sobota, 28 maja 2016

Rozdział 14

 W domu usiedliśmy na tarasie, a tata powiedział:
-Mam dla was niespodziankę.....
- razem z Pauliną spojrzałyśmy na niego zaciekawione.
-Olśnij nas- poprosiła brunetka.
-Kamila, kiedy zaczynasz treningi?- zapytał tata.
-Teraz do końca wakacji mam jeszcze luz, a potem pierwszego po południu- odpowiedziałam.
-Świetnie. Ja też mam teraz wolne trzy dni, więc może zrobimy sobie małą wycieczkę?
-Co masz na myśli mówiąc 'małą'?- zapytała Paula.
-Możemy pojechać do moich rodziców albo do domku na Mazury- powiedział i szeroko się uśmiechnął.
-Całkiem niezły pomysł- powiedziała Paulina.- A co na to twoi rodzice?
-Na pewno się ucieszą- powiedział pewnie.- Co ty na to Kamila?
-W sumie, to nie taki zły pomysł. Nigdy jeszcze nie byłam w Wieluniu, co jest dość dziwne, bo mama tam się urodziła i wychowała- stwierdziłam zamyślona.
-Twój tata też- zaśmiał się tata, na co razem z Pauliną mu zawtórowałyśmy.
-No to zadzwonię do rodziców- powiedział tata i sięgnął po telefon.-No cześć mamo.
-...
-Słuchaj, moglibyśmy wpaść? Mamy wolne do końca tygodnia, więc pomyśleliśmy...
-...
-Aha, no okej. Rozumiem.
-...
-Pewnie, że tak. Do zobaczenia- powiedział i zakończył połączenie.- Nie da rady. Pojechali do Ali do Gdańska i wracają w przyszłym tygodniu.
-A te Mazury?- zapytała Paula.
-Zadzwonię- stwierdził tata i wybrał kolejny numer- Dzień dobry.
-...
-Z tej strony Mariusz Wlazły. Chciałem pana zapytać, czy ten domek, który wynajmowaliśmy w zeszłym roku jest wolny.
-...
-Tak? To świetnie. A czy byłaby możliwość, żebyśmy jutro przed południem dostali klucze?
-...
-Na trzy dni.
-...
-Świetnie. Do widzenia- powiedział i zakończył połączenie.- Jedziemy.
-No to super. O której wyjedziemy?- zapytała Paulina.
-Myślę, że koło ósmej. Wtedy koło południa bylibyśmy na miejscu.
-No dobrze. Zapytamy jeszcze Arka czy chce jechać. Arek!- zawołała.
-Tak mamo?- zapytał gramoląc się na kolana taty.
-Masz ochotę jechać z nami na Mazury do tego domku co ostatnio?- zapytała Paulina.
-No pewnie, że tak! Tam było super! Kiedy jedziemy?
-Jutro rano i zostajemy do końca wakacji- odpowiedział tata.
-To musimy się spakować! No chodźcie!- krzyknął i ruszył do domu.
-Chyba ma rację- powiedziała Paulina i również wstała. Razem z tatą zrobiliśmy to samo i każdy poszedł się spakować. Wzięłam moją torbę treningową i zaczęłam kolejno pakować do niej wszystkie rzeczy. Po pół godzinie byłam już spakowana i gotowa do drogi. Poszłam sprawdzić, jak radzi sobie Paulina.
-Może coś ci pomóc?- zapytałam, gdy widziałam ją siedzącą na łóżku i gładzącą się po sporym już brzuchu.
-Mogłabyś zapakować do tej torby te wszystkie rzeczy? Ja muszę odpocząć.
-Nie ma sprawy, kładź się- powiedziałam i zaczęłam układać w walizce starannie złożone ubrania.
-Dziękuję ci bardzo- powiedziała Paulina i się uśmiechnęła.
-Nie ma problemu. Ja jestem już spakowana, a tutaj zaraz skończę- powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech. Potem zjedliśmy kolację, umyłam się i położyłam spać wcześniej nastawiając budzik na siódmą rano.
-Kamila wstawaj!- usłyszałam głos babci.
-Już, już- powiedziałam.
-Musimy porozmawiać- powiedziała i usiadła na łóżku.
-Tak? O co chodzi?- zapytałam i rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym byłyśmy. Był to mój obecny pokój. W domu taty i Pauliny.
-Pozwolono mi do ciebie przyjść, owszem tylko na chwilę, ale to nie ważne. Mamy mało czasu.
-Ale o co chodzi?- zapytałam nic nie rozumiejąc.
-Chcę ci wyjaśnić kilka rzeczy. Po pierwsze sprzedaj mieszkanie. Nie będzie ci ono potrzebne. Zabierz z niego wszystkie rzeczy, które są lub będą ci potrzebne. Resztę moich ubrań oddaj potrzebującym. Większość już oddałam, ale jeszcze trochę zostało.
-Dobrze- powiedziałam nadal lekko zszokowana, ale starałam się wszystko zapamiętać.
-Pieniądze wpłacicie na osobne konto, gdzie będą leżeć i czekać, aż ci się przydadzą- powiedziała, a ja pokiwałam głową.
-Babciu...- zaczęłam.
-Tak kochanie?
-Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, że jesteś chora?
-Kochanie, nie mogłam, nie potrafiłam złamać ci serca. Jesteś dla mnie najważniejsza i to właśnie dlatego- powiedziała i ciepło się uśmiechnęła.
-Dobrze- szepnęłam, a po moim policzku spłynęła łza.
