Rozejrzałam się i zauważyłam, że przygląda nam się mnóstwo osób. Wszyscy słuchali tego, co mówiłam. Postanowiłam więc działać- Czy aż taką przyjemność sprawiają wam ciągłe kłótnie? Nikt nawet nie wie dlaczego ciągle rośnie liczba konfliktów. Wybrałam tą szkołę, bo słyszałam o niej same dobre rzeczy. A tu okazuje się, że fakt, nauczyciele są naprawdę świetni. Ale atmosfera?! Jakim cudem grupa około dwustu osób nie potrafi żyć w zgodzie?! Spędzając ze sobą ponad połowę swojego życia nie potraficie się szanować? Nie mówię o dozgonnej miłości czy wielkiej przyjaźni, ale zwykły szacunek i tolerancja!- zakończyłam po czym wzięłam od Filipa moją torbę i całą czwórką skierowaliśmy swoje kroki do wejścia do szkoły.
-Nie znam tej dziewczyny, ale ma ona rację!- usłyszałam krzyk jakiegoś chłopaka. Lekko uśmiechnęłam się pod nosem i razem z przyjaciółmi przekroczyłam próg szkoły. Na dobre rozpoczęcie roku szkolnego miałam polski. Nigdy nie miałam problemów z naszym ojczystym językiem, więc te lekcje nie są dla mnie nudne. Spędziłam w szkole sześć godzin, podczas których nie wydarzyło się nic ciekawego. No, może po za tym, że jakoś tak mało kłótni było, a dużo spokoju. Kiedy wróciłam do domu było po czternastej.
-Hej- powiedziałam do Pauliny, która siedziała w kuchni i czytała jakieś babskie pisemko.
-Cześć- odpowiedziała z uśmiechem.- I jak pierwszy dzień?
-Bez większych ekscesów- odpowiedziałam i poszłam na górę zanieść torbę. Przy okazji przebrałam się w wygodniejsze ubrania i związałam włosy.
-Zaraz będzie obiad- powiedziała Paula, gdy weszłam z powrotem do kuchni.
-Super, a co dziś jemy?
-Gołąbki.
-Uwielbiam cię!- pisnęłam szczęśliwa.
-Oj, bez przesady.
-Ja? Ja nie przesadzam- powiedziałam pewnie.- A gdzie tata i Arek?
-Arek w przedszkolu, a tata na treningu. I w sumie zaraz obaj wrócą, bo miał go odebrać- odpowiedziała brunetka.
-No to dobrze. Coś ci pomóc?
-Możesz nakryć do stołu- powiedziała. Kilka minut później na stole stał już gotowy obiad, a do domu weszli akurat tata i Arek. Zjedliśmy razem obiad, a potem zaczęłam zbierać się na trening. Zabrałam przygotowaną wcześniej torbę i ze słuchawkami w uszach ruszyłam na halę. Trening miał się odbyć o 15:30, a ja na miejscu byłam kwadrans wcześniej. Weszłam do szatni i przywitałam się z częścią dziewczyn, które już były. Kiedy zebrałyśmy się i już wszystkie byłyśmy gotowe, poszłyśmy na salę. Tam czekał już na nas trener. Powiedział na początek kilka słów po czym zaczęliśmy trening. Półtorej godziny później już go kończyłyśmy.
-Marta, kiedy blokujesz, musisz w ciemno obstawiać, jak ułożyć ręce. Jesteś środkową, więc najlepiej rozłóż je szeroko, a w odpowiednim momencie skieruj je w dobrą stronę- zakończył.- To chyba tyle. Do jutra.
-Trenerze, czy ja mogłabym coś powiedzieć?- zapytałam.
-Proszę bardzo- powiedział. Wystąpiłam więc z szeregu i stanęłam bokiem do dziewczyn oraz bokiem do trenera, ponieważ chciałam zobaczyć ich reakcję.
-Wszyscy wiedzą, jaką otrzymałam propozycję. Chciałabym powiedzieć, że podjęłam już decyzję- urwałam, a wszyscy z trenerem na czele wlepili we mnie zaciekawione spojrzenia.- Zostaję w Bełchatowie- zakończyłam z uśmiechem, a dziewczyny z piskiem radości rzuciły mi się na szyję. Trener również uściskał mnie ze szczęścia.
-W takim układzie chyba nikt nie będzie uważał tego za złą decyzję- powiedział trener i sięgnął po coś do torby.- Kamila, jesteś w tym sezonie kapitanem- po usłyszeniu tych słów łzy szczęścia zebrały się w moich oczach. Opaska, którą dostałam do rąk była spełnieniem marzeń.
-Dziękuję- wyszeptałam.
-Podziękować możesz jedynie sobie. Za dziesięć lat ciężkiej pracy- powiedział trener i dodał- Dobra dziewczyny, zbierać się do domów!
-Do widzenia!- krzyknęłyśmy jednocześnie i wyszłyśmy z sali. Ja z opaską na ręku. Kiedy weszłyśmy do szatni Marta krzyknęła:
-Na cześć naszej najwspanialszej kapitan, która nie potrafi nas opuścić! Hip hip!
-Hura!- odkrzyknęła jej reszta.
-Kocham was, dziewczynki- powiedziałam szczęśliwa i je przytuliłam. Potem bez większych szaleństw przebrałyśmy się i całą grupą ruszyłyśmy do wyjścia. Pożegnałyśmy się przy wejściu do hali i rozeszłyśmy, każda w swoją stronę. W domu byłam kwadrans później. Zostawiłam torbę w korytarzu i ruszyłam do salonu. Tam przed telewizorem siedzieli tata i Paulina, a przez okno zobaczyłam, że Arek bawi się w ogrodzie.
-Jestem kapitanem!- krzyknęłam szczęśliwa.
-Gratulacje- powiedział tata, po czym wstał, podszedł do mnie i mocno przytulił.
-Gratuluję, słoneczko- wyszeptała mi na ucho Paulina, która uściskała mnie, kiedy tata się odsunął.
-Dziękuję- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Powiedziałaś o swojej decyzji?- zapytał tata.
-Tak. I wtedy trener dał mi opaskę- powiedziałam i poszłam do korytarza po wspomniany przedmiot. Pokazałam im go. Oboje go obejrzeli, po czym oddali,a Paula powiedziała:
-Schowaj i nie zgub, bo będziesz żałować.
-Oj, na pewno- zaśmiałam się po czym zabrałam torbę z korytarza i poszłam na górę. Przepakowałam książki do szkoły na następny dzień i zeszłam z powrotem na dół. Usiadłam na kanapie obok taty i Pauliny i zaczęłam oglądać z nimi jakiś kabaret. Po około godzinie poszłyśmy z Pauliną przygotować kolację. Później całą czwórką ją zjedliśmy. Zaczęłam sprzątać, a tata zabrał Arka na górę, żeby przygotować mu kąpiel.
-I co ja mam robić?- zapytała Paulina.
-Możesz leżeć i pachnieć- zaśmiałam się.
-Bardzo zabawne- prychnęła.
-Oj, daj spokój. Urodzi się maleństwo, to raczej nie będziesz narzekała na brak zajęć- stwierdziłam.
-Oj, na pewno nie- odpowiedziała. Kiedy skończyłam układanie naczyń w zmywarce poszłam na górę. Usiadłam na łóżku w pokoju i uświadomiłam sobie, że od pogrzebu nie byłam na grobie u babci. Dochodziła godzina 19:30, więc nie było aż tak późno. Zeszłam więc na dół, aby spytać taty i Pauliny, czy nie mają nic przeciwko.
-Tato, mogę iść na cmentarz?- zapytałam.
-Jesteś pewna, że chcesz iść tam sama?- spytał patrząc mi prosto w oczy.
-Tak- odpowiedziałam pewnie.
-W takim razie możesz, tylko nie wracaj za późno- odpowiedział. Uśmiechnęłam się do niego, zabrałam torebkę i wyszłam. Kiedy byłam w połowie drogi uświadomiłam sobie, że jednak nie chcę iść tam sama. Wyciągnęłam telefon i już miałam dzwonić do Emilki, kiedy przypomniało mi się, że mówiła, że po południu mięli przyjechać jej rodzice. Postanowiłam zadzwonić do Filipa.
-Halo?- odebrał.
-Cześć Filip, tu Kamila. Mam prośbę.
-Coś się stało?- zapytał.
-No tak jakby- odpowiedziałam.
-No mów dziewczyno- ponaglił mnie.
-Chcę iść na cmentarz do babci. Powiedziałam tacie, że dam sobie radę sama. Ale jednak nie dam. Mógłbyś...
-Gdzie jesteś?- zapytał przerywając mi.
-Przy wejściu do parku od strony naszego osiedla- odpowiedziałam.
-Czekaj tam na mnie- powiedział i się rozłączył. Usiadłam więc na ławce i czekałam. Po chwili zjawił się Winiarski.
-Dziękuję- powiedziałam i się do niego uśmiechnęłam.
-Nie ma sprawy- odpowiedział i odwzajemnił uśmiech.- Idziemy?
-Tak, tak- powiedziałam i wstałam z ławki. Ruszyliśmy spokojnym krokiem w stronę cmentarza.
-Jak tam trening?- zapytał Filip przerywając ciszę.
-Powiedziałam dziewczynom i trenerowi o swojej decyzji. Bardzo się ucieszyli. No i dostałam opaskę kapitana- powiedziałam.
-No to moje gratulacje- uśmiechnął się chłopak.
-A dziękuję bardzo- odpowiedziałam i głośno westchnęłam. Właśnie doszliśmy do bramy cmentarza.
-Gotowa?
-Nie. Ale jeśli teraz tego nie zrobię, to nie odważę się już nigdy- powiedziałam i weszłam na teren cmentarza. Zaczęliśmy kierować się w kierunku grobu babci. Kiedy do niego doszliśmy, ukucnęłam i delikatnie się uśmiechnęłam. Przez moją głowę przeleciały wspomnienia z tych szesnastu lat, a w oczach zebrały się łzy.
-Ej, mała, nie płacz- powiedział Filip i ukucnął obok mnie, po czym mocno przytulił. Schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi i starałam się uspokoić.
-Dziękuję- wyszeptałam po chwili.
-Nie ma o czym mówić. Wracamy?
-Tak- powiedziałam, ale się nie ruszyłam.
-Kama, co jest?- zapytał Winiarski.
-Możesz mnie przytulić?- spytałam. Nie usłyszałam odpowiedzi, tylko po raz kolejny tego wieczoru poczułam silne ramiona chłopaka, które mnie otuliły. Uśmiechnęłam się lekko i delikatnie zaciągnęłam się jego perfumami. Zapach jest świetny. Ej, stop! Wróć! Nic takiego nie pomyślałam! Nie było tematu!
-Chodź, wracajmy. Robi się późno- powiedział Winiarski i cały czas obejmując mnie ramieniem ruszył ścieżką prowadzącą do wyjścia. W drodze powrotnej oboje milczeliśmy.
-Dziękuję ci jeszcze raz. Sama nie dałabym rady- stwierdziłam, kiedy byliśmy już pod moim domem.
-Nie ma o czym mówić. Zawsze możesz na mnie liczyć- powiedział.
-Cześć- uśmiechnęłam się i przytuliłam chłopaka na pożegnanie.
-Pa- odpowiedział i odwzajemnił mój uścisk. Weszłam do domu i swoje kroki skierowałam do kuchni. Tam oparta o blat stała Paulina. Miała na twarzy cwany uśmieszek. Nie mając pojęcia o co jej chodzi wlałam sobie soku do szklanki.
-I jak?- zapytała w końcu.
-Co jak?
-Dotarłaś na cmentarz?- zadała kolejne pytanie.
-Tak, ale w połowie drogi musiałam zadzwonić po Filipa- odpowiedziałam.
-Właśnie zauważyłam- stwierdziła.
-O co ci chodzi?
-Podoba ci się młody Winiarski- powiedziała pewnie patrząc mi prosto w oczy.
-Zwariowałaś? My się tylko przyjaźnimy!- powiedziałam zaskoczona jej stwierdzeniem.
-No, no. Od przyjaźni się zaczyna- zaśmiała się.
-Niekoniecznie rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć.
-Prędzej czy później będziecie razem.
-Powinnaś zacząć pisać książki, bo wymyślasz całkiem ciekawe historyjki- zaśmiałam się.
-Ja nie żartuję- stwierdziła oburzona.
-Ja też nie- zaśmiałam się i poszłam na górę wziąć prysznic. Kiedy stałam już pod strumieniem gorącej wody, pomyślałam o tym, co powiedziała mi Paulina i lekko się uśmiechnęłam. Jednak sekundę później potrząsnęłam głową i powiedziałam- Chyba cię poturbowało dziewczyno. To tylko przyjaciel- kiedy już byłam czysta i pachnąca, poszłam do pokoju i znalazłam jakąś książkę do czytania. Usiadłam na łóżku, nastawiłam sobie budzik i położyłam się, chcąc trochę poczytać. Jednak po pół godzinie byłam już tak zmęczona, że odłożyłam książkę i poszłam spać.
*perspektywa Pauliny*
Kiedy poszłam do kuchni, aby napić się soku, zobaczyłam przez okno Kamilę i Filipa. Wtedy uświadomiłam sobie, że przez ten cały czas niesamowicie się oni do siebie zbliżyli. I skończy się to związkiem. Stawiam na to całe pieniądze świata. Po krótkiej i dość wesołej wymianie zdań z Kamą, ta poszła na górę, a do kuchni wszedł Mariusz.
-Kochanie, o czym rozmawiałyście?- zapytał.
-O niczym szczególnym- odpowiedziałam i mocno się do niego przytuliłam. W końcu my też zaczynaliśmy od przyjaźni......
**************************
Heyka! Pojawiam się z 20! Nadal nie mogę uwierzyć, że to już 20 rozdział! Ale ten czas szybko leci. Muszę się przyznać, że na początku nie miałam pomysłu, jak skończę tego bloga. Ale teraz już wiem! Mam plan jak zakończy się ta historia. Zła wiadomość jest taka, że do końca jeszcze daleko i będziecie musiały się jeszcze trochę pomęczyć z moimi wypocinami.
To chyba tyle...
Pozdrawiam, Dream :* <3
P.S. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w wakacje rozdziały będą pojawiały się co 2-3 dni.
środa, 6 lipca 2016
poniedziałek, 4 lipca 2016
Rozdział 19
-Kamila, ty zostań- powiedział trener na koniec. Poczekałam więc aż wszystkie dziewczyny wyjdą z sali i odwróciłam głowę w stronę trenera z pytającym spojrzeniem.
-O co chodzi?- zapytałam.
-To ważna sprawa...- zaczął, a ja już się przestraszyłam.- Na pierwszym treningu cztery dni temu był tu trener zawodniczek ze szkoły w Spale. Nie przedłużając. Masz propozycję rozpoczęcia nauki i treningów w Spale. Decyzja należy do ciebie, ale musisz ją podjąć do końca tygodnia- powiedział.
-Dobrze rozumiem. Dziękuję- powiedziałam zszokowana.
-To wszystko, możesz iść do szatni- dodał trener, a ja cały czas zaskoczona szłam wolnym krokiem w stronę drzwi.
-Trenerze- zaczęłam i się zatrzymałam obracając się w jego stronę.
-Tak?
-Ale, jeśli będę chciała, to mogę zostać?
-Oczywiście- powiedział z uśmiechem. Odpowiedziałam mu tym samym i poszłam do szatni. Tam wszystkie dziewczyny siedziały przebrane i czekały na mnie. Weszłam i usiadłam na swoim miejscu. Dziewczyny wlepiły we mnie zaciekawione spojrzenia, a ja ukryłam twarz w dłoniach.
-No mów- ponagliła mnie Julka. Podniosłam głowę i przejechałam po nich wzrokiem. Oczy miałam już czerwone od łez.
-Jeju, Kami, nie płacz- powiedziała siedząca obok mnie Emilka i mnie przytuliła. Ufnie wtuliłam się w dziewczynę i dałam upust emocjom. Płakałam jak małe dziecko. Wszystkie dziewczyny zebrały się wokół mnie.
-Teraz, kiedy już wszystko zaczęło się układać. Kiedy mam rodzinę- wyszeptałam.
-Ale mów jaśniej, o co chodzi?- poprosiła Emila.
-Na ostatnim treningu był trener ze Spały. Mam propozycję grania i trenowania tam- powiedziałam.
-I w czym problem? I dlaczego płaczesz?- zapytała Agata.
-Nareszcie mam rodzinę. Przyjaciół. Mam was dziewczyny. Z niektórymi gram już dziesięć lat. Nie wiem, co robić- powiedziałam.
-Mała, wytrzyj buziaka i się uspokój. Przebierz się i w domu na spokojnie to przemyśl- powiedziała Julka. Uśmiechnęłam się do nich, a cała trzynastka mocno mniie przytuliła.
-Dziękuję dziewczyny- wyszeptałam. Kiedy się od siebie oderwałyśmy przebrałam się, a potem całą grupą wyszłyśmy z szatni. Pożegnałyśmy się przed halą i każda ruszyła w swoją stronę. Ja razem z Emilką skierowałam swoje kroki na parking. Wciąż byłam lekko przygnębiona i nie miałam na nic ochoty.
-Jedziemy?- zapytał tata, kiedy byłam koło samochodu.
-Tak- odpowiedziałam i pożegnałam się z Emilką.
-Nie dołuj się tak, Mała- powiedziała dziewczyna i wsiadła do samochodu razem z Karolem.
-Coś się stało?- zapytał tata, gdy wsiadłam do samochodu.
-Możesz zabrać mnie do domu?
-Jasne- odpowiedział i nie pytając o nic więcej ruszył. W domu byliśmy dziesięć minut później. Zabrałam torbę z bagażnika i poszłam do swojego pokoju. Nie miałam pojęcia, co robić. Z jednej strony Spała to dla mnie wielka szansa. Ale z drugiej Bełchatów to mój dom. To tutaj mam rodzinę, przyjaciół. Tu trenuję, gram. Tu jest mi dobrze. Nie mam pojęcia, co robić. Nagle słyszę, że ktoś puka do drzwi.
-Możemy?- pyta Paulina, za którą pojawia się tata.
-Tak, wejdźcie- mówię, chcąc powiedzieć im, co usłyszałam od trenera i jaką decyzję podjęłam.
-Co się stało?- zapytał tata.
-Po treningu trener poprosił, abym chwilę została, bo musi ze mną porozmawiać. Dowiedziałam się, że na ostatnim treningu byłyśmy obserwowane przez trenera ze Spały. Dostałam propozycję gry i nauki tam. Długo biłam się z myślami, ale już podjęłam decyzję- powiedziałam i podniosłam głowę. Napotkałam pytające spojrzenia taty i Pauliny. Wiedziałam, że czekają na to, co powiem- Zostaję w Bełchatowie. Teraz, kiedy wszystko mi się tu ułożyło, nie potrafię tego zostawić- mówię z lekkim uśmiechem. A oni oboje odpowiedzieli mi tym samym, po czym zamknęli mnie w szczelnym uścisku. Tą chwilę czułości przerwał krzyk Arka:
-Tato! Chyba potrzebuję twojej pomocy!- tata zaśmiał się pod nosem i wyszedł z pokoju.
-Cieszę się, że zostajesz- powiedziała siedząca obok mnie Paulina.
-Ja też. Teraz, kiedy wszystko mam ułożone, uporządkowane, nie potrafiłabym tego zostawić- stwierdziłam z uśmiechem.
-Mariusz też się cieszy. Kiedy usłyszał, jaką dostałaś propozycję, było widać przerażenie w jego oczach- powiedziała. Ja tylko lekko się uśmiechnęłam i nic nie powiedziałam.
-Chodźcie na kolacje- powiedział tata, który nagle pojawił się w pokoju.
-Idziemy- powiedziała Paulina i wstała. Zrobiłam to samo i razem z brunetką zeszłyśmy do kuchni. Tam całą czwórką zjedliśmy kolację. Po kolacji poszłam na górę i do torby zapakowałam książki i zeszyty na jutro. Kiedy położyłam zapakowaną torbę na podłodze przy drzwiach odezwał się mój telefon.
O której jutro idziemy?
Wiadomość była od Filipa. Odpisałam mu szybko:
Skoro lekcje zaczynamy o 8, to może koło 7:30?
Wysłałam do niego wiadomość i natychmiast dostałam odpowiedź:
Okey. Do jurta. Dobranoc ;)
Odpisałam:
Dobranoc :D
Podłączyłam telefon do ładowania i poszłam do łazienki. Wzięłam kąpiel i rozczesałam włosy i zeszłam do salonu, gdzie siedziała Paulina. Usiadłam obok niej i zaczęłam oglądać jakiś program na temat zdrowego odżywiania. Kiedy program się skończył dochodziła 21:30.
-O której jutro wychodzisz?- zapytał tata, kiedy miałam już wstawać.
-O wpół do ósmej. A wstanę tak kwadrans przed siódmą- odpowiedziałam.
-No dobrze- powiedział.
-Dobranoc- uśmiechnęłam się i zaczęłam wchodzić na górę.
-Dobranoc- odpowiedzieli mi jednocześnie Paulina i tata. Weszłam do pokoju i ustawiłam budzik na 6:45. Położyłam się do łóżka i momentalnie zasnęłam.
Obudził mnie dźwięk budzika. Wyłączyłam go i wstałam z łóżka. Wyszukałam sobie ubrania i poszłam do łazienki, gdzie się ubrałam i pociągnęłam rzęsy tuszem. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Skończyłam szykować się w łazience i zeszłam na dół. Zrobiłam sobie kanapki i herbatę i usiadłam przy stole. Kiedy już zjadłam i kończyłam herbatę w kuchni pojawiła się Paulina.
-Cześć- powiedziałam z uśmiechem, po czym włożyłam talerzyk i kubek do zmywarki.
-Cześć- odpowiedziała.
-Lecę po torbę i wychodzę- powiedziałam patrząc na zegar.- Filip zaraz przyjdzie- dodałam widząc pytające spojrzenie brunetki.
-Obudzisz przy okazji Arka?- zapytała, kiedy stałam na schodach.
-Dobrze- odpowiedziałam i weszłam na górę.- Wstawaj Smyku.
-Już?- zapytał przecierając oczka.
-Tak wyszło- uśmiechnęłam się.- Idź do mamy, do kuchni. Ma tam śniadanie dla ciebie- powiedziałam i wyszłam z chłopcem z pokoju. Arek zszedł na dół, a ja zabrałam torbę z pokoju i zrobiłam to samo. W kuchni oprócz Pauliny i Arka był również tata.
-To ja uciekam, pa- powiedziałam, kiedy przez okno zobaczyłam Filipa.
-A może byś się pożegnała?- powiedział z oburzeniem tata. Westchnęłam i podeszłam do niego. Pocałowałam jego policzek i z uśmiechem zapytałam:
-Może być?
-Oczywiście- odpowiedział. Pokręciłam głową i podeszła do Pauliny, której policzek również ucałowałam.
