemały problem, ponieważ jestem od niej sporo wyższa.- Chyba zasługuję na szacunek.
-Niby z jakiej racji. Bo donosiłaś ciążę? Brawa! Panie i panowie! Szczyt filantropii!- powiedziałam i tym razem to ja szyderczo się zaśmiałam.
-Jak ty się odzywasz do własnej matki?- zapytała z wyrzutem.
-Ty nie jesteś moją matką. Nie miałam matki przez całe życie- stwierdziłam, po czym podeszłam do Pauliny i patrząc prosto w oczy kobiecie, która mnie urodziła powiedziałam.- Nie miałam matki, ale teraz, dla mnie Paulina jest jak mama. To ona jest obok, ona mnie wspiera. Zna moich przyjaciół. Wie, co jest największą pasją. To z nią mogę porozmawiać o problemach. A ty?! Ty jesteś nikim! Zniknęłaś pozorując swoją śmierć. Wiesz co to oznacza? Że stchórzyłaś! Zwyczajnie bałaś się odpowiedzialności. A teraz jedna ważna sprawa. Wyjdź! Nigdy więcej nie pojawiaj się w naszym życiu! Inaczej nasza następna rozmowa nie będzie już tak przyjemna- syknęłam. Ta nic już nie powiedziała, tylko wyszła. Kiedy usłyszałam trzask zamykanych drzwi szepnęłam- Przepraszam- i pobiegłam na górę. Weszłam do swojego pokoju i zjechałam plecami po drzwiach. Rozryczałam się. Jak małe dziecko. Nie miałam już na nic siły. Położyłam się na łóżku i przytuliłam poduszkę. Cały czas płakałam. Dlaczego życie wali mi się za każdym razem, kiedy tylko wyjdę na prostą? Usłyszałam, że ktoś wszedł do pokoju. Nie podniosłam się jednak i nie sprawdziłam kto to. Kompletnie mnie to nie interesowało.
-Kamilko- usłyszałam szept Pauliny. Nie drgnęłam jednak ani o milimetr.- Słoneczko- dodała również szeptem i położyła się obok mnie mocno mnie przytulając. Odwróciłam się w jej stronę i mocno przytuliłam.
-Przepraszam- wyszeptałam.
-Nie przepraszaj nie masz za co.
-Wszystko, co jej powiedziałam było prawdą. Naprawdę tak myślę- powiedziałam i zamknęłam oczy.
-Ty dla mnie też jesteś jak córka. Nigdy bym nie pomyślała, że w ciągu dwóch tygodni moje życie może się tak zmienić, a jednak. Kocham cię córeczko- wyszeptała.
-Ja też cię kocham, mamo- odpowiedziałam szeptem, a z moich oczu popłynęły dwie samotne łzy.
-Kochanie, dlaczego płaczesz?- zapytała.
-Bo spełniło się moje marzenie. Mam mamę- odpowiedziałam z uśmiechem i ze łzami w oczach.- A ty?- spytałam widząc łzy na jej policzkach.
-Bo spełniło się moje marzenie. Mam córkę- powiedziała i się uśmiechnęła. Leżałyśmy tak, a ja cały czas płakałam. Nagle do pokoju wszedł tata. Bez słowa położył się między nami i jednym ramieniem objął mnie a drugim swoją żonę.
-Nie płacz, słoneczko- powiedział do mnie i pocałował moje czoło. Mocno się w niego wtuliłam i starałam się zapomnieć o wydarzeniach sprzed kilkunastu minut.
-Gdzie byłeś?- zapytała Paulina.
-Musiałem to wszystko wytłumaczyć Arkowi- odpowiedział. Właśnie wtedy do pokoju wszedł wspomniany malec. Wgramolił się na łóżko i ułożył na klatce piersiowej taty.
-Nie płacz, Kami- powiedział i otarł moje policzki.- Ta zła pani już tu nie przyjdzie. Obiecuję.
-Wiem Smyku, wiem- uśmiechnęłam się i poczochrałam jego blond czuprynkę.
-A mamusia ma duże serduszko i może być też twoją mamą- oznajmił pewnie.- Prawda, mamo?
-Oczywiście skarbie- usłyszał w odpowiedzi.
-To co, jemy kolację?- zapytał tata.
-Tak! Zróbmy zapiekankę makaronową, proszę- powiedział Arek.
-To chodź, my zrobimy, a mama i Kamila niech jeszcze poleżą- stwierdził tata, wstał, wziął Arka na ręce i wyszedł z pokoju. Milczałyśmy dłuższą chwilę, ale obie czułyśmy wiszące w powietrzu słowa.
-Jeśli chcesz, to naprawdę mogę być twoją mamą. Oczywiście nigdy nie nadrobimy tych szesnastu lat i nie będzie między nami zgodności genetycznej, ale zawsze będę cię traktować jak rodzoną córkę- wyszeptała.
-Chcę- odpowiedziałam szeptem i mocno ją przytuliłam. Po kilku minutach zeszłyśmy na dół i pomogłyśmy w robieniu zapiekanki. Następnie ją zjedliśmy i Arek poszedł razem z Pauliną na górę się umyć i iść spać, ponieważ robiło się późno. Usiadłam w salonie na kanapie i starałam się ułożyć to wszystko w głowie.
-O czym myślisz?- zapytał tata, który usiadł obok mnie i mocno przytulił.
-Jakim cudem moja biologiczna matka to tak parszywa kobieta? I dlaczego, za każdym razem, jak już myślę, że wszystko jest dobrze, że zaczynam wychodzić na prostą, to okazuje się, że nie i wpadam w okropnie ostry zakręt jadąc na letnich oponach po praktycznie szklanej nawierzchni?  Moje życie jest tak okropnie pokręcone- powiedziałam i zamknęłam oczy, w których zaczęły gromadzić się łzy.
-Nasze życie to seria wzlotów i upadków. Tak już jest. I najlepiej stawić im czoła od razu, kiedy jesteśmy silni. A nie najpierw uciekać, a dopiero później, kiedy jesteśmy osłabieni uciekaniem zmierzyć się z nimi.
-Masz rację- powiedziałam.- A o wszystkich upadkach trzeba jak najszybciej zapominać- stwierdziłam.
-Dokładnie. Bo jeżeli pozwolimy, aby niszczyła nas przeszłość, to nie będziemy umieli cieszyć się z teraźniejszości- zakończył.
-Powinniście napisać książkę. Serio. To byłby hit- stwierdziła mama. Ale to fajnie brzmi. Kurczę, chyba dopiero do mnie dotarło, że mam mamę i w ogóle to wszystko.
-Idę spać- powiedziałam po chwili ciszy.- Dobranoc.
-Dobranoc- odpowiedzieli oboje. Weszłam na górę, wzięłam szybki prysznic, nastawiłam budzik i poszłam spać. Zbyt dużo wrażeń, jak na jeden dzień.
Obudził mnie ukochany dźwięk budzika. Leniwie podniosłam się z łóżka, wyszukałam jakieś ubrania i poszłam do łazienki. Kiedy już się przygotowałam, zeszłam na dół, aby zjeść śniadanie. Zrobiłam sobie dwie kanapki i herbatę. Kiedy odkładałam naczynia do zmywarki, w kuchni pojawiła się Paulina, znaczy mama.
-Hej- powiedziałam z uśmiechem.
-Cześć- odpowiedziała i również się uśmiechnęła.- Wyspana?
-Chyba tak- stwierdziłam.- Obudzić Arka?
-Jakbyś mogła.
-Pewnie- powiedziałam i weszłam na górę. Obudziłam Arka i zgarnęłam torbę z pokoju. Byłam już spóźniona, więc pewnie znowu dostanę burę od Winiarskiego. Świetnie.
-Już idziesz?- zapytał tata, kiedy wpadłam do kuchni.
-No tak. Filip już czeka- powiedziałam, po czym się z nimi pożegnałam i z informacją- Będę po trzynastej- wyszłam z domu.
-Cześć- powiedział Winiarski i mnie przytulił, gdy wyszłam z domu.
-Hej. Idziemy?
-No nie ma wyjścia- ruszyliśmy do szkoły. W drodze opowiedziałam przyjacielowi cały wczorajszy wieczór.- No to powiem ci, że nie myślałem, że w ciągu kilkunastu minut można przewrócić sobie życie do góry nogami i na nowo je poukładać.
-Ja też nie- powiedziałam. Akurat doszliśmy do szkoły. Szukaliśmy wzrokiem Emilki i Kuby, ale nigdzie ich nie było.
-Może jeszcze ich nie ma- zasugerował Winiarski.
-No ale przecież zawsze byli- powiedziałam.
-Chodź, usiądziemy. Na pewno zaraz przyjdą.
-No dobra- odpowiedziałam i usiadłam obok chłopaka na ławce. Kiedy zadzwonił dzwonek, Emilki i Kuby dalej nie było.
-Może poszli razem na wagary- zasugerował Filip.
-Ale wtedy daliby nam chyba znać. Chociażby głupi sms- powiedziałam.
-Chodź, idziemy, bo zaraz zacznie się lekcja- stwierdził Winiarski i wstał z ławki. Zrobiłam to samo i razem z chłopakiem ruszyłam do szkoły. Przed samymi drzwiami odwróciłam się jeszcze i zobaczyłam...


