piątek, 19 sierpnia 2016

Rozdział 39

Zrobiliśmy szybkie zakupy i wyszliśmy przed sklep. Nerwowo rozejrzałam się po parkingu.
-Ej, Kam co jest?- zapytał Filip.
-Nic, nic- odpowiedziałam szybko.
-Chodzi o tego kolesia?- zadał kolejne pytanie, a ja opuściłam głowę.- Daj spokój. Jest środek dnia. Nic ci nie będzie. A po za tym, jesteś ze mną.
-Ale- zaczęłam, ale Filip mi przerwał:
-Nie ma ale. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek zrobił ci krzywdę, jasne?- zapytał patrząc mi prosto w oczy.
-Jasne- uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam tonąć w tym błękicie. Wpatrywaliśmy się tak w siebie, stojąc przed sklepem. Po chwili speszona odwróciłam głowę, chwyciłam mocniej rączkę siatki i ruszyłam w stronę domu. Filip momentalnie zrównał krok z moim, wyjął mi siatkę z dłoni i objął mnie ramieniem, szepcząc przy tym do ucha:
-Nie bój się- do domu dotarliśmy dość szybko. Zdjęłam buty i od razu weszłam na górę. Zabrałam rzeczy, o które prosiła mama i zeszłam na dół. Filip siedział w salonie na kanapie.
-Wygodnie?- zapytałam.
-Nawet nie wiesz, jak bardzo- stwierdził, na co oboje się zaśmialiśmy. Weszłam do kuchni i krzyknęłam:
-Chcesz coś do picia?!
-Nie musisz krzyczeć. Sam sobie wleję. A ty coś chcesz?
-Soku- odpowiedziałam i zaczęłam pakować wszystkie rzeczy do torby.- Jak myślisz, dołożyć czekoladę?- zapytałam.
-A czemu nie? Każda kobieta uwielbia czekoladę- stwierdził i podał mi szklankę z sokiem. Upiłam łyk i dopakowałam czekoladę do toby. Sprawdziłam jeszcze raz, czy wszystko jest i ją zamknęłam.- Usiądź- powiedział Filip.
-Myślałam, że już pójdziemy- mruknęłam.
-Usiądź, odsapnij, dopij sok. Nie musimy się spieszyć.
-Ale
-Dlaczego ty jesteś taka uparta, co?
-Taki mój urok- stwierdziłam i usiadłam przy stole.
-Zauważyłem- zaśmiał się. Kilka minut później wychodziliśmy już z domu. Filip, jak się okazało też potrafi być uparty, ponieważ nie pozwolił mi wziąć torby. Do szpitala dotarliśmy po upływie około kwadransu. Od razu skierowaliśmy się na salę, którą zajmowała mama. W środku oprócz mamy Tymka i Arka byli również tata i Michał. Posiedzieliśmy chwilę, gdy nagle tata zapytał:
-Kamila, Filip, wy nie powinniście być w szkole?! A ty Arek w przedszkolu?!- wymieniłam z Filipem rozbawione spojrzenia po czym stwierdziłam:
-Szybko się zorientowałeś, tato.
-Lepiej późno niż później- mruknął gdzieś obok Michał. To spowodowało wybuch śmiechu. Wyjaśniliśmy wszystko tacie. Po około pół godzinie tata stwierdził, że czas się zbierać. Pożegnaliśmy się z mamą i Tymkiem i wyszliśmy z sali. Przed szpitalem pożegnaliśmy się z Winiarskimi i wsiedliśmy do samochodu.
-To co, jedziemy na obiad?- zapytał tata.
-Pizza?- spytał z nadzieją Arek.
-Ale ani słowa mamie, jasne?- zadał kolejne pytanie.
-Tak jest!- odpowiedzieliśmy jednocześnie z Arkiem, po czym całą trójką zaczęliśmy się śmiać.
-No to jedziemy- stwierdził tata i wyjechaliśmy z parkingu. Jakieś czterdzieści minut później byliśmy już po obiedzie.- Wracamy do domu?- zapytał tata.
-Nie możemy- odparłam ze spokojem.
-A czemuż to?
-Zakupy trzeba zrobić- poinformowałam tatę.
-W takim razie jedziemy- stwierdził tata i ruszyliśmy do supermarketu. Arek chciał zostać na takim wielkim placu zabaw (wiadomo o co chodzi. Dmuchane zabawki itp. Przyp. autorki), a tym czasie my z tatą ruszyliśmy pomiędzy regałami.
-To co potrzebujemy?- zapytał tata dumnie pchając przed siebie wózek.
-Nie wiesz, czego brakuje w twojej lodówce?- spytałam zatrzymując się na środku alejki i wlepiając w tatę zaskoczone spojrzenie.
-No nie patrz tak na mnie. Zawsze mam listę- tłumaczył się.
-O matko- westchnęłam.- Nie ważne. Ja wiem mniej, więcej czego potrzeba.
-Jakiś plus- zaśmiał się tata.
-Tato, a kiedy mama wychodzi ze szpitala?- zapytałam wkładając trzy kartony mleka do wózka.
-Jutro koło południa.
-To może zrobimy im coś na wzór powitania?- zaproponowałam nieśmiało.- Balony, ciasto. Rozumiesz.
-Świetny pomysł!- stwierdził entuzjastycznie tata.- Ale, mówiąc delikatnie, ja niekoniecznie umiem piec ciasta. Jakiekolwiek.
-To tym ja się zajmę. Może nie jestem mistrzynią, ale powinno mi się udać.
-A jakie ciasto zrobisz?
-Może babeczki, które potem udekorujemy- odpowiedziałam.
-Umiesz robić babeczki? Czy kupujemy w paczce?- zapytał tata zaskoczony.
-Umiem. Babcia uwielbiała piec i czegoś mnie tam nauczyła. Ale osobiście uważam, że najlepiej wychodzą mi torty- opowiedziałam, a na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech na wspomnienie o babci.
-Kiedyś to sprawdzimy- powiedział tata. Zakupy skończyliśmy po pół godzinie. Zabraliśmy Arka i ruszyliśmy do domu. Tam tata zajął się rozpakowywaniem zakupów, w czym dzielnie pomagał mu Arek, a ja poszłam na górę się przebrać, po czym zeszłam do kuchni i zajęłam się robieniem babeczek. W tym czasie panowie postanowili posprzątać. W domu przez cały czas było głośno. Kiedy wstawiłam babeczki do piekarnika zorientowałam się, że zrobiło się dziwnie cicho. Na dole nikogo nie było, więc weszłam na górę. Drzwi do pokoju Arka były uchylone, więc zajrzałam do środka. Tam na podłodze panowie siedzieli i bawili się klockami lego. Świetnie wam idzie to sprzątanie.
-Co budujecie?- zapytałam siadając obok nich na podłodze.
-Ciężarówkę- odpowiedział Arek.
-Aha. A jak wam idzie sprzątanie?
-Potem skończymy- mruknął tata.
-No dobra, a co wam jeszcze zostało?
-Sypialnia, twój pokój, obie łazienki, kuchnia i schody- wyliczał na palcach tata. Pokiwałam tylko głową i wyszłam z pokoju z zamiarem dokończenia sprzątania. Czterdzieści minut później podziwiałam wyczyszczony na błysk dom. W międzyczasie wyciągnęłam babeczki z piekarnika i wstawiłam następną blachę. Kiedy tata i Arek zeszli na dół, młody zapytał:
-Są już babeczki?
-Część tak. Zaraz będziesz mógł je udekorować- uśmiechnęłam się.
-Suuuuper!- pisnął i pobiegł do kuchni.
-Skończyłaś sprzątanie?- zapytał zaskoczony tata.
-A czemu nie?
-Dziękuję- uśmiechnął się i mnie przytulił.
-Nie ma sprawy- odwzajemniłam uśmiech. Po chwili oboje poszliśmy do kuchni, gdzie przez następną godzinę dekorowaliśmy babeczki, bardzo dobrze się przy tym bawiąc. Gdy skończyliśmy, zjedliśmy kolację w postaci kanapek, po której Arek poszedł się umyć. Natomiast ja i tata zaczęliśmy nadmuchiwać balony. Po około kwadransie dołączył do nas Arek. Kiedy mięliśmy nadmuchane już wszystkie balony, udekorowaliśmy najpierw pokój Tymka, następnie poręcz schodów oraz korytarz na dole i u góry. Balony były we wszystkich kolorach tęczy i naprawdę ślicznie to wyglądało. Gdy już udało nam się skończyć, poszłam się umyć, a tata położyć Arka spać, ponieważ dochodziła 22. Po wyjściu z łazienki usłyszałam rozmowę z sypialni rodziców. Weszłam więc tam i zobaczyłam Arka wtulonego w tatę.
-Arek, zostaniesz z Kamilą? Ja pójdę się umyć i do ciebie przyjdę- uśmiechnął się lekko.
-No dobra- westchnął chłopiec.
-Zostaniesz z nim?- zapytał szeptem tata, kiedy do mnie podszedł.
-Jasne- uśmiechnęłam się i położyłam obok Arka. Ten mocno się we mnie wtulił i zasnął. Nawet nie wiem kiedy sama odpłynęłam do krainy Morfeusza.