-Będę o czternastej!- krzyknęłam i wyszłam.- Cześć- powiedziałam do Filipa, który już czekał.
-No nareszcie, kobieto! Ileż można na ciebie czekać!
-No już, już. Nie bulwersuj się- powiedziałam i go przytuliłam. Chłopak odwzajemnił uśmiech, a potem ruszyliśmy do szkoły. Na ławce czekali na nas Emilka i Kuba, który powiedział coś do mojej przyjaciółki, bo ta szeroko się uśmiechnęła i lekko speszyła.
-Ktoś tu podrywa ci przyjaciółkę- powiedział mi na ucho Filip.
-No na to wychodzi- odpowiedziałam.- To co, idziemy przerwać tą romantyczną scenkę?
-Jesteś okropna- zaśmiał się, w czym mu zawtórowałam.
-No chodź, idziemy- powiedziałam i pociągnęłam go za ramię.
-Cześć- powiedziałam z Filipem jednocześnie i przywitałam się najpierw z Emilką, a potem z Kubą.
-Cześć- odpowiedzieli nam.
-Wyglądasz lepiej niż wczoraj- powiedziała Emila. Posłałam jej ostrzegawcze spojrzenie, które mówiło jedno. Żaden z chłopaków nic nie wie.
-Coś się stało- zapytał Kubuś.
-Tak- odpowiedziałam i westchnęłam.
-To kogo bijemy?- spytał Filip z powagą w głosie.
-Trenera zawodniczek ze Spały, który zaproponował mi grę i naukę tam- odpowiedziałam.
-Co?!- zawyli jednocześnie Winiarski i Ciemiński.
-No- mruknęłam.
-Podjęłaś już decyzję?- zapytała Emilka, bo chłopaków totalnie zatkało.
-Tak- powiedziałam z szerokim uśmiechem.
-Iiii???- cała trójka patrzyła na mnie, a w ich oczach było widać takie wielkie znaki zapytania.
-Odrzucę tą propozycję. Tu mam rodzinę, przyjaciół i drużynę i nie potrafię tego zostawić- powiedziałam z uśmiechem. Cała trójka odetchnęła z ulgą i mnie przytuliła.
-Ojej, jakie to słoooodkie- usłyszałam za plecami piskliwy głos. Miałam serdecznie dość tej dziewczyny.
-Bardzo mi przykro, że nie masz swojego życia i musisz aż tak bardzo interesować się cudzym- powiedziałam nawet nie odwracając się w jej stronę.
-A może sprawia mi to przyjemność.
-Szkoda, że musisz szukać przyjemności w czymś tak idiotycznym. Ale widać przyjemność muszą dawać nam rzeczy tylko na naszym poziomie inteligencji- powiedziałam na co Emilka, Filip i Kuba parsknęli śmiechem. Ale nie tylko. Usłyszałam również, że świta Natalii zachichotała pod nosem.
-Właśnie dlatego grasz w siatkówkę?- zapytała z kpiną. Ręce same złożyły mi się do wpierdolu. Ale się opanowałam. Wstałam, podeszłam do niej i patrząc prosto w oczy powiedziałam:
-Przykro słyszeć, że obrażasz dyscyplinę sportową, w którą gra tak wiele osób. Polska siatkówka ma na swoim koncie tyle sukcesów. Jesteśmy mistrzami świata, a nasi najlepsi zawodnicy najczęściej grają w klubach w naszym kraju. A koszykówka? Pomimo faktu, że mamy tylko jednego Gortata, wszyscy wciąż liczą, że uda nam się odnieść jakiś sukces. Przecież wszyscy, nawet najlepsi zaczynali od zera. Dlatego powinnaś zrozumieć, że nie masz prawa obrażać siatkówki, ani żadnego innego sportu. Obrażasz wtedy nie tylko mnie, ale wszystkich, którzy ten sport uprawiają. Czy to naprawdę ma sens?- zapytałam. Dopiero wtedy rozejrzałam się i zauważyłam, że przygląda nam się mnóstwo osób. Wszyscy słuchali tego, co mówiłam.
**************************
Heyka! Pod bodajże 17 rozdziałem obiecałam, że w wakacje postaram się, żeby rozdziały były częściej. To chyba dobry początek, bo mam tak mega dużo pomysłów, że głowa mała. Staram się skrupulatnie wywiązywać ze swoich obowiązków. Jednak jak już wcześniej wspominałam- rozpoczęłam pracę nad rozdziałami do nowego bloga. Napisałam już prolog i część pierwszego rozdziału. Mogę uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć tyle, że historia jest zupełnie inna niż ta Kamili.
To chyba tyle. 20 rozdział też już zaczęłam pisać. Do następnego.
Pozdrawiam, Dream <3 :*
-O co chodzi?- zapytałam.
-To ważna sprawa...- zaczął, a ja już się przestraszyłam.- Na pierwszym treningu cztery dni temu był tu trener zawodniczek ze szkoły w Spale. Nie przedłużając. Masz propozycję rozpoczęcia nauki i treningów w Spale. Decyzja należy do ciebie, ale musisz ją podjąć do końca tygodnia- powiedział.
-Dobrze rozumiem. Dziękuję- powiedziałam zszokowana.
-To wszystko, możesz iść do szatni- dodał trener, a ja cały czas zaskoczona szłam wolnym krokiem w stronę drzwi.
-Trenerze- zaczęłam i się zatrzymałam obracając się w jego stronę.
-Tak?
-Ale, jeśli będę chciała, to mogę zostać?
-Oczywiście- powiedział z uśmiechem. Odpowiedziałam mu tym samym i poszłam do szatni. Tam wszystkie dziewczyny siedziały przebrane i czekały na mnie. Weszłam i usiadłam na swoim miejscu. Dziewczyny wlepiły we mnie zaciekawione spojrzenia, a ja ukryłam twarz w dłoniach.
-No mów- ponagliła mnie Julka. Podniosłam głowę i przejechałam po nich wzrokiem. Oczy miałam już czerwone od łez.
-Jeju, Kami, nie płacz- powiedziała siedząca obok mnie Emilka i mnie przytuliła. Ufnie wtuliłam się w dziewczynę i dałam upust emocjom. Płakałam jak małe dziecko. Wszystkie dziewczyny zebrały się wokół mnie.
-Teraz, kiedy już wszystko zaczęło się układać. Kiedy mam rodzinę- wyszeptałam.
-Ale mów jaśniej, o co chodzi?- poprosiła Emila.
-Na ostatnim treningu był trener ze Spały. Mam propozycję grania i trenowania tam- powiedziałam.
-I w czym problem? I dlaczego płaczesz?- zapytała Agata.
-Nareszcie mam rodzinę. Przyjaciół. Mam was dziewczyny. Z niektórymi gram już dziesięć lat. Nie wiem, co robić- powiedziałam.
-Mała, wytrzyj buziaka i się uspokój. Przebierz się i w domu na spokojnie to przemyśl- powiedziała Julka. Uśmiechnęłam się do nich, a cała trzynastka mocno mniie przytuliła.
-Dziękuję dziewczyny- wyszeptałam. Kiedy się od siebie oderwałyśmy przebrałam się, a potem całą grupą wyszłyśmy z szatni. Pożegnałyśmy się przed halą i każda ruszyła w swoją stronę. Ja razem z Emilką skierowałam swoje kroki na parking. Wciąż byłam lekko przygnębiona i nie miałam na nic ochoty.
-Jedziemy?- zapytał tata, kiedy byłam koło samochodu.
-Tak- odpowiedziałam i pożegnałam się z Emilką.
-Nie dołuj się tak, Mała- powiedziała dziewczyna i wsiadła do samochodu razem z Karolem.
-Coś się stało?- zapytał tata, gdy wsiadłam do samochodu.
-Możesz zabrać mnie do domu?
-Jasne- odpowiedział i nie pytając o nic więcej ruszył. W domu byliśmy dziesięć minut później. Zabrałam torbę z bagażnika i poszłam do swojego pokoju. Nie miałam pojęcia, co robić. Z jednej strony Spała to dla mnie wielka szansa. Ale z drugiej Bełchatów to mój dom. To tutaj mam rodzinę, przyjaciół. Tu trenuję, gram. Tu jest mi dobrze. Nie mam pojęcia, co robić. Nagle słyszę, że ktoś puka do drzwi.
-Możemy?- pyta Paulina, za którą pojawia się tata.
-Tak, wejdźcie- mówię, chcąc powiedzieć im, co usłyszałam od trenera i jaką decyzję podjęłam.
-Co się stało?- zapytał tata.
-Po treningu trener poprosił, abym chwilę została, bo musi ze mną porozmawiać. Dowiedziałam się, że na ostatnim treningu byłyśmy obserwowane przez trenera ze Spały. Dostałam propozycję gry i nauki tam. Długo biłam się z myślami, ale już podjęłam decyzję- powiedziałam i podniosłam głowę. Napotkałam pytające spojrzenia taty i Pauliny. Wiedziałam, że czekają na to, co powiem- Zostaję w Bełchatowie. Teraz, kiedy wszystko mi się tu ułożyło, nie potrafię tego zostawić- mówię z lekkim uśmiechem. A oni oboje odpowiedzieli mi tym samym, po czym zamknęli mnie w szczelnym uścisku. Tą chwilę czułości przerwał krzyk Arka:
-Tato! Chyba potrzebuję twojej pomocy!- tata zaśmiał się pod nosem i wyszedł z pokoju.
-Cieszę się, że zostajesz- powiedziała siedząca obok mnie Paulina.
-Ja też. Teraz, kiedy wszystko mam ułożone, uporządkowane, nie potrafiłabym tego zostawić- stwierdziłam z uśmiechem.
-Mariusz też się cieszy. Kiedy usłyszał, jaką dostałaś propozycję, było widać przerażenie w jego oczach- powiedziała. Ja tylko lekko się uśmiechnęłam i nic nie powiedziałam.
-Chodźcie na kolacje- powiedział tata, który nagle pojawił się w pokoju.
-Idziemy- powiedziała Paulina i wstała. Zrobiłam to samo i razem z brunetką zeszłyśmy do kuchni. Tam całą czwórką zjedliśmy kolację. Po kolacji poszłam na górę i do torby zapakowałam książki i zeszyty na jutro. Kiedy położyłam zapakowaną torbę na podłodze przy drzwiach odezwał się mój telefon.
O której jutro idziemy?
Wiadomość była od Filipa. Odpisałam mu szybko:
Skoro lekcje zaczynamy o 8, to może koło 7:30?
Wysłałam do niego wiadomość i natychmiast dostałam odpowiedź:
Okey. Do jurta. Dobranoc ;)
Odpisałam:
Dobranoc :D
Podłączyłam telefon do ładowania i poszłam do łazienki. Wzięłam kąpiel i rozczesałam włosy i zeszłam do salonu, gdzie siedziała Paulina. Usiadłam obok niej i zaczęłam oglądać jakiś program na temat zdrowego odżywiania. Kiedy program się skończył dochodziła 21:30.
-O której jutro wychodzisz?- zapytał tata, kiedy miałam już wstawać.
-O wpół do ósmej. A wstanę tak kwadrans przed siódmą- odpowiedziałam.
-No dobrze- powiedział.
-Dobranoc- uśmiechnęłam się i zaczęłam wchodzić na górę.
-Dobranoc- odpowiedzieli mi jednocześnie Paulina i tata. Weszłam do pokoju i ustawiłam budzik na 6:45. Położyłam się do łóżka i momentalnie zasnęłam.
Obudził mnie dźwięk budzika. Wyłączyłam go i wstałam z łóżka. Wyszukałam sobie ubrania i poszłam do łazienki, gdzie się ubrałam i pociągnęłam rzęsy tuszem. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Skończyłam szykować się w łazience i zeszłam na dół. Zrobiłam sobie kanapki i herbatę i usiadłam przy stole. Kiedy już zjadłam i kończyłam herbatę w kuchni pojawiła się Paulina.
-Cześć- powiedziałam z uśmiechem, po czym włożyłam talerzyk i kubek do zmywarki.
-Cześć- odpowiedziała.
-Lecę po torbę i wychodzę- powiedziałam patrząc na zegar.- Filip zaraz przyjdzie- dodałam widząc pytające spojrzenie brunetki.
-Obudzisz przy okazji Arka?- zapytała, kiedy stałam na schodach.
-Dobrze- odpowiedziałam i weszłam na górę.- Wstawaj Smyku.
-Już?- zapytał przecierając oczka.
-Tak wyszło- uśmiechnęłam się.- Idź do mamy, do kuchni. Ma tam śniadanie dla ciebie- powiedziałam i wyszłam z chłopcem z pokoju. Arek zszedł na dół, a ja zabrałam torbę z pokoju i zrobiłam to samo. W kuchni oprócz Pauliny i Arka był również tata.
-To ja uciekam, pa- powiedziałam, kiedy przez okno zobaczyłam Filipa.
-A może byś się pożegnała?- powiedział z oburzeniem tata. Westchnęłam i podeszłam do niego. Pocałowałam jego policzek i z uśmiechem zapytałam:
-Może być?
-Oczywiście- odpowiedział. Pokręciłam głową i podeszła do Pauliny, której policzek również ucałowałam.
-Będę o czternastej!- krzyknęłam i wyszłam.- Cześć- powiedziałam do Filipa, który już czekał.
-No nareszcie, kobieto! Ileż można na ciebie czekać!
-No już, już. Nie bulwersuj się- powiedziałam i go przytuliłam. Chłopak odwzajemnił uśmiech, a potem ruszyliśmy do szkoły. Na ławce czekali na nas Emilka i Kuba, który powiedział coś do mojej przyjaciółki, bo ta szeroko się uśmiechnęła i lekko speszyła.
-Ktoś tu podrywa ci przyjaciółkę- powiedział mi na ucho Filip.
-No na to wychodzi- odpowiedziałam.- To co, idziemy przerwać tą romantyczną scenkę?
-Jesteś okropna- zaśmiał się, w czym mu zawtórowałam.
-No chodź, idziemy- powiedziałam i pociągnęłam go za ramię.
-Cześć- powiedziałam z Filipem jednocześnie i przywitałam się najpierw z Emilką, a potem z Kubą.
-Cześć- odpowiedzieli nam.
-Wyglądasz lepiej niż wczoraj- powiedziała Emila. Posłałam jej ostrzegawcze spojrzenie, które mówiło jedno. Żaden z chłopaków nic nie wie.
-Coś się stało- zapytał Kubuś.
-Tak- odpowiedziałam i westchnęłam.
-To kogo bijemy?- spytał Filip z powagą w głosie.
-Trenera zawodniczek ze Spały, który zaproponował mi grę i naukę tam- odpowiedziałam.
-Co?!- zawyli jednocześnie Winiarski i Ciemiński.
-No- mruknęłam.
-Podjęłaś już decyzję?- zapytała Emilka, bo chłopaków totalnie zatkało.
-Tak- powiedziałam z szerokim uśmiechem.
-Iiii???- cała trójka patrzyła na mnie, a w ich oczach było widać takie wielkie znaki zapytania.
-Odrzucę tą propozycję. Tu mam rodzinę, przyjaciół i drużynę i nie potrafię tego zostawić- powiedziałam z uśmiechem. Cała trójka odetchnęła z ulgą i mnie przytuliła.
-Ojej, jakie to słoooodkie- usłyszałam za plecami piskliwy głos. Miałam serdecznie dość tej dziewczyny.
-Bardzo mi przykro, że nie masz swojego życia i musisz aż tak bardzo interesować się cudzym- powiedziałam nawet nie odwracając się w jej stronę.
-A może sprawia mi to przyjemność.
-Szkoda, że musisz szukać przyjemności w czymś tak idiotycznym. Ale widać przyjemność muszą dawać nam rzeczy tylko na naszym poziomie inteligencji- powiedziałam na co Emilka, Filip i Kuba parsknęli śmiechem. Ale nie tylko. Usłyszałam również, że świta Natalii zachichotała pod nosem.
-Właśnie dlatego grasz w siatkówkę?- zapytała z kpiną. Ręce same złożyły mi się do wpierdolu. Ale się opanowałam. Wstałam, podeszłam do niej i patrząc prosto w oczy powiedziałam:
-Przykro słyszeć, że obrażasz dyscyplinę sportową, w którą gra tak wiele osób. Polska siatkówka ma na swoim koncie tyle sukcesów. Jesteśmy mistrzami świata, a nasi najlepsi zawodnicy najczęściej grają w klubach w naszym kraju. A koszykówka? Pomimo faktu, że mamy tylko jednego Gortata, wszyscy wciąż liczą, że uda nam się odnieść jakiś sukces. Przecież wszyscy, nawet najlepsi zaczynali od zera. Dlatego powinnaś zrozumieć, że nie masz prawa obrażać siatkówki, ani żadnego innego sportu. Obrażasz wtedy nie tylko mnie, ale wszystkich, którzy ten sport uprawiają. Czy to naprawdę ma sens?- zapytałam. Dopiero wtedy rozejrzałam się i zauważyłam, że przygląda nam się mnóstwo osób. Wszyscy słuchali tego, co mówiłam.
**************************
Heyka! Pod bodajże 17 rozdziałem obiecałam, że w wakacje postaram się, żeby rozdziały były częściej. To chyba dobry początek, bo mam tak mega dużo pomysłów, że głowa mała. Staram się skrupulatnie wywiązywać ze swoich obowiązków. Jednak jak już wcześniej wspominałam- rozpoczęłam pracę nad rozdziałami do nowego bloga. Napisałam już prolog i część pierwszego rozdziału. Mogę uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć tyle, że historia jest zupełnie inna niż ta Kamili.
To chyba tyle. 20 rozdział też już zaczęłam pisać. Do następnego.
Pozdrawiam, Dream <3 :*
sobota, 2 lipca 2016
Rozdział 18
Kiedy oficjalna część rozpoczęcia się zakończyła kazano nam udać się pod klasy. Kuba jest w klasie razem z nami, więc całą czwórką ruszyliśmy do sali, którą wcześniej wyczytała pani dyrektor. Kiedy czekaliśmy już niedaleko drzwi klasy, zauważyłam na drugim końcu korytarza moją koleżankę Natalię. Posłała mi nienawistne spojrzenie, które skwitowałam szerokim, ironicznym uśmiechem. Po kilku minutach przyszedł nasz nowy wychowawca, który zabrał ode mnie Natalię na rozpoczęciu.
-Witam was bardzo serdecznie. Nazywam się Mateusz Gierszewski i jestem waszym wychowawcą. Po za tym uczę języka angielskiego. Mam nadzieję, że będzie nam się miło pracowało-powiedział z szerokim uśmiechem gdy już weszliśmy do klasy i zajęliśmy miejsca. Teraz mogłam mu się dokładniej przyjrzeć. Jest młody. Ma jakieś 25, może 27 lat. Wygląda na rozgarniętego.- Chciałbym was prosić, abyście nie wdawali się w konflikty z klasą koszykarską. Dostatecznie dużo problemów mamy ze starszymi rocznikami. Nauczyciele i dyrekcja doskonale wiedzą, że zazwyczaj to właśnie koszykarze zaczynają spięcia, ale was ostrzegam. Tu macie jeszcze plan lekcji- powiedział i rozdał nam kartki z wydrukowanym planem zajęć.- To chyba wszystko. Do zobaczenia.
-Do widzenia- odpowiedziała chórem klasa. Razem z Emilką, Filipem i Kubą wyszliśmy ze szkoły i czekaliśmy za Karola, który miał przyjechać po Emilę. Rozmawialiśmy na różne tematy, głównie o szkole i treningach.
-Właśnie, o której mamy dzisiaj trening?- zapytała nagle Emilia.
-O piętnastej- odpowiedziałam.
-A, to spokojnie się wyrobię.
-A kiedy zaczynają się mecze?- zapytał Kuba.
-Z tego, co się orientuję, to jakoś od października, ale nie jestem pewien- odpowiedział Filip.
-Właśnie. Co roku jest trochę inaczej- dodałam.
-No proszę, proszę. Kogo my tu mamy. Nasza odważna dziewczynka, która nie boi się pyskować do silniejszych- usłyszałam nagle za plecami. Stojący naprzeciwko mnie Kuba kiwnął głową, gdy ruchem ust zadałam jedno króciutkie pytanie: "Natalia?"
-Skąd pewność, że jesteś silniejsza?- zapytałam.
-Jestem koszykarką- stwierdziła pewnie.
-To o niczym nie świadczy- powiedziałam i odwróciłam się, aby stanąć twarzą w twarz z dziewczyną. A raczej czołem w brodę, ponieważ jestem od niej prawie głowę wyższa.
-Świadczy o wielu rzeczach.
-Na pewno. Tyle, że pewnie nie umiałabyś ich mi tu przedstawić- zaśmiałam się ironicznie.
-Myślisz, że będziesz kimś wielkim, nędzna siatkarko? Śmieszne. Niby czego może nauczyć odbijanie piłki- prychnęła.
-Siatkówka uczy wielu rzeczy. Dwie podstawowe, to pokora wobec życia i szacunek dla rywali- odpowiedziałam. Doskonale wiedziałam, że stojąca za mną czwórka przyjaciół w pełni popiera moje słowa i właśnie z uznaniem kiwa głową. Nie odwróciłam się jednak, ponieważ toczyłam zawziętą walkę na spojrzenia z Natalią.
-Skąd u ciebie tyle pewności siebie?- spytała.
-Skąd u ciebie tyle nienawiści?- odpowiedziałam pytaniem cały czas się uśmiechając. Jestem silna psychicznie i ciężko jest mnie wyprowadzić z równowagi.
-Dlaczego pytasz?
-Dlaczego nie odpowiesz?- i chyba tu ją zagięłam i się jej riposty skończyły, bo prychnęła niczym rozjuszona kotka i zarzucając włosami odeszła w swoją stronę. 1:0 dla mnie. Odwróciłam się znów twarzą do przyjaciół i spotkałam się z ich zaskoczonymi spojrzeniami.- No co?- zapytałam.
-Nie wiedziałam, że potrafisz być taka pewna siebie- powiedziała Emilka.
-No, to było trochę takie nie w twoim stylu- dodał Filip.
-Nie byłaś sobą- podsumował Kuba.
-No nie. Ale nie pozwolę, żeby jakaś tapeciara mną pomiatała. Nie ma takiej opcji- powiedziałam pewnie.
-I bardzo dobrze- stwierdził Filip.
-O, Karol już przyjechał- powiedziała Emilka, kiedy zauważyła samochód brata parkujący na poboczu.- To ja w takim razie uciekam, pa- powiedziała, po czym pożegnała się z naszą trójką i poszła do samochodu.
-To co, my też się zbieramy, nie?- zapytałam Filipa.
-No nie ma wyjścia- powiedział. Pożegnaliśmy się więc z Kubą, który szedł w jeszcze innym kierunku i ruszyliśmy chodnikiem na nasze osiedle.
-W sumie, to cieszę się, że już zaczął się rok szkolny- powiedziałam z uśmiechem.