*************
Heyka! Jest niedziela i zgodnie z obietnicą pojawiam się z rozdziałem. Miał być wcześniej, ale najpierw trochę dłużej pospałam, a potem musiałam biegiem szykować się do kościoła.
Jak myślicie, co zobaczyła Kama?
Pozdrawiam, Dream :* <3

piątek, 8 lipca 2016

Rozdział 21

*perspektywa Kamili*

Obudziłam się słysząc okropny dźwięk budzika. Wstałam, wyszukałam ubrania i poszłam do łazienki. Tam się przygotowałam, po czym zeszłam na dół. W kuchni była już Paulina.
-Cześć- powiedziała, kiedy mnie zobaczyła.
-Hej. Co tu robisz o tej porze?- zapytałam zdziwiona tym, że jest tutaj piętnaście po siódmej rano.
-Mariusz ma dzisiaj wcześniej trening i wcześniej odwozi Arka- odpowiedziała.
-No i wszystko jasne- powiedziałam.
-Siadaj i jedz- powiedziała Paulina po czym wręczyła mi talerzyk z kanapkami i herbatę.
-Dziękuję- powiedziałam i usiadłam. Jakieś dziesięć minut później skończyłam już jeść i odstawiłam naczynia do zmywarki.
-Obudź Arka, dobrze?- poprosiła Paulina, kiedy kierowałam się w stronę schodów.
-Nie ma sprawy- uśmiechnęłam się i weszłam na górę. Obudziłam Arka i poszłam do pokoju po swoją torbę. Zeszłam na dół, gdzie pożegnałam się ze wszystkimi i wyszłam z domu. Akurat pojawił się Filip.
-Cześć- powiedziałam z uśmiechem.
-Hej- odpowiedział i również się uśmiechnął, po czym mnie przytulił. Ruszyliśmy spokojnym krokiem w stronę szkoły i kiedy byliśmy już koło bramy, zadzwonił mój telefon.
-Halo- odebrałam.
-Cześć, tu tata. O której będziesz?- zapytał.
-O czternastej- odpowiedziałam.
-A trening masz o?
-O piętnastej trzydzieści- powiedziałam.
-Dobra dzięki. Już ci nie przeszkadzam, pa- odezwał się i zakończył połączenie. Wzruszyłam ramionami i powiedziałam do Filipa:
-Chodź, idziemy.
-Serio chcesz im przeszkodzić?- zapytał i wskazał palcem na Emilkę i Kubę, którzy ewidentnie nie potrzebowali naszego towarzystwa.
-Muszę z nią poważnie porozmawiać- powiedziałam.
-Niby o czym?
-No o tym- powiedziałam i machnęłam ręką w stronę dwójki naszych przyjaciół.
-Daj spokój. Co ma być, to będzie. Najwyżej urodzi nam się z tego związek- zaśmiał się.
-Kolejny- mruknęłam pod nosem przypominając sobie wczorajsze słowa Pauliny.
-Coś mówiłaś?- zapytał Winiarski.
-Co? Nie, nie. Chodź, idziemy- powiedziałam i pociągnęłam go za ramię.
-No już, przecież idę- zaśmiał się i ruszyliśmy w stronę Emilki i Kuby.
-Cześć wam- powiedziałam i uściskałam przyjaciół.
-Cześć ci- odpowiedział Kuba.
-Hej- powiedziała Emila.
-Siemaneczko- odpowiedział Filip.
-Mam do ciebie sprawę, chodź- powiedziałam do Emilki.
-No dobra- odpowiedziała. Kiedy weszłyśmy do łazienki wlepiłam w dziewczynę zaciekawione spojrzenie.
-No mów!
-Ale co?
-No jak to co? Co to miało być?
-Nie rozumiem o czym mówisz- stwierdziła z miną niewiniątka.
-O matko! Tobie mam to tłumaczyć? Serio?
-Jeny! Jaśniej błagam!- powiedziała Emila.
-Co jest między tobą a Kubą?- walnęłam prosto z mostu, a moją przyjaciółkę wcięło.
-Yyy....
-Nie jestem ślepa. Widzę. No już!- ponagliłam ją.
-Nie było u mnie wczoraj rodziców....- zaczęła, ale od razu jej przerwałam.
-Nie zmieniaj tematu.
-Daj mi dokończyć! Nie było u mnie wczoraj rodziców. Okłamałam cię. Byłam w kinie z Kubą- powiedziała nie patrząc mi w oczy. Zamurowało mnie. Na usta cisnęło mi się jedno pytanie: "Dlaczego?". Moja przyjaciółka mi nie ufa. Nie, no zajebiście.- Kami, ja wiem jak to brzmi. Ale uwierz. Ufam ci. Tyle, że Kuba to twój przyjaciel z podstawówki i myślałam, że będziesz zła. Zrozum. Zależy mi na nim. A po za tym, to nic pewnego jeszcze.
-Nie rozumiem. Okej, może do tej pory nie miałyśmy regularnego kontaktu, ale Emila! Przecież trzymamy się razem od czterech lat! Czterech! Nie wiem dlaczego to zrobiłaś.
-Ja też nie wiem- powiedziała i podniosła głowę.- Przepraszam- wyszeptała.
-Chodź tu do mnie, wariatko- powiedziałam i ją przytuliłam. Ta odwzajemniła mój uścisk. Kiedy się od siebie odsunęłyśmy zadzwonił dzwonek. Wyszłyśmy z łazienki i wpadłyśmy na Kubę i Filipa.
-O, tu się schowałyście- odezwał się Kuba, kiedy nas zobaczył. Wtedy zwróciłam uwagę na to, że gapi się w moją przyjaciółkę jak w obrazek. Ruszyliśmy na matematykę, na której siedzę z Filipem, a przed nami siedzą Kuba i Emilka.
-Byli wczoraj na randce- wyszeptał Filip, kiedy nauczycielka sprawdzała obecność.
-Wiem. Emila mi powiedziała- odpowiedziałam.
-A mi Kuba. Ale pogadamy w drodze powrotnej.
-Dobra- odpowiedziałam. Do przerwy obiadowej czas mijał nam nad wyraz spokojnie. Emilka i Kuba mniej skrycie, ale nadal w tajemnicy przed światem rzucali sobie ukradkowe spojrzenia. Poszliśmy na stołówkę, aby wziąć sobie coś do jedzenia. Kiedy już z wybranymi potrawami siedzieliśmy przy stole usłyszałam kpiący głos pewnej koszykarki.
-Co ty sobie wyobrażasz? Że kilka zdań, które dały do myślenia starszym rocznikom zamkną mi buzię? Nie licz na to. Wiem, że liczysz na moją porażkę. Ale nie tym razem.
-Chciałam cię poinformować, że ja nikomu źle nie życzę- odpowiedziałam i zajęłam się jedzeniem mojej sałatki z kurczakiem, sałatą, pomidorami, ogórkiem i czymś jeszcze. Nie wiem, co to jest, ale bardzo mi smakuje.
-Taa, jasne- prychnęła Natalia.- Takie kity możesz wciskać tym swoim śmiesznym przyjaciołom- zaśmiała się szyderczo. Ze złości zacisnęłam rękę na widelczyku. Nasze sprzeczki zaczęły wywoływać duże zainteresowanie, bo zebrała się wokół nas już spora grupa osób.
-Nie masz prawa nikogo oceniać- powiedziałam i wstałam, aby po raz kolejny poniżyć ją swoim wzrostem.
-Akurat ty mi tego nie zabronisz- zaśmiała się.
-Posłuchaj. Możesz sobie mnie obrażać, mam to gdzieś. Ale od moich przyjaciół i rodziny wara- syknęłam.
-Bo co? Będę miała z tobą do czynienia? Już się boję!- powiedziała i po raz kolejny się zaśmiała.
-Właśnie widzę. Pewnie ubrałaś pampersa, żeby nie było widać, że robisz po nogach- powiedziałam z kpiącym uśmiechem. Dziewczynę po raz kolejny zatkało. Hmm... Czyżby 2:0? Wcale mnie to nie dziwi. Natalia prychnęła oburzona, zarzuciła włosami i odeszła. Zaśmiałam się pod nosem, ale nic już nie powiedziałam. Usiadłam z powrotem do stolika, a nasza widownia się rozeszła.
-No gratuluję!- usłyszałam nagle głos jakiegoś chłopaka. Odwróciłam się i zobaczyłam, że siedział przy stoliku obok naszego.
-Dzięki. Ale czego?- zapytałam zaskoczona.
-Nareszcie pojawił się ktoś, kto nie boi się stawić czoła tej księżniczce- powiedział i się uśmiechnął.- A tak w ogóle, to Rafał jestem- dodał i wystawił rękę.
-Kamila- odpowiedziałam i uścisnęłam jego dłoń. Później przywitał się jeszcze z Emilką, Filipem i Kubą. Kiedy Rafał wstał od swojego stolika i miał wychodzić, podszedł do mnie i na ucho wyszeptał:
-Jeżeli będziesz kiedyś potrzebować pomocy w sprawie z Natalią, albo w czymkolwiek to daj znać- nic nie odpowiedziałam, tylko pokiwałam głową, na znak, że zrozumiałam.
-Co on od ciebie chciał?- zapytała Emilka.
-Nic szczególnego- zbyłam ją i dokończyłam sałatkę.
-To co? Jeszcze dwie lekcje i do domu- powiedział szczęśliwy Filip.
-Nareszcie- westchnęłam. Kiedy zadzwonił dzwonek całą czwórką ruszyliśmy na chemię. Potem już tylko polski i do domu. Po dwóch godzinach razem z Filipem żegnaliśmy już Emilkę i Kubę. Kiedy przytuliłam chłopaka na pożegnanie nie wytrzymałam i wyszeptałam:
-Myślałam, że lepiej mnie znasz- po czym z uśmiechem na ustach ruszyłam razem z Winiarskim na nasze osiedle.
-Co mu powiedziałaś, że miał minę, jakbyś kopnęła go w krocze?- zapytał Filip, a ja zaśmiałam się na to stwierdzenie.
-Powiedziałam, że myślałam, że lepiej mnie zna- odpowiedziałam gładko na jego pytanie.
-Kuba powiedział mi rano, że oboje bali się naszej reakcji- powiedział chłopak.
-A czego tu się bać? Przecież nic byśmy im nie zrobili- stwierdziłam pewnie.
-Może nie. Ale skoro to nie było nic pewnego, to po co mięli nam mówić?
-Winiarski, ja rozumiem, że ty jesteś facetem i masz zupełnie inne spojrzenie na tą całą sprawę niż ja, no ale pomyśl. Od kiedy znam Emilę zawsze mówiłyśmy sobie o wszystkim. A teraz ona zataiła to przede mną, bo się bała? No błagam!- powiedziałam wyrzucając w końcu to, co ciążyło mi przez cały dzień.
-Przestań dramatyzować i daj im szansę. A nóż, to związek na całe życie- zakończył temat Filip. Przez resztę drogi rozmawialiśmy o mało znaczących kwestach.
-No to do jutra- powiedział chłopak i mnie przytulił.
-Pa- odpowiedziałam i weszłam do domu. - Już jestem- odezwałam się kiedy weszłam do kuchni.
-I ty chcesz mi wmówić, że niby nic was nie łączy- powiedziała na 'dzień dobry' Paulina.
-Nie mówię, że nic nas nie łączy. Ale na pewno nie to, co ty sugerujesz. My się tylko przyjaźnimy- odpowiedziałam.
-Proszę cię. Nie wykręcaj się. Prędzej czy później będziecie parą.
-Błagam, mam dość związków. Dzisiaj dowiedziałam się, że Emilka i Kuba się spotykają- poinformowałam brunetkę.
-To chyba dobrze, nie? W końcu każdy zasługuje na szczęście.
-Ale Paula, Emila mnie okłamała! Wczoraj powiedziała, że przyjeżdżają do niej rodzice, a dzisiaj okazało się, że byli z Kubą w kinie. Czy po czterech latach przyjaźni ona serio mi nie ufa, czy to ze mną jest coś nie tak?- zapytałam.
-Wszystko z tobą w porządku. Może chcieli to zachować dla siebie?
-No może. Ale z drugiej strony. Nie musiała mnie okłamywać.
-Nie dręcz się tym. To nie ma sensu. Szkoda życia- powiedziała i zamieszała w jakimś garnku.
-Co jemy?- zapytałam.
-Grzybową- odpowiedziała.
-Czy ja już mówiłam, że cię uwielbiam?
-Tak, ale możesz powtórzyć- powiedziała i obie się zaśmiałyśmy.
-Dobra, idę się przebrać- stwierdziłam, zgarnęłam torbę i poszłam na górę. Tam się przebrałam, związałam włosy w koka i zeszłam z powrotem na dół.
-Nakryjesz do stołu?- zapytała Paulina.
-Jasne- odpowiedziałam i zrobiłam to, o co poprosiła. Potem do domu wrócili tata i Arek. Całą czwórką zjedliśmy obiad, po czym musiałam iść przygotować się na trening. Wyszłam z domu ze słuchawkami w uszach i ruszyłam na halę. Tam czas zleciał bardzo szybko i już po dwóch godzinach byłam w domu. Zostawiłam torbę w pokoju i zeszłam na dół. Gdybym wiedziała, jak to się skończy w życiu nie wyszłabym z pokoju.....