-Nie płacz kochanie. Proszę- otarła moją łzę i odezwała się- I ostatnia najważniejsza rzecz. Trenuj. Tak jak do tej pory. Nie odpuszczaj. Zajdziesz daleko. Zobaczysz kochanie. Spotka cię wiele rzeczy, których nawet się nie spodziewasz- powiedziała i zniknęła.

Obudziłam się ze łzami na policzkach i zaczęłam głęboko oddychać. Złapałam telefon i sprawdziłam godzinę. Na wyświetlaczu widniała 05:58. No ładnie. Już nie zasnę. Szybko podjęłam decyzję, co zrobię. Wyciągnęłam z szafy dres, luźną koszulkę i buty do biegania. Ubrałam się złapałam telefon i słuchawki, włączyłam playlistę do biegania i zeszłam na dół. Na stole w kuchni zostawiłam kartkę zawierającą krótką wiadomość: "Idę pobiegać. Wrócę przed siódmą, Kamila". Zabrałam jeszcze z portfela w torbie pieniądze oraz klucze od domu i zamykając go wcześniej za sobą ruszyłam do parku. Tam po zrobieniu kilku okrążeń usiadłam na ławce i schowałam twarz w dłonie. Cały czas miałam w głowie słowa babci "Spotka cię wiele rzeczy. których nawet się nie spodziewasz". Co miała na myśli? I czy dobrych czy złych rzeczy? Zbyt wiele pytań. Przebiegłam więc jeszcze cztery kółka i potruchtałam do cukierni. Tam kupiłam bułki na śniadanie oraz pączki, ponieważ wyglądały tak smacznie, że nie mogłam ich tam zostawić. Tak obładowana ruszyłam do domu. Wedle planu wróciłam z biegania dziesięć minut przed siódmą. Zaniosłam zakupy do kuchni, gdzie siedziała Paulina.
-Cześć- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Hej- odpowiedziała.- Jak się biegało?
-Super. Świetna pogoda na bieganie. Mam bułki i pączki- pokazałam z uśmiechem dwie siatki.
-O jejku, pączki. Świetnie. Chyba w myślach mi czytasz, bo cały czas mam ochotę na pączka- zaśmiała się, a ja razem z nią.
-To smacznego- powiedziałam.
-A dziękuję- powiedziała.
-Dobra, ja idę wziąć prysznic- powiedziałam i weszłam schodami na górę. Zabrałam z pokoju rzeczy na przebranie, które odłożyłam już wczoraj. Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i rozczesałam włosy zostawiając je rozpuszczone. Przeciągnęłam rzęsy tuszem idealnie je wydłużając i zeszłam na dół, gdzie Paulina kończyła przygotowywanie śniadania.
-Zawołasz Arka i tatę?- zapytała.
-Jasne, już idę- powiedziałam i poszłam obudzić najpierw tatę.- Tato- szturnęłam go w ramię.
-Tak?- zapytał zaspanym głosem.
-Chodź na śniadanie- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Już idę- odwzajemnił mój uśmiech i wstał. Miałam już wychodzić, ale mój wzrok zatrzymał się na pewnym przedmiocie....
-To z Mistrzostw?- zapytałam podchodząc do medalu.
-Tak. Moje największe osiągnięcie- powiedział i podał mi przedmiot. Obejrzałam go z uśmiechem na ustach i oddałam tacie.
-Jest wspaniały.
-Oj, tak- powiedział, a na jego ustach cały czas gościł szeroki uśmiech.
-Idę obudzić Arka- powiedziałam i wyszłam. Otworzyłam drzwi do pokoju blondynka i uśmiechnęłam się widząc małego aniołka słodko śpiącego w rozkopanej pościeli.- Wstawaj Smyku- powiedziałam siadając na brzegu jego łóżka i lekko trzęsąc jego ramieniem.
-Już?- zapytał przecierając oczy.
-No niestety, ale mam dobrą wiadomość- powiedziałam.
-Jaką?
-Na stole czekają kakao, pączki, bułki i wiele innych przysmaków- powiedziałam.
-No, jak tak, to idę- powiedział i zszedł ze mną do kuchni.
-Mogę wiedzieć skąd po siódmej rano mamy pączki i bułki?- zapytał tata siadając przy stole.
-Byłam rano pobiegać i kupiłam- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Jak tak, to spoko- zaśmiał się tata. Po pół godzinie całą czwórką zwarci i gotowi jechaliśmy idealnymi Polskimi drogami. Koło dziewiątej dostałam SMS'a od Emilki o treści:
Może jakieś małe zakupy albo spacerek?
Odpisałam szybko:
Odpada. Jestem właśnie w drodze na Mazury razem z tatą, Pauliną i Arkiem. Zostajemy do końca wakacji, więc zakupy i spacer musimy przełożyć na inny termin.
Chwilę później dostałam odpowiedź:
Baw się dobrze. To wszystko jeszcze zdążymy nadrobić, buziaki :*
Pisałam jeszcze przez chwilę z przyjaciółką, a potem zajęłam się śpiewaniem razem ze wszystkimi radiowych hitów. Koło dziesiątej razem z Arkiem zasnęliśmy na tylnych siedzeniach samochodu. Obudził mnie dźwięk aparatu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam tatę, który siedział mocno wykręcony i robił nam zdjęcia.
-Mogę wiedzieć co robisz?- zapytałam lekko zaspana.
-Zdjęcia. Zobacz jak słodko wyglądacie- powiedział i podał mi lustrzankę. Spojrzałam na zdjęcia, które zrobił i pokiwałam głową z uśmiechem.
-No całkiem nieźle.
-Wiem- wypiął dumnie pierś do przodu.