*perspektywa Mariusza*

Gdy wyszedłem z sypialni, od razu ruszyłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, po czym najciszej jak umiałem ruszyłem do kuchni. Wlałem sobie wody do szklanki i usiadłem w salonie na kanapie. Wybrałem numer Pauliny.
-Cześć kochanie- odebrała moja żona.
-Hej słońce. Jak się czujecie?- zapytałem.
-Tymek właśnie zasnął. Też zamierzałam się kłaść. I miałam do ciebie dzwonić.
-Już nie musisz- odpowiedziałem.
-Jak sobie radzisz?- zapytała Paula.
-Nie najgorzej. Bynajmniej w mojej ocenie. Zrobiliśmy zakupy, więc z głodu nie zginiemy- stwierdziłem, na co oboje się zaśmialiśmy.
-Dzieciaki już śpią?
-Arek na pewno. A Kamila nie wiem- odpowiedziałem zgodnie z prawdą.- A kiedy dokładnie wychodzicie?
-Rozmawiałam z lekarzem jakąś godzinę po waszym wyjściu. Jeżeli jutro po badaniach wszystko będzie w porządku, to koło czternastej powinni nas wypisać- usłyszałem po drugiej stronie słuchawki.
-To świetnie. Dobra, ja kończę. Idź spać. Przyjadę jutro- powiedziałem.
-Dobrze. Ale koniecznie weź ze sobą dzieciaki. Dobranoc.
-Dobranoc- odpowiedziałem i zakończyłem połączenie. Dopiłem wodę i włożyłem szklankę do zmywarki. Następnie ruszyłem do sypialni. To, co tam zobaczyłem całkowicie mnie rozczuliło.

**************
To znowu ja!
Nie będę się rozpisywać. Zapowiem tylko, że wielkimi krokami zbliża się rozwiązanie sprawy z Kamą i Filipem :D
Do następnego, pozdrawiam, Dream <3 :*

P.S. Next w niedzielę :D

czwartek, 18 sierpnia 2016

Zwariowałam....

Zapraszam Was na coś nowego mojego autorstwa...
http://milion-powodow.blogspot.com/


Chyba naprawdę zwariowałam..........

środa, 17 sierpnia 2016

Rozdział 38

-Misiek- zaczęłam.
-Tak?
-Zawieziesz mnie potem do szpitala?
-Ciebie i Arka. Młody raczej nie będzie chciał iść do przedszkola- zaśmiał się cicho.
-I jeszcze jedno- powiedziałam.
-Mianowicie?
-Dziękuję- podeszłam do przyjmującego, po czym go przytuliłam.
-Nie ma sprawy- odpowiedział i odwzajemnił mój uścisk. Chwilę później poszłam do Dagmary do kuchni. Zjadłam jedną kanapkę i wypiłam trzy kubki herbaty. Koło siódmej w kuchni pojawił się Filip. W samych spodenkach.
-Cześć, Kama- powiedział i podszedł do lodówki.
-Hej- odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam. Otworzył ją, zajrzał do środka, po czym zastygł w bezruchu i odwrócił się w moją stronę.
-Kama?! Co ty tu robisz?- zapytał. Mój uśmiech momentalnie zniknął, a zastąpiły go słone krople gromadzące się w moich oczach. Chłopak widząc to zamknął lodówkę i podszedł do mnie.- Ej, mała, co się stało?- zadał kolejne pytanie, a ja nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. Filip mnie przytulił i rzucił pytające spojrzenie Miśkowi, który akurat wszedł do kuchni. Ten mu wszystko wyjaśnił. Kiedy Michał opowiadał o tym kolesiu, czułam, jak mięśnie Filipa się napinają. Wszystkie.
-Więc nie dziw się jej- zakończył Michał i wyszedł.
-Zabije gnoja- warknął.
-Nawet go nie znamy- wyszeptałam.
-Boisz się?
-Jak cholera- odpowiedziałam.
-A teraz?- zapytał mocniej mnie obejmując.
-Teraz trochę mniej- powiedziałam z uśmiechem. Po chwili chłopak wstał i zaczął robić sobie śniadanie. W kuchni kolejno zaczęli pojawiać się Olek, Arek i Daga z Antkiem,a po chwili również Misiek. Wyjaśniliśmy wszystko pobieżnie chłopakom.
-Michał, mogę jechać z wami do tego szpitala?- zapytał Filip.
-Dobra. Ale masz to wszystko potem nadrobić. Oboje macie- powiedział wskazując na nas palcem.
-Nic nie będziemy musieli nadrabiać. W sumie, to cały tydzień moglibyśmy się obijać, bo są jakieś turnieje dla gimnazjum i część z liceum jest zaangażowana, a reszta się obija- wyjaśnił Filip. Michał tylko pokiwał głową, po czym ustalił z nami, że najpierw odwiezie Olka do szkoły, a potem wróci po nas i pojedziemy do szpitala. Zaczynałam się martwić, bo tata miał się odezwać. A tu nic. Ja wiem, że to czasem może długo trwać, ale. No. Właśnie. Kiedy Misiek pojechał zapytałam Filipa:
-Pójdziesz ze mną po jakieś ubrania dla Arka? Sama jakoś nie bardzo mam ochotę.
-Jasne, nie ma sprawy. Chodźmy.
-Dzięki- uśmiechnęłam się i ruszyłam razem z chłopakiem do mojego domu. Szybko wyszukałam jakieś rzeczy i już po chwili wręczałam je Arkowi. Ten poszedł się ubrać. Po chwili przyjechał Misiek, więc razem z Filipem i Arkiem załadowaliśmy się do samochodu. Kilka minut później byliśmy już pod budynkiem. Michał zadzwonił do taty, żeby dowiedzieć się, gdzie są. Kiedy ten mu odpowiedział, szybko się rozłączył i wysiadł z samochodu. Zrobiliśmy to samo i już po chwili staliśmy pod drzwiami jednej z sal. Tata z niej wyszedł, szeroko się do nas uśmiechnął i powiedział:
-Mam drugiego syna!
-Gratulacje- odpowiedział Michał.
-Mama chce się z wami zobaczyć- poinformował mnie i Arka tata. Otworzył drzwi do sali i nas wpuścił, a sam został na korytarzu. Usłyszałam jeszcze jak pytał Michała:
-To o czym ważnym chcesz ze mną porozmawiać?
-Cześć mamo- powiedział Arek.
-Cześć słoneczko- uśmiechnęła się i przytuliła chłopca.
-Hej- odezwałam się.
-Cześć, chodź tu do mnie- powiedziała i mnie również przytuliła.- Poznajcie waszego brata. Zdecydowaliśmy z tatą, że będzie miał na imię Tymek.
-Tymoteusz- wyszeptałam.- Cześć maleństwo. Witaj na tym wielkim świecie- powiedziałam głaszcząc go po drobniutkiej rączce.
-Witaj braciszku- powiedział Arek i pocałował Tymka w główkę.
-Jeśli chcesz, to weź go na ręce- odezwała się mama patrząc na mnie.
-Ale mamo. On jest taki malutki. Nie chcę zrobić mu krzywdy- odpowiedziałam.
-Nie bój się, nie zrobisz. Masz to we krwi, jak każda przyszła matka- powiedziała. Odetchnęłam i wzięłam chłopczyka na ręce. Był naprawdę drobniutki.- Dostał dziesięć punktów. 58 centymetrów i 3600 gram.
-Co jest maleństwo? W nocy postanowiłeś mamę obudzić?- zapytałam chłopca. Ten tylko uśmiechnął się przez sen. Nagle do sali wszedł tata. Nie miał wesołej miny.
-Kamila, chodź na chwilę. Mam do ciebie pytanie- powiedział patrząc mi prosto w oczy. Podałam Tymka mamie i wyszłam razem z tatą z sali.
-O co chodzi?- zapytałam.
-Wiesz przecież. Jak się czujesz? Nic ci nie jest?
-Nie tato.
-Ale na pewno?
-Tak.
-Musimy to zgłosić na policję- powiedział.
-Ja nawet nie wiem, jak koleś się nazywa. Widziałam go na oczy pierwszy raz w życiu. Niby co im powiem?- zapytałam.
-Spokojnie- starał się złagodzić atmosferę Michał.
-Boisz się?- zapytał tata.
-Niestety- odparłam, a tata mocno mnie przytulił.
-Dobrze, że zadzwoniłaś po Michała- stwierdził odsuwając się ode mnie.
-No na coś się wreszcie przydał- odparłam poważnie, po czym całą czwórką się zaśmialiśmy.
-Mariusz, my musimy zbierać się na trening- powiedział Michał.
-Wiem, wiem. Poradzicie sobie?- zapytał.
-Jasne- odpowiedział Filip.
-Jak by co, to jesteśmy pod telefonem- dodałam.
-Dobra. To jeszcze wyjaśnij mamie wszystko- poprosił tata i razem z Miśkiem wyszli ze szpitala.
-Kam- zaczął Filip.
-Tak?
-A jeśli ten facet, co się dzisiaj dobijał, to był ten sam co wtedy przy sklepie?- zapytał, a mi szczęka zjechała do kostek.- Nie patrz tak na mnie. Musimy rozważyć każdą ewentualność.
-A jak to naprawdę był on?- spytałam i zaczęłam mrugać, żeby nie wypuścić łez z oczu.
-Tylko nie płacz. Błagam- powiedział Filip i mnie przytulił. Udało mi się opanować, więc odsunęłam się od chłopaka i odetchnęłam.
-Dziękuję. Chodź, poznasz Tymka- uśmiechnęłam się.
-Nie. Posiedzę tu- stwierdził i chciał usiąść na krzesełku.
-Nie denerwuj mnie- powiedziałam, po czym złapałam go za nadgarstek i pociągnęłam w stronę drzwi.
-Masz strasznie dużo siły. I do tego jesteś okropnie uparta.
-Resztę zażaleń wyślij pocztą- mruknęłam i weszłam do sali.
-O, cześć Filip. Miło cię widzieć.
-Hej- uśmiechnął się chłopak i razem ze mną podszedł do łóżeczka, w którym leżał Tymuś.- Cześć, chłopie.
-Śliczny jest, nie?- zapytałam Filipa.
-Uroczy- odpowiedział wpatrując się w malucha. Uśmiechnęłam się obserwując profil chłopaka i kącik ust, który z każdą chwilą podjeżdżał wyżej. Szybko jednak odwróciłam głowę, karcąc się przy tym w myślach. Spojrzałam na mamę, która wlepiała we mnie wzrok, jakby chciała powiedzieć "A nie mówiłam?!". Pokręciłam tylko głową i przeniosłam spojrzenie na Tymka.
-Możesz wziąć go na ręce- przerwała ciszę mama.
-Nie, nie- przestraszył się chłopak.- On jest za malutki. Zrobię mu krzywdę. Nie ma mowy.
-Kamila, podaj Filipowi Tymka- poprosiła mama. Wzięłam małego na ręce i podeszłam do Filipa. Ten jednak cofnął się o krok.
-Nie bój się- uśmiechnęłam się pokrzepiająco.
-Ale on jest taki malutki.
-Jak to niemowlak- stwierdziłam.
-No dobra. Ale tylko na chwilę- zaznaczył. Podałam mu chłopca, a ten podniósł na mnie swoje niebieskie oczyska i zapytał- Dobrze go trzymam?
-Tak. Tylko popraw tu rękę- poleciłam i pomogłam mu ułożyć rękę w odpowiedni sposób. Ślicznie wyglądał, znaczy wyglądali. WYGLĄDALI. Po chwili Filip podszedł do mnie i podał mi malucha do rąk.
-Daj mi moje maleństwo- poprosiła mama. Podałam jej więc chłopca i zapytałam:
-Potrzebujesz czegoś? Coś ci przynieść? Albo kupić?
-Coś do picia. Najlepiej sok pomarańczowy. Jakieś owoce. I ręcznik. To chyba tyle. Chociaż nie. Jeszcze kosmetyczkę. Przypilnuj, żeby był w środku grzebień. I szampon. I to będzie wszystko.
-Nie ma problemu- uśmiechnęłam się.
-A tak właściwie, to gdzie tata?
-Właśnie, zapomniałam ci powiedzieć. Pojechał z Michałem na trening- odpowiedziałam.- Dobra, to ja lecę po te wszystkie rzeczy. Mogę zostawić ci Arka?
-Jasne, leć- uśmiechnęła się.
-Idę z tobą- stwierdził Filip. Ruszyliśmy więc do wyjścia ze szpitala. -Najpierw do domu czy do sklepu?- zapytał, kiedy byliśmy już przed budynkiem.
-Może najpierw do sklepu. I potem zakupy i rzeczy z domu spakujemy do jednej torby- zaproponowałam.
-W takim razie ustalone
-No to idziemy- ruszyliśmy więc do sklepu. Zrobiliśmy szybkie zakupy i wyszliśmy przed sklep. Nerwowo rozejrzałam się po parkingu.
-Ej, Kam co jest?- zapytał Filip.