**************
Pojawiam się po raz kolejny! To tam u góry jest takie sobie. Miewałam lepsze rozdziały.
Jak myślicie, co czeka Kamilę?
Następny będzie w niedzielę.
Buziaki, Dream <3 :*

środa, 6 lipca 2016

Rozdział 20

Rozejrzałam się i zauważyłam, że przygląda nam się mnóstwo osób. Wszyscy słuchali tego, co mówiłam. Postanowiłam więc działać- Czy aż taką przyjemność sprawiają wam ciągłe kłótnie? Nikt nawet nie wie dlaczego ciągle rośnie liczba konfliktów. Wybrałam tą szkołę, bo słyszałam o niej same dobre rzeczy. A tu okazuje się, że fakt, nauczyciele są naprawdę świetni. Ale atmosfera?! Jakim cudem grupa około dwustu osób nie potrafi żyć w zgodzie?! Spędzając ze sobą ponad połowę swojego życia nie potraficie się szanować? Nie mówię o dozgonnej miłości czy wielkiej przyjaźni, ale zwykły szacunek i tolerancja!- zakończyłam po czym wzięłam od Filipa moją torbę i całą czwórką skierowaliśmy swoje kroki do wejścia do szkoły.
-Nie znam tej dziewczyny, ale ma ona rację!- usłyszałam krzyk jakiegoś chłopaka. Lekko uśmiechnęłam się pod nosem i razem z przyjaciółmi przekroczyłam próg szkoły. Na dobre rozpoczęcie roku szkolnego miałam polski. Nigdy nie miałam problemów z naszym ojczystym językiem, więc te lekcje nie są dla mnie nudne. Spędziłam w szkole sześć godzin, podczas których nie wydarzyło się nic ciekawego. No, może po za tym, że jakoś tak mało kłótni było, a dużo spokoju. Kiedy wróciłam do domu było po czternastej.
-Hej- powiedziałam do Pauliny, która siedziała w kuchni i czytała jakieś babskie pisemko.
-Cześć- odpowiedziała z uśmiechem.- I jak pierwszy dzień?
-Bez większych ekscesów- odpowiedziałam i poszłam na górę zanieść torbę. Przy okazji przebrałam się w wygodniejsze ubrania i związałam włosy.
-Zaraz będzie obiad- powiedziała Paula, gdy weszłam z powrotem do kuchni.
-Super, a co dziś jemy?
-Gołąbki.
-Uwielbiam cię!- pisnęłam szczęśliwa.
-Oj, bez przesady.
-Ja? Ja nie przesadzam- powiedziałam pewnie.- A gdzie tata i Arek?
-Arek w przedszkolu, a tata na treningu. I w sumie zaraz obaj wrócą, bo miał go odebrać- odpowiedziała brunetka.
-No to dobrze. Coś ci pomóc?
-Możesz nakryć do stołu- powiedziała. Kilka minut później na stole stał już gotowy obiad, a do domu weszli akurat tata i Arek. Zjedliśmy razem obiad, a potem zaczęłam zbierać się na trening. Zabrałam przygotowaną wcześniej torbę i ze słuchawkami w uszach ruszyłam na halę. Trening miał się odbyć o 15:30, a ja na miejscu byłam kwadrans wcześniej. Weszłam do szatni i przywitałam się z częścią dziewczyn, które już były. Kiedy zebrałyśmy się i już wszystkie byłyśmy gotowe, poszłyśmy na salę. Tam czekał już na nas trener. Powiedział na początek kilka słów po czym zaczęliśmy trening. Półtorej godziny później już go kończyłyśmy.
-Marta, kiedy blokujesz, musisz w ciemno obstawiać, jak ułożyć ręce. Jesteś środkową, więc najlepiej rozłóż je szeroko, a w odpowiednim momencie skieruj je w dobrą stronę- zakończył.- To chyba tyle. Do jutra.
-Trenerze, czy ja mogłabym coś powiedzieć?- zapytałam.
-Proszę bardzo- powiedział. Wystąpiłam więc z szeregu i stanęłam bokiem do dziewczyn oraz bokiem do trenera, ponieważ chciałam zobaczyć ich reakcję.
-Wszyscy wiedzą, jaką otrzymałam propozycję. Chciałabym powiedzieć, że podjęłam już decyzję- urwałam, a wszyscy z trenerem na czele wlepili we mnie zaciekawione spojrzenia.- Zostaję w Bełchatowie- zakończyłam z uśmiechem, a dziewczyny z piskiem radości rzuciły mi się na szyję. Trener również uściskał mnie ze szczęścia.
-W takim układzie chyba nikt nie będzie uważał tego za złą decyzję- powiedział trener i sięgnął po coś do torby.- Kamila, jesteś w tym sezonie kapitanem- po usłyszeniu tych słów łzy szczęścia zebrały się w moich oczach. Opaska, którą dostałam do rąk była spełnieniem marzeń.
-Dziękuję- wyszeptałam.
-Podziękować możesz jedynie sobie. Za dziesięć lat ciężkiej pracy- powiedział trener i dodał- Dobra dziewczyny, zbierać się do domów!
-Do widzenia!- krzyknęłyśmy jednocześnie i wyszłyśmy z sali. Ja z opaską na ręku. Kiedy weszłyśmy do szatni Marta krzyknęła:
-Na cześć naszej najwspanialszej kapitan, która nie potrafi nas opuścić! Hip hip!
-Hura!- odkrzyknęła jej reszta.
-Kocham was, dziewczynki- powiedziałam szczęśliwa i je przytuliłam. Potem bez większych szaleństw przebrałyśmy się i całą grupą ruszyłyśmy do wyjścia. Pożegnałyśmy się przy wejściu do hali i rozeszłyśmy, każda w swoją stronę. W domu byłam kwadrans później. Zostawiłam torbę w korytarzu i ruszyłam do salonu. Tam przed telewizorem siedzieli tata i Paulina, a przez okno zobaczyłam, że Arek bawi się w ogrodzie.
-Jestem kapitanem!- krzyknęłam szczęśliwa.
-Gratulacje- powiedział tata, po czym wstał, podszedł do mnie i mocno przytulił.
-Gratuluję, słoneczko- wyszeptała mi na ucho Paulina, która uściskała mnie, kiedy tata się odsunął.
-Dziękuję- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Powiedziałaś o swojej decyzji?- zapytał tata.
-Tak. I wtedy trener dał mi opaskę- powiedziałam i poszłam do korytarza po wspomniany przedmiot. Pokazałam im go. Oboje go obejrzeli, po czym oddali,a Paula powiedziała:
-Schowaj i nie zgub, bo będziesz żałować.