-A właściwie to dlaczego stoimy?- zapytałam oddając mu aparat.
-Bo chciałem wam zrobić zdjęcie, a Paulina musiała iść do toalety. Takie uroki bycia kobietą w ciąży- zaśmiał się, a ja razem z nim.
-Daleko jeszcze?- zapytałam.
-Niecała godzina drogi.
-W takim razie też idę do toalety- powiedziałam i wysiadłam z samochodu. Staliśmy na stacji benzynowej. Spokojnym krokiem ruszyłam do środka. Załatwiłam swoją potrzebę, a kiedy wyszłam Paulina akurat myła ręce.
-Witam, witam- powiedziałam.
-A witam- odpowiedziała i obie wybuchnęłyśmy śmiechem.- Może weźmiemy jakieś ciastka, co?- zapytała, kiedy wychodziłyśmy.
-W sumie czemu nie- odpowiedziałam i razem z brunetką poszłam wybrać smak ciastek. Po chwili zdecydowałyśmy się na czekoladowe. Paulina poszła do kasy zapłacić, a ja poczekałam na nią po czym obie wyszłyśmy ze sklepu i wróciłyśmy do samochodu.
-No nareszcie, co tak długo?- zapytał tata, kiedy nas zobaczył.
-Musiałyśmy przypudrować nosek- powiedziałam.
-I kuić ciastka- uzupełniła moją wypowiedź Paulina.
-Ciastka?- zapytał tata z błyskiem w oku.
-Tak- powiedziała Paulina i otworzyła paczkę.
-Co robicie?- zapytał Arek, który właśnie się obudził.
-Jemy ciastka- powiedziała Paulina i podała nam paczkę.
-Dobra, jedziemy, bo noc nas zastanie- powiedział tata i ruszył w dalszą drogę. Godzinę później byliśmy już na Mazurach w dość znanej miejscowości- Mikołajkach. Odebraliśmy klucz od domku i weszliśmy do środka. Kiedy Arek zaczął ciągnąć mnie za rękę, żeby pokazać cały budynek, zadzwonił taty telefon:
-Halo?- odebrał.
-...
-Ale...
***********************************
Jestem! Wróciłam! Żyję! Mam nadzieję, że ktoś czekał, ponieważ rozdział jest wyciśnięty siłą. Osobiście uważam, że jest to najgorszy ze wszystkich dotychczasowych rozdziałów.
Za obsuwę czasową przepraszam, ale kompletnie nie miałam pomysłu. Do tego dochodzą jeszcze sprawy prywatne, więc....
Ale mam też dobrą (nie dla wszystkich) wiadomość- decyzja zapadła *fanfary* jeżeli tylko wyliżę się z ocenami *fanfary* to w wakacje *fanfary* powstanie drugi blog.
To chyba tyle z informacji. Z następnym postaram się nie spóźnić, ale nic nie obiecuję.

Pozdrawiam, Dream :*

P.S. Proszę o oddawanie głosów w ankiecie. :*

wtorek, 17 maja 2016

Rozdział 13

Nowy rozdział wyglądał mniej-więcej tak, że pożegnaliśmy się z Emilką i ruszyliśmy do domu. Na miejscu razem z tatą, Michałem i Filipem ponosiłam wszystko do obecnego pokoju. Tata i Michał ulotnili się, ponieważ musieli zrobić zakupy.
-To ja ci pomogę- zaoferował się Filip.
-Nie trzeba. Dam sobie radę- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Ale to nie była propozycja, tylko informacja- powiedział posyłając mi swój szeroki uśmiech.
-Czy u Was pewność siebie, to cecha wrodzona?- zapytałam.
-Czy ty po Mariuszu jesteś taka uparta?- odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Winiarski...
-Tak?- zapytał przesłodkim głosem.
-Nie drażnij mnie, dobrze radzę- powiedziałam, ale na moich ustach cały czas gościł uśmiech.
-Dobra, dobra. Nie strasz. Od czego zaczynamy?
-Ubrania- westchnęłam i razem z tym niekoniecznie normalnym człowiekiem zaczęłam rozpakowywać swoje rzeczy. Ostatnim kartonem, za który się wzięliśmy był ten z nagrodami. Filip otworzył go i wciągając głośno powietrze usiadł na łóżku.
-No nieźle- powiedział z uznaniem.- Opowiedz o nich- poprosił. Wyciągałam więc po kolei każdy medal, puchar dyplom i o nich opowiadałam.- No całkiem nieźle- powiedział, kiedy skończyłam.
-Dzięki- uśmiechnęłam się.
-Wszystko ok?- zapytał.
-Tak, tak- odpowiedziałam.
-Na pewno?
-Tak. Tylko wiesz, długo tego nie przeglądałam i teraz przypomniało mi się wiele wspaniałych chwil związanych z siatkówką- odpowiedziałam.
-A tych musiało być naprawdę sporo. Chyba z sześć dyplomów i nagród dla najlepszej atakującej. To imponujące- stwierdził.
-Dziękuję. Ale teraz muszę to wszystko zapakować- powiedziałam układając zdobycze do kartonu.
-Ale dlaczego?- zapytał.
-Praktycznie cały czas mam je pochowane. Nie lubię się nimi chwalić- odpowiedziałam i zamknęłam karton wsuwając go pod biurko.
-Skoro tak- powiedział, a wtedy do pokoju wpadli Arek i Olek. Spojżeli na nas poważnym wzrokiem i Oliwier zaczął:
-Mamy dla was propozycję nie do odrzucenia...