**************
Tak, to znowu ja!
Przedstawiam Wam 38 rozdział i nie rozpisuję się, bo nie mam nastroju.
Next w piątek.
Pozdrawiam, Dream <3

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Rozdział 37

Obudził mnie dźwięk mojego telefonu:
-Halo?- odebrałam zaspanym głosem.

-Liczyłam na to, że jak zadzwonię w nocy, to odbierzesz- usłyszałam głos Emilki. Spojrzałam na wyświetlacz, na którym faktycznie widniał jej numer i nasze wspólne zdjęcie zrobione na zakupach przed rozpoczęciem roku.
-Czego chcesz?- warknęłam.
-Dokończyć to, co zaczęłam. Wiesz, wtedy w szpitalu nie dałaś mi skończyć- zaczęła, ale ja postanowiłam jej nie słuchać. Rozłączyłam się. Odłożyłam telefon na szafkę i położyłam się na brzuchu. Po kilku sekundach znów zadzwonił mój telefon. Potem znowu. I znowu. I znowu. Wreszcie nie wytrzymałam i wyciszyłam komórkę sprawdzając przy okazji godzinę. 4:13. Świetnie. Kręciłam się na łóżku przez dłuższą chwilę. Ponownie sprawdziłam godzinę. 4:30. Jest sobota. Wpół do piątej rano. A ja nie mogę spać. Westchnęłam. Teraz, to już na pewno nie zasnę. Chwyciłam więc z półki jakąś książkę i zaczęłam czytać. O szóstej nawet czytanie mi się znudziło, więc wstałam, ubrałam jakieś dresy, buty do biegania, wcisnęłam do uszu słuchawki i wyszłam z domu wcześniej zostawiając jeszcze w kuchni wiadomość, że wyszłam pobiegać o szóstej i powinnam wrócić przed ósmą. Przed domem zrobiłam szybką rozgrzewkę i ruszyłam przed siebie. Dobiegłam do parku gdzie przebiegłam chyba każdą możliwą ścieżkę. Kiedy czułam już przyjemne fizyczne zmęczenie, wróciłam do domu. Po przekroczeniu progu usłyszałam wesoły śmiech Arka. Dobiegał on z salonu. Zostawiłam więc buty w korytarzu i poszłam sprawdzić, co takiego rozbawiło mojego braciszka. W salonie zobaczyłam uroczy widok. Tata razem z Arkiem wygłupiali się, ganiali, a kiedy tacie udało się złapać młodego, zaczynał go łaskotać. Uśmiechnęłam się, a przez głowę przebiegła mi myśl, że gdyby nie podłość Dominiki, to pewnie też miałabym takie wspomnienia. Odgoniłam ją jednak szybko. Kiedy poczułam smaczny zapach jajecznicy, poszłam do kuchni. Tam mama smażyła wspomniane danie podśpiewując jakąś piosenkę.
-Dzień dobry- powiedziałam z uśmiechem.
-Dzień dobry- odpowiedziała mama.