-A to dlaczego?- zapytał Filip.
-Wreszcie przestanę myśleć o tej całej sytuacji z babcią. Wiesz... Często zdarza mi się nad tym wszystkim rozmyślać i w ogóle.
-To normalne. Tęsknisz za nią, a tęsknota wywołuje wiele różnych zachowań- powiedział Winiarski.
-Mogę cię o coś spytać?- zapytałam niepewnie.
-Jasne.
-Nie odpowiadaj, jeśli nie chcesz. Jak długo zbierałeś się po śmierci rodziców?- przełamałam się w końcu i zadałam mu to pytanie.
-Pójdziemy przez park?- zapytał wprawiając mnie w osłupienie.
-Czemu nie- odpowiedziałam.
-Chodź, usiądziemy tu- powiedział wskazując na jedną z wolnych ławek. Kiedy już siedzieliśmy Filip nagle powiedział.- Nie umiałem, nie potrafiłem i nie chciałem zostać w Bydgoszczy. Każdy zakamarek domu i miasta przypominał mi rodziców. Aśka, moja starsza siostra, starała się mnie przekonać, żebym jednak został, skończył szkołę, nie zostawiał przyjaciół. Ale ja wciąż powtarzałem, że nie chcę tam zostać. Po pogrzebie rodziców Asia i Michał doszli do wniosku, że nie będą mnie zmuszać do zostania w Bydgoszczy. Michał złożył mi propozycję zamieszkania z nim, Dagą i Olkiem. Zgodziłem się. I od tamtej pory siedzę w Bełku. Przed przyjazdem tutaj nie potrafiłem pogodzić się ze śmiercią rodziców. Miałem dopiero czternaście lat. Jednak kiedy już tu przyjechałem, zmieniłem otoczenie, udało mi się z tym wszystkim uporać. Nigdy nie pomyślałbym, że po pewnym czasie zostanie tylko to, że będą momenty, w których chciałbym mieć ich przy sobie. Gdy zdobywam statuetkę MVP na najważniejszym turnieju w Polsce, żałuję, że nie mogą mnie przytulić, pogratulować. Ale z drugiej strony cieszę się, że mam Asię i Michała. Na nich zawszę mogę liczyć- zakończył, a mnie zamurowało. Nie pomyślałam, że mógł aż tak to przeżywać. Spojrzałam na niego. Siedział na ławce, lekko przygarbiony i wpatrywał się w jeden punkt przed nami nawet nie mrugając.
-Filip...- zaczęłam, ale nie wiedziałam co mam powiedzieć. Położyłam więc tylko dłoń na jego ramieniu. Mięśnie chłopaka były napięte, jednak pod wpływem mojego dotyku częściowo się rozluźniły.
-Też bym nie wiedział, co mam sobie powiedzieć- zaśmiał się chłopak i objął mnie ramieniem.- Idziemy?
-Idziemy- odpowiedziałam. Wstaliśmy więc z ławki i spacerkiem ruszyliśmy na osiedle. Kwadrans później byliśmy już pod moim domem.
-No to do jutra- powiedział chłopak i mnie przytulił.
-No pa- odpowiedziałam i odwzajemniłam uścisk po czym weszłam do domu.
-Już jesteś?!- zapytał tata krzycząc z salonu.
-No tak- odpowiedziałam po czym weszłam do wspomnianego pomieszczenia i krzyknęłam- Ta dam!
-Ba dum tssss- zaśmiał się tata. Zawtórowałam mu i usiadłam obok niego na kanapie.- I jak było?- zapytał.
-Wychowawca jest spoko. Nauczyciele też. Ale nigdy bym nie pomyślała, że pierwszego dnia narobię sobie wrogów- stwierdziłam.
-Jakich wrogów?- zapytała Paulina, która właśnie wróciła z Arkiem.
-Idę się pobawić!- krzyknął chłopiec, kiedy był już na schodach.
-Najpierw się przebierz!- odkrzyknęła mu Paulina i usiadła razem ze mną i tatą na kanapie.
-No to jakich wrogów?- zapytał tym razem tata.
-Nie będę was okłamywać i niczego ukrywać. Było tak...- zaczęłam i opowiedziałam im całą historię związaną z Natalią.
-Co za wstrętna dziewucha!- powiedziała oburzona Paulina.
-Spokojnie. Nasz wychowawca powiedział, że to zazwyczaj koszykarze zaczynają te kłótnie. Ale mam też dobrą wiadomość- dodałam z uśmiechem.
-Tak?- zapytał tata.
-Chodzę do klasy ze starym kolegą z podstawówki- powiedziałam z uśmiechem.
-No to super. A jak ma na imię ten kolega?- zapytała Paula.
-Kuba. Chodziliśmy razem do jednej klasy przez pięć lat. Potem on wyprowadził się do Włoch i wrócił miesiąc temu- opowiedziałam.
-Bynajmniej biedny Filip nie będzie się nudził- stwierdził tata.
-Też prawda- poparła go Paulina.- Co jemy na obiad?
-A może coś zamówimy?- zaproponował tata.
-Ostatni raz- powiedziała Paulina i pogroziła mu palcem. Ten wstał, pocałował jej policzek i zawołał:
-Arek! Mama się zgodziła i zamawiamy obiad! Co chcesz?!
-Kebaba z sosem czosnkowym!- odkrzyknął.
-A ty Kamila?- zapytał mnie tata.
-Tortillę z sosem meksykańskim- odpowiedziałam.
-A ty, kochanie?
-Sałatkę grecką- powiedziała z uśmiechem Paula.
-A ja chcę kebaba z sosem koktajlowym- mruknął pod nosem tata i wyjął telefon. Złożył zamówienie i poinformował nas- Jedzenie będzie za jakieś pół godziny. Kiwnęłyśmy tylko jednocześnie głowami i zaczęłyśmy oglądać film lecący akurat w telewizji. Kiedy film się skończył, poszłam na górę przebrać się w coś wygodniejszego. Gdy zeszłam na dół zadzwonił dzwonek do drzwi. Tata poszedł otworzyć. Po chwili przyszedł z zamówionym przez nas jedzeniem. Zawołaliśmy Arka i całą czwórką zjedliśmy obiad. Akurat dochodziła czternasta, więc pomogłam Paulinie ogarnąć zrobiony przez nas bałagan i poszłam do pokoju przygotować się na trening. Kiedy dochodziła 14:30 zeszłam na dół z torbą na ramieniu i weszłam do salonu.
-To ja idę na trening- powiedziałam.
-Masz teraz trening?- zapytał zaskoczony tata.
-No tak, o piętnastej- odpowiedziałam.
-Ja też, tyle że ja mam siłownię, a wy pewnie salę.
-Pewnie tak- odpowiedziałam z uśmiechem.
-To co, za dziesięć minut jedziemy?- zapytał.
-Okej- powiedziałam i postawiłam torbę w korytarzu po czym usiadłam na fotelu. Po dziesięciu minutach razem z tatą wsiadłam do samochodu i ruszyliśmy na halę. Po jakichś siedmiu minutach byliśmy na miejscu.
-Wracasz też ze mną?- zapytał tata.
-Tak. Najwyżej ty poczekasz chwilę na mnie, albo ja na ciebie- powiedziałam gdy zmierzaliśmy do wejścia na halę. Potem każde poszło w swoją stronę. Weszłam do szatni, gdzie siedziało już kilka dziewczyn. Przywitałam się z nimi i zaczęłam przebierać. Równo o piętnastej były już wszystkie dziewczyny. Zabrałyśmy więc butelki z wodą i ruszyłyśmy na salę. Tam czekał już na nas trener. Po przywitaniu i krótkim przemówieniu trenera oraz przedstawieniu nowych zawodniczek zaczęłyśmy trening. Półtorej godziny później grałyśmy jednosetowy mecz między sobą. Akurat była moja kolej zagrywki. Nie oglądając się na nic złapałam piłkę, wykonałam swój rytuał i posłałam piłkę na drugą stronę. Dziewczyny nie poradziły sobie z przyjęciem i piłka uciekła gdzieś na bok. Druga moja zagrywka. Powtarzam rytuał i po raz drugi wykonuję zagrywkę. Tym razem dziewczyny przyjmują i udaje się im wyprowadzić atak. Jednak Julka, nasza libero podbija piłkę, która leci do Agaty. Ta świetnie ją rozgrywa. Mi nie pozostaje nic innego, jak zaatakować. I w ten sposób ułamek sekundy później piłka zostaje wbita w pomarańczowe pole po stronie przeciwniczek. Ostatni punkt. Znów łapię piłkę i maszeruję za końcową linię. Wykonuję rytuał i mocno uderzam w piłkę. As. Udało mi się. Pomimo tego, że jest to tylko trening bardzo się cieszę. Nagle słyszę brawa. Odwracam się i widzę tatę i Karola, który zapewne czeka na Emilkę. Szeroko się uśmiecham, po czym idziemy do trenera. Ten rzuca nam kilka uwag i wskazówek po czym kończy trening i wysyła nas do szatni.
-Kamila, ty zostań- powiedział na koniec. Poczekałam więc aż wszystkie dziewczyny wyjdą z sali i odwróciłam głowę w stronę trenera z pytającym spojrzeniem.
-O co chodzi?- zapytałam.
-To ważna sprawa...
******************************
Cześć Wam! Miałam być szybciej, ale miałam remont i tak wyszło, że przez dwa dni nie widziałam nawet laptopa. Ale już jestem i pytam: Jak Wam się podoba. Mi tak nawet nawet. Bywały lepsze i gorsze rozdziały. Ten jest jednym z tych przejściowych, ale takie też muszą być. Ogólnie to miał być jutro, ale daję dzisiaj na osłodę po wczorajszym meczu z Brazylią, którego nie widziałam, bo nie znalazłam transmisji :'(
Z innej beczki- pojawiła się zakładka SPAM. Wszyscy wiemy do czego ona służy, więc nie będę się o niej rozpisywać.
Jak myślicie, co trener chce powiedzieć Kamili?
Pozdrawiam, Dream :* <3
-Witam was bardzo serdecznie. Nazywam się Mateusz Gierszewski i jestem waszym wychowawcą. Po za tym uczę języka angielskiego. Mam nadzieję, że będzie nam się miło pracowało-powiedział z szerokim uśmiechem gdy już weszliśmy do klasy i zajęliśmy miejsca. Teraz mogłam mu się dokładniej przyjrzeć. Jest młody. Ma jakieś 25, może 27 lat. Wygląda na rozgarniętego.- Chciałbym was prosić, abyście nie wdawali się w konflikty z klasą koszykarską. Dostatecznie dużo problemów mamy ze starszymi rocznikami. Nauczyciele i dyrekcja doskonale wiedzą, że zazwyczaj to właśnie koszykarze zaczynają spięcia, ale was ostrzegam. Tu macie jeszcze plan lekcji- powiedział i rozdał nam kartki z wydrukowanym planem zajęć.- To chyba wszystko. Do zobaczenia.
-Do widzenia- odpowiedziała chórem klasa. Razem z Emilką, Filipem i Kubą wyszliśmy ze szkoły i czekaliśmy za Karola, który miał przyjechać po Emilę. Rozmawialiśmy na różne tematy, głównie o szkole i treningach.
-Właśnie, o której mamy dzisiaj trening?- zapytała nagle Emilia.
-O piętnastej- odpowiedziałam.
-A, to spokojnie się wyrobię.
-A kiedy zaczynają się mecze?- zapytał Kuba.
-Z tego, co się orientuję, to jakoś od października, ale nie jestem pewien- odpowiedział Filip.
-Właśnie. Co roku jest trochę inaczej- dodałam.
-No proszę, proszę. Kogo my tu mamy. Nasza odważna dziewczynka, która nie boi się pyskować do silniejszych- usłyszałam nagle za plecami. Stojący naprzeciwko mnie Kuba kiwnął głową, gdy ruchem ust zadałam jedno króciutkie pytanie: "Natalia?"
-Skąd pewność, że jesteś silniejsza?- zapytałam.
-Jestem koszykarką- stwierdziła pewnie.
-To o niczym nie świadczy- powiedziałam i odwróciłam się, aby stanąć twarzą w twarz z dziewczyną. A raczej czołem w brodę, ponieważ jestem od niej prawie głowę wyższa.
-Świadczy o wielu rzeczach.
-Na pewno. Tyle, że pewnie nie umiałabyś ich mi tu przedstawić- zaśmiałam się ironicznie.
-Myślisz, że będziesz kimś wielkim, nędzna siatkarko? Śmieszne. Niby czego może nauczyć odbijanie piłki- prychnęła.
-Siatkówka uczy wielu rzeczy. Dwie podstawowe, to pokora wobec życia i szacunek dla rywali- odpowiedziałam. Doskonale wiedziałam, że stojąca za mną czwórka przyjaciół w pełni popiera moje słowa i właśnie z uznaniem kiwa głową. Nie odwróciłam się jednak, ponieważ toczyłam zawziętą walkę na spojrzenia z Natalią.
-Skąd u ciebie tyle pewności siebie?- spytała.
-Skąd u ciebie tyle nienawiści?- odpowiedziałam pytaniem cały czas się uśmiechając. Jestem silna psychicznie i ciężko jest mnie wyprowadzić z równowagi.
-Dlaczego pytasz?
-Dlaczego nie odpowiesz?- i chyba tu ją zagięłam i się jej riposty skończyły, bo prychnęła niczym rozjuszona kotka i zarzucając włosami odeszła w swoją stronę. 1:0 dla mnie. Odwróciłam się znów twarzą do przyjaciół i spotkałam się z ich zaskoczonymi spojrzeniami.- No co?- zapytałam.
-Nie wiedziałam, że potrafisz być taka pewna siebie- powiedziała Emilka.
-No, to było trochę takie nie w twoim stylu- dodał Filip.
-Nie byłaś sobą- podsumował Kuba.
-No nie. Ale nie pozwolę, żeby jakaś tapeciara mną pomiatała. Nie ma takiej opcji- powiedziałam pewnie.
-I bardzo dobrze- stwierdził Filip.
-O, Karol już przyjechał- powiedziała Emilka, kiedy zauważyła samochód brata parkujący na poboczu.- To ja w takim razie uciekam, pa- powiedziała, po czym pożegnała się z naszą trójką i poszła do samochodu.
-To co, my też się zbieramy, nie?- zapytałam Filipa.
-No nie ma wyjścia- powiedział. Pożegnaliśmy się więc z Kubą, który szedł w jeszcze innym kierunku i ruszyliśmy chodnikiem na nasze osiedle.
-W sumie, to cieszę się, że już zaczął się rok szkolny- powiedziałam z uśmiechem.
-A to dlaczego?- zapytał Filip.
-Wreszcie przestanę myśleć o tej całej sytuacji z babcią. Wiesz... Często zdarza mi się nad tym wszystkim rozmyślać i w ogóle.
-To normalne. Tęsknisz za nią, a tęsknota wywołuje wiele różnych zachowań- powiedział Winiarski.
-Mogę cię o coś spytać?- zapytałam niepewnie.
-Jasne.
-Nie odpowiadaj, jeśli nie chcesz. Jak długo zbierałeś się po śmierci rodziców?- przełamałam się w końcu i zadałam mu to pytanie.
-Pójdziemy przez park?- zapytał wprawiając mnie w osłupienie.
-Czemu nie- odpowiedziałam.
-Chodź, usiądziemy tu- powiedział wskazując na jedną z wolnych ławek. Kiedy już siedzieliśmy Filip nagle powiedział.- Nie umiałem, nie potrafiłem i nie chciałem zostać w Bydgoszczy. Każdy zakamarek domu i miasta przypominał mi rodziców. Aśka, moja starsza siostra, starała się mnie przekonać, żebym jednak został, skończył szkołę, nie zostawiał przyjaciół. Ale ja wciąż powtarzałem, że nie chcę tam zostać. Po pogrzebie rodziców Asia i Michał doszli do wniosku, że nie będą mnie zmuszać do zostania w Bydgoszczy. Michał złożył mi propozycję zamieszkania z nim, Dagą i Olkiem. Zgodziłem się. I od tamtej pory siedzę w Bełku. Przed przyjazdem tutaj nie potrafiłem pogodzić się ze śmiercią rodziców. Miałem dopiero czternaście lat. Jednak kiedy już tu przyjechałem, zmieniłem otoczenie, udało mi się z tym wszystkim uporać. Nigdy nie pomyślałbym, że po pewnym czasie zostanie tylko to, że będą momenty, w których chciałbym mieć ich przy sobie. Gdy zdobywam statuetkę MVP na najważniejszym turnieju w Polsce, żałuję, że nie mogą mnie przytulić, pogratulować. Ale z drugiej strony cieszę się, że mam Asię i Michała. Na nich zawszę mogę liczyć- zakończył, a mnie zamurowało. Nie pomyślałam, że mógł aż tak to przeżywać. Spojrzałam na niego. Siedział na ławce, lekko przygarbiony i wpatrywał się w jeden punkt przed nami nawet nie mrugając.
-Filip...- zaczęłam, ale nie wiedziałam co mam powiedzieć. Położyłam więc tylko dłoń na jego ramieniu. Mięśnie chłopaka były napięte, jednak pod wpływem mojego dotyku częściowo się rozluźniły.
-Też bym nie wiedział, co mam sobie powiedzieć- zaśmiał się chłopak i objął mnie ramieniem.- Idziemy?
-Idziemy- odpowiedziałam. Wstaliśmy więc z ławki i spacerkiem ruszyliśmy na osiedle. Kwadrans później byliśmy już pod moim domem.
-No to do jutra- powiedział chłopak i mnie przytulił.
-No pa- odpowiedziałam i odwzajemniłam uścisk po czym weszłam do domu.
-Już jesteś?!- zapytał tata krzycząc z salonu.
-No tak- odpowiedziałam po czym weszłam do wspomnianego pomieszczenia i krzyknęłam- Ta dam!
-Ba dum tssss- zaśmiał się tata. Zawtórowałam mu i usiadłam obok niego na kanapie.- I jak było?- zapytał.
-Wychowawca jest spoko. Nauczyciele też. Ale nigdy bym nie pomyślała, że pierwszego dnia narobię sobie wrogów- stwierdziłam.
-Jakich wrogów?- zapytała Paulina, która właśnie wróciła z Arkiem.
-Idę się pobawić!- krzyknął chłopiec, kiedy był już na schodach.
-Najpierw się przebierz!- odkrzyknęła mu Paulina i usiadła razem ze mną i tatą na kanapie.
-No to jakich wrogów?- zapytał tym razem tata.
-Nie będę was okłamywać i niczego ukrywać. Było tak...- zaczęłam i opowiedziałam im całą historię związaną z Natalią.
-Co za wstrętna dziewucha!- powiedziała oburzona Paulina.
-Spokojnie. Nasz wychowawca powiedział, że to zazwyczaj koszykarze zaczynają te kłótnie. Ale mam też dobrą wiadomość- dodałam z uśmiechem.
-Tak?- zapytał tata.
-Chodzę do klasy ze starym kolegą z podstawówki- powiedziałam z uśmiechem.
-No to super. A jak ma na imię ten kolega?- zapytała Paula.
-Kuba. Chodziliśmy razem do jednej klasy przez pięć lat. Potem on wyprowadził się do Włoch i wrócił miesiąc temu- opowiedziałam.
-Bynajmniej biedny Filip nie będzie się nudził- stwierdził tata.
-Też prawda- poparła go Paulina.- Co jemy na obiad?
-A może coś zamówimy?- zaproponował tata.
-Ostatni raz- powiedziała Paulina i pogroziła mu palcem. Ten wstał, pocałował jej policzek i zawołał:
-Arek! Mama się zgodziła i zamawiamy obiad! Co chcesz?!
-Kebaba z sosem czosnkowym!- odkrzyknął.
-A ty Kamila?- zapytał mnie tata.
-Tortillę z sosem meksykańskim- odpowiedziałam.
-A ty, kochanie?
-Sałatkę grecką- powiedziała z uśmiechem Paula.
-A ja chcę kebaba z sosem koktajlowym- mruknął pod nosem tata i wyjął telefon. Złożył zamówienie i poinformował nas- Jedzenie będzie za jakieś pół godziny. Kiwnęłyśmy tylko jednocześnie głowami i zaczęłyśmy oglądać film lecący akurat w telewizji. Kiedy film się skończył, poszłam na górę przebrać się w coś wygodniejszego. Gdy zeszłam na dół zadzwonił dzwonek do drzwi. Tata poszedł otworzyć. Po chwili przyszedł z zamówionym przez nas jedzeniem. Zawołaliśmy Arka i całą czwórką zjedliśmy obiad. Akurat dochodziła czternasta, więc pomogłam Paulinie ogarnąć zrobiony przez nas bałagan i poszłam do pokoju przygotować się na trening. Kiedy dochodziła 14:30 zeszłam na dół z torbą na ramieniu i weszłam do salonu.
-To ja idę na trening- powiedziałam.
-Masz teraz trening?- zapytał zaskoczony tata.
-No tak, o piętnastej- odpowiedziałam.
-Ja też, tyle że ja mam siłownię, a wy pewnie salę.
-Pewnie tak- odpowiedziałam z uśmiechem.
-To co, za dziesięć minut jedziemy?- zapytał.
-Okej- powiedziałam i postawiłam torbę w korytarzu po czym usiadłam na fotelu. Po dziesięciu minutach razem z tatą wsiadłam do samochodu i ruszyliśmy na halę. Po jakichś siedmiu minutach byliśmy na miejscu.
-Wracasz też ze mną?- zapytał tata.
-Tak. Najwyżej ty poczekasz chwilę na mnie, albo ja na ciebie- powiedziałam gdy zmierzaliśmy do wejścia na halę. Potem każde poszło w swoją stronę. Weszłam do szatni, gdzie siedziało już kilka dziewczyn. Przywitałam się z nimi i zaczęłam przebierać. Równo o piętnastej były już wszystkie dziewczyny. Zabrałyśmy więc butelki z wodą i ruszyłyśmy na salę. Tam czekał już na nas trener. Po przywitaniu i krótkim przemówieniu trenera oraz przedstawieniu nowych zawodniczek zaczęłyśmy trening. Półtorej godziny później grałyśmy jednosetowy mecz między sobą. Akurat była moja kolej zagrywki. Nie oglądając się na nic złapałam piłkę, wykonałam swój rytuał i posłałam piłkę na drugą stronę. Dziewczyny nie poradziły sobie z przyjęciem i piłka uciekła gdzieś na bok. Druga moja zagrywka. Powtarzam rytuał i po raz drugi wykonuję zagrywkę. Tym razem dziewczyny przyjmują i udaje się im wyprowadzić atak. Jednak Julka, nasza libero podbija piłkę, która leci do Agaty. Ta świetnie ją rozgrywa. Mi nie pozostaje nic innego, jak zaatakować. I w ten sposób ułamek sekundy później piłka zostaje wbita w pomarańczowe pole po stronie przeciwniczek. Ostatni punkt. Znów łapię piłkę i maszeruję za końcową linię. Wykonuję rytuał i mocno uderzam w piłkę. As. Udało mi się. Pomimo tego, że jest to tylko trening bardzo się cieszę. Nagle słyszę brawa. Odwracam się i widzę tatę i Karola, który zapewne czeka na Emilkę. Szeroko się uśmiecham, po czym idziemy do trenera. Ten rzuca nam kilka uwag i wskazówek po czym kończy trening i wysyła nas do szatni.