-Oj, na pewno- zaśmiałam się po czym zabrałam torbę z korytarza i poszłam na górę. Przepakowałam książki do szkoły na następny dzień i zeszłam z powrotem na dół. Usiadłam na kanapie obok taty i Pauliny i zaczęłam oglądać z nimi jakiś kabaret. Po około godzinie poszłyśmy z Pauliną przygotować kolację. Później całą czwórką ją zjedliśmy. Zaczęłam sprzątać, a tata zabrał Arka na górę, żeby przygotować mu kąpiel.
-I co ja mam robić?- zapytała Paulina.
-Możesz leżeć i pachnieć- zaśmiałam się.
-Bardzo zabawne- prychnęła.
-Oj, daj spokój. Urodzi się maleństwo, to raczej nie będziesz narzekała na brak zajęć- stwierdziłam.
-Oj, na pewno nie- odpowiedziała. Kiedy skończyłam układanie naczyń w zmywarce poszłam na górę. Usiadłam na łóżku w pokoju i uświadomiłam sobie, że od pogrzebu nie byłam na grobie u babci. Dochodziła godzina 19:30, więc nie było aż tak późno. Zeszłam więc na dół, aby spytać taty i Pauliny, czy nie mają nic przeciwko.
-Tato, mogę iść na cmentarz?- zapytałam.
-Jesteś pewna, że chcesz iść tam sama?- spytał patrząc mi prosto w oczy.
-Tak- odpowiedziałam pewnie.
-W takim razie możesz, tylko nie wracaj za późno- odpowiedział. Uśmiechnęłam się do niego, zabrałam torebkę i wyszłam. Kiedy byłam w połowie drogi uświadomiłam sobie, że jednak nie chcę iść tam sama. Wyciągnęłam telefon i już miałam dzwonić do Emilki, kiedy przypomniało mi się, że mówiła, że po południu mięli przyjechać jej rodzice. Postanowiłam zadzwonić do Filipa.
-Halo?- odebrał.
-Cześć Filip, tu Kamila. Mam prośbę.
-Coś się stało?- zapytał.
-No tak jakby- odpowiedziałam.
-No mów dziewczyno- ponaglił mnie.
-Chcę iść na cmentarz do babci. Powiedziałam tacie, że dam sobie radę sama. Ale jednak nie dam. Mógłbyś...
-Gdzie jesteś?- zapytał przerywając mi.
-Przy wejściu do parku od strony naszego osiedla- odpowiedziałam.
-Czekaj tam na mnie- powiedział i się rozłączył. Usiadłam więc na ławce i czekałam. Po chwili zjawił się Winiarski.
-Dziękuję- powiedziałam i się do niego uśmiechnęłam.
-Nie ma sprawy- odpowiedział i odwzajemnił uśmiech.- Idziemy?
-Tak, tak- powiedziałam i wstałam z ławki. Ruszyliśmy spokojnym krokiem w stronę cmentarza.
-Jak tam trening?- zapytał Filip przerywając ciszę.
-Powiedziałam dziewczynom i trenerowi o swojej decyzji. Bardzo się ucieszyli. No i dostałam opaskę kapitana- powiedziałam.
-No to moje gratulacje- uśmiechnął się chłopak.
-A dziękuję bardzo- odpowiedziałam i głośno westchnęłam. Właśnie doszliśmy do bramy cmentarza.
-Gotowa?
-Nie. Ale jeśli teraz tego nie zrobię, to nie odważę się już nigdy- powiedziałam i weszłam na teren cmentarza. Zaczęliśmy kierować się w kierunku grobu babci. Kiedy do niego doszliśmy, ukucnęłam i delikatnie się uśmiechnęłam. Przez moją głowę przeleciały wspomnienia z tych szesnastu lat, a w oczach zebrały się łzy.
-Ej, mała, nie płacz- powiedział Filip i ukucnął obok mnie, po czym mocno przytulił. Schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi i starałam się uspokoić.
-Dziękuję- wyszeptałam po chwili.
-Nie ma o czym mówić. Wracamy?
-Tak- powiedziałam, ale się nie ruszyłam.
-Kama, co jest?- zapytał Winiarski.
-Możesz mnie przytulić?- spytałam. Nie usłyszałam odpowiedzi, tylko po raz kolejny tego wieczoru poczułam silne ramiona chłopaka, które mnie otuliły. Uśmiechnęłam się lekko i delikatnie zaciągnęłam się jego perfumami. Zapach jest świetny. Ej, stop! Wróć! Nic takiego nie pomyślałam! Nie było tematu!
-Chodź, wracajmy. Robi się późno- powiedział Winiarski i cały czas obejmując mnie ramieniem ruszył ścieżką prowadzącą do wyjścia. W drodze powrotnej oboje milczeliśmy.
-Dziękuję ci jeszcze raz. Sama nie dałabym rady- stwierdziłam, kiedy byliśmy już pod moim domem.
-Nie ma o czym mówić. Zawsze możesz na mnie liczyć- powiedział.
-Cześć- uśmiechnęłam się i przytuliłam chłopaka na pożegnanie.
-Pa- odpowiedział i odwzajemnił mój uścisk. Weszłam do domu i swoje kroki skierowałam do kuchni. Tam oparta o blat stała Paulina. Miała na twarzy cwany uśmieszek. Nie mając pojęcia o co jej chodzi wlałam sobie soku do szklanki.
-I jak?- zapytała w końcu.
-Co jak?
-Dotarłaś na cmentarz?- zadała kolejne pytanie.
-Tak, ale w połowie drogi musiałam zadzwonić po Filipa- odpowiedziałam.
-Właśnie zauważyłam- stwierdziła.
-O co ci chodzi?
-Podoba ci się młody Winiarski- powiedziała pewnie patrząc mi prosto w oczy.
-Zwariowałaś? My się tylko przyjaźnimy!- powiedziałam zaskoczona jej stwierdzeniem.
-No, no. Od przyjaźni się zaczyna- zaśmiała się.
-Niekoniecznie rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć.
-Prędzej czy później będziecie razem.
-Powinnaś zacząć pisać książki, bo wymyślasz całkiem ciekawe historyjki- zaśmiałam się.
-Ja nie żartuję- stwierdziła oburzona.
-Ja też nie- zaśmiałam się i poszłam na górę wziąć prysznic. Kiedy stałam już pod strumieniem gorącej wody, pomyślałam o tym, co powiedziała mi Paulina i lekko się uśmiechnęłam. Jednak sekundę później potrząsnęłam głową i powiedziałam- Chyba cię poturbowało dziewczyno. To tylko przyjaciel- kiedy już byłam czysta i pachnąca, poszłam do pokoju i znalazłam jakąś książkę do czytania. Usiadłam na łóżku, nastawiłam sobie budzik i położyłam się, chcąc trochę poczytać. Jednak po pół godzinie byłam już tak zmęczona, że odłożyłam książkę i poszłam spać.