23 listopad 2015, godzina 04:10

Obudził mnie krzyk mamy:
-Mariusz!!!- szybko wstałam i poszłam do łazienki, gdzie paliło się światło.
-Mamo, wszystko w porządku?- zapytałam wchodząc do pomieszczenia.
-Obudź tatę! Zaczęło się!- powiedziała głaskając się po brzuchu. Wokół niej była spora kałuża wody. Czyli trzeba się spieszyć. Pobiegłam do sypialni rodziców i zaczęłam szturać tatę.
-Tato- nic.- Tato!- nadal nic.- WLAZŁY, WSTAWAJ! DZIECKO CI SIĘ RODZI!!!- dalej nic. Myśl Kama. Zauważyłam dzbanek z wodą i szklankę stojące na stoliku. Chwyciłam szybko szklany dzbanek do ręki i całą jego zawartość wylałam tacie na głowę.
-Jezu, co się dzieje?!- zapytał wycierając twarz i rozglądając się po pomieszczeniu.
-Mama zaczęła rodzić!- poinformowałam go.
-O matko!!!- krzyknął przerażony.
-Uspokój się. Idź wyprowadzić samochód. Potem weźmiesz mamę. No ruchy!- poleciłam. Ten wstał i już miał biec do drzwi, kiedy znów się odezwałam.- A, tato....
-Tak?
-Ale najpierw się ubierz- poleciłam i poszłam do mamy do łazienki. Usiadłam obok niej i złapałam ją za rękę. Ta mocno ją ścisnęła.
-Kamila, dziękuję ci. Ten dureń ma tak mocny sen, że ja bym tu mogła umierać, ten by się nie obudził- powiedziała.
-Ale mamo... Wyszłaś za tego durnia- stwierdziłam cicho.
-Bo go kocham! Ale czasem mnie denerwuje- przyznała.
-Rozumiem. A teraz spokojnie. Oddychaj. Wdech. Wydech. Wdech- mówiłam i razem z nią głęboko oddychałam. Nagle mama znów krzyknęła, bo złapał ją skurcz.
-No gdzie ten idiota?!
-Jestem kochanie, jestem. Już jedziemy- powiedział i wziął ją na ręce. Ja pobiegłam do ich sypialni i zabrałam torbę, która już dawno stała przygotowana. Pobiegłam za nimi na dół i włożyłam torbę do samochodu.
-Zadzwoń po Michała!
-Tato...
- Niech się wami zajmie...
-Tato!
-Tak?
-Poradzę sobie. Zadzwoń, kiedy będzie już po wszystkim. A jak coś się stanie, to zadzwonię po Michała.
-Ale na pewno?
-Tak. Jedź już- powiedziałam. Tata wsiadł do samochodu i odjechał. Odwróciłam się i weszłam do domu na szczycie schodów stał Arek. Światło księżyca i ulicznej lampy tak oświetlało jego twarz, że widziałam na niej ślady łez.
-Kami- zaczął.
-Coś się stało, maluchu?- zapytałam i w trzy sekundy znalazłam się obok niego i patrzyłam mu prosto w oczy.
-Co się stało mamusi? Czemu krzyczała? Coś jej się stało?
-Nie. Nasz braciszek postanowił do nas dołączyć- powiedziałam z uśmiechem.
-Naprawdę?
-Naprawdę.
-A wrócą dzisiaj do domu?- zadał kolejne pytanie.
-Tata na pewno. Ale mama i dzidziuś będą musieli zostać w szpitalu na dwa, trzy dni- oznajmiłam.
-Ale dlaczego?
-Bo lekarze muszą sprawdzić, czy maleństwo jest zdrowe- powiedziałam. Chłopczyk pokiwał głową i ziewnął.- No, kolego. Czas wracać do łóżka.
-A nie mogę poczekać na tatę?
-Nie słoneczko. Ale obiecuję, że jeżeli tata wróci, jak jeszcze będziesz spał, to powiem, żeby do ciebie zajrzał- uśmiechnęłam się i dałam mu pstryczka w nos.
-No dobra- powiedział i złapał mnie za rękę. Poszliśmy do jego pokoju, gdzie chłopczyk wskoczył na łóżko, a ja przykryłam go kołdrą.
-Dobranoc- szepnęłam.
-Wiesz co Kami?
-Co takiego?
-Jesteś najlepszą siostrą pod słońcem- powiedział i przytulił mnie bardzo mocno. Odwzajemniłam uścisk i odpowiedziałam:
-A ty najlepszym bratem- chwilę później poczułam, jak uścisk zelżał. Odsunęłam się więc od chłopca i zauważyłam, że śpi. Przykryłam go, zgasiłam światło i wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół, żeby zamknąć drzwi. Już miałam kłaść się spać, kiedy usłyszałam pukanie, a raczej walenie do drzwi. Zeszłam na dół i zobaczyłam przez wizjer jakiegoś faceta. Nie znałam go. Mogłam przysiąc, że nigdy wcześniej go nawet nie widziałam. Odczekałam chwilę, licząc, że sobie pójdzie. Nic takiego się jednak nie stało, co dziwnie, facet zaczął jeszcze bardziej dobijać się do drzwi. Przerażona pobiegłam jak najciszej na górę po telefon. Drżącymi dłońmi wybrałam numer Miśka.
-Halo?- odebrał zaspanym głosem po czwartym sygnale.
-Mi.. Misiek- wyszeptałam.
-Kama, coś się stało?- zapytał rozbudzony.
-Mama zaczęła rodzić, więc tata pojechał z nią do szpitala. A teraz jakiś facet dobija się do domu. Misiek, co ja mam robić?- powiedziałam cicho przerażona.
-Arek śpi?
-Tak.
-Dobrze. Nic nie rób. Czekaj na mnie. Zaraz będę- rzucił i zakończył połączenie. Najciszej jak potrafiłam zeszłam znów na dół. Facet dobijał się jeszcze bardziej i krzyczał:
-Wiem, że tam jesteś, suko! Otwieraj! No już! Wiem, że jesteś sama!- przerażona siedziałam niedaleko drzwi i czekałam na Miśka. Nagle usłyszałam jego głos. Nie zrozumiałam, co powiedział, ale byłam już spokojniejsza. Nie jestem sama, pomyślałam. Jakieś dwie minuty później usłyszałam pukanie do drzwi.
-Kamila, to ja Michał. Otwórz- wstałam z podłogi, sprawdziłam przez wizjer, czy to na dwieście procent Michał, po czym otworzyłam drzwi. Kiedy Winiarski mnie zobaczył, zapłakaną, przerażoną i bezradną, pokonał dzielący nas dystans i mocno mnie przytulił. Wtedy rozpłakałam się na dobre.
-Dziękuję- wyszeptałam.
-Nie ma sprawy. Wiesz kim był tek koleś?
-Nie mam zielonego pojęcia. Nigdy go nawet nie widziałam- powiedziałam.
-Mariusz dawno pojechał do szpitala?
-Jakieś dwadzieścia minut temu- odpowiedziałam.
-Nie zostawię was tu teraz samych, ubierz się- polecił mi.
-Nie rozumiem- stwierdziłam zgodnie z prawdą.
-Może i jestem roztrzepany, ale nie na tyle, żeby zostawić ciebie i Arka samych po tym, co się tu przed chwilą działo- powiedział rzeczowym tonem.- Młodego nie będziemy budzili, przeniosę go.
-Dobrze. Daj mi chwilę, ubiorę się- odpowiedziałam i poszłam na górę. Cały czas byłam roztrzęsiona. Ręce trzęsły mi się niemiłosiernie. Ubrałam się i zabrałam telefon oraz klucze od domu. Wyszłam z pokoju, a na korytarzu czekał Michał z Arkiem na rękach. Zeszliśmy na dół i wyszliśmy przed dom. Szybko zamknęłam drzwi i stanęłam możliwie najbliżej Michała.
-Nie bój się- powiedział siatkarz.- Jesteś ze mną i nic ci nie grozi- dodał po czym ruszyliśmy do jego domu. Tam drzwi otworzyła nam Dagmara.
-Jejku, co ci się stało, dziewczyno?- zapytała widząc moje czerwone jeszcze od płaczu oczy i wciąż jeszcze trzęsące się ręce. Podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła. Znów się rozpłakałam.- Chodź do salonu- dodała Winiarska. Usiadłyśmy na kanapie. Po chwili pojawił się Michał.
-Teraz jeszcze raz, na spokojnie wyjaśnij nam, co się stało- poprosiła Daga. Opowiedziałam im wszystko od początku. Nie przerywali mi, tylko przytakiwali.
-No dobrze. Nie wiemy kim był ten facet. Ale musisz na siebie uważać- powiedział Michał.- O, już szósta- dodał patrząc na swój zegarek.
-Raczej już nie zaśniesz, co?- zapytała Dagmara.
-Na dwieście procent nie- odpowiedziałam.
-W takim razie chodź do kuchni. Zjemy coś.
-Misiek- zaczęłam.

***************
Cześć! Zgodnie z obietnicą pojawia się następny rozdział. Jestem w miarę zadowolona, aczkolwiek mógł być lepszy.
Co do meczu, to niestety przegrany. Ale za to Bartek zdobył 36 punktów! Szczerze powiedziawszy, to nawet nie wiem kiedy.
Dzisiaj gramy z Kubą. Trzymamy kciuki za naszych!
To chyba tyle.
Pozdrawiam, Dream :* <3

P.S. Next w środę :D

sobota, 13 sierpnia 2016

Rozdział 36

 POGRUBIONA CZCIONKA TO JĘZYK HISZPAŃSKI!


-Kamila masz gościa- powiedziała mama, która weszła po chwili do pokoju.