-Kamila, ty zostań- powiedział na koniec. Poczekałam więc aż wszystkie dziewczyny wyjdą z sali i odwróciłam głowę w stronę trenera z pytającym spojrzeniem.
-O co chodzi?- zapytałam.
-To ważna sprawa...
******************************
Cześć Wam! Miałam być szybciej, ale miałam remont i tak wyszło, że przez dwa dni nie widziałam nawet laptopa. Ale już jestem i pytam: Jak Wam się podoba. Mi tak nawet nawet. Bywały lepsze i gorsze rozdziały. Ten jest jednym z tych przejściowych, ale takie też muszą być. Ogólnie to miał być jutro, ale daję dzisiaj na osłodę po wczorajszym meczu z Brazylią, którego nie widziałam, bo nie znalazłam transmisji :'(
Z innej beczki- pojawiła się zakładka SPAM. Wszyscy wiemy do czego ona służy, więc nie będę się o niej rozpisywać.
Jak myślicie, co trener chce powiedzieć Kamili?
Pozdrawiam, Dream :* <3
niedziela, 26 czerwca 2016
Rozdział 17
Kiedy weszliśmy do salonu zastaliśmy widok dość... niecodzienny.... Przejście przez to pomieszczenie byłoby mistrzostwem świata. Dlaczego? Otóż tata, Michał, Arek i Oliwier mięli nabudowane baz z koców i poduszek. Stałam jak wryta zaskoczona tym widokiem. Ale Filip nie wyglądał na zaskoczonego. Położył swoje rzeczy gdzieś obok i ruszył w stronę tej imponującej budowli z krzykiem:
-Ja też chcę!!- na ten widok już nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem.
-Chodź do kuchni. Za jakąś godzinę powinno im przejść- powiedziała Dagmara stojąca w drzwiach do wspomnianego pomieszczenia. Pokiwałam głową i weszłam do kuchni. Torebkę i zakupy położyłam na jednym z krzeseł po czym wyjęłam szklankę i nalałam sobie soku.
-I co? Znalazłyście coś dla Emilki?- zapytała Paulina.
-Na szczęście tak. Ale to był jeden z ostatnich sklepów- odpowiedziałam.
-A ty co kupiłaś?- zapytała zaciekawiona Daga. Pokazałam im najpierw bluzkę, a potem sukienkę.
-Jejku, jaka śliczna- powiedziała Paulina, gdy zobaczyła sukienkę.
-Racja. Jakby szyta na ciebie- dodała Dagmara.- Idź ją ubrać i się nam pokażesz- poprosiła.
-Okey- odpowiedziałam i poszłam do swojego pokoju zgarniając wcześniej swoje rzeczy. Ubrałam sukienkę i zeszłam do kuchni pokazać się Paulinie i Dagmarze.
-No powiem ci, że chyba była szyta właśnie dla ciebie- stwierdziła Daga.
-Układa się praktycznie idealnie- powiedziała Paula.
-No to dobrze- powiedziałam z uśmiechem.
-Pasuje do ciebie, bo jest taka sportowa, a nie elegancka. To duży plus- dodała Winiarska.
-Dziękuję bardzo- powiedziałam.
-A ty przypadkiem nie miałaś pomóc Emilce w znalezieniu sukienki?- zapytał tata wchodząc do kuchni.
-Oj, to tak przy okazji- zaśmiałam się.
-Ślicznie wyglądasz- powiedział.
-Dziękuję- uśmiechnęłam się i poszłam na górę przebrać. Zeszłam z powrotem na dół i weszłam do kuchni. Usiadłam przy stole razem z Dagmarą i Pauliną.
-Nie mam pomysłu- stwierdziła Daga.
-Ja też nie- dodała Paula.
-Ale na co? Bo może mogę wam pomóc- powiedziałam.
-Chcemy zrobić kolację. Tylko nie wiemy, co mamy zrobić- poinformowała mnie Paulina.
-To może... Kopytka!- powiedziałam uradowana.
-Dobry pomysł. Ale nie mamy ziemniaków- stwierdziła Paulina.
-To akurat żaden problem. Zawsze mogę iść do sklepu- powiedziałam.
-To weźmiesz jeszcze parę innych rzeczy- dodała Paula i zrobiła listę zakupów. Wręczyła mi siatkę i portfel, a ja skierowałam swoje kroki do salonu.
-Filip!- zawołałam chłopaka.
-Tak?- zapytał wyłaniając się z fortu.
-Zbieraj się, idziemy do sklepu.
-Już idę- powiedział i zaczął się wygrzebywać.
-Po co ciągniesz tego wariata?- spytała Dagmara.
-Nie będę musiała dźwigać- oznajmiłam z uśmiechem i poszłam ubrać buty. W odpowiedzi usłyszałam tylko gromki śmiech Winiarskiej. Pół minuty później razem z Filipem zmierzaliśmy w kierunku znajdującego się całkiem niedaleko Lidla. Całą drogę rozmawialiśmy i się śmialiśmy. Później zrobiliśmy szybkie zakupy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Wedle mojego wcześniejszego planu, to Winiarski niósł dość ciężkie zakupy. Kiedy po powrocie weszliśmy do kuchni zobaczyła nas Dagmara i ponownie zaczęła się śmiać. Filip spojrzał na nią zaskoczony, ale nic nie powiedział. Położył zakupy na stole i kręcąc głową poszedł do salonu.
-To co, do roboty?- zapytała Paulina.
-Do roboty- odpowiedziałyśmy jednocześnie z Winiarską. Godzinę później danie stało gotowe na stole. Zawołałyśmy wszystkich i zaczęliśmy jeść. Kiedy skończyłam usłyszałam płacz Antka. Dagmara miała już wstawać, Michał zresztą też, ale ja podniosłam się z krzesła i powiedziałam:
-Jedzcie, ja pójdę.
-Dzięki- odpowiedziała Winiarska, a ja poszłam do sypialni taty i Pauliny, gdzie w wózku leżał najmniejszy z Winiarskich. Wzięłam chłopca na ręce i zaczęłam z nim spacerować po pokoju. Pokazałam mu zdjęcia.
-A tu jest ciocia Paulina i wujek Mariusz. A tutaj Arek. O, a tutaj mama i tata- pokazałam, a Antoś wyciągnął rączkę w stronę fotografii, na której oprócz Winiarskich byli jeszcze Paulina i tata. Zdjęcie zostało zrobione zaraz po mistrzostwach dwa lata temu. Uśmiechnęłam się na wspomnienie tego czasu. Widziałam wszystkie mecze reprezentacji i wiem, że niektórych akcji nigdy w życiu nie zapomnę. Lubię czasem włączyć sobie nagranie z ostatniej akcji. Kolejny raz usłyszeć słynne "Zakładam zegarek". Tak się zamyśliłam, że nie usłyszałam, że ktoś wszedł do pokoju.
-Ja robiłem to zdjęcie- usłyszałam nagle głos Filipa. Podskoczyłam zaskoczona, a chłopak zaczął się śmiać.
-Przestraszyłeś mnie- powiedziałam oskarżycielskim tonem.
-Przepraszam- uśmiechnął się i dodał- Daga prosiła, żebyś przyszła z tym brzdącem na dół, bo trzeba go nakarmić.
-Jasne, już idę- powiedziałam i razem zeszliśmy do kuchni, gdzie Antka oddałam na ręce jego mamy, a sama wyszłam na taras. Usiadłam na schodach i zaczęłam wpatrywać się w niebo.
-Co tam widzisz?- usłyszałam pytanie Filipa.
-Gwiazdy- odpowiedziałam i głęboko odetchnęłam nocnym powietrzem.
-Zdenerwowana przed jutrzejszym dniem?
-Nie. A ty?
-Też nie. Co ma być to będzie.
-A jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć- powiedziałam przypominając sobie te słowa.
-Rubeus Hagrid. Jeśli się nie mylę to druga część Harrego Pottera (ale nie jestem pewna, przyp. autorki).
-Chyba tak- powiedziałam i zamknęłam oczy.
-Filip! Zbieramy się!- zawołał po chwili Michał.
-Już idę!- krzyknął i wstał. Podszedł do mnie i mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk z lekkim uśmiechem.- Do jutra- powiedział Filip i się ode mnie odsunął.- Za piętnaście dziewiąta, pamiętaj- dodał.
-Będę pamiętać- uśmiechnęłam się. Chłopak wszedł do domu, a ja głęboko westchnęłam. Nie miałam ochoty wracać do szkoły. Kilka minut później obok mnie usiadł tata.
-Co tu robisz?- zapytał.
-Siedzę i zbieram siły na jutro- odpowiedziałam, po czym oboje się zaśmialiśmy.
-Zapomniałem ci wcześniej powiedzieć, że dzwoniła pani adwokat. Załatwiła wszystkie sprawy i udało się już we wszystkich papierach i instytucjach zmienić twoje nazwisko na moje- poinformował mnie.
-To dobrze. Teraz będę musiała przywyknąć- powiedziałam.
-Chyba czas się położyć, co?- powiedział tata.
-Racja. Dobranoc- powiedziałam i go przytuliłam.
-Dobranoc- odpowiedział i odwzajemnił uścisk. Poszłam na górę, przebrałam się w piżamę i zmęczona położyłam się spać. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
Obudził mnie znajomy głos:
-Kamila, wstawaj- otworzyłam leniwie oczy i zobaczyłam Paulinę.
-Muszę?- zapytałam zmęczonym głosem.
-Nie masz wyjścia. Śniadanie czeka w kuchni, chodź- odpowiedziała i lekko się uśmiechnęła. Odwzajemniłam uśmiech i z bólem serca wstałam z ciepłego łóżka. Zeszłam na dół, aby zjeść śniadanie. W kuchni przy stole siedział już tata i ze spokojem wymalowanym na twarzy pił kawę.
-Cześć- powiedziałam i zaczęłam jeść.
-Hej. Wyspana?- zapytał.
-Nawet, nawet- odpowiedziałam i zajęłam się śniadaniem. Po kilku minutach do kuchni zeszli również Arek i Paulina. Po jakichś dziesięciu minutach skończyłam jeść śniadanie i poszłam na górę, aby się przygotować. Wzięłam ubrania i skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i się ubrałam. Następnie rozczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone, a rzęsy pociągnęłam tuszem. Poszłam do pokoju, żeby wziąć torebkę, do której wrzuciłam telefon. Ubrałam baleriny i zeszłam na dół.
-To ja już idę, pa- powiedziałam do taty i Pauliny, którzy kończyli kawę w kuchni.
-Cześć- odpowiedzieli jednocześnie. Wyszłam z domu i zauważyłam Filipa.
-Hej- przywitałam się.
-Siemka- odezwał się chłopak i przytulił mnie na powitanie. Droga do szkoły zajęła nam jakieś dwadzieścia minut. Kiedy weszliśmy na dziedziniec szkoły, ktoś nas zawołał:
-Kamila! Filip! Czekajcie!- na ten krzyk obróciliśmy się oboje i zobaczyliśmy Emilkę wysiadającą z samochodu Karola.
-Cześć- powiedziałam i uściskałam dziewczynę.
-Hej- odpowiedziała i odwzajemniła mój uścisk. Następnie przywitała się z Winiarskim i całą trójką ruszyliśmy do szkoły. Weszliśmy do środka, gdzie panował okropny hałas. Nagle z niewiadomych przyczyn zapadła cisza jak makiem zasiał. Przerwał ją krzyk:
-Spieprzaj idioto!
-Wal się gnoju!
-Co ty sobie wyobrażasz, nędzny siatkarzyku?! I tak niczego nie osiągniesz!- krzyknął ten pierwszy.
-Co ty możesz wiedzieć! Koszykarz bez jakichkolwiek perspektyw!- odpowiedział również krzykiem ten drugi. Spojrzałam zdezorientowanym wzrokiem najpierw na Emilkę, a potem na Filipa. Oboje byli zaskoczeni tak samo jak ja.
-Kwiatkowski! Świderski! Czy wy naprawdę musicie każdy rok szkolny zaczynać od kłótni?!- usłyszeliśmy nagle krzyk jakiegoś nauczyciela.- Trzy lata, a wszystko odbywa się tak samo! rozejść się, ale już! A najlepiej od razu skierować swoje kroki do sali gimnastycznej, gdzie odbędzie się rozpoczęcie! To się tyczy do wszystkich!- jak powiedział, tak zrobiliśmy.
-Siema, mordo- usłyszeliśmy po chwili znajomy głos.
-Cześć Kuba- przywitał się Filip, na którego naskoczył ten chłopak.
-Może przedstawisz mi swoje towarzyszki- zaproponował.
-Oczywiście- powiedział i odsunął się, abyśmy mogły zobaczyć, kogo chce nam przedstawić. Gdy zobaczyłam tą znajomą, poczciwą mordkę pisnęłam uradowana i rzuciłam się na szyję chłopaka.
-Jejciu, Kama, jak ja cię długo nie widziałem- powiedział Kuba przytulając mnie.
-Powinieneś dostać w pysk- stwierdziłam.
-Powinienem.
-Miałeś się odzywać.
-Miałem.
-Dupek- powiedziałam i czekałam na jego reakcję.
-Du... Ejj, nie ma tak!
-Dobra, dobra. Kuba poznaj moją przyjaciółkę, Emilkę. Emi poznaj Kubę.
-Cześć- powiedział Kuba.
-Hej- odpowiedziała Emilia, po czym wymienili się uściskami dłoni.
-Skąd się znacie?- zapytał Filip.
-Z podstawówki. Byliśmy pięć lat w jednej klasie. Potem Kuba się wyprowadził, ale już wrócił, jak widać- opowiedziałam tą krótką i uroczą historię.
-O, a gdzie się wyprowadziłeś?- zapytała Emilka.
-Do Włoch. Wróciłem miesiąc temu- odpowiedział.
-Głupi jesteś, trzeba było tam siedzieć- powiedziałam.
-Ciągnęło mnie do ojczyzny- stwierdził melancholijnym tonem, po czym całą czwórką wybuchnęliśmy śmiechem.
-To co idziemy na tą salę?- zapytał Filip.
-Idziemy- powiedziałam. Znalezienie jej nie sprawiło nam większych kłopotów i już po chwili siedzieliśmy na krzesełkach. Pogrążyłam się w rozmowie z Emilką na temat tego, jak będzie wyglądał dzisiejszy trening.
-Przepraszam, ale to nasze miejsca- usłyszałam po chwili przesłodzony głos jakiejś dziewczyny. Odwróciłam się tyłem do Emilki, z którą rozmawiałam i zaszczyciłam zaciekawionym spojrzeniem cztery dziewczyny. Mój wzrok zatrzymał się na jednej. Stojącej najbliżej nas tlenionej blondynie.
-O, zobacz. Nie były podpisane- powiedziałam z uśmiechem.
-Nie muszą być. Są zarezerwowane dla nas. Od kiedy zaczęłyśmy chodzić do gimnazjum siedzimy właśnie tutaj i nie będziemy tego przez was zmieniać.
-Chyba będziecie musiały, bo nam jest tutaj bardzo wygodnie- odpowiedziałam i odwróciłam się plecami do dziewczyny. Nie pozwolę sobie, żeby jakaś tleniona wywłoka mną pomiatała. Nagle dziewczyna podeszła do mnie, złapała mnie za włosy i ciągnąc za nie odchyliła mi głowę do tyłu.
-Posłuchaj suko, nie wiem za kogo się uważasz, ale zajęłaś moje miejsce. Więc albo zabierzesz swoich przyjaciół i stąd pójdziecie, albo będziesz miała poważne problemy- wysyczała mi do ucha. Teraz wiem dlaczego babcia wysyłała mnie na lekcje samoobrony. Dłonią udało mi się złapać nadgarstek dziewczyny i ścisnęłam go w taki sposób, że ta zaczęła syczeć z bólu. Puściła moje włosy, a ja wstałam i cały czas trzymając ją za rękę spojrzałam jej prosto w oczy. Przewyższałam dziewczynę prawie o głowę, co dało mi dużą satysfakcję.
-Jedno szarpnięcie, a nadgarstka nie złoży ci najlepszy chirurg na świecie. A teraz zabierzesz stąd swój zdzirowaty tyłek i znajdziesz sobie inne miejsce- powiedziałam, a moje słowa przecinały jak noże atmosferę tak gęstą, że można by ją podawać jako ciężkostrawny deser. Puściłam rękę dziewczyny, a ta z wściekłością na wytapetowanej twarzy wzięła potężny zamach i krzyknęła:
-Ty suko- po czym chciała uderzyć mnie w twarz. Zadziałał jednak siatkarski refleks Filipa, który w ułamku sekundy poderwał się i zatrzymał rękę dziewczyny milimetry od mojej twarzy.
-Dość!- krzyknął jeden z nauczycieli.-Natalia, zawiodłem się na tobie. Myślałem, że będę mógł na ciebie liczyć, a spotkało mnie coś takiego. Idź razem z koleżankami i znajdźcie sobie inne miejsca- powiedział do tapeciary, bo tak ochrzciłam tą dziewczynę. Ta z zażenowaniem na twarzy odwróciła się i ze swoją śwtą zajęła inne miejsca.- Jak masz na imię?- zapytał nauczyciel patrząc na mnie.
-Kamila- odpowiedziałam. Nie bałam się konsekwencji tego, co zrobiłam. Zauważyłam, że wokół zebrała się grupka gapiów, więc miałam mnóstwo świadków, którzy mogli potwierdzić, że działałam w obronie własnej.
-Jesteś koszykarką?- zapytał mierząc mnie od stóp po czubek głowy.
-W życiu. Jestem siatkarką- odpowiedziałam.
-Więc mam dla ciebie dwie wiadomości- powiedział.- Pierwszą. Nie będziesz w klasie z Natalią, ponieważ ona trenuje koszykówkę. A u nas koszykarze i koszykarki oraz siatkarze i siatkarki to oddzielne klasy ze względów bezpieczeństwa. A druga jest taka, że będę twoim wychowawcą- powiedział i się oddalił. Pokiwałam jedynie głową i zajęłam miejsce. To będą ciekawe trzy lata.
*****************
Jestem! Godzina trochę późniejsza niż zazwyczaj, ale to nie moja wina! Chociaż w sumie, to moja. Bo sprawdziłam w piątek obecne wyniki ankiety i Bartek jej jej niekwestionowanym liderem. Tak więc zaczęłam się zastanawiać nad opowiadaniem z Kurkiem w roli głównej. Kompletnie nie miałam pomysłu. Poprzednie, które napisałam kiedyś, dawno, stwierdziłam, że się nie nadaje. Musiałam więc zacząć myśleć nad czymś nowym i... Wymyśliłam! Wcale nie wpadłam na pomysł podczas sprzątania, a dokładniej odkurzania. Nawet nie próbujcie tak myśleć! Podsumowując- mam już prolog i część pierwszego rozdziału. Ale Wy musicie jeszcze trochę na to poczekać.
A się rozpisałam. Masakra.
Pozdrawiam, Dream :* <3
-Ja też chcę!!- na ten widok już nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem.
-Chodź do kuchni. Za jakąś godzinę powinno im przejść- powiedziała Dagmara stojąca w drzwiach do wspomnianego pomieszczenia. Pokiwałam głową i weszłam do kuchni. Torebkę i zakupy położyłam na jednym z krzeseł po czym wyjęłam szklankę i nalałam sobie soku.
-I co? Znalazłyście coś dla Emilki?- zapytała Paulina.
-Na szczęście tak. Ale to był jeden z ostatnich sklepów- odpowiedziałam.
-A ty co kupiłaś?- zapytała zaciekawiona Daga. Pokazałam im najpierw bluzkę, a potem sukienkę.
-Jejku, jaka śliczna- powiedziała Paulina, gdy zobaczyła sukienkę.
-Racja. Jakby szyta na ciebie- dodała Dagmara.- Idź ją ubrać i się nam pokażesz- poprosiła.
-Okey- odpowiedziałam i poszłam do swojego pokoju zgarniając wcześniej swoje rzeczy. Ubrałam sukienkę i zeszłam do kuchni pokazać się Paulinie i Dagmarze.
-No powiem ci, że chyba była szyta właśnie dla ciebie- stwierdziła Daga.
-Układa się praktycznie idealnie- powiedziała Paula.
-No to dobrze- powiedziałam z uśmiechem.
-Pasuje do ciebie, bo jest taka sportowa, a nie elegancka. To duży plus- dodała Winiarska.
-Dziękuję bardzo- powiedziałam.
-A ty przypadkiem nie miałaś pomóc Emilce w znalezieniu sukienki?- zapytał tata wchodząc do kuchni.
-Oj, to tak przy okazji- zaśmiałam się.
-Ślicznie wyglądasz- powiedział.
-Dziękuję- uśmiechnęłam się i poszłam na górę przebrać. Zeszłam z powrotem na dół i weszłam do kuchni. Usiadłam przy stole razem z Dagmarą i Pauliną.
-Nie mam pomysłu- stwierdziła Daga.
-Ja też nie- dodała Paula.
-Ale na co? Bo może mogę wam pomóc- powiedziałam.
-Chcemy zrobić kolację. Tylko nie wiemy, co mamy zrobić- poinformowała mnie Paulina.
-To może... Kopytka!- powiedziałam uradowana.
-Dobry pomysł. Ale nie mamy ziemniaków- stwierdziła Paulina.
-To akurat żaden problem. Zawsze mogę iść do sklepu- powiedziałam.
-To weźmiesz jeszcze parę innych rzeczy- dodała Paula i zrobiła listę zakupów. Wręczyła mi siatkę i portfel, a ja skierowałam swoje kroki do salonu.
-Filip!- zawołałam chłopaka.
-Tak?- zapytał wyłaniając się z fortu.
-Zbieraj się, idziemy do sklepu.
-Już idę- powiedział i zaczął się wygrzebywać.
-Po co ciągniesz tego wariata?- spytała Dagmara.
-Nie będę musiała dźwigać- oznajmiłam z uśmiechem i poszłam ubrać buty. W odpowiedzi usłyszałam tylko gromki śmiech Winiarskiej. Pół minuty później razem z Filipem zmierzaliśmy w kierunku znajdującego się całkiem niedaleko Lidla. Całą drogę rozmawialiśmy i się śmialiśmy. Później zrobiliśmy szybkie zakupy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Wedle mojego wcześniejszego planu, to Winiarski niósł dość ciężkie zakupy. Kiedy po powrocie weszliśmy do kuchni zobaczyła nas Dagmara i ponownie zaczęła się śmiać. Filip spojrzał na nią zaskoczony, ale nic nie powiedział. Położył zakupy na stole i kręcąc głową poszedł do salonu.