-Ochocho, kontynuuj młody człowieku- zaśmiał się Filip. Szturnęłam go w ramię i zapytałam:
-O co chodzi?
-Od razu wiedziałem, że to z tobą powinienem rozmawiać, a nie z tym ignorantem- fuknął Olek i powiedział- Razem z Arkiem znaleźliśmy w internecie reklamę najnowszej bajki. Ale niestety nikt z czwórki rodziców nie może z nami iść, więc pomyśleliśmy o was- zakończył.
-Proszę- powiedział Arek. Spojrzałam na Filipa, a on na mnie.
-Wiecie, to poważna sprawa- zaczął Filip, jakby słyszał moje myśli.
-Właśnie- przytaknęłam.- Musimy wziąć na siebie odpowiedzialność nie tylko za nas, ale też za was.
-Lecz jesteśmy gotowi podjąć się tego zadania- zakończył starszy Winiarski, a chłopcy rzucili nam niekoniecznie rozumiejące cokolwiek spojrzenie.
-Pójdziemy z wami do tego kina- zaśmiałam się. Arek i Oliwier zaczęli skakać ze szczęścia i nas przytulać.
-Zbiórka za godzinę- zarządził Filip i zabrał Olka do domu, żeby się przebrać.
-Ale fajnie, że idziemy- uśmiechnął się Arek i poszedł się przebrać. Ja również wstałam. Wyciągnęłam z szafy krótkie, białe spodenki, i biało-niebieską bluzkę. Do torebki wrzuciłam telefon, portfel i szczotkę. Włosy związałam w kitka, pociągnęłam rzęsy tuszem i byłam gotowa. Zeszłam na dół i dorzuciłam jeszcze małą butelkę wody. Akurat zadzwonił mój telefon.
-Halo?- odebrałam.
-Tu Filip, jesteśmy już gotowi.
-My też- oznajmiłam widząc Arka zbiegającego po schodach, a za nim Paulinę.
-To za pięć minut będziemy- oznajmił i zakończył połączenie. Pożegnaliśmy się więc z Pauliną i wyszliśmy przed dom, gdzie byli już Winiarscy. Spokojnym krokiem ruszyliśmy do kina znajdującego się w galerii. Po kwadransie byliśmy na miejscu. Kupiliśmy bilety i weszliśmy na salę w chwili rozpoczęcia się reklam. Bajka była nawet fajna. Ale to nie mi, tylko Arkowi i Olkowi miała się podobać.
-Ale najfajniejszy był moment, jak ten duży...- zaczął rozmowę młodszy Winiarski, a ja się zorientowałam, że Filip śpi. Kazałam chłopakom poczekać i poszłam go obudzić.
-Wstawaj- szturnęłam jego ramię.
-Już? Co? Ale ja nie śpię...
-Właśnie widzę, chodź. Jak ci się podobała bajka?- zapytałam ze śmiechem.
-Możesz się ze mnie nie nabijać?
-Nie- odpowiedziałam i zabrałam z kina tą trójkę dzieci.
-Pójdziemy na plac zabaw, proszę- powiedział Arek, kiedy wyszliśmy z galerii.
-W sumie, czemu nie. Chodźmy- powiedziałam i pociągnęłam za ramię mruczącego coś pod nosem Filipa. Na placu zabaw byliśmy po pięciu minutach. Arek i Olek poszli się bawić a ja i Filip usiedliśmy na ławce.
-Cieszysz się z powrotu do szkoły?- zapytał.
-Bardziej z powrotu do regularnych treningów- odpowiedziałam.
-Ja w sumie też. Brakuje mi tego.
-Tego genialnego uczucia, kiedy leżysz na parkiecie i nawet nie masz siły ruszyć się po butelkę wody, tak wykończony jesteś- powiedziałam zamykając oczy i wystawiając twarz do słońca.
-Oj tak- zaśmiał się Filip.
-Zbieramy się?- zapytałam.
-A źle ci tu?
-Trochę niewygodnie- stwierdziłam.
-To połóż się, tak, jak ci wygodnie- stwierdził nie otwierając oczu i również wystawiając twarz do słońca.
-Dzięki- powiedziałam i położyłam głowę na jego kolanach, a nogi wyciągnęłam na ławce. Siedzieliśmy tak przez dłuższą chwilę nie odzywając się i korzystając z uroków końcówki wakacji usłyszeliśmy:
-Zobacz, Tadziu, jak ci młodzi i zakochani ślicznie wyglądają.
-Masz rację, Irenko. Urocze- potwierdził jakiś starszy pan. Otworzyłam oczy i zobaczyłam starsze małżeństwo.
-Ale my się tylko przyjaźnimy- powiedział Filip.
-Chłopcze, my też tak mówiliśmy. Nawet przez jakiś czas to była prawda. Ale teraz jesteśmy pięćdziesiąt pięć lat po ślubie- powiedział mężczyzna.
-Ale to naprawdę tylko przyjaźń- stwierdziłam, siadając normalnie.
-Kochanie, tylko ci się tak wydaje. Na razie tak myślisz. Ale wspomnisz nasze słowa, kiedy staniecie przed ołtarzem i powiecie sobie sakramentalne 'tak'- uśmiechnęła się przyjaźnie kobieta i odeszła razem z mężem. Spojrzałam zdezorientowana na Filipa, a on na mnie.
-Zbieramy się?- zapytał.