-Możemy pogadać?- zapytał Karol.
-Jasne, wchodź- uśmiechnęłam się i zwróciłam twarz w stronę laptopa.- Kubuś, muszę kończyć. Trzymaj się, pa.
-Cześć- odpowiedział i się rozłączył. Mama wyszła z pokoju, a Karol stał przy drzwiach.
-Siadaj- powiedziałam. Chłopak usiadł obok mnie. Schowałam laptopa pod łóżko. Nie mam pojęcia dlaczego, ale zawsze tam chowam sprzęt.- O co chodzi?
-O Emilkę- zaczął, a ja spojrzałam na niego zaciekawiona. Po upływie jakiejś minuty znów się odezwał.- Przepraszam cię za nią. Wcale ci się nie dziwię, że nie wróciłaś potem do szpitala. Słyszałem, co powiedziała tobie i Kubie. I niestety pamiętam, co powiedziała mi- dodał szeptem i schował twarz w dłoniach. Położyłam rękę na jego ramieniu i zapytałam:
-Czy ciebie też... Hmm... Obraziła?
-Obraziła? Delikatne określenie. Na wyrzucała mi strasznie- powiedział i powtórzył mi, co usłyszał od dziewczyny.- Nie mam już siostry. Na koniec powiedziałem jej "Zapomnij o mnie tak, jak ja w tej chwili zapominam o tobie".
-Serio?!- zapytałam zszokowana.
-No... tak.
-Ja jej to przed chwilą napisałam- powiedziałam i pokazałam mu wiadomość na telefonie. Chłopak uśmiechnął się.
-Uważam, że dobrze zrobiłaś. Oboje dobrze zrobiliśmy. Skoro jej nie zależy na nas, to dlaczego nam ma zależeć na niej- prychnął.
-Ale nie myślisz, że... No bo to w końcu twoja siostra. A moja przyjaciółka- wyszeptałam.
-Kamila, przyjaciółka by się tak nie zachowała. Siostra z resztą też nie- powiedział, po czym złapał mnie za ramiona i spojrzał prosto w oczy.- Posłuchaj, ja wiem, że przez cały ten czas byłyście blisko i ona jest dla ciebie ważna, ale postaraj się o niej zapomnieć. Traktuj ją tak, jak ona potraktowała ciebie. I już nigdy nie pozwól jej, żeby cię obraziła.
-Dobrze- powiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Obiecujesz?
-Obiecuję- odpowiedziałam, na co chłopak mocno mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk i po chwili odsunęłam się od chłopaka.- Dziękuję. Chyba potrzebowałam takiej rozmowy, tych słów.
-Nie ma sprawy- machnął ręką.- Polecam się na przyszłość.
-Uwaga, bo jeszcze skorzystam- powiedziałam, na co oboje znów się zaśmialiśmy.
-Wiesz, jesteś bardzo podobna do Mariusza. I masz jego oczy. I uśmiech w sumie też- stwierdził środkowy.
-Co Mariusza?- zapytał tata, który nagle wszedł do pokoju.- Kto mnie obgaduje?
-Nikt- powiedzieliśmy jednocześnie z szerokim uśmiechem.
-Jaaaaasne- odpowiedział tata.- Dobra Kłos, zbieraj się. Winiarski zobaczył twój samochód na podjeździe i postanowił, że skoro mamy juro wolne, to przecież świetnym pomysłem jest pogranie w fifę i wypicie czegoś mocniejszego.
-Nie musicie mnie namawiać- stwierdził Kłos, po czym ruszył do drzwi. Tata spojrzał na mnie z zaciekawieniem, i chyba chciał o coś zapytać, ale zrezygnował. Wyjaśniłam jemu i mamie, co takiego zaszło między mną i Emilką. Zrozumieli mnie i więcej ten temat nie wracał. Na szczęście. Zeszłam na dół, gdzie w salonie siedzieli Kłos, Wrona, Conte, Uriate, tata i Winiarski. Michał ostatnimi czasy bardzo często przewijał się przez nasz dom, więc z szerokim uśmiechem zapytałam:
-Panie Winiarski, a pan to się do nas przeprowadził?
-Ależ oczywiście. Wszystko po to, żebym mógł częściej cię oglądać- odpowiedział. Reszta zaczęła się śmiać, a ja i Misiek po chwili do nich dołączyliśmy.
-A co tu tak wesoło?- zapytała mama, która właśnie weszła do salonu.
-Dowiedziałam się przed chwilą, że Misiek mnie uwielbia- powiedziałam.
-Tak. Ma nawet ołtarzyk na twoją cześć- parsknęła śmiechem Dagmara, która weszła do salonu z jakimiś kubkami i wróciła do kuchni. Poszłam za nią i zapytałam:
-Pomóc ci w czymś?
-Już kończę, więc nie trzeba. Ale mam inną prośbę.
-Słucham cię.
-Poprosiłam Filipa, żeby został w domu z Antkiem, bo ten spał, i żeby przyszli jak już się obudzi. Dziesięć minut temu dostałam od niego Sms'a, że mały już nie śpi, a ich ciągle nie ma. Więc jak byś mogła iść i sprawdzić czy wszystko w porządku.
-Jasne. Nie ma sprawy- powiedziałam i poszłam ubrać buty. Cofnęłam się jednak do kuchni i dodałam- Wyjaśnisz wszystko rodzicom, dobrze?
-Oczywiście- odpowiedziała z uśmiechem. Wyszłam więc z domu i ruszyłam na posesję Winiarskich. Zadzwoniłam raz, nic. Drugi, też nic. Zapukałam, nadal nic. Nacisnęłam więc klamkę i okazało się, że drzwi były otwarte. Weszłam po cichu do środka i usłyszałam wesoły śmiech i słowa Filipa:
-No Antek, proszę cię- zaśmiałam się i poszłam ich poszukać. Na dole ich nie było, więc weszłam na piętro. Od razu skierowałam się do pokoju Antosia, skąd było słychać wesoły śmiech chłopca. Drzwi były otwarte, więc oparłam się o framugę i patrzyłam, jak bardzo bawi Antka utrudnianie Filipowi zadania zmiany pieluchy. Kiedy po dwóch minutach próby mojego przyjaciela na nic się zdały, ten zaczął się po prostu śmiać. Doskonale znałam ten śmiech. Może nie znamy się długo, ale spędziliśmy ze sobą tyle czasu, że rozpoznałabym go wszędzie.
-Chyba potrzebujesz pomocy- powiedziałam z uśmiechem. Obaj chłopcy zaskoczeni odwrócili głowy, a Filip zapytał:
-Długo tu stoisz?
-Dostatecznie długo, by stwierdzić, że mały nie daje ci się wykazać- odparłam, na co oboje się zaśmialiśmy.
-No, masz rację. To jak? Pomożesz?- zadał kolejne pytanie. Kiwnęłam głową i podeszłam do Antka.
-Czemu ty się tak buntujesz maluchu, co?- zapytałam, a on znowu się zaśmiał i wyciągnął rączki w moją stronę.- Zadzwoń do Dagi, bo się martwi i wyjaśnij jej wszystko- poprosiłam Filipa patrząc mu prosto w oczy. Ten jedynie mi przytaknął i wyszedł z pomieszczenia. Zmieniłam Antkowi pieluchę i ubrałam go w przygotowane obok rzeczy. Wzięłam na ręce i zaczęłam spacerować z nim po pokoju.
-Już?- zapytał Filip, kiedy wrócił.
-Już- uśmiechnęłam się. Winiarski podszedł do nas, po czym patrząc na swojego bratanka powiedział:
-Kolego. Następnym razem inaczej porozmawiamy- Antek odpyskował mu coś w swoim języku, a my znowu się zaśmialiśmy. Podniosłam głowę i spojrzałam Filipowi prosto w oczy. Staliśmy tak przez chwilę i mierzyliśmy się wzrokiem, jakby wokół nas nic nie było. Tą chwilę przerwał Antek, który zaczął strasznie marudzić. Spuściłam głowę, a Filip odchrząknął i zapytał:
-Idziemy?
-Tak, chodźmy- odpowiedziałam. Podałam mu Antka i zeszłam na dół. Ubierałam buty, kiedy chłopaki pojawili się obok. Filip ulokował swojego bratanka w wózku i sam zaczął ubierać buty. Wystawiłam wózek na zewnątrz, a Winiarski w tym czasie zamknął drzwi. Przez sekundę w mojej głowie pojawiła się myśl, że chciałabym, aby tak wyglądała moja przyszłość, ale natychmiast ją odgoniłam. To niemożliwe. Pomyślałam i spojrzałam na Filipa. Udało mu się zamknąć drzwi i ruszył do furtki. Zabrałam więc wózek i poszłam za nim. Przez całą drogę oboje milczeliśmy. Antoś zapełniał tą ciszę wesołym gaworzeniem. Gdy dotarliśmy do mojego domu odstawiliśmy Antka Dagmarze i poszliśmy do kuchni.
-Napijesz się czegoś?- zapytałam.
-Soku- odpowiedział. Nalałam więc soku jabłkowego do dwóch szklanek i podałam jedną z nich chłopakowi.- Dzięki.
-Kama!- usłyszałam krzyk Michała.
-Tak?- zapytałam wchodząc razem z Filipem do salonu.
-Udowodnij Facu, że jesteś od niego lepsza w fifę- poprosił. Szeroko się uśmiechnęłam i zajęłam miejsce na kanapie pomiędzy starszym Winiarskim a Facoundo. Michał wręczył mi pada, a ja zapytałam Facu w jego ojczystym języku:
-Gotowy?
-Znasz hiszpański?- zapytał zaskoczony siatkarz.
-Znam- odpowiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Znasz hiszpański?- zapytała zszokowana reszta.
-No tak- odpowiedziałam. Zaczęliśmy grać. Kiedy ograłam przyjmującego 4:1, ten spojrzał na mnie zaskoczony.
-Jak ty to zrobiłaś?- zapytał. Szeroko się uśmiechnęłam i powiedziałam:
-Lata praktyki. Poćwicz jeszcze trochę, to może kiedyś ze mną wygrasz- na te słowa Uriate się zaśmiał, a cała reszta patrzyła na nas nie do końca rozumiejąc o czym rozmawiamy.
-Żądam rewanżu- odezwał się Argentyńczyk.
-Następnym razem- odpowiedziałam, po czym wstałam i zapytałam Miśka.- Ograłam go. Zadowolony?
-Nawet nie wiesz jak bardzo. Facu, moja kasa- zaśmiał się starszy Winiarski. Zmierzyłam go wściekłym spojrzeniem, po czym patrząc prosto w te niebieskie oczyska powiedziałam:
-Następnym razem biorę połowę.
-Zobaczymy- stwierdził i schował wygraną do portfela.
-Kto nauczył cię tak grać?- zapytał Facu.
-To pozostanie moją słodką tajemnicą- zaśmiałam się.
-Czyli nie mam co liczyć na poznanie twojego sekretu?
-Nie ma takiej opcji-
odpowiedziałam. Reszta wieczoru minęła całkiem spokojnie. Chłopaki zagrali jeszcze kilka meczy i, muszę przyznać, że Facu był całkiem niezły w te klocki. Ciekawe, gdzie on się tego nauczył. Ale zaobserwowałam również, że oni wszyscy robią głupie, idiotyczne wręcz błędy. Naprawdę. Kiedy już cała ekipa się zwinęła, razem z tatą posprzątałam cały bałagan, który udało się zrobić tej bandzie wielkoludów. Kiedy skończyliśmy chowanie naczyń do zmywarki, tata odezwał się:
-Mogę ci zadać dwa pytania?
-Jasne.
-O czym rozmawiałaś z Karolem?- zapytał.
-O Emilce. Przepraszał za nią i jej zachowanie- wyjaśniłam. Tata pokiwał głową i zadał drugie pytanie:
-Skąd znasz hiszpański?
-Babcia zawsze twierdziła, że języki są ważne. A, że ja mam, w jej mniemaniu, talent to zapisywała mnie na różne kursy. W ten sposób na kursach nauczyłam się angielskiego, hiszpańskiego i francuskiego.
-Znasz trzy języki obce?- zapytał tata zaskoczony.
-Tak w zasadzie, to cztery. No bo jeszcze niemiecki, którego uczę się w szkole. Może nie jest on na takim poziomie, jak reszta, ale jednak- uśmiechnęłam się.
-Zaskoczyłaś mnie. Facu i Nico też pewnie byli zaskoczeni, ale pozytywnie. Bo w swoim ojczystym języku mogą porozmawiać albo ze sobą albo z Falascą. Ale polski idzie im całkiem nieźle.
-Muszę przyznać ci rację. Nie myślałam, że obcokrajowcom polski może iść tak dobrze- odpowiedziałam. Porozmawialiśmy chwilę, po czym oboje poszliśmy spać. Położyłam się na łóżku i momentalnie zasnęłam. Obudził mnie dźwięk mojego telefonu:
-Halo?- odebrałam zaspanym głosem.