*perspektywa Pauliny*
Kiedy poszłam do kuchni, aby napić się soku, zobaczyłam przez okno Kamilę i Filipa. Wtedy uświadomiłam sobie, że przez ten cały czas niesamowicie się oni do siebie zbliżyli. I skończy się to związkiem. Stawiam na to całe pieniądze świata. Po krótkiej i dość wesołej wymianie zdań z Kamą, ta poszła na górę, a do kuchni wszedł Mariusz.
-Kochanie, o czym rozmawiałyście?- zapytał.
-O niczym szczególnym- odpowiedziałam i mocno się do niego przytuliłam. W końcu my też zaczynaliśmy od przyjaźni......


**************************
Heyka! Pojawiam się z 20! Nadal nie mogę uwierzyć, że to już 20 rozdział! Ale ten czas szybko leci. Muszę się przyznać, że na początku nie miałam pomysłu, jak skończę tego bloga. Ale teraz już wiem! Mam plan jak zakończy się ta historia. Zła wiadomość jest taka, że do końca jeszcze daleko i będziecie musiały się jeszcze trochę pomęczyć z moimi wypocinami.
To chyba tyle...
Pozdrawiam, Dream :* <3

P.S. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w wakacje rozdziały będą pojawiały się co 2-3 dni.

poniedziałek, 4 lipca 2016

Rozdział 19

-Kamila, ty zostań- powiedział trener na koniec. Poczekałam więc aż wszystkie dziewczyny wyjdą z sali i odwróciłam głowę w stronę trenera z pytającym spojrzeniem.
-O co chodzi?- zapytałam.
-To ważna sprawa...
- zaczął, a ja już się przestraszyłam.- Na pierwszym treningu cztery dni temu był tu trener zawodniczek ze szkoły w Spale. Nie przedłużając. Masz propozycję rozpoczęcia nauki i treningów w Spale. Decyzja należy do ciebie, ale musisz ją podjąć do końca tygodnia- powiedział.
-Dobrze rozumiem. Dziękuję- powiedziałam zszokowana.
-To wszystko, możesz iść do szatni- dodał trener, a ja cały czas zaskoczona szłam wolnym krokiem w stronę drzwi.
-Trenerze- zaczęłam i się zatrzymałam obracając się w jego stronę.
-Tak?
-Ale, jeśli będę chciała, to mogę zostać?
-Oczywiście- powiedział z uśmiechem. Odpowiedziałam mu tym samym i poszłam do szatni. Tam wszystkie dziewczyny siedziały przebrane i czekały na mnie. Weszłam i usiadłam na swoim miejscu. Dziewczyny wlepiły we mnie zaciekawione spojrzenia, a ja ukryłam twarz w dłoniach.
-No mów- ponagliła mnie Julka. Podniosłam głowę i przejechałam po nich wzrokiem. Oczy miałam już czerwone od łez.
-Jeju, Kami, nie płacz- powiedziała siedząca obok mnie Emilka i mnie przytuliła. Ufnie wtuliłam się w dziewczynę i dałam upust emocjom. Płakałam jak małe dziecko. Wszystkie dziewczyny zebrały się wokół mnie.
-Teraz, kiedy już wszystko zaczęło się układać. Kiedy mam rodzinę- wyszeptałam.
-Ale mów jaśniej, o co chodzi?- poprosiła Emila.
-Na ostatnim treningu był trener ze Spały. Mam propozycję grania i trenowania tam- powiedziałam.
-I w czym problem? I dlaczego płaczesz?- zapytała Agata.
-Nareszcie mam rodzinę. Przyjaciół. Mam was dziewczyny. Z niektórymi gram już dziesięć lat. Nie wiem, co robić- powiedziałam.
-Mała, wytrzyj buziaka i się uspokój. Przebierz się i w domu na spokojnie to przemyśl- powiedziała Julka. Uśmiechnęłam się do nich, a cała trzynastka mocno mniie przytuliła.
-Dziękuję dziewczyny- wyszeptałam. Kiedy się od siebie oderwałyśmy przebrałam się, a potem całą grupą wyszłyśmy z szatni. Pożegnałyśmy się przed halą i każda ruszyła w swoją stronę. Ja razem z Emilką skierowałam swoje kroki na parking. Wciąż byłam lekko przygnębiona i nie miałam na nic ochoty.
-Jedziemy?- zapytał tata, kiedy byłam koło samochodu.
-Tak- odpowiedziałam i pożegnałam się z Emilką.
-Nie dołuj się tak, Mała- powiedziała dziewczyna i wsiadła do samochodu razem z Karolem.
-Coś się stało?- zapytał tata, gdy wsiadłam do samochodu.
-Możesz zabrać mnie do domu?
-Jasne- odpowiedział i nie pytając o nic więcej ruszył. W domu byliśmy dziesięć minut później. Zabrałam torbę z bagażnika i poszłam do swojego pokoju. Nie miałam pojęcia, co robić. Z jednej strony Spała to dla mnie wielka szansa. Ale z drugiej Bełchatów to mój dom. To tutaj mam rodzinę, przyjaciół. Tu trenuję, gram. Tu jest mi dobrze. Nie mam pojęcia, co robić. Nagle słyszę, że ktoś puka do drzwi.
-Możemy?- pyta Paulina, za którą pojawia się tata.
-Tak, wejdźcie- mówię, chcąc powiedzieć im, co usłyszałam od trenera i jaką decyzję podjęłam.
-Co się stało?- zapytał tata.
-Po treningu trener poprosił, abym chwilę została, bo musi ze mną porozmawiać. Dowiedziałam się, że na ostatnim treningu byłyśmy obserwowane przez trenera ze Spały. Dostałam propozycję gry i nauki tam. Długo biłam się z myślami, ale już podjęłam decyzję- powiedziałam i podniosłam głowę. Napotkałam pytające spojrzenia taty i Pauliny. Wiedziałam, że czekają na to, co powiem- Zostaję w Bełchatowie. Teraz, kiedy wszystko mi się tu ułożyło, nie potrafię tego zostawić- mówię z lekkim uśmiechem. A oni oboje odpowiedzieli mi tym samym, po czym zamknęli mnie w szczelnym uścisku. Tą chwilę czułości przerwał krzyk Arka:
-Tato! Chyba potrzebuję twojej pomocy!- tata zaśmiał się pod nosem i wyszedł z pokoju.
-Cieszę się, że zostajesz- powiedziała siedząca obok mnie Paulina.
-Ja też. Teraz, kiedy wszystko mam ułożone, uporządkowane, nie potrafiłabym tego zostawić- stwierdziłam z uśmiechem.
-Mariusz też się cieszy. Kiedy usłyszał, jaką dostałaś propozycję, było widać przerażenie w jego oczach- powiedziała. Ja tylko lekko się uśmiechnęłam i nic nie powiedziałam.
-Chodźcie na kolacje- powiedział tata, który nagle pojawił się w pokoju.