-To co, do roboty?- zapytała Paulina.
-Do roboty- odpowiedziałyśmy jednocześnie z Winiarską. Godzinę później danie stało gotowe na stole. Zawołałyśmy wszystkich i zaczęliśmy jeść. Kiedy skończyłam usłyszałam płacz Antka. Dagmara miała już wstawać, Michał zresztą też, ale ja podniosłam się z krzesła i powiedziałam:
-Jedzcie, ja pójdę.
-Dzięki- odpowiedziała Winiarska, a ja poszłam do sypialni taty i Pauliny, gdzie w wózku leżał najmniejszy z Winiarskich. Wzięłam chłopca na ręce i zaczęłam z nim spacerować po pokoju. Pokazałam mu zdjęcia.
-A tu jest ciocia Paulina i wujek Mariusz. A tutaj Arek. O, a tutaj mama i tata- pokazałam, a Antoś wyciągnął rączkę w stronę fotografii, na której oprócz Winiarskich byli jeszcze Paulina i tata. Zdjęcie zostało zrobione zaraz po mistrzostwach dwa lata temu. Uśmiechnęłam się na wspomnienie tego czasu. Widziałam wszystkie mecze reprezentacji i wiem, że niektórych akcji nigdy w życiu nie zapomnę. Lubię czasem włączyć sobie nagranie z ostatniej akcji. Kolejny raz usłyszeć słynne "Zakładam zegarek". Tak się zamyśliłam, że nie usłyszałam, że ktoś wszedł do pokoju.
-Ja robiłem to zdjęcie- usłyszałam nagle głos Filipa. Podskoczyłam zaskoczona, a chłopak zaczął się śmiać.
-Przestraszyłeś mnie- powiedziałam oskarżycielskim tonem.
-Przepraszam- uśmiechnął się i dodał- Daga prosiła, żebyś przyszła z tym brzdącem na dół, bo trzeba go nakarmić.
-Jasne, już idę- powiedziałam i razem zeszliśmy do kuchni, gdzie Antka oddałam na ręce jego mamy, a sama wyszłam na taras. Usiadłam na schodach i zaczęłam wpatrywać się w niebo.
-Co tam widzisz?- usłyszałam pytanie Filipa.
-Gwiazdy- odpowiedziałam i głęboko odetchnęłam nocnym powietrzem.
-Zdenerwowana przed jutrzejszym dniem?
-Nie. A ty?
-Też nie. Co ma być to będzie.
-A jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć- powiedziałam przypominając sobie te słowa.
-Rubeus Hagrid. Jeśli się nie mylę to druga część Harrego Pottera (ale nie jestem pewna, przyp. autorki).
-Chyba tak- powiedziałam i zamknęłam oczy.
-Filip! Zbieramy się!- zawołał po chwili Michał.
-Już idę!- krzyknął i wstał. Podszedł do mnie i mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk z lekkim uśmiechem.- Do jutra- powiedział Filip i się ode mnie odsunął.- Za piętnaście dziewiąta, pamiętaj- dodał.
-Będę pamiętać- uśmiechnęłam się. Chłopak wszedł do domu, a ja głęboko westchnęłam. Nie miałam ochoty wracać do szkoły. Kilka minut później obok mnie usiadł tata.
-Co tu robisz?- zapytał.
-Siedzę i zbieram siły na jutro- odpowiedziałam, po czym oboje się zaśmialiśmy.
-Zapomniałem ci wcześniej powiedzieć, że dzwoniła pani adwokat. Załatwiła wszystkie sprawy i udało się już we wszystkich papierach i instytucjach zmienić twoje nazwisko na moje- poinformował mnie.
-To dobrze. Teraz będę musiała przywyknąć- powiedziałam.
-Chyba czas się położyć, co?- powiedział tata.
-Racja. Dobranoc- powiedziałam i go przytuliłam.
-Dobranoc- odpowiedział i odwzajemnił uścisk. Poszłam na górę, przebrałam się w piżamę i zmęczona położyłam się spać. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
Obudził mnie znajomy głos:
-Kamila, wstawaj- otworzyłam leniwie oczy i zobaczyłam Paulinę.
-Muszę?- zapytałam zmęczonym głosem.
-Nie masz wyjścia. Śniadanie czeka w kuchni, chodź- odpowiedziała i lekko się uśmiechnęła. Odwzajemniłam uśmiech i z bólem serca wstałam z ciepłego łóżka. Zeszłam na dół, aby zjeść śniadanie. W kuchni przy stole siedział już tata i ze spokojem wymalowanym na twarzy pił kawę.
-Cześć- powiedziałam i zaczęłam jeść.
-Hej. Wyspana?- zapytał.
-Nawet, nawet- odpowiedziałam i zajęłam się śniadaniem. Po kilku minutach do kuchni zeszli również Arek i Paulina. Po jakichś dziesięciu minutach skończyłam jeść śniadanie i poszłam na górę, aby się przygotować. Wzięłam ubrania i skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i się ubrałam. Następnie rozczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone, a rzęsy pociągnęłam tuszem. Poszłam do pokoju, żeby wziąć torebkę, do której wrzuciłam telefon. Ubrałam baleriny i zeszłam na dół.
-To ja już idę, pa- powiedziałam do taty i Pauliny, którzy kończyli kawę w kuchni.
-Cześć- odpowiedzieli jednocześnie. Wyszłam z domu i zauważyłam Filipa.
-Hej- przywitałam się.
-Siemka- odezwał się chłopak i przytulił mnie na powitanie. Droga do szkoły zajęła nam jakieś dwadzieścia minut. Kiedy weszliśmy na dziedziniec szkoły, ktoś nas zawołał:
-Kamila! Filip! Czekajcie!- na ten krzyk obróciliśmy się oboje i zobaczyliśmy Emilkę wysiadającą z samochodu Karola.
-Cześć- powiedziałam i uściskałam dziewczynę.
-Hej- odpowiedziała i odwzajemniła mój uścisk. Następnie przywitała się z Winiarskim i całą trójką ruszyliśmy do szkoły. Weszliśmy do środka, gdzie panował okropny hałas. Nagle z niewiadomych przyczyn zapadła cisza jak makiem zasiał. Przerwał ją krzyk:
-Spieprzaj idioto!
-Wal się gnoju!
-Co ty sobie wyobrażasz, nędzny siatkarzyku?! I tak niczego nie osiągniesz!- krzyknął ten pierwszy.
-Co ty możesz wiedzieć! Koszykarz bez jakichkolwiek perspektyw!- odpowiedział również krzykiem ten drugi. Spojrzałam zdezorientowanym wzrokiem najpierw na Emilkę, a potem na Filipa. Oboje byli zaskoczeni tak samo jak ja.
-Kwiatkowski! Świderski! Czy wy naprawdę musicie każdy rok szkolny zaczynać od kłótni?!- usłyszeliśmy nagle krzyk jakiegoś nauczyciela.- Trzy lata, a wszystko odbywa się tak samo! rozejść się, ale już! A najlepiej od razu skierować swoje kroki do sali gimnastycznej, gdzie odbędzie się rozpoczęcie! To się tyczy do wszystkich!- jak powiedział, tak zrobiliśmy.
-Siema, mordo- usłyszeliśmy po chwili znajomy głos.
-Cześć Kuba- przywitał się Filip, na którego naskoczył ten chłopak.
-Może przedstawisz mi swoje towarzyszki- zaproponował.
-Oczywiście- powiedział i odsunął się, abyśmy mogły zobaczyć, kogo chce nam przedstawić. Gdy zobaczyłam tą znajomą, poczciwą mordkę pisnęłam uradowana i rzuciłam się na szyję chłopaka.
-Jejciu, Kama, jak ja cię długo nie widziałem- powiedział Kuba przytulając mnie.
-Powinieneś dostać w pysk- stwierdziłam.
-Powinienem.
-Miałeś się odzywać.
-Miałem.
-Dupek- powiedziałam i czekałam na jego reakcję.
-Du... Ejj, nie ma tak!
-Dobra, dobra. Kuba poznaj moją przyjaciółkę, Emilkę. Emi poznaj Kubę.
-Cześć- powiedział Kuba.
-Hej- odpowiedziała Emilia, po czym wymienili się uściskami dłoni.
-Skąd się znacie?- zapytał Filip.
-Z podstawówki. Byliśmy pięć lat w jednej klasie. Potem Kuba się wyprowadził, ale już wrócił, jak widać- opowiedziałam tą krótką i uroczą historię.
-O, a gdzie się wyprowadziłeś?- zapytała Emilka.
-Do Włoch. Wróciłem miesiąc temu- odpowiedział.
-Głupi jesteś, trzeba było tam siedzieć- powiedziałam.
-Ciągnęło mnie do ojczyzny- stwierdził melancholijnym tonem, po czym całą czwórką wybuchnęliśmy śmiechem.
-To co idziemy na tą salę?- zapytał Filip.
-Idziemy- powiedziałam. Znalezienie jej nie sprawiło nam większych kłopotów i już po chwili siedzieliśmy na krzesełkach. Pogrążyłam się w rozmowie z Emilką na temat tego, jak będzie wyglądał dzisiejszy trening.
-Przepraszam, ale to nasze miejsca- usłyszałam po chwili przesłodzony głos jakiejś dziewczyny. Odwróciłam się tyłem do Emilki, z którą rozmawiałam i zaszczyciłam zaciekawionym spojrzeniem cztery dziewczyny. Mój wzrok zatrzymał się na jednej. Stojącej najbliżej nas tlenionej blondynie.
-O, zobacz. Nie były podpisane- powiedziałam z uśmiechem.
-Nie muszą być. Są zarezerwowane dla nas. Od kiedy zaczęłyśmy chodzić do gimnazjum siedzimy właśnie tutaj i nie będziemy tego przez was zmieniać.
-Chyba będziecie musiały, bo nam jest tutaj bardzo wygodnie- odpowiedziałam i odwróciłam się plecami do dziewczyny. Nie pozwolę sobie, żeby jakaś tleniona wywłoka mną pomiatała. Nagle dziewczyna podeszła do mnie, złapała mnie za włosy i ciągnąc za nie odchyliła mi głowę do tyłu.
-Posłuchaj suko, nie wiem za kogo się uważasz, ale zajęłaś moje miejsce. Więc albo zabierzesz swoich przyjaciół i stąd pójdziecie, albo będziesz miała poważne problemy- wysyczała mi do ucha. Teraz wiem dlaczego babcia wysyłała mnie na lekcje samoobrony. Dłonią udało mi się złapać nadgarstek dziewczyny i ścisnęłam go w taki sposób, że ta zaczęła syczeć z bólu. Puściła moje włosy, a ja wstałam i cały czas trzymając ją za rękę spojrzałam jej prosto w oczy. Przewyższałam dziewczynę prawie o głowę, co dało mi dużą satysfakcję.
-Jedno szarpnięcie, a nadgarstka nie złoży ci najlepszy chirurg na świecie. A teraz zabierzesz stąd swój zdzirowaty tyłek i znajdziesz sobie inne miejsce- powiedziałam, a moje słowa przecinały jak noże atmosferę tak gęstą, że można by ją podawać jako ciężkostrawny deser. Puściłam rękę dziewczyny, a ta z wściekłością na wytapetowanej twarzy wzięła potężny zamach i krzyknęła:
-Ty suko- po czym chciała uderzyć mnie w twarz. Zadziałał jednak siatkarski refleks Filipa, który w ułamku sekundy poderwał się i zatrzymał rękę dziewczyny milimetry od mojej twarzy.
-Dość!- krzyknął jeden z nauczycieli.-Natalia, zawiodłem się na tobie. Myślałem, że będę mógł na ciebie liczyć, a spotkało mnie coś takiego. Idź razem z koleżankami i znajdźcie sobie inne miejsca- powiedział do tapeciary, bo tak ochrzciłam tą dziewczynę. Ta z zażenowaniem na twarzy odwróciła się i ze swoją śwtą zajęła inne miejsca.- Jak masz na imię?- zapytał nauczyciel patrząc na mnie.
-Kamila- odpowiedziałam. Nie bałam się konsekwencji tego, co zrobiłam. Zauważyłam, że wokół zebrała się grupka gapiów, więc miałam mnóstwo świadków, którzy mogli potwierdzić, że działałam w obronie własnej.
-Jesteś koszykarką?- zapytał mierząc mnie od stóp po czubek głowy.
-W życiu. Jestem siatkarką- odpowiedziałam.
-Więc mam dla ciebie dwie wiadomości- powiedział.- Pierwszą. Nie będziesz w klasie z Natalią, ponieważ ona trenuje koszykówkę. A u nas koszykarze i koszykarki oraz siatkarze i siatkarki to oddzielne klasy ze względów bezpieczeństwa. A druga jest taka, że będę twoim wychowawcą- powiedział i się oddalił. Pokiwałam jedynie głową i zajęłam miejsce. To będą ciekawe trzy lata.
*****************
Jestem! Godzina trochę późniejsza niż zazwyczaj, ale to nie moja wina! Chociaż w sumie, to moja. Bo sprawdziłam w piątek obecne wyniki ankiety i Bartek jej jej niekwestionowanym liderem. Tak więc zaczęłam się zastanawiać nad opowiadaniem z Kurkiem w roli głównej. Kompletnie nie miałam pomysłu. Poprzednie, które napisałam kiedyś, dawno, stwierdziłam, że się nie nadaje. Musiałam więc zacząć myśleć nad czymś nowym i... Wymyśliłam! Wcale nie wpadłam na pomysł podczas sprzątania, a dokładniej odkurzania. Nawet nie próbujcie tak myśleć! Podsumowując- mam już prolog i część pierwszego rozdziału. Ale Wy musicie jeszcze trochę na to poczekać.
A się rozpisałam. Masakra.
Pozdrawiam, Dream :* <3
niedziela, 19 czerwca 2016
Rozdział 16
Rozdział dla Pauliny Lewandowskiej, ponieważ prawie idealnie zgadła, co powie Mariusz.
Kiedy tata był już przy drzwiach i trzymał klamkę gwałtownie się zatrzymał. Odwrócił się w moją stronę i podszedł siadając na brzegu mojego łóżka.
-Coś się stało?- zapytałam.
-Nie. Chciałem ci tylko powiedzieć. Tak, żebyś wiedziała......- urwał. Spojrzałam na niego zaciekawiona czekając, co chce mi powiedzieć.- Żałuję, że wcześniej nie miałem okazji cię poznać. Jesteś wspaniałą, mądrą, śliczną i zdolną dziewczyną. Cieszę się, że los pozwolił mi cię poznać i się tobą zająć- wykrztusił wreszcie, a mnie zatkało. Do moich oczu napłynęły łzy, których nie miałam zamiaru hamować. Słowa, które od niego usłyszałam były tak wspaniałe. Podniosłam się i mocno do niego przytuliłam. Siedzieliśmy tak bardzo długo.
-Kocham cię, tato- wyszeptałam w pewnej chwili.
-Ja ciebie też kocham, córeczko- odpowiedział tata również szeptem. Siedziałam tak przytulona do taty i nawet nie wiem kiedy odpłynęłam w objęcia Morfeusza.
Rano obudziły mnie promienie słoneczne przebijające się przez zasłony. Podniosłam się leniwie i zaczęłam szukać telefonu w celu sprawdzenia godziny. Okazało się, że była dopiero szósta trzydzieści. Wyciągnęłam więc z torby bluzę i wyszłam z pokoju, a schodząc po schodach ją ubrałam. Wyszłam na taras i usiadłam na schodkach. Wystawiłam twarz do słońca i się nim delektowałam. Siedziałam tak bardzo długo, kiedy poczułam, że ktoś zajął miejsce obok mnie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Paulinę, która miała na sobie bluzę taty.
-Długo tu siedzisz?- zapytała.
-A która godzina?
-Kwadrans po siódmej- odpowiedziała.
-To czterdzieści pięć minut- powiedziałam i się uśmiechnęłam ponownie odwracając twarz do słońca.
-Ja też nie mogę spać- stwierdziła.
-A czemu?
-Maleństwo przypomina o swojej obecności- zaśmiała się na co jej zawtórowałam. Siedziałyśmy przez dłuższą chwilę w ciszy, kiedy przypomniało mi się, że już wcześniej chciałam ją o coś zapytać.
-Mam do ciebie pytanie- powiedziałam.
-Słucham cię uważnie.
-Dogadałaś się z rodzicami?- zapytałam.
-Nie... Nie chcą na razie ze mną rozmawiać. Ale trudno. Postawiłam im ultimatum: albo zaakceptują cię jako członka naszej rodziny albo mogą zapomnieć o tym, że mają córkę o imieniu Paulina i wnuka, a właściwie dwóch.
-Dlaczego to zrobiłaś?- zapytałam zszokowana jej słowami. Przecież to jej rodzice.
-Bo przez ten czas kiedy się znamy zajęłaś bardzo ważne miejsce w naszym życiu i naszych sercach. Arek cieszy się, że ma starszą siostrę. Drugie maleństwo będzie uważać, że byłaś zawsze. Po Mariuszu widać, że bardzo się cieszy, że trafiłaś do naszego życia i że ma on szansę być twoim tatą. A ja...- urwała, a ja z zaciekawieniem czekałam na to, co powie.- Ja traktuję cię jak rodzoną córkę, pomimo, że nią nie jesteś- powiedziała, a ja szeroko się uśmiechnęłam.
-Ja też bardzo się cieszę, że to wszystko tak się ułożyło. Śmierć babci była dla mnie ogromnym ciosem- powiedziałam i zamknęłam oczy.
-Wiem Słoneczko, wiem- odezwała się Paula i objęła mnie ramieniem. Siedziałyśmy tak dłuższą chwilę, kiedy nagle wpadłam na pewien pomysł:
-A może zjemy dzisiaj śniadanie na tarasie?
-W sumie czemu nie. Idziemy przygotować?- zapytała Paulina, a ja pokiwałam głową, na znak, że się zgadzam. Poszłyśmy więc do kuchni i zaczęłyśmy robić śniadanie. Kiedy wszystko stało już gotowe na stole na tarasie Paulina poszła obudzić tatę i Arka, a ja swoje kroki skierowałam do toalety. Rozczesałam okropnie skołtunione włosy i poszłam usiąść do stołu. Na tarasie byli już wszyscy.
-Cześć- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Cześć- odpowiedzieli mi tata i Arek jednocześnie.
-Musimy dzisiaj wracać- powiedziała Paulina.
-No niestety. O której wyjedziemy?- zapytał tata.
-Koło dwunastej możemy pójść na obiad, potem zebrać rzeczy i koło pierwszej ruszyć w drogę. Na piątą bylibyśmy wtedy w domu- stwierdziła brunetka.
-No to ustalone. A co robimy przed wyjazdem?- zapytał tata.
-Możemy iść na spacer- stwierdziłam.
-No to ustalone- zatarł ręce tata i zajęliśmy się śniadaniem. Po śniadaniu rozeszliśmy się do swoich pokoi, aby się ubrać i koło godziny dziewiątej wyszliśmy z domu na zaplanowany spacer. Po okolicy chodziliśmy przez dwie godziny i byliśmy w międzyczasie na lodach. Koło jedenastej wróciliśmy do domu i zaczęliśmy pakować wszystkie rzeczy. Zanieśliśmy je do samochodu i kwadrans przed dwunastą ruszyliśmy na obiad. Ten nie zajął nam dużo czasu, bo już po godzinie byliśmy w drodze powrotnej do Bełchatowa. Przespałam prawie całą drogę. Kiedy się obudziłam akurat mijaliśmy znak z napisem "Bełchatów". Podjechaliśmy pod dom i zabierając wszystkie rzeczy z bagażnika weszliśmy do środka. Rozpakowałam się i dostałam SMS'a od Emilki:
Jesteś już w domu? Potrzebuję Twojej pomocy!
Przerażona treścią tej wiadomości odpisałam szybko:
Jestem. Co się dzieje?!
Odpowiedź przyszła natychmiast:
Nie mam sukienki na rozpoczęcie na jutro!
Po przeczytaniu tej wiadomości odetchnęłam z ulgą i zaśmiałam się pod nosem. Zeszłam na dół i zaczęłam szukać taty i Pauliny. Oboje siedzieli na tarasie. Wyszłam więc na dwó i zapytałam:
-Mogę iść z Emilką na zakupy? Bo stwierdziła, że nie ma w czym jutro iść.
-Jasne. Czemu nie- odpowiedział tata.
-Dzięki- powiedziałam i się uśmiechnęłam. Weszłam do domu i wysłałam do Emi wiadomość:
Za pół godziny w galerii.
Przyjaciółka szybko mi odpisała:
Dziękuję :* Jesteś wielka <3
Zaśmiałam się i poszłam do pokoju. Przebrałam się w coś bardziej wyjściowego, rozczesałam włosy, przeciągnęłam rzęsy tuszem i zeszłam na dół zgarniając po drodze torebkę.
-To ja lecę, pa- powiedziałam do taty i Pauliny, którzy siedzieli na tarasie i ruszyłam do drzwi. Kiedy je otworzyłam, za drzwiami zobaczyłam Filipa.
-Cześć- powiedziałam.
-O hej- uśmiechnął się.
-Cześć- powiedział towarzyszący mu Olek.
-Hej smyku- uśmiechnęłam się do młodszego Winiarskiego.
-Oli jak się dowiedział, że wróciliście postanowił odwiedzić Arka- wyjaśnił Filip.
-W takim razie zapraszam. Arek bawi się w ogrodzie- powiedziałam i przepuściłam ich w drzwiach. Oliwier pobiegł we wskazanym przeze mnie kierunku, a po kilku sekundach tata krzyknął:
-Filip, jak by co, to go przyprowadzę!
-Dzięki!- krzyknął w odpowiedzi Winiarski.
-Wchodzisz?- zapytałam.
-Nie. Idę do domu- odpowiedział i ruszył w stronę furtki. Zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam za nim.
-A ty się gdzieś wybierasz?- zapytał, kiedy zamknęłam furtkę i ruszyłam obok niego chodnikiem.
-Tak. Idę z Emilką na zakupy. Zorientowała się dzisiaj, że nie ma sukienki na zakończenie- powiedziałam.
-Szybko- zaśmiał się chłopak, w czym mu zawtórowałam.
-Lepiej późno niż później- zaśmiałam się.
-No to do jutra- powiedział kiedy byliśmy koło jego domu.
-Do jutra- odpowiedziałam- O której wychodzisz?
-Za piętnaście dziewiąta. Po dziewiątej będę na miejscu, a o wpół do rozpoczęcie- odpowiedział.
-W takim razie idę z tobą- oświadczyłam.
-Będzie mi niezmiernie miło- zaśmiał się chłopak.
-Cześć- powiedziałam i ruszyłam w dalszą drogę.
-Cześć- usłyszałam w odpowiedzi. Kwadrans później przekroczyłam próg galerii. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Emilki.
-Halo?- odebrała.
-No gdzie ty jesteś?- zapytałam.