***********************
To znowu ja! Sama zaczynam mieć siebie dość! Ostatnio mam taką wenę, że narobiłam sobie zapas rozdziałów tutaj i szykuję coś zupełnie nowego :D Ale to na razie tajemnica :)
Co do meczu z Argentyną- O matko! Normalnie podczas tego trzeciego seta serce mi się zatrzymało! Jestem mega dumna z chłopaków. MAMY ĆWIERĆFINAŁ!!! Czy to nie cudowne?
Moim zdaniem komentatorzy się trochę poprawili.
Pozdrawiam, do następnego, Dream <3 :*

P.S. Next w poniedziałek.

czwartek, 11 sierpnia 2016

Rozdział 35

-Nadal jesteś pewna, że wszystko dobrze?- zapytała mama. Podniosłam głowę i westchnęłam.
-Nie mam siły o tym rozmawiać, mamo. Proszę- wyszeptałam.
-Rozumiem. Zjedz coś- powiedziała.
-Dobrze.
-Kamila- zaczęła mama.
-Tak?
-Na pewno nic się nie stało?
-Nic strasznego. Na prawdę- powiedziałam patrząc jej prosto w oczy.
-Wierzę ci- uśmiechnęła się i wyszła z pomieszczenia.

*perspektywa Karola*

Chwilę po tym, jak Kamila, Filip i Kuba wyszli ze szpitala, pojawił się Andrzej.
-Dzień dobry- przywitał się z moimi rodzicami.
-Dzień dobry- odpowiedzieli mu jednocześnie.
-Cześć- powiedział siadając obok mnie i Oli.
-Hej- uśmiechnęła się lekko moja dziewczyna.
-Siemka- mruknąłem.
-Co z Emilą?
-Już wszystko dobrze. Zostanie pewnie do jutra, żeby zrobić jeszcze jakieś tam badania.
-Okej- przytaknął i nic nie powiedział.
-Spróbuję z nią porozmawiać- oznajmiłem po chwili. Wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni, ale nikt nic nie powiedział. Wstałem więc i skierowałem swoje kroki do sali, w której leży Emilka.
-Czego chcesz?- zapytała, kiedy tylko przekroczyłem próg pomieszczenia.
-Porozmawiać.
-Nie chcę z tobą rozmawiać! Z nikim!- krzyknęła wściekła.
-Uspokój się- poprosiłem spokojnym tonem.
-Niby po co?!
-Emila!
-Co Emila?! No co Emila?! Powiedzieć ci coś?!- zapytała, a ja kiwnąłem głową.- Żałuję, że przyjechałam do Bełchatowa! Że zaczęłam tu naukę i treningi! To chyba najgorszy okres w moim życiu! Nienawidzę cię! Jesteś okropnym bratem! Cały czas się o mnie martwisz, pilnujesz mnie, dzwonisz i pytasz, czy wszystko w porządku! Daj mi wreszcie spokój!
-Okropnym?!- zapytałem zły.- Martwię się o ciebie, więc jestem okropny?! Dobrze wiedzieć.
-Wynoś się! Nie chcę cię znać!- krzyknęła. Podszedłem do niej i patrząc prosto w oczy powiedziałem:
-Nie masz już brata. Zapomnij o mnie tak, jak ja w tym momencie zapominam o tobie- po czym wyszedłem z sali.- Po jej rzeczy przyjedziecie sami. Nie chcę jej widzieć w moim mieszkaniu- powiedziałem do rodziców.
-Ale to twoja siostra!- odezwała się moja mama.
-Ja nie mam już siostry.
-Ale...
-Już nie- powiedziałem, po czym zabrałem bluzę z jednego z krzesełek.- Idziemy?- zapytałem Olę i Andrzeja.
-Czas najwyższy- stwierdził mój przyjaciel. Wyszliśmy przed szpital, gdzie zapytałem:
-Pomożecie mi spakować jej rzeczy?
-Nie ma problemu- odpowiedzieli jednocześnie.

*perspektywa Kamili*

16 październik 2015, godzina 15:30
Właśnie szykuję się do pierwszego w tym sezonie meczu. Czy coś się u mnie zmieniło przez ostatnie trzy tygodnie? Całkiem sporo. Tata Emilki kilka dni po jej próbie samobójczej dostał propozycję pracy w Austrii. Od razu się zdecydowali i zabrali Emi, twierdząc, że to dla jej dobra. Kilka dni później Kuba wrócił do Włoch. Z naszej paczki został tylko Filip i ja. Pewnie zastanawiacie się dlaczego w ostatnim czasie tak rzadko pojawia się tu Natalia. Otóż tydzień temu okazało się, że jest ona w ciąży. Nie miałam okazji jej pogratulować, ponieważ wyjechała z rodzicami do Szczecina. Moje przemyślenia przerywa trener.
-Dziewczyny, gotowe?- zapytał. Kiwamy tylko głowami.- Ej, co z wami?!- zadał kolejne pytanie widząc nasze miny.- Kamila, chodź ze mną na chwilę.
-Dobrze- powiedziałam i wyszłam za trenerem z szatni.
-Co się z tobą dzieje, dziewczyno?- zapytał.
-Nic.
-Jak to nic? Ja rozumiem, że to co zrobiła Emilka i jej późniejszy wyjazd mocno tobą wstrząsnęły, ale musisz wziąć się w garść. Wiesz dlaczego zostałaś kapitanem?- spytał, a ja przecząco pokręciłam głową.- Znam cię kupę czasu. Wiem ile pracy włożyłaś w treningi. Jesteś cholernie dobrą zawodniczką, która jest motorem napędowym tej drużyny. Dlatego błagam, weź się w garść, zepnij tyłek i pokaż na boisku na co się stać!
-Tak jest!- powiedziałam odzyskując całą pewność siebie i zasalutowałam.
-Posłuchaj mnie uważnie. Jeżeli w sezonie porządnie się przyłożysz, to masz szansę grać z juniorkami na mistrzostwach świata. To będzie dla ciebie ogromna szansa.
-Rozumiem. Dziękuję trenerze- uśmiechnęłam się.
-Nie ma sprawy. A teraz idź do szatni i zmotywuj dziewczyny. Musimy to wygrać! Widzimy się za dziesięć minut przed wejściem na salę- powiedział. Weszłam do szatni i spojrzałam na dziewczyny.
-Co jest?- zapytałam.
-To, że nie ma Emilki znacznie osłabia naszą grupę, nie zauważyłaś?- zapytała Marlena.
-Lenka, ja wiem, że nie czujesz się teraz pewnie. Ale przecież siedząc na ławce marzyłaś o wyjściu w pierwszej szóstce, prawda? Więc dlaczego teraz zamiast pokazywać pewność siebie i swoich umiejętności się boisz?!
-Kama, wiemy, że chcesz nas zmotywować, ale uwierz, że dzisiaj nic z tego nie będzie- powiedziała Marta.
-Laski, co z wami?! Nie poznaję was! Spinamy tyłki i rozprawiamy się z przeciwniczkami do zera!
-Pamiętasz, co powiedziałaś w zeszłym roku jednej z nich pod siatką?- zapytała lekko uśmiechnięta Julka.
-Wystaw tyłek i cierp- zaśmiałam się.
-Wiecie, mam ochotę zobaczyć, jak czołgają się po boisku dostając w dupę do zera.
-No i takie podejście jest właściwe!- krzyknęłam zadowolona. Wystawiłam rękę przed siebie, a dziewczyny ułożyły na niej swoje dłonie.- Hej!
-Hooop!- odpowiedziały krzykiem dziewczyny. Mocno przytuliłyśmy się w kółku i wyszłyśmy z szatni. Przed wejściem na salę czekał na nas trener.
-Gotowe?- zapytał.
-Jak nigdy!- odpowiedziałam. Weszliśmy na salę i zaczęłyśmy się rozgrzewać. Rozejrzałam się po trybunach i zobaczyłam rodziców, Arka oraz Filipa. Szeroko się do nich uśmiechnęłam i wróciłam do ćwiczeń. Równo o godzinie szesnastej rozpoczął się mecz. Najpierw przywitanie drużyn i sędziów. Następnie prezentacja pierwszych szóstek i rozpoczęcie meczu. Piłkę miały przeciwniczki. Zagrywka. Mocne uderzenie w piłkę. Julka przyjęła prawie idealnie. Piłka leci do Doroty, naszej rozgrywającej. Ta bez większych ceregieli wystawia piłkę przez plecy prosto do mnie. Wyskakuję do ataku i z całej siły wbijam piłkę w parkiet. Szczęśliwe przytulamy się z dziewczynami w kółku. Mecz kończy kończy się wynikiem 3:0 dla nas. Pierwszego seta wygrałyśmy do 20, drugiego na przewagi 29:27, a w trzecim ukazałyśmy całkowitą przewagę miażdżąc przeciwniczki do 14. Po meczu przyszedł czas na nagrodę MVP. Otrzymałam ją ja. Okazało się, że udało mi się zdobyć aż 25 punktów! Byłam w szoku, nie myślałam, że było tego aż tyle! Kiedy już wymieniłyśmy uprzejmości z przeciwniczkami, zaczęłyśmy szczęśliwe tańczyć w kółku. Potem poszłyśmy do szatni się przebrać. Wyszłam przed halę trzymając w dłoni kolejną statuetkę do kolekcji.
-Gratulacje- powiedział tata i mocno mnie przytulił.
-Dziękuję- odpowiedziałam. Mama, Arek i Filip również mi pogratulowali.
-Wracamy do domu?- zapytała mama.
-Nie ma innego wyjścia- powiedziałam.
-Filip, jedziesz z nami?- spytał tata.
-Nie, nie. Ja mam teraz trening. W końcu jutro zaczynam sezon- odpowiedział, po czym się z nami pożegnał i wrócił na halę. Wróciliśmy do domu i rozsiedliśmy się w salonie.
-Gdzie grasz za tydzień?- zapytał tata.
-W Rzeszowie. Wyjeżdżamy w czwartek wieczorem. Wracamy w sobotę koło południa. Mecz jest w piątek- powiedziałam. Tata tylko pokiwał głową.