-Idziemy- powiedziała Paulina i wstała. Zrobiłam to samo i razem z brunetką zeszłyśmy do kuchni. Tam całą czwórką zjedliśmy kolację. Po kolacji poszłam na górę i do torby zapakowałam książki i zeszyty na jutro. Kiedy położyłam zapakowaną torbę na podłodze przy drzwiach odezwał się mój telefon.
O której jutro idziemy?
Wiadomość była od Filipa. Odpisałam mu szybko:
Skoro lekcje zaczynamy o 8, to może koło 7:30?
Wysłałam do niego wiadomość i natychmiast dostałam odpowiedź:
Okey. Do jurta. Dobranoc ;)
Odpisałam:
Dobranoc :D
Podłączyłam telefon do ładowania i poszłam do łazienki. Wzięłam kąpiel i rozczesałam włosy i zeszłam do salonu, gdzie siedziała Paulina. Usiadłam obok niej i zaczęłam oglądać jakiś program na temat zdrowego odżywiania. Kiedy program się skończył dochodziła 21:30.
-O której jutro wychodzisz?- zapytał tata, kiedy miałam już wstawać.
-O wpół do ósmej. A wstanę tak kwadrans przed siódmą- odpowiedziałam.
-No dobrze- powiedział.
-Dobranoc- uśmiechnęłam się i zaczęłam wchodzić na górę.
-Dobranoc- odpowiedzieli mi jednocześnie Paulina i tata. Weszłam do pokoju i ustawiłam budzik na 6:45. Położyłam się do łóżka i momentalnie zasnęłam.
Obudził mnie dźwięk budzika. Wyłączyłam go i wstałam z łóżka. Wyszukałam sobie ubrania i poszłam do łazienki, gdzie się ubrałam i pociągnęłam rzęsy tuszem. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Skończyłam szykować się w łazience i zeszłam na dół. Zrobiłam sobie kanapki i herbatę i usiadłam przy stole. Kiedy już zjadłam i kończyłam herbatę w kuchni pojawiła się Paulina.
-Cześć- powiedziałam z uśmiechem, po czym włożyłam talerzyk i kubek do zmywarki.
-Cześć- odpowiedziała.
-Lecę po torbę i wychodzę- powiedziałam patrząc na zegar.- Filip zaraz przyjdzie- dodałam widząc pytające spojrzenie brunetki.
-Obudzisz przy okazji Arka?- zapytała, kiedy stałam na schodach.
-Dobrze- odpowiedziałam i weszłam na górę.- Wstawaj Smyku.
-Już?- zapytał przecierając oczka.
-Tak wyszło- uśmiechnęłam się.- Idź do mamy, do kuchni. Ma tam śniadanie dla ciebie- powiedziałam i wyszłam z chłopcem z pokoju. Arek zszedł na dół, a ja zabrałam torbę z pokoju i zrobiłam to samo. W kuchni oprócz Pauliny i Arka był również tata.
-To ja uciekam, pa- powiedziałam, kiedy przez okno zobaczyłam Filipa.
-A może byś się pożegnała?- powiedział z oburzeniem tata. Westchnęłam i podeszłam do niego. Pocałowałam jego policzek i z uśmiechem zapytałam:
-Może być?
-Oczywiście- odpowiedział. Pokręciłam głową i podeszła do Pauliny, której policzek również ucałowałam.
-Będę o czternastej!- krzyknęłam i wyszłam.- Cześć- powiedziałam do Filipa, który już czekał.
-No nareszcie, kobieto! Ileż można na ciebie czekać!
-No już, już. Nie bulwersuj się- powiedziałam i go przytuliłam. Chłopak odwzajemnił uśmiech, a potem ruszyliśmy do szkoły. Na ławce czekali na nas Emilka i Kuba, który powiedział coś do mojej przyjaciółki, bo ta szeroko się uśmiechnęła i lekko speszyła.
-Ktoś tu podrywa ci przyjaciółkę- powiedział mi na ucho Filip.
-No na to wychodzi- odpowiedziałam.- To co, idziemy przerwać tą romantyczną scenkę?
-Jesteś okropna- zaśmiał się, w czym mu zawtórowałam.
-No chodź, idziemy- powiedziałam i pociągnęłam go za ramię.
-Cześć- powiedziałam z Filipem jednocześnie i przywitałam się najpierw z Emilką, a potem z Kubą.
-Cześć- odpowiedzieli nam.
-Wyglądasz lepiej niż wczoraj- powiedziała Emila. Posłałam jej ostrzegawcze spojrzenie, które mówiło jedno. Żaden z chłopaków nic nie wie.
-Coś się stało- zapytał Kubuś.
-Tak- odpowiedziałam i westchnęłam.
-To kogo bijemy?- spytał Filip z powagą w głosie.
-Trenera zawodniczek ze Spały, który zaproponował mi grę i naukę tam- odpowiedziałam.
-Co?!- zawyli jednocześnie Winiarski i Ciemiński.
-No- mruknęłam.
-Podjęłaś już decyzję?- zapytała Emilka, bo chłopaków totalnie zatkało.
-Tak- powiedziałam z szerokim uśmiechem.
-Iiii???- cała trójka patrzyła na mnie, a w ich oczach było widać takie wielkie znaki zapytania.
-Odrzucę tą propozycję. Tu mam rodzinę, przyjaciół i drużynę i nie potrafię tego zostawić- powiedziałam z uśmiechem. Cała trójka odetchnęła z ulgą i mnie przytuliła.
-Ojej, jakie to słoooodkie- usłyszałam za plecami piskliwy głos. Miałam serdecznie dość tej dziewczyny.
-Bardzo mi przykro, że nie masz swojego życia i musisz aż tak bardzo interesować się cudzym- powiedziałam nawet nie odwracając się w jej stronę.
-A może sprawia mi to przyjemność.
-Szkoda, że musisz szukać przyjemności w czymś tak idiotycznym. Ale widać przyjemność muszą dawać nam rzeczy tylko na naszym poziomie inteligencji- powiedziałam na co Emilka, Filip i Kuba parsknęli śmiechem. Ale nie tylko. Usłyszałam również, że świta Natalii zachichotała pod nosem.
-Właśnie dlatego grasz w siatkówkę?- zapytała z kpiną. Ręce same złożyły mi się do wpierdolu. Ale się opanowałam. Wstałam, podeszłam do niej i patrząc prosto w oczy powiedziałam:
-Przykro słyszeć, że obrażasz dyscyplinę sportową, w którą gra tak wiele osób. Polska siatkówka ma na swoim koncie tyle sukcesów. Jesteśmy mistrzami świata, a nasi najlepsi zawodnicy najczęściej grają w klubach w naszym kraju. A koszykówka? Pomimo faktu, że mamy tylko jednego Gortata, wszyscy wciąż liczą, że uda nam się odnieść jakiś sukces. Przecież wszyscy, nawet najlepsi zaczynali od zera. Dlatego powinnaś zrozumieć, że nie masz prawa obrażać siatkówki, ani żadnego innego sportu. Obrażasz wtedy nie tylko mnie, ale wszystkich, którzy ten sport uprawiają. Czy to naprawdę ma sens?- zapytałam. Dopiero wtedy rozejrzałam się i zauważyłam, że przygląda nam się mnóstwo osób. Wszyscy słuchali tego, co mówiłam.