-A ty?
-Właśnie weszłam do galerii- odpowiedziałam.
-Ja też. Odwróć się- usłyszałam w słuchawce. Zrobiłam to, o co poprosiła i odwróciłam się przodem do wejścia. Emilka akurat wchodziła do galerii. Zakończyłam połączenie i przywitałam się przytulasem z przyjaciółką.
-To gdzie najpierw?- zapytałam.
-Lecim wszędzie po kolei. Muszę coś znaleźć- powiedziała i ruszyła w stronę pierwszego sklepu. Po godzinie nadal nic nie miałyśmy. Weszłyśmy do jednego z ostatnich sklepów i doznałam olśnienia.
-Ta- powiedziałam podchodząc do wieszaka. Wcisnęłam ją Emilce do rąk i popchnęłam w stronę przymierzalni. Poszłam za nie chcąc zobaczyć, czy dobrze wybrałam. Wyszła po trzech minutach i wyglądała... Idealnie.
-I jak?- zapytała Emi.
-Świetnie. Jak by była szyta na ciebie- powiedziałam.
-Bierzemy?
-Bierzemy- odpowiedziałam i poczekałam aż Emila się przebierze. Kupiłyśmy sukienkę i poszyłyśmy do ostatniego sklepu. Tym razem, to ja znalazłam dla siebie sukienkę. Ale nie elegancką tylko sportową. Poszłam przymierzyć. Wyszłam z przymierzalni i okręciłam się.
-I jak?- zapytałam Emilkę.
-Idealnie- usłyszałam za sobą głos Filipa.
-Co ty tu robisz?- zapytałam zaskoczona.
-Wyszliśmy z kumplem na pizzę i przy okazji postanowiłem kupić sobie jakąś koszulkę- odpowiedział.
-Okey- uśmiechnęłam się i stanęłam przed lustrem przyglądając się sobie krytycznym wzrokiem.
-Ślicznie się układa- powiedziała Emilka.
-Powinnaś ją kupić- stwierdził Filip i poszedł do kasy.
-Bierzemy?- zapytała tym razem Emilka.
-Bierzemy- uśmiechnęłam się. Kupiłam sukienkę i razem z przyjaciółką wyszłyśmy ze sklepu.
-Idziemy coś zjeść?- zapytała Emi.
-Sałatkę?
-W drogę- poleciła Emilia i razem ruszyłyśmy w stronę restauracji. Kupiłyśmy sobie sałatki i usiadłyśmy przy stoliku aby je zjeść. Cały czas rozmawiałyśmy. Opowiedziałam jej cały wyjazd na Mazury. Po pół godzinie żegnałyśmy się pod galerią i rozchodziłyśmy się, każda do swojego domu. Gdy wyszłam z galerii ktoś zastukał w moje ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam Filipa.
-Winiarski, czy ty mnie śledzisz?- zapytałam.
-Nie. Przypadek. Idziesz do domu?- spytał.
-Tak.
-To chodź- powiedział i poszliśmy do domów. Kiedy już byliśmy koło domu Filip dostał SMS'a od Dagmary, że ma wejść do nas. Kiedy weszliśmy do salonu zastaliśmy widok dość... niecodzienny....
***************
Pojawiam się z kolejnym rozdziałem. Moim zdaniem jest on jednym z najgorszych. Brak weny i problemy robią swoje :). Ale to nie ważne. Ważne jest to, że udało mi się napisać rozdział.
Pozdrawiam Dream <3
Kiedy tata był już przy drzwiach i trzymał klamkę gwałtownie się zatrzymał. Odwrócił się w moją stronę i podszedł siadając na brzegu mojego łóżka.
-Coś się stało?- zapytałam.
-Nie. Chciałem ci tylko powiedzieć. Tak, żebyś wiedziała......- urwał. Spojrzałam na niego zaciekawiona czekając, co chce mi powiedzieć.- Żałuję, że wcześniej nie miałem okazji cię poznać. Jesteś wspaniałą, mądrą, śliczną i zdolną dziewczyną. Cieszę się, że los pozwolił mi cię poznać i się tobą zająć- wykrztusił wreszcie, a mnie zatkało. Do moich oczu napłynęły łzy, których nie miałam zamiaru hamować. Słowa, które od niego usłyszałam były tak wspaniałe. Podniosłam się i mocno do niego przytuliłam. Siedzieliśmy tak bardzo długo.
-Kocham cię, tato- wyszeptałam w pewnej chwili.
-Ja ciebie też kocham, córeczko- odpowiedział tata również szeptem. Siedziałam tak przytulona do taty i nawet nie wiem kiedy odpłynęłam w objęcia Morfeusza.
Rano obudziły mnie promienie słoneczne przebijające się przez zasłony. Podniosłam się leniwie i zaczęłam szukać telefonu w celu sprawdzenia godziny. Okazało się, że była dopiero szósta trzydzieści. Wyciągnęłam więc z torby bluzę i wyszłam z pokoju, a schodząc po schodach ją ubrałam. Wyszłam na taras i usiadłam na schodkach. Wystawiłam twarz do słońca i się nim delektowałam. Siedziałam tak bardzo długo, kiedy poczułam, że ktoś zajął miejsce obok mnie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Paulinę, która miała na sobie bluzę taty.
-Długo tu siedzisz?- zapytała.
-A która godzina?
-Kwadrans po siódmej- odpowiedziała.
-To czterdzieści pięć minut- powiedziałam i się uśmiechnęłam ponownie odwracając twarz do słońca.
-Ja też nie mogę spać- stwierdziła.
-A czemu?
-Maleństwo przypomina o swojej obecności- zaśmiała się na co jej zawtórowałam. Siedziałyśmy przez dłuższą chwilę w ciszy, kiedy przypomniało mi się, że już wcześniej chciałam ją o coś zapytać.
-Mam do ciebie pytanie- powiedziałam.
-Słucham cię uważnie.
-Dogadałaś się z rodzicami?- zapytałam.
-Nie... Nie chcą na razie ze mną rozmawiać. Ale trudno. Postawiłam im ultimatum: albo zaakceptują cię jako członka naszej rodziny albo mogą zapomnieć o tym, że mają córkę o imieniu Paulina i wnuka, a właściwie dwóch.
-Dlaczego to zrobiłaś?- zapytałam zszokowana jej słowami. Przecież to jej rodzice.
-Bo przez ten czas kiedy się znamy zajęłaś bardzo ważne miejsce w naszym życiu i naszych sercach. Arek cieszy się, że ma starszą siostrę. Drugie maleństwo będzie uważać, że byłaś zawsze. Po Mariuszu widać, że bardzo się cieszy, że trafiłaś do naszego życia i że ma on szansę być twoim tatą. A ja...- urwała, a ja z zaciekawieniem czekałam na to, co powie.- Ja traktuję cię jak rodzoną córkę, pomimo, że nią nie jesteś- powiedziała, a ja szeroko się uśmiechnęłam.
-Ja też bardzo się cieszę, że to wszystko tak się ułożyło. Śmierć babci była dla mnie ogromnym ciosem- powiedziałam i zamknęłam oczy.
-Wiem Słoneczko, wiem- odezwała się Paula i objęła mnie ramieniem. Siedziałyśmy tak dłuższą chwilę, kiedy nagle wpadłam na pewien pomysł:
-A może zjemy dzisiaj śniadanie na tarasie?
-W sumie czemu nie. Idziemy przygotować?- zapytała Paulina, a ja pokiwałam głową, na znak, że się zgadzam. Poszłyśmy więc do kuchni i zaczęłyśmy robić śniadanie. Kiedy wszystko stało już gotowe na stole na tarasie Paulina poszła obudzić tatę i Arka, a ja swoje kroki skierowałam do toalety. Rozczesałam okropnie skołtunione włosy i poszłam usiąść do stołu. Na tarasie byli już wszyscy.
-Cześć- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Cześć- odpowiedzieli mi tata i Arek jednocześnie.
-Musimy dzisiaj wracać- powiedziała Paulina.
-No niestety. O której wyjedziemy?- zapytał tata.
-Koło dwunastej możemy pójść na obiad, potem zebrać rzeczy i koło pierwszej ruszyć w drogę. Na piątą bylibyśmy wtedy w domu- stwierdziła brunetka.
-No to ustalone. A co robimy przed wyjazdem?- zapytał tata.
-Możemy iść na spacer- stwierdziłam.
-No to ustalone- zatarł ręce tata i zajęliśmy się śniadaniem. Po śniadaniu rozeszliśmy się do swoich pokoi, aby się ubrać i koło godziny dziewiątej wyszliśmy z domu na zaplanowany spacer. Po okolicy chodziliśmy przez dwie godziny i byliśmy w międzyczasie na lodach. Koło jedenastej wróciliśmy do domu i zaczęliśmy pakować wszystkie rzeczy. Zanieśliśmy je do samochodu i kwadrans przed dwunastą ruszyliśmy na obiad. Ten nie zajął nam dużo czasu, bo już po godzinie byliśmy w drodze powrotnej do Bełchatowa. Przespałam prawie całą drogę. Kiedy się obudziłam akurat mijaliśmy znak z napisem "Bełchatów". Podjechaliśmy pod dom i zabierając wszystkie rzeczy z bagażnika weszliśmy do środka. Rozpakowałam się i dostałam SMS'a od Emilki:
Jesteś już w domu? Potrzebuję Twojej pomocy!
Przerażona treścią tej wiadomości odpisałam szybko:
Jestem. Co się dzieje?!
Odpowiedź przyszła natychmiast:
Nie mam sukienki na rozpoczęcie na jutro!
Po przeczytaniu tej wiadomości odetchnęłam z ulgą i zaśmiałam się pod nosem. Zeszłam na dół i zaczęłam szukać taty i Pauliny. Oboje siedzieli na tarasie. Wyszłam więc na dwó i zapytałam:
-Mogę iść z Emilką na zakupy? Bo stwierdziła, że nie ma w czym jutro iść.
-Jasne. Czemu nie- odpowiedział tata.
-Dzięki- powiedziałam i się uśmiechnęłam. Weszłam do domu i wysłałam do Emi wiadomość:
Za pół godziny w galerii.
Przyjaciółka szybko mi odpisała:
Dziękuję :* Jesteś wielka <3
Zaśmiałam się i poszłam do pokoju. Przebrałam się w coś bardziej wyjściowego, rozczesałam włosy, przeciągnęłam rzęsy tuszem i zeszłam na dół zgarniając po drodze torebkę.
-To ja lecę, pa- powiedziałam do taty i Pauliny, którzy siedzieli na tarasie i ruszyłam do drzwi. Kiedy je otworzyłam, za drzwiami zobaczyłam Filipa.
-Cześć- powiedziałam.
-O hej- uśmiechnął się.
-Cześć- powiedział towarzyszący mu Olek.
-Hej smyku- uśmiechnęłam się do młodszego Winiarskiego.
-Oli jak się dowiedział, że wróciliście postanowił odwiedzić Arka- wyjaśnił Filip.
-W takim razie zapraszam. Arek bawi się w ogrodzie- powiedziałam i przepuściłam ich w drzwiach. Oliwier pobiegł we wskazanym przeze mnie kierunku, a po kilku sekundach tata krzyknął:
-Filip, jak by co, to go przyprowadzę!
-Dzięki!- krzyknął w odpowiedzi Winiarski.
-Wchodzisz?- zapytałam.
-Nie. Idę do domu- odpowiedział i ruszył w stronę furtki. Zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam za nim.
-A ty się gdzieś wybierasz?- zapytał, kiedy zamknęłam furtkę i ruszyłam obok niego chodnikiem.
-Tak. Idę z Emilką na zakupy. Zorientowała się dzisiaj, że nie ma sukienki na zakończenie- powiedziałam.
-Szybko- zaśmiał się chłopak, w czym mu zawtórowałam.
-Lepiej późno niż później- zaśmiałam się.
-No to do jutra- powiedział kiedy byliśmy koło jego domu.
-Do jutra- odpowiedziałam- O której wychodzisz?
-Za piętnaście dziewiąta. Po dziewiątej będę na miejscu, a o wpół do rozpoczęcie- odpowiedział.
-W takim razie idę z tobą- oświadczyłam.
-Będzie mi niezmiernie miło- zaśmiał się chłopak.
-Cześć- powiedziałam i ruszyłam w dalszą drogę.
-Cześć- usłyszałam w odpowiedzi. Kwadrans później przekroczyłam próg galerii. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Emilki.
-Halo?- odebrała.
-No gdzie ty jesteś?- zapytałam.
-A ty?
-Właśnie weszłam do galerii- odpowiedziałam.
-Ja też. Odwróć się- usłyszałam w słuchawce. Zrobiłam to, o co poprosiła i odwróciłam się przodem do wejścia. Emilka akurat wchodziła do galerii. Zakończyłam połączenie i przywitałam się przytulasem z przyjaciółką.
-To gdzie najpierw?- zapytałam.
-Lecim wszędzie po kolei. Muszę coś znaleźć- powiedziała i ruszyła w stronę pierwszego sklepu. Po godzinie nadal nic nie miałyśmy. Weszłyśmy do jednego z ostatnich sklepów i doznałam olśnienia.
-Ta- powiedziałam podchodząc do wieszaka. Wcisnęłam ją Emilce do rąk i popchnęłam w stronę przymierzalni. Poszłam za nie chcąc zobaczyć, czy dobrze wybrałam. Wyszła po trzech minutach i wyglądała... Idealnie.
-I jak?- zapytała Emi.
-Świetnie. Jak by była szyta na ciebie- powiedziałam.
-Bierzemy?
-Bierzemy- odpowiedziałam i poczekałam aż Emila się przebierze. Kupiłyśmy sukienkę i poszyłyśmy do ostatniego sklepu. Tym razem, to ja znalazłam dla siebie sukienkę. Ale nie elegancką tylko sportową. Poszłam przymierzyć. Wyszłam z przymierzalni i okręciłam się.
-I jak?- zapytałam Emilkę.
-Idealnie- usłyszałam za sobą głos Filipa.
-Co ty tu robisz?- zapytałam zaskoczona.
-Wyszliśmy z kumplem na pizzę i przy okazji postanowiłem kupić sobie jakąś koszulkę- odpowiedział.
-Okey- uśmiechnęłam się i stanęłam przed lustrem przyglądając się sobie krytycznym wzrokiem.
-Ślicznie się układa- powiedziała Emilka.
-Powinnaś ją kupić- stwierdził Filip i poszedł do kasy.
-Bierzemy?- zapytała tym razem Emilka.
-Bierzemy- uśmiechnęłam się. Kupiłam sukienkę i razem z przyjaciółką wyszłyśmy ze sklepu.
-Idziemy coś zjeść?- zapytała Emi.
-Sałatkę?
-W drogę- poleciła Emilia i razem ruszyłyśmy w stronę restauracji. Kupiłyśmy sobie sałatki i usiadłyśmy przy stoliku aby je zjeść. Cały czas rozmawiałyśmy. Opowiedziałam jej cały wyjazd na Mazury. Po pół godzinie żegnałyśmy się pod galerią i rozchodziłyśmy się, każda do swojego domu. Gdy wyszłam z galerii ktoś zastukał w moje ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam Filipa.
-Winiarski, czy ty mnie śledzisz?- zapytałam.
-Nie. Przypadek. Idziesz do domu?- spytał.
-Tak.
-To chodź- powiedział i poszliśmy do domów. Kiedy już byliśmy koło domu Filip dostał SMS'a od Dagmary, że ma wejść do nas. Kiedy weszliśmy do salonu zastaliśmy widok dość... niecodzienny....
***************
Pojawiam się z kolejnym rozdziałem. Moim zdaniem jest on jednym z najgorszych. Brak weny i problemy robią swoje :). Ale to nie ważne. Ważne jest to, że udało mi się napisać rozdział.
Pozdrawiam Dream <3
piątek, 10 czerwca 2016
Rozdział 15
Kiedy Arek zaczął ciągnąć mnie za rękę, żeby pokazać cały budynek, zadzwonił taty telefon:
-Halo?- odebrał.
-...
-Ale...-...
-Trenerze, ja właśnie na Mazury dojechałem- powiedział tata, a ja, Arek i Paulina spojrzeliśmy na niego zaciekawieni.
-...
-Naprawdę?
-...
-Dziękuję. Odrobię to, zobaczy trener- zaśmiał się i zakończył połączenie.
-Coś się stało?- zapytała Paulina.
-Nie. Tylko Falasca wymyślił, że jednak zrobi dzisiaj trening. Ale mnie nie będzie- powiedział i odtańczył coś w rodzaju 'tańca szczęścia', ale nie jestem pewna, ponieważ wyglądało to troszeczkę dziwnie.
-Leniwiec- mruknęła Paulina i zniknęła, jak zgaduję w kuchni.
-Co??- zawył tata, a Arek pociągnął mnie za rękę.
-No chodź- powiedział, a ja chcąc- nie chcąc musiałam za nim pójść. Arek oprowadził mnie po całym domku i ogrodzie. To miejsce jest naprawdę niesamowite. Chyba tu zostaję. Potem zostaliśmy zawołani przez tatę na obiad. Zjedliśmy we czwórkę i postanowiliśmy pójść na spacer. Włóczyliśmy się po okolicy przez ponad trzy godziny. W międzyczasie byliśmy na lodach i gofrach. Tata zrobił masę zdjęć, a i ja się trochę od niego nauczyłam.
-Masz świetne oko- powiedział oglądając moje prace.
-Dzięki- uśmiechnęłam się. Wróciliśmy do domku, a w drodze powrotnej kupiliśmy jedzenie na ognisko. Po powrocie razem z Pauliną zaszyłam się w kuchni i pomogłam jej w przygotowywaniu jedzenia na kolację, a tata z Arkiem poszli przygotować ognisko. Po około godzinie skończyłyśmy szykowanie jedzenia i usiadłyśmy na tarasie pijąc sok pomarańczowy.
-Wygodnie?- zapytał tata, kiedy usiadł obok nas razem z Arkiem.
-Bardzo- odpowiedziałyśmy z Pauliną jednocześnie i zaczęłyśmy się śmiać.
-Faktycznie. Baaardzo zabawne- powiedział tata.
-Też tak myślę- powiedziała pewnie Paulina po czym po raz kolejny zaczęłyśmy się śmiać.
-Tato, a pójdziemy jutro nad jezioro?- zapytał Arek.
-Jasne, czemu nie. Dobry pomysł- powiedział tata i się uśmiechnął.
-To super. A ja teraz idę się pobawić- powiedział i wszedł do domku, z którego zabrał torbę z zabawkami i rozłożył się w ogrodzie. Siedzieliśmy na dworze i odpoczywaliśmy. Koło dziewiętnastej rozpaliliśmy ognisko i przynieśliśmy jedzenie. W takiej formie zjedliśmy kolację i siedzieliśmy przy ognisku. Koło dziesiątej tata zaniósł Arka do domku, bo ten zasnął mu na rękach. Paulina poszła z nimi. A ja siedziałam wpatrując się w płomienie.
-Będziesz chora- usłyszałam po chwili głos taty i poczułam jak zakłada mi coś na ramiona.
-Dziękuję- odpowiedziałam nie odwracając głowy.
-Coś się stało?- zapytał tata.
-Nie, dlaczego?
-Bo wyglądasz jakby cię coś przybiło- powiedział i usiadł obok mnie, obejmując mnie ramieniem.
-Nie. Tylko tak sobie myślę.
-A o czym, jeśli mogę spytać?- zapytał również patrząc w ogień. Opowiedziałam mu bardzo realny sen z babcią w roli głównej.
-No i dlatego tak siedzę i myślę- zakończyłam, a tata oderwał wzrok od ogniska i spojrzał na mnie. Zrobiłam to samo i z zaciekawieniem czekałam na to, co powie.
-To całkiem możliwe- powiedział i sam się zamyślił.
-Chodźcie do domu, bo się rozchorujecie. Już późno- powiedziała Paulina po dłuższej chwili przerywając ciszę między mną a tatą.
-Już idziemy- powiedział tata. Wstaliśmy jednocześnie. Tata nadal obejmował mnie ramieniem, a po kilku krokach objął również Paulę. Wróciliśmy do domku i rozeszliśmy się do pokoi. Sprawdziłam godzinę i doznałam szoku. Było kilka minut po północy. Szybko się więc przebrałam i poszłam spać.
Obudził mnie dzwonek mojego telefonu.
-Halo?- odebrałam zaspana nie sprawdzając nawet kto dzwoni.
-Kama, nic ci nie jest?!- usłyszałam przerażony głos Filipa.
-Nie?- odpowiedziałam niekoniecznie ogarniając rzeczywistość.-Możesz mi powiedzieć co ty odwalasz? Dzwonisz do mnie w środku nocy i pytasz czy nic mi nie jest. Chłopie, to nie jest normalne. Co ty wyczyniasz?- zapytałam zła.
-Śniło mi się, że ktoś potrącił cię na pasach i że zmarłaś w szpitalu. Wolałem się upewnić- powiedział chłopak, a mnie autentycznie wcięło.
-Spokojnie. Nic mi nie jest. Żyję. Jestem cała i zdrowa. Nic się nie martw- starałam się go uspokoić.
-To świetnie. Dobranoc.
-Dobranoc- odpowiedziałam i zakończyłam połączenie. Położyłam się i próbowałam zasnąć. Morfeusz dość szybko zabrał mnie w swoje objęcia.
Rano obudziłam się koło dziewiątej. Wzięłam telefon do ręki i zauważyłam, że mam wiadomość od Filipa.
Jeszcze raz przepraszam, że Cię obudziłem. Miłych wakacji :*
Odpisałam szybkie:
Nic się nie stało, już Ci mówiłam. Dziękuję i Tobie też :*
Po wysłaniu wiadomości wzięłam ubrania z walizki i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i rozczesałam włosy. Wyszłam z łazienki i swoje kroki skierowałam do kuchni. Zobaczyłam w niej tatę, a nie, tak jak się spodziewałam Paulinę.
-Cześć- powiedziałam z uśmiechem i ukradłam z talerzyka plasterek ogórka.
-Hej. Nie podjadaj- powiedział i machnął ręką odganiając mnie jak natrętną muchę. Zaczęliśmy się śmiać, jednak uspokoiliśmy się po chwili przypominając sobie, że Paula i Arek jeszcze śpią.
-Pomóc ci?- zapytałam.
-Jasne. Zajmij się krojeniem pomidora- powiedział i wręczył mi nóż. Kiedy skończyłam kroić zaczęłam układać wszystko na talerzu.
-To ja idę zawołać te dwa śpiochy- poinformował mnie po chwili tata.
-To ja zaleję kawę i herbatę- stwierdziłam, kiedy woda się zagotowała. Tata pokiwał głową i zniknął na schodach. Zalałam kawę taty i dwie herbaty, moją i Pauliny. Postawiłam je na stole, gdzie czekało już całe śniadanie. Po chwili w kuchni siedzieliśmy już całą czwórką. Zjedliśmy śniadanie. Paulina poszła na górę się ubrać, a tata poszedł razem z Arkiem, żeby mu pomóc. Ja usiadłam na tarasie i wystawiłam twarz do słońca. Siedziałam tak dłuższą chwilę, kiedy usłyszałam głos Pauli:
-Gotowa?