30 październik 2015, godzina 17:45
Siedzę razem z mamą, Arkiem, Dagą, Olkiem, Antkiem i Filipem na trybunach w Energii. Czekamy na rozpoczęcie się pierwszego w tym sezonie meczu Skra vs Effector. Bełchatów jest zdecydowanym liderem, ale nie zapominajmy, że Kielce mają Mateusza Bieńka. Zdolnego, młodego zawodnika, który może pociągnąć drużynę do zwycięstwa. Mecz kończy się triumfem Bełchatowa 3:1. Pierwszego seta wygraliśmy do 22, drugiego do 16, trzeciego przegraliśmy do 22, a czwartego, ostatniego wygraliśmy do 18. Całą ekipą schodzimy na dół, aby pogratulować Skrzatom.
-Gratulacje- uśmiechnęłam się do taty i mocno go przytuliłam.
-Dziękuję. Ludzi chyba więcej niż na twoim meczu, no nie?- zapytał ze śmiechem.
-Za to ja szybciej wygrałam- odparłam.
-Też prawda- powiedział tata i zaczęliśmy się śmiać.
-A co wam tak wesoło?- zapytał Winiar.
-Nic, nic- odpowiedzieliśmy jednocześnie, co wywołało kolejną salwę śmiechu.
-Jasne- stwierdził i poszedł do szatni. Godzinę później byliśmy już w domu. Poszłam do mojego pokoju, żeby się przebrać. Wtedy odezwał się mój telefon. Spojrzałam na ekran, widniała na nim wiadomość od Emilki:
Możemy porozmawiać na Skype?
Westchnęłam nie wiedząc, co odpisać. W głowie wciąż miałam naszą ostatnią rozmowę.
Nie mamy o czym.
Odpisałam i wzięłam laptopa, po czym usiadłam na łóżku. Zobaczyłam, że Kuba jest dostępny na Skype. Zadzwoniłam więc do niego i już po chwili na ekranie widniała uśmiechnięta twarz chłopaka.
-Cześć- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Hej- odpowiedział. Rozmawialiśmy kilka minut, ale przerwał nam dzwonek mojego telefonu. Sięgnęłam po urządzenie, na którym widniała wiadomość od Emili. Westchnęłam głośno, a Kuba zapytał- Coś się stało?
-Nie, no co ty- mruknęłam.
-Od kogo ta wiadomość?
-Od Emilki.
-Czego ona chce?- zapytał lekko zdenerwowany.
-Porozmawiać- prychnęłam.
-Co ona ci tam napisała?- przytoczyłam mu dwie wcześniejsze wiadomości i przeczytałam tą najnowszą:
-Widzę, że jesteś dostępna. Korona Ci z głowy spadnie jak chwilę porozmawiasz z przyjaciółką?
-Napisz jej...- zaczął, ale mu przerwałam.
-Wiem, co mam napisać- powiedziałam, po czym wysłałam do dziewczyny wiadomość o treści:
Nie zachowałaś się jak przyjaciółka. Już nią dla mnie nie jesteś. Zapomnij o mnie tak, jak ja w tej chwili zapominam o Tobie.
Wysłałam wiadomość i poczułam dziwną ulgę.
-Kamila masz gościa- powiedziała mama, która weszła po chwili do pokoju.


****************
Akuku! To znowu ja! Pojawiam się z kolejnym rozdziałem! Jak się podoba?
Jak wrażenia po meczu Polska-Iran. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się takiego zachowania kibiców. I ta ostatnia akcja pod siatką... No pierwszy raz widziałam, żeby to Kubi kogoś odciągał, a nie na odwrót. Pozytywna zmiana :D
Dzisiaj mecz z Argentyną. Trzymamy kciuki.
Pozdrawiam, do następnego, Dream <3 :*