-Tak- odpowiedziałam. Zawołaliśmy chłopaków i ruszyliśmy do domów. Po kwadransie razem z Arkiem pożegnaliśmy się z Winiarskimi i wróciliśmy do domu. Tam powiedziałam tylko Paulinie, że nie jestem głodna i idę na górę. Kiedy byłam w pokoju usiadłam na łóżku i próbowałam pozbierać myśli. Że niby ja i Filip? Małżeństwem? To niedorzeczne. Ledwie się znamy i jedynie przyjaźnimy. To nie może być prawda. W końcu mogli się pomylić. Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę- powiedziałam.
-Mogę?- zapytał tata.
-Jasne- uśmiechnęłam się. Tata usiadł obok mnie na łóżku i objął ramieniem. Oparłam głowę na jego ramieniu.
-Jak się czujesz?- zapytał po chwili milczenia.
-Dziwnie. Mam rodzinę, przyjaciół. Nie mam babci. Za trzy dni zaczynam naukę w liceum sportowym. I w ogóle- zakończyłam i machnęłam ręką wskazując to "w ogóle".
-Chciałbym powiedzieć, że cię rozumiem, ale nie mogę.
-Nie musisz. Wystarczy, że jesteś. Jesteście- powiedziałam.
-Pokażesz mi swoje nagrody?
-Dobrze- powiedziałam i wstałam po karton.
-Ale Paulina i Arek też chcieliby je zobaczyć.
-Więc chodźmy do salonu- stwierdziłam i zabrałam karton z moimi zdobyczami. Razem z tatą zeszłam do salonu, gdzie Paulina i Arek właśnie chowali 'Chińczyka' do pudełka.
-Kamila chciałaby pokazać nam swoje nagrody- uśmiechnął się tata.
-Ale super! Dużo ich masz?- zapytał Arek.
-Zaraz się przekonasz- odpowiedziałam i, tak jak wcześniej Filipowi pokazałam im i opowiedziałam wszystko.
-Imponująca kolekcja- stwierdził tata, kiedy skończyłam.
-Dziękuję- uśmiechnęłam się.
-Ile zbierałaś?
-To są wszystkie, od początku przygody z siatkówką- powiedziałam.
-No to sporo. Z sześć najlepszej atakującej. To naprawdę świetne- stwierdziła Paula.
-Dzięki.
-Pomożesz mi zrobić kanapki?- zapytała.
-Jasne- odpowiedziałam i ruszyłam z nią do kuchni. Rozmawiałyśmy o różnych głupich pomysłach taty i Michała. A tych było sporo.
-Ale i tak najlepsze było, jak postanowili zrobić grilla w styczniu. Zimno, grilla nawet otworzyć się nie dało. Chwilę się z nim szarpali i poszli po siekierę. Do dzisiaj na grillu są rysy od tej próby- opowiadała brunetka, a ja dusiłam się ze śmiechu.
-To wcale nie jest zabawne- fuknął tata wchodząc do kuchni.
-Oj, jest. Nawet nie wiesz jak bardzo- odpowiedziała mu Paulina. Resztę wieczoru spędziliśmy przed telewizorem. Zasnęłam po 22.
Obudziło mnie szturanie. Otworzyłam leniwie oczy i zobaczyłam Arka nad swoim łóżkiem.
-Mogę spać z tobą, bo miałem koszmar- powiedział, a ja zobaczyłam łzy na jego policzkach.
-Jasne, chodź tu smyku- powiedziałam i zrobiłam mu miejsce. Momentalnie znalazł się obok mnie, a ja szczelnie okryłam go kołdrą.
-Dobranoc- wyszeptał.
-Dobranoc- odpowiedziałam. Arek po kilku minutach już spał, a ja postanowiłam sprawdzić godzinę. Wygrzebałam telefon spod poduszki i zobaczyłam na wyświetlaczu godzinę 03:32. Oznaczało to, że mam jeszcze dużo czasu i mogę iść spać. Zasnęłam nawet nie wiem kiedy.
-Mariusz, Arka nie ma w pokoju!- te słowa mnie obudziły. Otworzyłam oczy i zobaczyłam słodkiego blondaska leżącego obok mnie.
-Ale jak to nie ma?! Wszędzie sprawdziłaś?
-No w jego pokoju, łazience, salonie, kuchni. W garażu nawet byłam- usłyszałam stwierdzenie Pauliny. Już miałam wstać i iść im powiedzieć, że Arek jest u mnie, kiedy usłyszałam słowa taty:
-A u Kamili sprawdziłaś?- po chwili ciszy dodał- Tak myślałem- i wszedł do mojego pokoju.- I zguba się znalazła.
-Dzień dobry- powiedziałam.
-Cześć. Co tu robi ten szkrab?- zapytał tata.
-Przyszedł w nocy i spytał, czy może ze mną spać, bo miał koszmar- odpowiedziałam.
-I wszystko jasne- uśmiechnął się i wyszedł, wcześniej całując w policzek stojącą w progu Paulinę.
-I pozwoliłaś mu?- zapytała brunetka.
-Jak widać- odpowiedziałam i wstałam z łóżka. Wzięłam z szafy ubrania i poszłam pod prysznic. Kwadrans później razem ze wszystkimi jadłam śniadanie. Po posiłku posprzątałam naczynia i usiadłam na tarasie ze szklanką soku.
-Za godzinę musimy być u notariusza- powiedział tata.
-Musimy?- zapytałam.
-No tak.
-Najchętniej cały dzień przesiedziałabym tutaj. Tak mi tu dobrze- powiedziałam i upiłam łyk soku.
-Ja też- powiedział tata i usiadł obok mnie, zabierając mi szklankę z ręki.
-Ej!- zaprotestowałam.
-Cicho- machnął na mnie ręką. Fuknęłam udając obrażoną.