**************************
Heyka! Pod bodajże 17 rozdziałem obiecałam, że w wakacje postaram się, żeby rozdziały były częściej. To chyba dobry początek, bo mam tak mega dużo pomysłów, że głowa mała. Staram się skrupulatnie wywiązywać ze swoich obowiązków. Jednak jak już wcześniej wspominałam- rozpoczęłam pracę nad rozdziałami do nowego bloga. Napisałam już prolog i część pierwszego rozdziału. Mogę uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć tyle, że historia jest zupełnie inna niż ta Kamili.
To chyba tyle. 20 rozdział też już zaczęłam pisać. Do następnego.
Pozdrawiam, Dream <3 :*

sobota, 2 lipca 2016

Rozdział 18

Kiedy oficjalna część rozpoczęcia się zakończyła kazano nam udać się pod klasy. Kuba jest w klasie razem z nami, więc całą czwórką ruszyliśmy do sali, którą wcześniej wyczytała pani dyrektor. Kiedy czekaliśmy już niedaleko drzwi klasy, zauważyłam na drugim końcu korytarza moją koleżankę Natalię. Posłała mi nienawistne spojrzenie, które skwitowałam szerokim, ironicznym uśmiechem. Po kilku minutach przyszedł nasz nowy wychowawca, który zabrał ode mnie Natalię na rozpoczęciu.
-Witam was bardzo serdecznie. Nazywam się Mateusz Gierszewski i jestem waszym wychowawcą. Po za tym uczę języka angielskiego. Mam nadzieję, że będzie nam się miło pracowało-powiedział z szerokim uśmiechem gdy już weszliśmy do klasy i zajęliśmy miejsca. Teraz mogłam mu się dokładniej przyjrzeć. Jest młody. Ma jakieś 25, może 27 lat. Wygląda na rozgarniętego.- Chciałbym was prosić, abyście nie wdawali się w konflikty z klasą koszykarską. Dostatecznie dużo problemów mamy ze starszymi rocznikami. Nauczyciele i dyrekcja doskonale wiedzą, że zazwyczaj to właśnie koszykarze zaczynają spięcia, ale was ostrzegam. Tu macie jeszcze plan lekcji- powiedział i rozdał nam kartki z wydrukowanym planem zajęć.- To chyba wszystko. Do zobaczenia.
-Do widzenia- odpowiedziała chórem klasa. Razem z Emilką, Filipem i Kubą wyszliśmy ze szkoły i czekaliśmy za Karola, który miał przyjechać po Emilę. Rozmawialiśmy na różne tematy, głównie o szkole i treningach.
-Właśnie, o której mamy dzisiaj trening?- zapytała nagle Emilia.
-O piętnastej- odpowiedziałam.
-A, to spokojnie się wyrobię.
-A kiedy zaczynają się mecze?- zapytał Kuba.
-Z tego, co się orientuję, to jakoś od października, ale nie jestem pewien- odpowiedział Filip.
-Właśnie. Co roku jest trochę inaczej- dodałam.
-No proszę, proszę. Kogo my tu mamy. Nasza odważna dziewczynka, która nie boi się pyskować do silniejszych- usłyszałam nagle za plecami. Stojący naprzeciwko mnie Kuba kiwnął głową, gdy ruchem ust zadałam jedno króciutkie pytanie: "Natalia?"
-Skąd pewność, że jesteś silniejsza?- zapytałam.
-Jestem koszykarką- stwierdziła pewnie.
-To o niczym nie świadczy- powiedziałam i odwróciłam się, aby stanąć twarzą w twarz z dziewczyną. A raczej czołem w brodę, ponieważ jestem od niej prawie głowę wyższa.
-Świadczy o wielu rzeczach.
-Na pewno. Tyle, że pewnie nie umiałabyś ich mi tu przedstawić- zaśmiałam się ironicznie.
-Myślisz, że będziesz kimś wielkim, nędzna siatkarko? Śmieszne. Niby czego może nauczyć odbijanie piłki- prychnęła.
-Siatkówka uczy wielu rzeczy. Dwie podstawowe, to pokora wobec życia i szacunek dla rywali- odpowiedziałam. Doskonale wiedziałam, że stojąca za mną czwórka przyjaciół w pełni popiera moje słowa i właśnie z uznaniem kiwa głową. Nie odwróciłam się jednak, ponieważ toczyłam zawziętą walkę na spojrzenia z Natalią.
-Skąd u ciebie tyle pewności siebie?- spytała.
-Skąd u ciebie tyle nienawiści?- odpowiedziałam pytaniem cały czas się uśmiechając. Jestem silna psychicznie i ciężko jest mnie wyprowadzić z równowagi.
-Dlaczego pytasz?
-Dlaczego nie odpowiesz?- i chyba tu ją zagięłam i się jej riposty skończyły, bo prychnęła niczym rozjuszona kotka i zarzucając włosami odeszła w swoją stronę. 1:0 dla mnie. Odwróciłam się znów twarzą do przyjaciół i spotkałam się z ich zaskoczonymi spojrzeniami.- No co?- zapytałam.
-Nie wiedziałam, że potrafisz być taka pewna siebie- powiedziała Emilka.
-No, to było trochę takie nie w twoim stylu- dodał Filip.
-Nie byłaś sobą- podsumował Kuba.
-No nie. Ale nie pozwolę, żeby jakaś tapeciara mną pomiatała. Nie ma takiej opcji- powiedziałam pewnie.
-I bardzo dobrze- stwierdził Filip.
-O, Karol już przyjechał- powiedziała Emilka, kiedy zauważyła samochód brata parkujący na poboczu.- To ja w takim razie uciekam, pa- powiedziała, po czym pożegnała się z naszą trójką i poszła do samochodu.
-To co, my też się zbieramy, nie?- zapytałam Filipa.
-No nie ma wyjścia- powiedział. Pożegnaliśmy się więc z Kubą, który szedł w jeszcze innym kierunku i ruszyliśmy chodnikiem na nasze osiedle.
-W sumie, to cieszę się, że już zaczął się rok szkolny- powiedziałam z uśmiechem.
-A to dlaczego?- zapytał Filip.
-Wreszcie przestanę myśleć o tej całej sytuacji z babcią. Wiesz... Często zdarza mi się nad tym wszystkim rozmyślać i w ogóle.
-To normalne. Tęsknisz za nią, a tęsknota wywołuje wiele różnych zachowań- powiedział Winiarski.
-Mogę cię o coś spytać?- zapytałam niepewnie.
-Jasne.
-Nie odpowiadaj, jeśli nie chcesz. Jak długo zbierałeś się po śmierci rodziców?- przełamałam się w końcu i zadałam mu to pytanie.
-Pójdziemy przez park?- zapytał wprawiając mnie w osłupienie.
-Czemu nie- odpowiedziałam.
-Chodź, usiądziemy tu- powiedział wskazując na jedną z wolnych ławek. Kiedy już siedzieliśmy Filip nagle powiedział.- Nie umiałem, nie potrafiłem i nie chciałem zostać w Bydgoszczy. Każdy zakamarek domu i miasta przypominał mi rodziców. Aśka, moja starsza siostra, starała się mnie przekonać, żebym jednak został, skończył szkołę, nie zostawiał przyjaciół. Ale ja wciąż powtarzałem, że nie chcę tam zostać. Po pogrzebie rodziców Asia i Michał doszli do wniosku, że nie będą mnie zmuszać do zostania w Bydgoszczy. Michał złożył mi propozycję zamieszkania z nim, Dagą i Olkiem. Zgodziłem się. I od tamtej pory siedzę w Bełku. Przed przyjazdem tutaj nie potrafiłem pogodzić się ze śmiercią rodziców. Miałem dopiero czternaście lat. Jednak kiedy już tu przyjechałem, zmieniłem otoczenie, udało mi się z tym wszystkim uporać. Nigdy nie pomyślałbym, że po pewnym czasie zostanie tylko to, że będą momenty, w których chciałbym mieć ich przy sobie. Gdy zdobywam statuetkę MVP na najważniejszym turnieju w Polsce, żałuję, że nie mogą mnie przytulić, pogratulować. Ale z drugiej strony cieszę się, że mam Asię i Michała. Na nich zawszę mogę liczyć- zakończył, a mnie zamurowało. Nie pomyślałam, że mógł aż tak to przeżywać. Spojrzałam na niego. Siedział na ławce, lekko przygarbiony i wpatrywał się w jeden punkt przed nami nawet nie mrugając.