P.S. Next w sobotę :D

wtorek, 9 sierpnia 2016

Rozdział 34

Około jedenastej razem z Filipem poszliśmy do Emilki do szpitala. Weszliśmy na odpowiednie piętro, gdzie na korytarzu siedzieli Ola, Karol oraz jego rodzice. Nie mięli ciekawych min.
-Dzień dobry- przywitałam się z państwem Kłos.
-O, witaj Kamilko. Długo się nie widzieliśmy, co u ciebie?- zapytała mama Emi.
-Wszystko dobrze. A co z Emilką?
-Nie chce z nikim rozmawiać. Na wszystkich burczy.
-Mogę?- zapytałam wskazując drzwi jej sali.
-Jeśli chcesz- odpowiedział tata mojej przyjaciółki.
-Cześć- powiedziałam wchodząc do sali, na której leżała dziewczyna.
-Hej- mruknęła.
-Jak się czujesz?- zapytałam z troską. Nie uzyskałam jednak odpowiedzi.- Em...- zaczęłam cicho i spokojnie, ale dziewczyna wybuchła.
-Czego ty chcesz?! Dajcie wy mi wszyscy święty spokój! Nie mam ochoty z nikim rozmawiać! A z tobą w szczególności!
-Ale...
-Chcesz wiedzieć dlaczego?! Dobrze, powiem ci! Uważasz się za moją przyjaciółkę, a nie pomyślałaś, że ja chciałam umrzeć?! Nie znasz mnie! Nic o mnie nie wiesz! Wynoś się! Wolę nie mieć przyjaciół, niż mieć takich jak ty!- zabolało. Poczułam łzy gromadzące się w kącikach oczu, ale nie dałam za wygraną.
-Po jednej kłótni z chłopakiem od razu ze sobą kończyć?! Normalna jesteś?! Całe życie przed tobą! Masz rodzinę, przyjaciół, talent...- zaczęłam wymieniać, ale po raz kolejny mi przerwała.
-A ty co się tak mądrzysz?! Co ty masz z tego życia?! Rodziców, którzy zajęli się tobą w wieku szesnastu lat?!- zabolało. Znowu. Tym razem pozwoliłam, aby pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
-Doskonale wiesz...
-Oj przestań! Kiedy do ciebie dotrze, że jesteś po prostu żałosna?!- nie czekałam na to, co chce jeszcze powiedzieć. Ewidentnie miała zamiar jeszcze coś dodać, ale ja już nie wytrzymałam. Wybiegłam z sali ze łzami w oczach. Nie patrząc na nikogo ruszyłam do wyjścia ze szpitala. Przy schodach dogonił mnie Filip.
-Kam, co się... Ty płaczesz?- zapytał, a ja nie odpowiedziałam, tylko się do niego przytuliłam.Ten mocno mnie objął czekając, aż się uspokoję.
-Zabierz mnie stąd- wyszeptałam. Filip otarł łzy z moich policzków, po czym objął mnie ramieniem i wyszliśmy ze szpitala.
-Chcesz wrócić do domu?- zapytał głosem przepełnionym troską.
-Nie. Musimy iść do Kuby. Może on z nią porozmawia.
-Jesteś świadoma tego, że ona właśnie potraktowała cię jak nie powiem kogo, a ty chcesz jeszcze jej pomagać?
-Mogę iść sama, jeśli chcesz- stwierdziłam i ruszyłam w stronę domu Jakuba.
-Ja nie powiedziałem, że puszczę cię samą- zaśmiał się Winiarski i mnie dogonił. Na miejscu byliśmy dziesięć minut później (zna się wszystkie Bełchatowskie skróty). Zadzwoniliśmy do drzwi, które otworzyła Gabi.
-Hej- zaczęłam.
-Cześć- odpowiedziała.
-Hej- dorzucił Filip.- Jest Kuba?
-Wchodźcie, siedzi w salonie- powiedziała, więc weszliśmy do środka.- Jakubie!- krzyknęła.
-Zrób mi loda- mruknął Filip. Spojrzałyśmy na niego zaskoczone.- No co? Bajki ostatnio z chłopakami oglądałem.
-Co się drzesz?!- odkrzyknął Kuba.
-Gości masz- poinformowała go siostra.
-Kogo znowu niesie?- zapytał, a gdy zobaczył mnie i Filipa wyglądał na zaskoczonego.
-Hej- powiedziałam z Winiarskim jednocześnie.
-Cześć?- odpowiedział zaskoczonym głosem.- O co chodzi?
-Podziękowałbyś im. To oni cię wczoraj odstawili- mruknęła Gabi.
-Dzięki. Więc o co chodzi?
-Musimy pogadać- powiedziałam, po czym opowiedzieliśmy mu całą historię. Kiedy to usłyszał, pobiegł się ubrać, a my czekaliśmy w salonie. Wymieniłam się numerami telefonu z Gabrysią, tak "na przyszłość".
-Idziemy?- zapytał Kuba, który był gotowy po trzech minutach.
-Jasne- odpowiedział Filip i we trójkę ruszyliśmy do szpitala. Tam Kuba przedstawił się rodzicom Emilki, którzy nie robili problemów i pozwolili mu wejść do środka. Wyszedł równie szybko, co ja i miał podobną minę. Spojrzałam w jego oczy i serce mi pękło. W Kubusiowym spojrzeniu było tyle bólu. Wstałam z plastikowego krzesełka, na którym siedziałam i przytuliłam przyjaciela. Po chwili usłyszałam, że zaczął płakać. Kiwnęłam głową na Filipa i zabraliśmy go na zewnątrz.
-Wracam do Włoch- oznajmił Kuba, kiedy siedzieliśmy na ławce przed szpitalem.
-Co?!- zapytaliśmy jednocześnie zszokowani.
-Tata dostał tam świetną propozycję pracy i wracamy. Ale nie martwcie się. Odwiedzę was. I będziemy rozmawiać przez internet. Obiecuję- powiedział.
-Trzymam cię za słowo- uśmiechnęłam się lekko.- A co z...
-Z Emilą? Już nic. Kocham ją, ale po tym, jak mnie teraz potraktowała wiem, że zasługuję na kogoś lepszego- stwierdził i zapadła cisza.- Kam...- zaczął Kuba po kilku minutach.
-Tak?
-I ty też powinnaś.
-Ale co?
-Emila nie zasługuje na taką przyjaciółkę, jak ty. Wszystkich traktuje okropnie, nic na to nie poradzimy. Ale proszę cię. Nie wybaczaj jej, nie dawaj szans. Tak nie zachowuje się przyjaciółka- mówił, a jego słowa, choć tak prawdziwe, zadawały dużo bólu.- Obiecaj.
-Obiecuję- wyszeptałam.
-Zbieram się. W tym tygodniu już nie pojawię się w szkole. Samolot mam w środę. Przyjdę się pożegnać- powiedział Kuba.
-Trzymamy cię za słowo, stary- odpowiedział Filip.
-Kuba- zatrzymałam chłopaka, bo chciałam go o coś zapytać.
-Tak?
-Dlaczego nigdy nie mówiłeś o Gabi?- spytałam, a chłopak bez najmniejszego skrępowania odpowiedział:
-Bo dopiero po wyjeździe do Włoch zrozumiałem, jak fajnie mieć młodsze siostry. Lecę, pa.
-Hej- powiedział Filip.
-Cześć- dodałam. Siedzieliśmy przez chwilę ciszy, gdy nagle ktoś do nas podszedł.
-Hej- usłyszałam i podniosłam głowę. Musiałam bardzo wysoko zadrzeć łepetynkę, aby ujrzeć uśmiechniętą twarz Andrzeja.
-Cześć- odpowiedzieliśmy jednocześnie z Filipem.
-Czemu tu siedzicie?- zapytał.
-Jeśli nie masz ochoty usłyszeć tego, co naprawdę myśli o tobie Emila, to nie idź do niej- powiedziałam.
-Coś się stało?
-Niestety- powiedziałam i zaśmiałam się. Ale w tym śmiechu nie było krzty wesołości. Nagle rozdzwonił się telefon Filipa.
-Halo?- odebrał.
-...
-Okej.
-...
-Okej.
-...
-Okej.
-...
-Okej. Pa- powiedział i się rozłączył.
-Imponujące te twoje rozmowy- zaśmiał się środkowy.
-Do mnie chociaż ktoś dzwoni- odgryzł się Filip. Tym razem całkowicie szczerze zaczęłam się śmiać.- Kam, zbieramy się- poinformował mnie młodszy Winiarski.
-Oczywiście. Cześć Andrzej.
-Cześć, cześć- powiedział i ruszył w stronę szpitala. Natomiast ja i Filip w przeciwnym kierunku, na nasze osiedle.
-Miałem cię poinformować, że cała twoja rodzinka jest u mnie, bo z wczoraj tyle żarcia zostało, że wszystko odgrzewają.
-Zrozumiałam.
-Niezmiernie mnie to cieszy.
-Mnie również.
-Dobra, koniec- powiedział Filip, po czym oboje parsknęliśmy śmiechem.
-Okej- przytaknęłam.
W domu Winiarskich panuje ogromna radość. Dzieciaki biegają, dorośli rozmawiają, wszyscy się śmieją. Raczej mój obecny nastrój tutaj nie pasuje. Za bardzo boli mnie serducho po tym, co powiedziała mi Emilka. Ale również przez to, że mój mózg cały czas podsuwa mi wspomnienie bólu w Kubusiowym spojrzeniu.
-Wszystko w porządku?- zapytał Filip widząc moją minę.
-Co? Tak, tak- powiedziałam lekko zdezorientowana.
-Nie brzmisz przekonująco.
-Bo jedyne na co mam ochotę, to usiąść i się rozpłakać. Doskonale wiem, że słyszałeś wszystko, co powiedziała mi Emilka, więc pewnie mnie rozumiesz.
-Rozumiem ciebie, ale jej nie. I dobra rada. Nie płacz lepiej przy wszystkich. Kto jak kto, ale Igła nie odpuści, dopóki wszystkiego się nie dowie.
-Twoje rady są bezcenne- odparłam.
-Wiem przecież. Jak już nie wytrzymasz, to wyjdź do łazienki i wyślij mi Sms'a. Coś wymyślimy.
-Dzięki- uśmiechnęłam się, po czym weszliśmy do salonu.
-Cześć- powiedział cały chórek, gdy nas zobaczył.
-Hej- odpowiedzieliśmy jednocześnie.
-Co z Emilką?- zapytał tata.
-Lekarze mówią, że jej życiu nic już nie zagraża- powiedział Filip. Dziękuję Ci Boże za takiego przyjaciela!
-A jak ona się czuje?- zapytał tym razem Igła.
-Nie chce z nikim rozmawiać- odpowiedział po raz kolejny Filip.
-Coś się stało?- zapytała mama, która przez cały czas bacznie mi się przyglądała. Zacisnęłam zęby i z wymuszonym uśmiechem odparłam:
-Nie, dlaczego?
-Bo nie brzmicie przekonująco, powiedzmy- odpowiedziała.
-Wszystko jest dobrze. Co jemy?- zapytał Filip zmieniając temat. Boże, dziękuję ci jeszcze raz. Z całego serca.
-My już jedliśmy. Nie wiedzieliśmy, kiedy przyjdziecie. Wszystko macie w kuchni, częstujcie się- powiedziała Daga. Poszliśmy więc do kuchni. Zaraz po wejściu do pomieszczenia oparłam się o ścianę i zjechałam aż do podłogi.
-Nadal jesteś pewna, że wszystko dobrze?

**************************
Ta dam! Jest i 34 rozdział. Kto by pomyślał, że Emilka tak się zachowa? Strzelam, że nikt.
Jak się podoba?
Znowu nie wiem, co napisać. Chociaż, nie. WIEM!!!! Wygraliśmy z Egiptem, jakby jeszcze ktoś nie wiedział! Dzisiaj czeka nas dużo cięższa przeprawa z Iranem. Ale damy radę. Bo kto jeśli nie my?
Przyznam szczerze, że rozwaliły mnie miny Kurka. Po prostu siedziałam i się śmiałam. I bardzo irytowali mnie komentatorzy. Ughh... No, ale nic. Ważne, że udało się wygrać.
Do następnego, pozdrawiam, Dream <3 :*

P.S. Next w czwartek.