-Na co?- zapytałam lekko zaskoczona.
-No mieliśmy iść nad jezioro, Słońce, zapomniałaś?- zaśmiała się.
-Faktycznie- powiedziałam.- Kompletnie zapomniałam.
-To idź się przygotuj i idziemy.
-Dobra- powiedziałam z uśmiechem i poszłam się przebrać. Kilka minut później gotowa schodziłam na dół. W torbie miałam byle jak wrzuconych kilka rzeczy. Na dole Paulina czekała na Arka i tatę, którzy pakowali zabawki, ponieważ mięli w planach budowę ogromnego zamku. Kiedy wreszcie zabrali wszystko, co będzie im potrzebne mogliśmy iść. Droga pieszo zajęła nam jakieś dziesięć minut. Rozłożyliśmy się na plaży w cieniu, a tata z Arkiem od razu pobiegli do wody. Ja i Paula położyłyśmy się na kocu i zaczęłyśmy rozmawiać.
-Myśleliście już nad imieniem?- zapytałam w pewnym momencie.
-Nie- odpowiedziała i pogłaskała się po już naprawdę pokaźnym brzuchu.- Czekamy aż się urodzi. Najważniejsze jest, żeby było zdrowe.
-Masz rację. Też tak uważam- powiedziałam i się uśmiechnęłam. Siedziałyśmy tak i rozmawiałyśmy, kiedy Arek i tata przyszli i położyli się obok nas.
-Macie już dość wody?- zapytała Paulina.
-Na razie tak- powiedział tata.- Teraz bynajmniej się nie nudzisz- stwierdził, a ja i Paula spojrzałyśmy na niego nie rozumiejąc.
-Możesz mi tak jakoś jaśniej to powtórzyć?- zapytała brunetka, a ja tylko pokiwałam głową. Tata westchnął i powiedział:
-Zawsze jak siedziałaś sama, to ci się nudziło, a teraz masz towarzystwo.
-Aaa... Teraz rozumiem o co ci chodziło- stwierdziła Paulina.
-Tato pójdziemy na lody?- zapytał Arek.
-Jasne. Chcecie też?- zapytał patrząc na nas.
-Tak. Ja poproszę śmietankowego, a ty Kamila?- spytała Paula.
-Truskawkowego- powiedziałam i położyłam się na kocu. Czekałyśmy z Pauliną na lody. Kiedy tata i Arek w końcu przyszli z deserem, całą czwórką rozsiedliśmy się na kocu.
-A tak właściwie, to z jakim wynikiem skończyłaś gimnazjum?- zapytał nagle tata.
-Właśnie. Rozmawialiśmy o osiągnięciach sportowych, ale o nauce nie- dodała Paulina.
-Miałam średnią 5,10 i wzorowe zachowanie- powiedziałam z szerokim uśmiechem.
-Naprawdę?- zapytał zszokowany tata.
-Tak- potwierdziłam.
-No to moje gratulacje- powiedział tata i mnie przytulił.
-Dzięki- powiedziałam i odwzajemniłam uścisk. Siedzieliśmy na plaży do trzynastej. W międzyczasie tata i Arek zbudowali trzy zamki z fosą. Po powrocie do domku przebraliśmy się, zostawiliśmy niepotrzebne rzeczy i poszliśmy na obiad. Postanowiliśmy zjeść w małej, przytulnej knajpce z widokiem na jezioro. Tata i Arek zamówili dużą pizzę na spółkę, a ja i Paula po tortilli. Natomiast na deser wszyscy wybraliśmy deser lodowy. Po obiedzie tata uregulował rachunek i poszliśmy na spacer. Zabrałam tacie aparat i zaczęłam robić zdjęcia. Niektóre ujęcia bardzo mi się podobały. W pewnej chwili Arek zaczął pozować, więc to jemu zaczęłam robić zdjęcia. Po chwili młody wciągnął w to także rodziców i zrobiłam im naprawdę wspaniałą sesję zdjęciową. Potem tata zabrał mi aparat i to on zaczął robić nam zdjęcia. Na końcu to Arek postanowił pobawić się w fotografa, więc razem z tatą robił zdjęcia, a ja i Paula pozowałyśmy. Kiedy wróciliśmy do domku było koło godziny dziewiętnastej. Zrobiłyśmy z Pauliną kolację i postanowiliśmy ją zjeść na tarasie. Potem usiedliśmy w salonie i zaczęliśmy oglądać jakąś bajkę. Nie mam pojęcia o czym była, ponieważ zasnęłam. Obudziłam się nagle czując, że unoszę się w powietrzu. Otworzyłam gwałtownie oczy i zobaczyłam twarz taty.
-Co robisz?- zapytałam zaspanym głosem.
-Zasnęłaś tak samo jak Arek. Jego już zaniosłem- powiedział wchodząc po schodach.
-Dobrze. Teraz możesz mnie postawić, trafię sama.
-Oj, cicho- zaśmiał się i zaniósł mnie do pokoju. Położył mnie ostrożnie na łóżku i pocałował w czoło.
-Dobranoc- wyszeptałam.
-Dobranoc- odpowiedział również szeptem i wstał. Kiedy był już przy drzwiach i trzymał klamkę gwałtownie się zatrzymał. Odwrócił się w moją stronę i podszedł siadając na brzegu mojego łóżka.
-Coś się stało?- zapytałam.
-Nie. Chciałem ci tylko powiedzieć. Tak, żebyś wiedziała......
*******************
W końcu coś dodaję. Przepraszam Was bardzo za obsuwę czasową, ale jakoś nie mogłam z siebie wyrzucić tego rozdziału. Jak myślicie- co Mariusz chce powiedzieć Kamili?
Pozdrawiam, Dream :*
P.S. Obiecuję, że następny będzie dłuższy. <3
-Halo?- odebrał.
-...
-Ale...-...
-Trenerze, ja właśnie na Mazury dojechałem- powiedział tata, a ja, Arek i Paulina spojrzeliśmy na niego zaciekawieni.
-...
-Naprawdę?
-...
-Dziękuję. Odrobię to, zobaczy trener- zaśmiał się i zakończył połączenie.
-Coś się stało?- zapytała Paulina.
-Nie. Tylko Falasca wymyślił, że jednak zrobi dzisiaj trening. Ale mnie nie będzie- powiedział i odtańczył coś w rodzaju 'tańca szczęścia', ale nie jestem pewna, ponieważ wyglądało to troszeczkę dziwnie.
-Leniwiec- mruknęła Paulina i zniknęła, jak zgaduję w kuchni.
-Co??- zawył tata, a Arek pociągnął mnie za rękę.
-No chodź- powiedział, a ja chcąc- nie chcąc musiałam za nim pójść. Arek oprowadził mnie po całym domku i ogrodzie. To miejsce jest naprawdę niesamowite. Chyba tu zostaję. Potem zostaliśmy zawołani przez tatę na obiad. Zjedliśmy we czwórkę i postanowiliśmy pójść na spacer. Włóczyliśmy się po okolicy przez ponad trzy godziny. W międzyczasie byliśmy na lodach i gofrach. Tata zrobił masę zdjęć, a i ja się trochę od niego nauczyłam.
-Masz świetne oko- powiedział oglądając moje prace.
-Dzięki- uśmiechnęłam się. Wróciliśmy do domku, a w drodze powrotnej kupiliśmy jedzenie na ognisko. Po powrocie razem z Pauliną zaszyłam się w kuchni i pomogłam jej w przygotowywaniu jedzenia na kolację, a tata z Arkiem poszli przygotować ognisko. Po około godzinie skończyłyśmy szykowanie jedzenia i usiadłyśmy na tarasie pijąc sok pomarańczowy.
-Wygodnie?- zapytał tata, kiedy usiadł obok nas razem z Arkiem.
-Bardzo- odpowiedziałyśmy z Pauliną jednocześnie i zaczęłyśmy się śmiać.
-Faktycznie. Baaardzo zabawne- powiedział tata.
-Też tak myślę- powiedziała pewnie Paulina po czym po raz kolejny zaczęłyśmy się śmiać.
-Tato, a pójdziemy jutro nad jezioro?- zapytał Arek.
-Jasne, czemu nie. Dobry pomysł- powiedział tata i się uśmiechnął.
-To super. A ja teraz idę się pobawić- powiedział i wszedł do domku, z którego zabrał torbę z zabawkami i rozłożył się w ogrodzie. Siedzieliśmy na dworze i odpoczywaliśmy. Koło dziewiętnastej rozpaliliśmy ognisko i przynieśliśmy jedzenie. W takiej formie zjedliśmy kolację i siedzieliśmy przy ognisku. Koło dziesiątej tata zaniósł Arka do domku, bo ten zasnął mu na rękach. Paulina poszła z nimi. A ja siedziałam wpatrując się w płomienie.
-Będziesz chora- usłyszałam po chwili głos taty i poczułam jak zakłada mi coś na ramiona.
-Dziękuję- odpowiedziałam nie odwracając głowy.
-Coś się stało?- zapytał tata.
-Nie, dlaczego?
-Bo wyglądasz jakby cię coś przybiło- powiedział i usiadł obok mnie, obejmując mnie ramieniem.
-Nie. Tylko tak sobie myślę.
-A o czym, jeśli mogę spytać?- zapytał również patrząc w ogień. Opowiedziałam mu bardzo realny sen z babcią w roli głównej.
-No i dlatego tak siedzę i myślę- zakończyłam, a tata oderwał wzrok od ogniska i spojrzał na mnie. Zrobiłam to samo i z zaciekawieniem czekałam na to, co powie.
-To całkiem możliwe- powiedział i sam się zamyślił.
-Chodźcie do domu, bo się rozchorujecie. Już późno- powiedziała Paulina po dłuższej chwili przerywając ciszę między mną a tatą.
-Już idziemy- powiedział tata. Wstaliśmy jednocześnie. Tata nadal obejmował mnie ramieniem, a po kilku krokach objął również Paulę. Wróciliśmy do domku i rozeszliśmy się do pokoi. Sprawdziłam godzinę i doznałam szoku. Było kilka minut po północy. Szybko się więc przebrałam i poszłam spać.
Obudził mnie dzwonek mojego telefonu.
-Halo?- odebrałam zaspana nie sprawdzając nawet kto dzwoni.
-Kama, nic ci nie jest?!- usłyszałam przerażony głos Filipa.
-Nie?- odpowiedziałam niekoniecznie ogarniając rzeczywistość.-Możesz mi powiedzieć co ty odwalasz? Dzwonisz do mnie w środku nocy i pytasz czy nic mi nie jest. Chłopie, to nie jest normalne. Co ty wyczyniasz?- zapytałam zła.
-Śniło mi się, że ktoś potrącił cię na pasach i że zmarłaś w szpitalu. Wolałem się upewnić- powiedział chłopak, a mnie autentycznie wcięło.
-Spokojnie. Nic mi nie jest. Żyję. Jestem cała i zdrowa. Nic się nie martw- starałam się go uspokoić.
-To świetnie. Dobranoc.
-Dobranoc- odpowiedziałam i zakończyłam połączenie. Położyłam się i próbowałam zasnąć. Morfeusz dość szybko zabrał mnie w swoje objęcia.
Rano obudziłam się koło dziewiątej. Wzięłam telefon do ręki i zauważyłam, że mam wiadomość od Filipa.
Jeszcze raz przepraszam, że Cię obudziłem. Miłych wakacji :*
Odpisałam szybkie:
Nic się nie stało, już Ci mówiłam. Dziękuję i Tobie też :*
Po wysłaniu wiadomości wzięłam ubrania z walizki i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i rozczesałam włosy. Wyszłam z łazienki i swoje kroki skierowałam do kuchni. Zobaczyłam w niej tatę, a nie, tak jak się spodziewałam Paulinę.
-Cześć- powiedziałam z uśmiechem i ukradłam z talerzyka plasterek ogórka.
-Hej. Nie podjadaj- powiedział i machnął ręką odganiając mnie jak natrętną muchę. Zaczęliśmy się śmiać, jednak uspokoiliśmy się po chwili przypominając sobie, że Paula i Arek jeszcze śpią.
-Pomóc ci?- zapytałam.
-Jasne. Zajmij się krojeniem pomidora- powiedział i wręczył mi nóż. Kiedy skończyłam kroić zaczęłam układać wszystko na talerzu.
-To ja idę zawołać te dwa śpiochy- poinformował mnie po chwili tata.
-To ja zaleję kawę i herbatę- stwierdziłam, kiedy woda się zagotowała. Tata pokiwał głową i zniknął na schodach. Zalałam kawę taty i dwie herbaty, moją i Pauliny. Postawiłam je na stole, gdzie czekało już całe śniadanie. Po chwili w kuchni siedzieliśmy już całą czwórką. Zjedliśmy śniadanie. Paulina poszła na górę się ubrać, a tata poszedł razem z Arkiem, żeby mu pomóc. Ja usiadłam na tarasie i wystawiłam twarz do słońca. Siedziałam tak dłuższą chwilę, kiedy usłyszałam głos Pauli:
-Gotowa?
-Na co?- zapytałam lekko zaskoczona.
-No mieliśmy iść nad jezioro, Słońce, zapomniałaś?- zaśmiała się.
-Faktycznie- powiedziałam.- Kompletnie zapomniałam.
-To idź się przygotuj i idziemy.
-Dobra- powiedziałam z uśmiechem i poszłam się przebrać. Kilka minut później gotowa schodziłam na dół. W torbie miałam byle jak wrzuconych kilka rzeczy. Na dole Paulina czekała na Arka i tatę, którzy pakowali zabawki, ponieważ mięli w planach budowę ogromnego zamku. Kiedy wreszcie zabrali wszystko, co będzie im potrzebne mogliśmy iść. Droga pieszo zajęła nam jakieś dziesięć minut. Rozłożyliśmy się na plaży w cieniu, a tata z Arkiem od razu pobiegli do wody. Ja i Paula położyłyśmy się na kocu i zaczęłyśmy rozmawiać.
-Myśleliście już nad imieniem?- zapytałam w pewnym momencie.
-Nie- odpowiedziała i pogłaskała się po już naprawdę pokaźnym brzuchu.- Czekamy aż się urodzi. Najważniejsze jest, żeby było zdrowe.
-Masz rację. Też tak uważam- powiedziałam i się uśmiechnęłam. Siedziałyśmy tak i rozmawiałyśmy, kiedy Arek i tata przyszli i położyli się obok nas.
-Macie już dość wody?- zapytała Paulina.
-Na razie tak- powiedział tata.- Teraz bynajmniej się nie nudzisz- stwierdził, a ja i Paula spojrzałyśmy na niego nie rozumiejąc.
-Możesz mi tak jakoś jaśniej to powtórzyć?- zapytała brunetka, a ja tylko pokiwałam głową. Tata westchnął i powiedział:
-Zawsze jak siedziałaś sama, to ci się nudziło, a teraz masz towarzystwo.
-Aaa... Teraz rozumiem o co ci chodziło- stwierdziła Paulina.
-Tato pójdziemy na lody?- zapytał Arek.
-Jasne. Chcecie też?- zapytał patrząc na nas.
-Tak. Ja poproszę śmietankowego, a ty Kamila?- spytała Paula.
-Truskawkowego- powiedziałam i położyłam się na kocu. Czekałyśmy z Pauliną na lody. Kiedy tata i Arek w końcu przyszli z deserem, całą czwórką rozsiedliśmy się na kocu.
-A tak właściwie, to z jakim wynikiem skończyłaś gimnazjum?- zapytał nagle tata.
-Właśnie. Rozmawialiśmy o osiągnięciach sportowych, ale o nauce nie- dodała Paulina.
-Miałam średnią 5,10 i wzorowe zachowanie- powiedziałam z szerokim uśmiechem.
-Naprawdę?- zapytał zszokowany tata.
-Tak- potwierdziłam.
-No to moje gratulacje- powiedział tata i mnie przytulił.
-Dzięki- powiedziałam i odwzajemniłam uścisk. Siedzieliśmy na plaży do trzynastej. W międzyczasie tata i Arek zbudowali trzy zamki z fosą. Po powrocie do domku przebraliśmy się, zostawiliśmy niepotrzebne rzeczy i poszliśmy na obiad. Postanowiliśmy zjeść w małej, przytulnej knajpce z widokiem na jezioro. Tata i Arek zamówili dużą pizzę na spółkę, a ja i Paula po tortilli. Natomiast na deser wszyscy wybraliśmy deser lodowy. Po obiedzie tata uregulował rachunek i poszliśmy na spacer. Zabrałam tacie aparat i zaczęłam robić zdjęcia. Niektóre ujęcia bardzo mi się podobały. W pewnej chwili Arek zaczął pozować, więc to jemu zaczęłam robić zdjęcia. Po chwili młody wciągnął w to także rodziców i zrobiłam im naprawdę wspaniałą sesję zdjęciową. Potem tata zabrał mi aparat i to on zaczął robić nam zdjęcia. Na końcu to Arek postanowił pobawić się w fotografa, więc razem z tatą robił zdjęcia, a ja i Paula pozowałyśmy. Kiedy wróciliśmy do domku było koło godziny dziewiętnastej. Zrobiłyśmy z Pauliną kolację i postanowiliśmy ją zjeść na tarasie. Potem usiedliśmy w salonie i zaczęliśmy oglądać jakąś bajkę. Nie mam pojęcia o czym była, ponieważ zasnęłam. Obudziłam się nagle czując, że unoszę się w powietrzu. Otworzyłam gwałtownie oczy i zobaczyłam twarz taty.
-Co robisz?- zapytałam zaspanym głosem.
-Zasnęłaś tak samo jak Arek. Jego już zaniosłem- powiedział wchodząc po schodach.
-Dobrze. Teraz możesz mnie postawić, trafię sama.
-Oj, cicho- zaśmiał się i zaniósł mnie do pokoju. Położył mnie ostrożnie na łóżku i pocałował w czoło.
-Dobranoc- wyszeptałam.
-Dobranoc- odpowiedział również szeptem i wstał. Kiedy był już przy drzwiach i trzymał klamkę gwałtownie się zatrzymał. Odwrócił się w moją stronę i podszedł siadając na brzegu mojego łóżka.
-Coś się stało?- zapytałam.
-Nie. Chciałem ci tylko powiedzieć. Tak, żebyś wiedziała......
*******************
W końcu coś dodaję. Przepraszam Was bardzo za obsuwę czasową, ale jakoś nie mogłam z siebie wyrzucić tego rozdziału. Jak myślicie- co Mariusz chce powiedzieć Kamili?
Pozdrawiam, Dream :*
P.S. Obiecuję, że następny będzie dłuższy. <3
sobota, 28 maja 2016
Rozdział 14
W domu usiedliśmy na tarasie, a tata powiedział:
-Mam dla was niespodziankę.....- razem z Pauliną spojrzałyśmy na niego zaciekawione.
-Olśnij nas- poprosiła brunetka.
-Kamila, kiedy zaczynasz treningi?- zapytał tata.
-Teraz do końca wakacji mam jeszcze luz, a potem pierwszego po południu- odpowiedziałam.
-Świetnie. Ja też mam teraz wolne trzy dni, więc może zrobimy sobie małą wycieczkę?
-Co masz na myśli mówiąc 'małą'?- zapytała Paula.
-Możemy pojechać do moich rodziców albo do domku na Mazury- powiedział i szeroko się uśmiechnął.
-Całkiem niezły pomysł- powiedziała Paulina.- A co na to twoi rodzice?
-Na pewno się ucieszą- powiedział pewnie.- Co ty na to Kamila?
-W sumie, to nie taki zły pomysł. Nigdy jeszcze nie byłam w Wieluniu, co jest dość dziwne, bo mama tam się urodziła i wychowała- stwierdziłam zamyślona.
-Twój tata też- zaśmiał się tata, na co razem z Pauliną mu zawtórowałyśmy.
-No to zadzwonię do rodziców- powiedział tata i sięgnął po telefon.-No cześć mamo.
-...
-Słuchaj, moglibyśmy wpaść? Mamy wolne do końca tygodnia, więc pomyśleliśmy...
-...
-Aha, no okej. Rozumiem.
-...
-Pewnie, że tak. Do zobaczenia- powiedział i zakończył połączenie.- Nie da rady. Pojechali do Ali do Gdańska i wracają w przyszłym tygodniu.
-A te Mazury?- zapytała Paula.
-Zadzwonię- stwierdził tata i wybrał kolejny numer- Dzień dobry.
-...
-Z tej strony Mariusz Wlazły. Chciałem pana zapytać, czy ten domek, który wynajmowaliśmy w zeszłym roku jest wolny.
-...
-Tak? To świetnie. A czy byłaby możliwość, żebyśmy jutro przed południem dostali klucze?
-...
-Na trzy dni.
-...
-Świetnie. Do widzenia- powiedział i zakończył połączenie.- Jedziemy.
-No to super. O której wyjedziemy?- zapytała Paulina.
-Myślę, że koło ósmej. Wtedy koło południa bylibyśmy na miejscu.
-No dobrze. Zapytamy jeszcze Arka czy chce jechać. Arek!- zawołała.
-Tak mamo?- zapytał gramoląc się na kolana taty.
-Masz ochotę jechać z nami na Mazury do tego domku co ostatnio?- zapytała Paulina.
-No pewnie, że tak! Tam było super! Kiedy jedziemy?
-Jutro rano i zostajemy do końca wakacji- odpowiedział tata.
-To musimy się spakować! No chodźcie!- krzyknął i ruszył do domu.
-Chyba ma rację- powiedziała Paulina i również wstała. Razem z tatą zrobiliśmy to samo i każdy poszedł się spakować. Wzięłam moją torbę treningową i zaczęłam kolejno pakować do niej wszystkie rzeczy. Po pół godzinie byłam już spakowana i gotowa do drogi. Poszłam sprawdzić, jak radzi sobie Paulina.
-Może coś ci pomóc?- zapytałam, gdy widziałam ją siedzącą na łóżku i gładzącą się po sporym już brzuchu.
-Mogłabyś zapakować do tej torby te wszystkie rzeczy? Ja muszę odpocząć.
-Nie ma sprawy, kładź się- powiedziałam i zaczęłam układać w walizce starannie złożone ubrania.
-Dziękuję ci bardzo- powiedziała Paulina i się uśmiechnęła.
-Nie ma problemu. Ja jestem już spakowana, a tutaj zaraz skończę- powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech. Potem zjedliśmy kolację, umyłam się i położyłam spać wcześniej nastawiając budzik na siódmą rano.
-Kamila wstawaj!- usłyszałam głos babci.
-Już, już- powiedziałam.
-Musimy porozmawiać- powiedziała i usiadła na łóżku.
-Tak? O co chodzi?- zapytałam i rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym byłyśmy. Był to mój obecny pokój. W domu taty i Pauliny.