-Filip...- zaczęłam, ale nie wiedziałam co mam powiedzieć. Położyłam więc tylko dłoń na jego ramieniu. Mięśnie chłopaka były napięte, jednak pod wpływem mojego dotyku częściowo się rozluźniły.
-Też bym nie wiedział, co mam sobie powiedzieć- zaśmiał się chłopak i objął mnie ramieniem.- Idziemy?
-Idziemy- odpowiedziałam. Wstaliśmy więc z ławki i spacerkiem ruszyliśmy na osiedle. Kwadrans później byliśmy już pod moim domem.
-No to do jutra- powiedział chłopak i mnie przytulił.
-No pa- odpowiedziałam i odwzajemniłam uścisk po czym weszłam do domu.
-Już jesteś?!- zapytał tata krzycząc z salonu.
-No tak- odpowiedziałam po czym weszłam do wspomnianego pomieszczenia i krzyknęłam- Ta dam!
-Ba dum tssss- zaśmiał się tata. Zawtórowałam mu i usiadłam obok niego na kanapie.- I jak było?- zapytał.
-Wychowawca jest spoko. Nauczyciele też. Ale nigdy bym nie pomyślała, że pierwszego dnia narobię sobie wrogów- stwierdziłam.
-Jakich wrogów?- zapytała Paulina, która właśnie wróciła z Arkiem.
-Idę się pobawić!- krzyknął chłopiec, kiedy był już na schodach.
-Najpierw się przebierz!- odkrzyknęła mu Paulina i usiadła razem ze mną i tatą na kanapie.
-No to jakich wrogów?- zapytał tym razem tata.
-Nie będę was okłamywać i niczego ukrywać. Było tak...- zaczęłam i opowiedziałam im całą historię związaną z Natalią.
-Co za wstrętna dziewucha!- powiedziała oburzona Paulina.
-Spokojnie. Nasz wychowawca powiedział, że to zazwyczaj koszykarze zaczynają te kłótnie. Ale mam też dobrą wiadomość- dodałam z uśmiechem.
-Tak?- zapytał tata.
-Chodzę do klasy ze starym kolegą z podstawówki- powiedziałam z uśmiechem.
-No to super. A jak ma na imię ten kolega?- zapytała Paula.
-Kuba. Chodziliśmy razem do jednej klasy przez pięć lat. Potem on wyprowadził się do Włoch i wrócił miesiąc temu- opowiedziałam.
-Bynajmniej biedny Filip nie będzie się nudził- stwierdził tata.
-Też prawda- poparła go Paulina.- Co jemy na obiad?
-A może coś zamówimy?- zaproponował tata.
-Ostatni raz- powiedziała Paulina i pogroziła mu palcem. Ten wstał, pocałował jej policzek i zawołał:
-Arek! Mama się zgodziła i zamawiamy obiad! Co chcesz?!
-Kebaba z sosem czosnkowym!- odkrzyknął.
-A ty Kamila?- zapytał mnie tata.
-Tortillę z sosem meksykańskim- odpowiedziałam.
-A ty, kochanie?
-Sałatkę grecką- powiedziała z uśmiechem Paula.
-A ja chcę kebaba z sosem koktajlowym- mruknął pod nosem tata i wyjął telefon. Złożył zamówienie i poinformował nas- Jedzenie będzie za jakieś pół godziny. Kiwnęłyśmy tylko jednocześnie głowami i zaczęłyśmy oglądać film lecący akurat w telewizji. Kiedy film się skończył, poszłam na górę przebrać się w coś wygodniejszego. Gdy zeszłam na dół zadzwonił dzwonek do drzwi. Tata poszedł otworzyć. Po chwili przyszedł z zamówionym przez nas jedzeniem. Zawołaliśmy Arka i całą czwórką zjedliśmy obiad. Akurat dochodziła czternasta, więc pomogłam Paulinie ogarnąć zrobiony przez nas bałagan i poszłam do pokoju przygotować się na trening. Kiedy dochodziła 14:30 zeszłam na dół z torbą na ramieniu i weszłam do salonu.
-To ja idę na trening- powiedziałam.
-Masz teraz trening?- zapytał zaskoczony tata.
-No tak, o piętnastej- odpowiedziałam.
-Ja też, tyle że ja mam siłownię, a wy pewnie salę.
-Pewnie tak- odpowiedziałam z uśmiechem.
-To co, za dziesięć minut jedziemy?- zapytał.
-Okej- powiedziałam i postawiłam torbę w korytarzu po czym usiadłam na fotelu. Po dziesięciu minutach razem z tatą wsiadłam do samochodu i ruszyliśmy na halę. Po jakichś siedmiu minutach byliśmy na miejscu.
-Wracasz też ze mną?- zapytał tata.
-Tak. Najwyżej ty poczekasz chwilę na mnie, albo ja na ciebie- powiedziałam gdy zmierzaliśmy do wejścia na halę. Potem każde poszło w swoją stronę. Weszłam do szatni, gdzie siedziało już kilka dziewczyn. Przywitałam się z nimi i zaczęłam przebierać. Równo o piętnastej były już wszystkie dziewczyny. Zabrałyśmy więc butelki z wodą i ruszyłyśmy na salę. Tam czekał już na nas trener. Po przywitaniu i krótkim przemówieniu trenera oraz przedstawieniu nowych zawodniczek zaczęłyśmy trening. Półtorej godziny później grałyśmy jednosetowy mecz między sobą. Akurat była moja kolej zagrywki. Nie oglądając się na nic złapałam piłkę, wykonałam swój rytuał i posłałam piłkę na drugą stronę. Dziewczyny nie poradziły sobie z przyjęciem i piłka uciekła gdzieś na bok. Druga moja zagrywka. Powtarzam rytuał i po raz drugi wykonuję zagrywkę. Tym razem dziewczyny przyjmują i udaje się im wyprowadzić atak. Jednak Julka, nasza libero podbija piłkę, która leci do Agaty. Ta świetnie ją rozgrywa. Mi nie pozostaje nic innego, jak zaatakować. I w ten sposób ułamek sekundy później piłka zostaje wbita w pomarańczowe pole po stronie przeciwniczek. Ostatni punkt. Znów łapię piłkę i maszeruję za końcową linię. Wykonuję rytuał i mocno uderzam w piłkę. As. Udało mi się. Pomimo tego, że jest to tylko trening bardzo się cieszę. Nagle słyszę brawa. Odwracam się i widzę tatę i Karola, który zapewne czeka na Emilkę. Szeroko się uśmiecham, po czym idziemy do trenera. Ten rzuca nam kilka uwag i wskazówek po czym kończy trening i wysyła nas do szatni.
-Kamila, ty zostań- powiedział na koniec. Poczekałam więc aż wszystkie dziewczyny wyjdą z sali i odwróciłam głowę w stronę trenera z pytającym spojrzeniem.
-O co chodzi?- zapytałam.
-To ważna sprawa...


******************************

Cześć Wam! Miałam być szybciej, ale miałam remont i tak wyszło, że przez dwa dni nie widziałam nawet laptopa. Ale już jestem i pytam: Jak Wam się podoba. Mi tak nawet nawet. Bywały lepsze i gorsze rozdziały. Ten jest jednym z tych przejściowych, ale takie też muszą być. Ogólnie to miał być jutro, ale daję dzisiaj na osłodę po wczorajszym meczu z Brazylią, którego nie widziałam, bo nie znalazłam transmisji :'(
Z innej beczki- pojawiła się zakładka SPAM. Wszyscy wiemy do czego ona służy, więc nie będę się o niej rozpisywać.
Jak myślicie, co trener chce powiedzieć Kamili?

Pozdrawiam, Dream :* <3