-A wy nie jedziecie?- zapytała Paulina, kiedy kilka minut później pojawiła się na tarasie.
-Nie chce nam się- powiedział tata.
-Dobra leniwce, zbierać się, bo się spóźnicie- pogoniła nas, a my chcąc-nie chcąc musieliśmy jechać. Na miejscu wszystko poszło sprawnie. Jestem obecnie właścicielką mieszkania.
-Kamila...- zaczął tata, kiedy wsiedliśmy do samochodu.
-Tak?
-Co dalej z mieszkaniem?- zapytał niepewnie.
-Nie wiem. Ale wiem, że nie potrafiłabym tam mieszkać- odpowiedziałam. Resztę drogi przebyliśmy w milczeniu. W domu usiedliśmy na tarasie, a tata powiedział:
-Mam dla was niespodziankę.....

*****************
Witam. Mam lekką obsuwę czasową, ale to ze względu na problemy z internetem, bo rozdział było gotowy już w niedzielę.
Jak się podobało?
Do następnego, pozdrawiam, Dream <3

niedziela, 8 maja 2016

Rozdział 12

Na końcu podeszłam do Krzyśka. Ten mocno mnie przytulił. Odwzajemniłam jego uścisk, a następnie odsunął mnie on na odległość swoich ramion i powiedział:
-Masz zrobić wszystko, żeby mieć jeszcze bogatszy życiorys, o wszystkim mi opowiadać na bieżąco i na końcu napisać książkę.
-Obiecuję- wyszeptałam i jeszcze raz go przytuliłam. Po chwili Ignaczaków już nie było w naszym domu.
Cały dzień minął spokojnie. Tak jak kolejne. Aż nadszedł dzień rozprawy. Odwieźliśmy Arka do Winiarskich przy okazji zabraliśmy Michała. Do sądu dojechaliśmy po pół godzinie. Przed salą czekała nasza pani mecenas.
-Dzień dobry- przywitała się z nami.
-Dzień dobry- odpowiedzieliśmy. W milczeniu siedzieliśmy przed salą i czekaliśmy na rozprawę. Po kilku minutach rozpoczęła się rozprawa. Tata razem z panią mecenas weszli do sali rozpraw. A my musieliśmy czekać. Po chwili pojawili się rodzice taty. Przywitali się z nami i również czekali. Siedziałam lekko zdenerwowana. Michał chyba to zauważył, bo złapał mnie za rękę i mocno ścisnął. Odwzajemniłam uścisk i się do niego uśmiechnęłam. Po kolejnych kilku minutach na salę została wezwana Paulina. Oparłam głowę o ramię Miśka i wyszeptałam:
-Boję się.
-Mała, nie bój się. Wszystko będzie dobrze- odpowiedział Winiarski szeptem i objął mnie ramieniem. Siedzieliśmy tak, a na salę kolejno wchodzili najpierw mama taty, później jego tata. Nadal nie potrafię się przełamać i mówić o nich "babcia" i "dziadek". Następnie na salę wszedł Michał. Siedziałam na korytarzu przez chwilę, która niesamowicie mi się dłużyła. W końcu i mnie wezwano na salę. Musiałam się przedstawić i usłyszałam:
-Opowiedz nam o swojej przeszłości- poprosiła sędzina.
-Przez całe życie wychowywała mnie babcia. Matka zmarła przy porodzie, ponieważ ciąża była zagrożona. Tatę poznać miałam w dzień szesnastych urodzin. Taka była jej ostatnia wola.
-Dlaczego twoja babcia zmarła?
-Od dwóch lat chorowała na raka. Nic o tym nie wiedziałam. Po tym jak wygrała z chorobą ona wróciła i to z przerzutami. Niestety babcia nic mi nie powiedziała. Dowiedziałam się dwa dni przed jej śmiercią.
-Chcesz mieszkać z tatą i jego żoną?- zadała ostatnie i chyba najważniejsze pytanie sędzina.- Pamiętaj, że to w głównej mierze od ciebie zależy, co będzie dalej.
-Chcę mieszkać z tatą i Pauliną. Może nie znam ich zbyt długo, ale są dla mnie jak rodzina. To oni się mną zaopiekowali, kiedy babcia zmarła- odpowiedziałam.
-Dobrze. To wszystko, możesz usiąść- powiedziała sędzina. Zajęłam miejsce obok Pauliny i uśmiechnęłam się do niej. Odwzajemniła uśmiech. Sędzina zamknęła rozprawę i wyszła. Wróciła po dziesięciu minutach. Mówiła coś, co nie do końca zrozumiałam, a na końcu usłyszeliśmy:
-Sąd pełną opiekę rodzicielską nad nieletnią Kamilą Jarecką przyznaje jej ojcu Mariuszowi Wlazłemu oraz jego żonie Paulinie Wlazły- tymi słowami zakończyła się rozprawa. Wyszliśmy z sali i na korytarzu mocno przytuliłam się do taty.
-Dziękuję- wyszeptałam.
-Przestań wreszcie dziękować. Od teraz jesteśmy rodziną- odpowiedział mi również szeptem. Wróciliśmy do domu wcześniej żegnając się z rodzicami taty, którzy musieli wracać. Zabraliśmy Arka od Winiarskich i usiedliśmy w salonie pijąc sok.
-To co, po obiedzie pojedziemy po resztę twoich rzeczy?- zaproponował tata.
-Jasne, czemu nie. Muszę zabrać kupione wcześniej książki do nowej szkoły- odpowiedziałam.
-Właśnie, przez to wszystko zapomniałem zapytać. Gdzie idziesz do szkoły?