-Pozwolono mi do ciebie przyjść, owszem tylko na chwilę, ale to nie ważne. Mamy mało czasu.
-Ale o co chodzi?- zapytałam nic nie rozumiejąc.
-Chcę ci wyjaśnić kilka rzeczy. Po pierwsze sprzedaj mieszkanie. Nie będzie ci ono potrzebne. Zabierz z niego wszystkie rzeczy, które są lub będą ci potrzebne. Resztę moich ubrań oddaj potrzebującym. Większość już oddałam, ale jeszcze trochę zostało.
-Dobrze- powiedziałam nadal lekko zszokowana, ale starałam się wszystko zapamiętać.
-Pieniądze wpłacicie na osobne konto, gdzie będą leżeć i czekać, aż ci się przydadzą- powiedziała, a ja pokiwałam głową.
-Babciu...- zaczęłam.
-Tak kochanie?
-Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, że jesteś chora?
-Kochanie, nie mogłam, nie potrafiłam złamać ci serca. Jesteś dla mnie najważniejsza i to właśnie dlatego- powiedziała i ciepło się uśmiechnęła.
-Dobrze- szepnęłam, a po moim policzku spłynęła łza.
-Nie płacz kochanie. Proszę- otarła moją łzę i odezwała się- I ostatnia najważniejsza rzecz. Trenuj. Tak jak do tej pory. Nie odpuszczaj. Zajdziesz daleko. Zobaczysz kochanie. Spotka cię wiele rzeczy, których nawet się nie spodziewasz- powiedziała i zniknęła.
Obudziłam się ze łzami na policzkach i zaczęłam głęboko oddychać. Złapałam telefon i sprawdziłam godzinę. Na wyświetlaczu widniała 05:58. No ładnie. Już nie zasnę. Szybko podjęłam decyzję, co zrobię. Wyciągnęłam z szafy dres, luźną koszulkę i buty do biegania. Ubrałam się złapałam telefon i słuchawki, włączyłam playlistę do biegania i zeszłam na dół. Na stole w kuchni zostawiłam kartkę zawierającą krótką wiadomość: "Idę pobiegać. Wrócę przed siódmą, Kamila". Zabrałam jeszcze z portfela w torbie pieniądze oraz klucze od domu i zamykając go wcześniej za sobą ruszyłam do parku. Tam po zrobieniu kilku okrążeń usiadłam na ławce i schowałam twarz w dłonie. Cały czas miałam w głowie słowa babci "Spotka cię wiele rzeczy. których nawet się nie spodziewasz". Co miała na myśli? I czy dobrych czy złych rzeczy? Zbyt wiele pytań. Przebiegłam więc jeszcze cztery kółka i potruchtałam do cukierni. Tam kupiłam bułki na śniadanie oraz pączki, ponieważ wyglądały tak smacznie, że nie mogłam ich tam zostawić. Tak obładowana ruszyłam do domu. Wedle planu wróciłam z biegania dziesięć minut przed siódmą. Zaniosłam zakupy do kuchni, gdzie siedziała Paulina.
-Cześć- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Hej- odpowiedziała.- Jak się biegało?
-Super. Świetna pogoda na bieganie. Mam bułki i pączki- pokazałam z uśmiechem dwie siatki.
-O jejku, pączki. Świetnie. Chyba w myślach mi czytasz, bo cały czas mam ochotę na pączka- zaśmiała się, a ja razem z nią.
-To smacznego- powiedziałam.
-A dziękuję- powiedziała.
-Dobra, ja idę wziąć prysznic- powiedziałam i weszłam schodami na górę. Zabrałam z pokoju rzeczy na przebranie, które odłożyłam już wczoraj. Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i rozczesałam włosy zostawiając je rozpuszczone. Przeciągnęłam rzęsy tuszem idealnie je wydłużając i zeszłam na dół, gdzie Paulina kończyła przygotowywanie śniadania.
-Zawołasz Arka i tatę?- zapytała.
-Jasne, już idę- powiedziałam i poszłam obudzić najpierw tatę.- Tato- szturnęłam go w ramię.
-Tak?- zapytał zaspanym głosem.
-Chodź na śniadanie- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Już idę- odwzajemnił mój uśmiech i wstał. Miałam już wychodzić, ale mój wzrok zatrzymał się na pewnym przedmiocie....
-To z Mistrzostw?- zapytałam podchodząc do medalu.
-Tak. Moje największe osiągnięcie- powiedział i podał mi przedmiot. Obejrzałam go z uśmiechem na ustach i oddałam tacie.
-Jest wspaniały.
-Oj, tak- powiedział, a na jego ustach cały czas gościł szeroki uśmiech.
-Idę obudzić Arka- powiedziałam i wyszłam. Otworzyłam drzwi do pokoju blondynka i uśmiechnęłam się widząc małego aniołka słodko śpiącego w rozkopanej pościeli.- Wstawaj Smyku- powiedziałam siadając na brzegu jego łóżka i lekko trzęsąc jego ramieniem.
-Już?- zapytał przecierając oczy.
-No niestety, ale mam dobrą wiadomość- powiedziałam.
-Jaką?
-Na stole czekają kakao, pączki, bułki i wiele innych przysmaków- powiedziałam.
-No, jak tak, to idę- powiedział i zszedł ze mną do kuchni.
-Mogę wiedzieć skąd po siódmej rano mamy pączki i bułki?- zapytał tata siadając przy stole.
-Byłam rano pobiegać i kupiłam- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Jak tak, to spoko- zaśmiał się tata. Po pół godzinie całą czwórką zwarci i gotowi jechaliśmy idealnymi Polskimi drogami. Koło dziewiątej dostałam SMS'a od Emilki o treści:
Może jakieś małe zakupy albo spacerek?
Odpisałam szybko:
Odpada. Jestem właśnie w drodze na Mazury razem z tatą, Pauliną i Arkiem. Zostajemy do końca wakacji, więc zakupy i spacer musimy przełożyć na inny termin.
Chwilę później dostałam odpowiedź:
Baw się dobrze. To wszystko jeszcze zdążymy nadrobić, buziaki :*
Pisałam jeszcze przez chwilę z przyjaciółką, a potem zajęłam się śpiewaniem razem ze wszystkimi radiowych hitów. Koło dziesiątej razem z Arkiem zasnęliśmy na tylnych siedzeniach samochodu. Obudził mnie dźwięk aparatu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam tatę, który siedział mocno wykręcony i robił nam zdjęcia.
-Mogę wiedzieć co robisz?- zapytałam lekko zaspana.
-Zdjęcia. Zobacz jak słodko wyglądacie- powiedział i podał mi lustrzankę. Spojrzałam na zdjęcia, które zrobił i pokiwałam głową z uśmiechem.
-No całkiem nieźle.
-Wiem- wypiął dumnie pierś do przodu.
-A właściwie to dlaczego stoimy?- zapytałam oddając mu aparat.
-Bo chciałem wam zrobić zdjęcie, a Paulina musiała iść do toalety. Takie uroki bycia kobietą w ciąży- zaśmiał się, a ja razem z nim.
-Daleko jeszcze?- zapytałam.
-Niecała godzina drogi.
-W takim razie też idę do toalety- powiedziałam i wysiadłam z samochodu. Staliśmy na stacji benzynowej. Spokojnym krokiem ruszyłam do środka. Załatwiłam swoją potrzebę, a kiedy wyszłam Paulina akurat myła ręce.
-Witam, witam- powiedziałam.
-A witam- odpowiedziała i obie wybuchnęłyśmy śmiechem.- Może weźmiemy jakieś ciastka, co?- zapytała, kiedy wychodziłyśmy.
-W sumie czemu nie- odpowiedziałam i razem z brunetką poszłam wybrać smak ciastek. Po chwili zdecydowałyśmy się na czekoladowe. Paulina poszła do kasy zapłacić, a ja poczekałam na nią po czym obie wyszłyśmy ze sklepu i wróciłyśmy do samochodu.
-No nareszcie, co tak długo?- zapytał tata, kiedy nas zobaczył.
-Musiałyśmy przypudrować nosek- powiedziałam.
-I kuić ciastka- uzupełniła moją wypowiedź Paulina.
-Ciastka?- zapytał tata z błyskiem w oku.
-Tak- powiedziała Paulina i otworzyła paczkę.
-Co robicie?- zapytał Arek, który właśnie się obudził.
-Jemy ciastka- powiedziała Paulina i podała nam paczkę.
-Dobra, jedziemy, bo noc nas zastanie- powiedział tata i ruszył w dalszą drogę. Godzinę później byliśmy już na Mazurach w dość znanej miejscowości- Mikołajkach. Odebraliśmy klucz od domku i weszliśmy do środka. Kiedy Arek zaczął ciągnąć mnie za rękę, żeby pokazać cały budynek, zadzwonił taty telefon:
-Halo?- odebrał.
-...
-Ale...
***********************************
Jestem! Wróciłam! Żyję! Mam nadzieję, że ktoś czekał, ponieważ rozdział jest wyciśnięty siłą. Osobiście uważam, że jest to najgorszy ze wszystkich dotychczasowych rozdziałów.
Za obsuwę czasową przepraszam, ale kompletnie nie miałam pomysłu. Do tego dochodzą jeszcze sprawy prywatne, więc....
Ale mam teżdobrą (nie dla wszystkich) wiadomość- decyzja zapadła *fanfary* jeżeli tylko wyliżę się z ocenami *fanfary* to w wakacje *fanfary* powstanie drugi blog.
To chyba tyle z informacji. Z następnym postaram się nie spóźnić, ale nic nie obiecuję.
Pozdrawiam, Dream :*
P.S. Proszę o oddawanie głosów w ankiecie. :*
-Mam dla was niespodziankę.....- razem z Pauliną spojrzałyśmy na niego zaciekawione.
-Olśnij nas- poprosiła brunetka.
-Kamila, kiedy zaczynasz treningi?- zapytał tata.
-Teraz do końca wakacji mam jeszcze luz, a potem pierwszego po południu- odpowiedziałam.
-Świetnie. Ja też mam teraz wolne trzy dni, więc może zrobimy sobie małą wycieczkę?
-Co masz na myśli mówiąc 'małą'?- zapytała Paula.
-Możemy pojechać do moich rodziców albo do domku na Mazury- powiedział i szeroko się uśmiechnął.
-Całkiem niezły pomysł- powiedziała Paulina.- A co na to twoi rodzice?
-Na pewno się ucieszą- powiedział pewnie.- Co ty na to Kamila?
-W sumie, to nie taki zły pomysł. Nigdy jeszcze nie byłam w Wieluniu, co jest dość dziwne, bo mama tam się urodziła i wychowała- stwierdziłam zamyślona.
-Twój tata też- zaśmiał się tata, na co razem z Pauliną mu zawtórowałyśmy.
-No to zadzwonię do rodziców- powiedział tata i sięgnął po telefon.-No cześć mamo.
-...
-Słuchaj, moglibyśmy wpaść? Mamy wolne do końca tygodnia, więc pomyśleliśmy...
-...
-Aha, no okej. Rozumiem.
-...
-Pewnie, że tak. Do zobaczenia- powiedział i zakończył połączenie.- Nie da rady. Pojechali do Ali do Gdańska i wracają w przyszłym tygodniu.
-A te Mazury?- zapytała Paula.
-Zadzwonię- stwierdził tata i wybrał kolejny numer- Dzień dobry.
-...
-Z tej strony Mariusz Wlazły. Chciałem pana zapytać, czy ten domek, który wynajmowaliśmy w zeszłym roku jest wolny.
-...
-Tak? To świetnie. A czy byłaby możliwość, żebyśmy jutro przed południem dostali klucze?
-...
-Na trzy dni.
-...
-Świetnie. Do widzenia- powiedział i zakończył połączenie.- Jedziemy.
-No to super. O której wyjedziemy?- zapytała Paulina.
-Myślę, że koło ósmej. Wtedy koło południa bylibyśmy na miejscu.
-No dobrze. Zapytamy jeszcze Arka czy chce jechać. Arek!- zawołała.
-Tak mamo?- zapytał gramoląc się na kolana taty.
-Masz ochotę jechać z nami na Mazury do tego domku co ostatnio?- zapytała Paulina.
-No pewnie, że tak! Tam było super! Kiedy jedziemy?
-Jutro rano i zostajemy do końca wakacji- odpowiedział tata.
-To musimy się spakować! No chodźcie!- krzyknął i ruszył do domu.
-Chyba ma rację- powiedziała Paulina i również wstała. Razem z tatą zrobiliśmy to samo i każdy poszedł się spakować. Wzięłam moją torbę treningową i zaczęłam kolejno pakować do niej wszystkie rzeczy. Po pół godzinie byłam już spakowana i gotowa do drogi. Poszłam sprawdzić, jak radzi sobie Paulina.
-Może coś ci pomóc?- zapytałam, gdy widziałam ją siedzącą na łóżku i gładzącą się po sporym już brzuchu.
-Mogłabyś zapakować do tej torby te wszystkie rzeczy? Ja muszę odpocząć.
-Nie ma sprawy, kładź się- powiedziałam i zaczęłam układać w walizce starannie złożone ubrania.
-Dziękuję ci bardzo- powiedziała Paulina i się uśmiechnęła.
-Nie ma problemu. Ja jestem już spakowana, a tutaj zaraz skończę- powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech. Potem zjedliśmy kolację, umyłam się i położyłam spać wcześniej nastawiając budzik na siódmą rano.
-Kamila wstawaj!- usłyszałam głos babci.
-Już, już- powiedziałam.
-Musimy porozmawiać- powiedziała i usiadła na łóżku.
-Tak? O co chodzi?- zapytałam i rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym byłyśmy. Był to mój obecny pokój. W domu taty i Pauliny.
-Pozwolono mi do ciebie przyjść, owszem tylko na chwilę, ale to nie ważne. Mamy mało czasu.
-Ale o co chodzi?- zapytałam nic nie rozumiejąc.
-Chcę ci wyjaśnić kilka rzeczy. Po pierwsze sprzedaj mieszkanie. Nie będzie ci ono potrzebne. Zabierz z niego wszystkie rzeczy, które są lub będą ci potrzebne. Resztę moich ubrań oddaj potrzebującym. Większość już oddałam, ale jeszcze trochę zostało.
-Dobrze- powiedziałam nadal lekko zszokowana, ale starałam się wszystko zapamiętać.
-Pieniądze wpłacicie na osobne konto, gdzie będą leżeć i czekać, aż ci się przydadzą- powiedziała, a ja pokiwałam głową.
-Babciu...- zaczęłam.
-Tak kochanie?
-Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, że jesteś chora?
-Kochanie, nie mogłam, nie potrafiłam złamać ci serca. Jesteś dla mnie najważniejsza i to właśnie dlatego- powiedziała i ciepło się uśmiechnęła.
-Dobrze- szepnęłam, a po moim policzku spłynęła łza.
-Nie płacz kochanie. Proszę- otarła moją łzę i odezwała się- I ostatnia najważniejsza rzecz. Trenuj. Tak jak do tej pory. Nie odpuszczaj. Zajdziesz daleko. Zobaczysz kochanie. Spotka cię wiele rzeczy, których nawet się nie spodziewasz- powiedziała i zniknęła.
Obudziłam się ze łzami na policzkach i zaczęłam głęboko oddychać. Złapałam telefon i sprawdziłam godzinę. Na wyświetlaczu widniała 05:58. No ładnie. Już nie zasnę. Szybko podjęłam decyzję, co zrobię. Wyciągnęłam z szafy dres, luźną koszulkę i buty do biegania. Ubrałam się złapałam telefon i słuchawki, włączyłam playlistę do biegania i zeszłam na dół. Na stole w kuchni zostawiłam kartkę zawierającą krótką wiadomość: "Idę pobiegać. Wrócę przed siódmą, Kamila". Zabrałam jeszcze z portfela w torbie pieniądze oraz klucze od domu i zamykając go wcześniej za sobą ruszyłam do parku. Tam po zrobieniu kilku okrążeń usiadłam na ławce i schowałam twarz w dłonie. Cały czas miałam w głowie słowa babci "Spotka cię wiele rzeczy. których nawet się nie spodziewasz". Co miała na myśli? I czy dobrych czy złych rzeczy? Zbyt wiele pytań. Przebiegłam więc jeszcze cztery kółka i potruchtałam do cukierni. Tam kupiłam bułki na śniadanie oraz pączki, ponieważ wyglądały tak smacznie, że nie mogłam ich tam zostawić. Tak obładowana ruszyłam do domu. Wedle planu wróciłam z biegania dziesięć minut przed siódmą. Zaniosłam zakupy do kuchni, gdzie siedziała Paulina.
-Cześć- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Hej- odpowiedziała.- Jak się biegało?
-Super. Świetna pogoda na bieganie. Mam bułki i pączki- pokazałam z uśmiechem dwie siatki.
-O jejku, pączki. Świetnie. Chyba w myślach mi czytasz, bo cały czas mam ochotę na pączka- zaśmiała się, a ja razem z nią.
-To smacznego- powiedziałam.
-A dziękuję- powiedziała.
-Dobra, ja idę wziąć prysznic- powiedziałam i weszłam schodami na górę. Zabrałam z pokoju rzeczy na przebranie, które odłożyłam już wczoraj. Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i rozczesałam włosy zostawiając je rozpuszczone. Przeciągnęłam rzęsy tuszem idealnie je wydłużając i zeszłam na dół, gdzie Paulina kończyła przygotowywanie śniadania.
-Zawołasz Arka i tatę?- zapytała.
-Jasne, już idę- powiedziałam i poszłam obudzić najpierw tatę.- Tato- szturnęłam go w ramię.
-Tak?- zapytał zaspanym głosem.
-Chodź na śniadanie- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Już idę- odwzajemnił mój uśmiech i wstał. Miałam już wychodzić, ale mój wzrok zatrzymał się na pewnym przedmiocie....
-To z Mistrzostw?- zapytałam podchodząc do medalu.
-Tak. Moje największe osiągnięcie- powiedział i podał mi przedmiot. Obejrzałam go z uśmiechem na ustach i oddałam tacie.
-Jest wspaniały.
-Oj, tak- powiedział, a na jego ustach cały czas gościł szeroki uśmiech.
-Idę obudzić Arka- powiedziałam i wyszłam. Otworzyłam drzwi do pokoju blondynka i uśmiechnęłam się widząc małego aniołka słodko śpiącego w rozkopanej pościeli.- Wstawaj Smyku- powiedziałam siadając na brzegu jego łóżka i lekko trzęsąc jego ramieniem.
-Już?- zapytał przecierając oczy.
-No niestety, ale mam dobrą wiadomość- powiedziałam.
-Jaką?
-Na stole czekają kakao, pączki, bułki i wiele innych przysmaków- powiedziałam.
-No, jak tak, to idę- powiedział i zszedł ze mną do kuchni.
-Mogę wiedzieć skąd po siódmej rano mamy pączki i bułki?- zapytał tata siadając przy stole.
-Byłam rano pobiegać i kupiłam- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Jak tak, to spoko- zaśmiał się tata. Po pół godzinie całą czwórką zwarci i gotowi jechaliśmy idealnymi Polskimi drogami. Koło dziewiątej dostałam SMS'a od Emilki o treści:
Może jakieś małe zakupy albo spacerek?
Odpisałam szybko:
Odpada. Jestem właśnie w drodze na Mazury razem z tatą, Pauliną i Arkiem. Zostajemy do końca wakacji, więc zakupy i spacer musimy przełożyć na inny termin.
Chwilę później dostałam odpowiedź:
Baw się dobrze. To wszystko jeszcze zdążymy nadrobić, buziaki :*
Pisałam jeszcze przez chwilę z przyjaciółką, a potem zajęłam się śpiewaniem razem ze wszystkimi radiowych hitów. Koło dziesiątej razem z Arkiem zasnęliśmy na tylnych siedzeniach samochodu. Obudził mnie dźwięk aparatu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam tatę, który siedział mocno wykręcony i robił nam zdjęcia.
-Mogę wiedzieć co robisz?- zapytałam lekko zaspana.
-Zdjęcia. Zobacz jak słodko wyglądacie- powiedział i podał mi lustrzankę. Spojrzałam na zdjęcia, które zrobił i pokiwałam głową z uśmiechem.
-No całkiem nieźle.
-Wiem- wypiął dumnie pierś do przodu.
-A właściwie to dlaczego stoimy?- zapytałam oddając mu aparat.
-Bo chciałem wam zrobić zdjęcie, a Paulina musiała iść do toalety. Takie uroki bycia kobietą w ciąży- zaśmiał się, a ja razem z nim.
-Daleko jeszcze?- zapytałam.
-Niecała godzina drogi.
-W takim razie też idę do toalety- powiedziałam i wysiadłam z samochodu. Staliśmy na stacji benzynowej. Spokojnym krokiem ruszyłam do środka. Załatwiłam swoją potrzebę, a kiedy wyszłam Paulina akurat myła ręce.
-Witam, witam- powiedziałam.
-A witam- odpowiedziała i obie wybuchnęłyśmy śmiechem.- Może weźmiemy jakieś ciastka, co?- zapytała, kiedy wychodziłyśmy.
-W sumie czemu nie- odpowiedziałam i razem z brunetką poszłam wybrać smak ciastek. Po chwili zdecydowałyśmy się na czekoladowe. Paulina poszła do kasy zapłacić, a ja poczekałam na nią po czym obie wyszłyśmy ze sklepu i wróciłyśmy do samochodu.
-No nareszcie, co tak długo?- zapytał tata, kiedy nas zobaczył.
-Musiałyśmy przypudrować nosek- powiedziałam.
-I kuić ciastka- uzupełniła moją wypowiedź Paulina.
-Ciastka?- zapytał tata z błyskiem w oku.
-Tak- powiedziała Paulina i otworzyła paczkę.
-Co robicie?- zapytał Arek, który właśnie się obudził.
-Jemy ciastka- powiedziała Paulina i podała nam paczkę.
-Dobra, jedziemy, bo noc nas zastanie- powiedział tata i ruszył w dalszą drogę. Godzinę później byliśmy już na Mazurach w dość znanej miejscowości- Mikołajkach. Odebraliśmy klucz od domku i weszliśmy do środka. Kiedy Arek zaczął ciągnąć mnie za rękę, żeby pokazać cały budynek, zadzwonił taty telefon:
-Halo?- odebrał.
-...
-Ale...
***********************************
Jestem! Wróciłam! Żyję! Mam nadzieję, że ktoś czekał, ponieważ rozdział jest wyciśnięty siłą. Osobiście uważam, że jest to najgorszy ze wszystkich dotychczasowych rozdziałów.
Za obsuwę czasową przepraszam, ale kompletnie nie miałam pomysłu. Do tego dochodzą jeszcze sprawy prywatne, więc....
Ale mam też
To chyba tyle z informacji. Z następnym postaram się nie spóźnić, ale nic nie obiecuję.
Pozdrawiam, Dream :*
P.S. Proszę o oddawanie głosów w ankiecie. :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)