-II Sportowe Liceum Ogólnokształcące im. Polskich Olimpijczyków*- powiedziałam, a tata pokiwał głową z uznaniem.
-A jaki profil?- zaśmiał się, a ja razem z nim.
-Chyba piłka ręczna- odpowiedziałam.
-A nie siatkówka?
-A co to?- zapytałam cały czas się śmiejąc.
-Sport- odpowiedział.
-Słabo. Najpiękniejszy sport na świecie, dostarczający wrażeń i emocji, który kocham całym sercem- powiedziałam uspokajając śmiech.
-To prawda- powiedział tata.
-Babcia i dziadek przyjechali!- krzyknął Arek wpadając do salonu. Za nim weszła Paulina oraz starsze małżeństwo, zapewne jej rodzice, ponieważ podobieństwo Pauliny do jej taty było uderzające.
-Witajcie- powiedział tata i poszedł się przywitać.- Kamila, chodź tu- zawołał mnie.
-Dzień dobry- powiedziałam grzecznie.
-Mamo, tato, to córka Mariusza Kamila- przedstawiła mnie Paulina.
-Kto?!- ryknęła jej matka, aż Arek wbił mocno palce w moją nogę ze strachu.
-Kochanie spokojnie- powiedział jej mąż.- Sławomir Drewicz- wystawił dłoń w moją stronę. Uścisnęłam ją, a mężczyzna dokończył- A to moja żona, Magdalena.
-Kamila Jarecka, bardzo mi miło- powiedziałam.
-A nie Kamila Wlazły, przypadkiem- prychnęła pani Magda.
-Mamo, o co ci chodzi?- zapytała lekko zdenerwowana Paulina.
-Musimy porozmawiać. We czwórkę- syknęła.
-Dobrze, chodźmy do salonu. Kamila weźmiesz Arka na górę?- zapytał tata.
-Jasne. Chodź Maluchu, idziemy się pobawić?
-Tak- uśmiechnął się. Wzięłam go za rękę i weszliśmy na górę do jego pokoju. Arek wyciągnął klocki lego i położył na podłodze siadając. Usiadłam obok niego.
-A co będziemy budować?- zapytałam.
-Samochód. Tu mam instrukcję- powiedział i podał mi książeczkę.
-No to do roboty- powiedziałam i zaczęliśmy budowę samochodu.
-Kamila....- zaczął Arek.
-Tak?- zapytałam chłopca z ciepłym uśmiechem.
-Dlaczego babcia krzyczała?- zapytał, a mnie wmurowało. I co ja mam ci powiedzieć?
-Nie wiem, Maluchu- odpowiedziałam.
-A mi się wydaje, że babcia cię nie lubi. Ale ja nie wiem czemu. Jesteś fajna i jesteś moją siostrą- powiedział i wgramolił mi się na kolana- A babcia chyba nie cieszy się z tego, że mam siostrę.
-To nie tak. Babcia była po prostu zaskoczona- odpowiedziałam przytulając chłopca.
-Ale dziadek był miły. A babcia nie- oburzył się.
-Widać lepiej to przyjął. Budujemy dalej?- zapytałam zmieniając temat. Nie byłam pewna, czy nie zada mi jeszcze jakiegoś trudnego pytania, ale na szczęście zaczął szukać jednej z potrzebnych nam części. Po pół godzinie mięliśmy gotowy samochód. Postanowiliśmy zbudować jeszcze garaż. Po tym jak minęło kolejne trzydzieści minut Arek powiedział, że chce mu się pić. Postanowiłam zejść po cichu do kuchni po sok, tak, żeby nikomu nie przeszkadzać. Kiedy stałam w połowie schodów usłyszałam krzyk Pauliny:
-Co chciałabyś ode mnie usłyszeć, mamo? Że niechętnie przygarnęłam pod swój dach jakąś gówniarę? Wybacz, ale to byłoby kłamstwo! Kamila jest dla mnie jak własna córka! Może tego nie rozumiesz, ale to prawda! I bardzo mi przykro, że mnie krytykujesz i oceniasz Kamilę wcale jej nie znając. A teraz wyjdź z mojego domu i nie wracaj tu, dopóki nie zaakceptujesz Kamili, jako członka naszej rodziny- powiedziała i dodała.- Cieszę się tato, że chociaż ty nas rozumiesz i popierasz. Dziękuję- zakończyła i wtedy mnie zobaczyła.
-Ja przyszłam tylko po sok, bo Arkowi chce się pić- powiedziałam lekko speszona.
-Nic się nie stało kochanie, idź- powiedziała i się do mnie uśmiechnęła. Odwzajemniłam uśmiech i poszłam do kuchni. Nalałam dwie szklanki soku i skierowałam się znowu do schodów. Kiedy stałam na pierwszym stopniu tata do mnie podszedł, wcisnął pod pachę czekoladę i szepnął na ucho:
-To jeszcze chwilę potrwa. Przyjdę po was. Siedźcie proszę na górze- kiedy to usłyszałam kiwnęłam głową i poszłam na górę.
-Czemu mama krzyczała?- zapytał mnie Arek od razu, kiedy weszłam.
-Nie wiem, pewnie się zdenerwowała. Ale patrz co mam- powiedziałam i stawiając szklanki na stoliku pokazałam mu czekoladę.
-Ale super!- ucieszył się i zaczął ją otwierać, po czym ją podzielił i położył obok soków. Wziął jedną kostkę, napił się soku i zapytał- Zbudujemy jeszcze jeden samochód?
-Jasne- odpowiedziałam i już po chwili pracowaliśmy nad kolejnym pojazdem z lego.
-Idę do toalety- powiedział Arek.
-Dobrze- odpowiedziałam i po chwili również wyszłam, ponieważ usłyszałam dźwięk przychodzącego SMS'a. Kiedy stałam przed drzwiami mojego pokoju Arek akurat wyszedł z łazienki, a z dołu usłyszeliśmy krzyk mamy Pauliny:
-Czy ty nie rozumiesz, że ta dziewczyna może być niebezpieczna dla was lub co gorsza dla Arka! Może być specjalnie podstawiona, żeby was zniszczyć.
-TO NIE PRAWDA!!!- krzyknął Arek tak głośno, że na dole musieli go usłyszeć, ponieważ wszyscy zamilkli. A Arek zaczął zbiegać po schodach, pobiegłam za nim, ale nie zdążyłam go zatrzymać. Kiedy stanął w salonie spojrzał z wyrzutem na swoją babcię i krzyknął- NIE ZNASZ KAMILI! JEST KOCHANA I DOBRA! BAWI SIĘ ZE MNĄ, JEST MIŁA! ONA NIE MA NIKOGO OPRÓCZ NAS! JEJ MAMA I BABCIA NIE ŻYJĄ! A TY TYLKO KRZYCZYSZ!- kiedy to wszystko mówił, w moich oczach zebrały się łzy. Arek odwrócił się w moją stronę i podszedł. Instynktownie kucnęłam, a on mocno mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk i usłyszałam jego słowa, które wypowiedział już całkiem spokojnie i normalnie- Ona jest moją siostrą- nie wytrzymałam i się poryczałam. Objęłam mocniej jego drobne ciałko i wyszeptałam mu do ucha:
-Kocham cię, braciszku.
-Ja też cię kocham, siostrzyczko- odpowiedział również szeptem. W uścisku trwaliśmy przez dłuższą chwilę. Tata wstał, podszedł do nas i również kucając objął nas oboje. Aby było nam wygodniej usiedliśmy na podłodze. Po kilku sekundach w ślady taty poszła Paulina i również nas przytuliła. Dopiero po chwili zorientowałam się, że tata i Paulina również mają łzy w oczach. Pewnie nie spodziewali się takiego zachowania Arka. Po chwili mama Pauliny powiedziała:
-Na nas już pora. Do widzenia.
-Też tak myślę. Do widzenia- odpowiedziała Paula i oparła głowę na ramieniu taty. Kilkanaście sekund później usłyszeliśmy dźwięk zamykanych drzwi. Siedzieliśmy chwilę w ciszy, chyba każdy z nas to analizował. W końcu tata odezwał się pierwszy:
-To co, zamawiamy pizzę na obiad?
-Tak! Idę po ulotkę!- ucieszył się Arek i już go nie było. Zaczęłam otwierać usta, żeby coś powiedzieć, ale przerwała mi Paulina:
-Nawet nie próbuj nam dziękować, bo dostaniesz po uszach- powiedziała i zaczęliśmy się śmiać. Arek przyniósł ulotkę z pizzerii i zamówiliśmy dwie wybrane pizze, które dotarły po trzech kwadransach. Siedzieliśmy w salonie i zajadaliśmy się włoską potrawą. Nagle rozdzwonił się mój telefon. Ruszyłam pędem na górę i dorwałam urządzenie w ostatniej chwili. Nie patrząc kto dzwoni odebrałam:
-Halo?
-Halo, sralo- usłyszałam po drugiej stronie.- Po co ci telefon, skoro nie odpisujesz?
-Emila, miałam tu trudną sytuację. Ale to nie jest rozmowa na telefon- powiedziałam.
-Rozumiem. Jak poszła rozprawa?- zapytała.
-Zgodnie z tym, co mówiła pani mecenas- odpowiedziałam.
-To świetnie- ucieszyła się moja przyjaciółka.- A jakie masz plany na popołudnie?
-Muszę zabrać resztę rzeczy z mieszkania- poinformowałam przyjaciółkę.
-To może potrzebujesz pomocy?
-W sumie, to tak- odpowiedziałam.
-Adres ten sam?
-Ten sam. Widzimy się za godzinę, buziaki- odpowiedziałam i zakończyłam rozmowę. Zeszłam na dół i usiadłam na kanapie.
-Ktoś ciekawy się dobijał?- zapytał tata.
-Emilka. Umówiłam się z nią, że za godzinę spotkamy się przed mieszkaniem i wszystko spakujemy.
-No dobrze. Ja mam za dwie godziny trening, więc po treningu przyjadę i wszystko zabierzemy- powiedział tata.
-No to ustalone- odpowiedziałam i przybiłam z tatą piątkę. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym przebrałam się w krótkie spodenki, czarną bluzkę na ramiączkach i trampki. Zgarnęłam torbę wyciągając z niej słuchawki i podłączając do telefonu po czym pożegnałam się ze wszystkimi i ruszyłam w stronę mojego poprzedniego miejsca zamieszkania. Na miejscu byłam po dwudziestu minutach. Z przeciwnej strony szła Emilka.
-Cześć- powiedziałam.
-Hejka- odpowiedziała dziewczyna i mnie przytuliła. Odwzajemniłam uścisk i razem z przyjaciółką skierowałam się do bloku. Weszłyśmy do mieszkania i otworzyłyśmy okna, ponieważ było strasznie duszno.
-To od czego zaczynamy?- zapytała Emi.
-Chcesz herbaty?- zapytałam.
-Nie, dzięki.
-To zaczniemy od ubrań, potem nagrody i na końcu jakieś tam drobiazgi- powiedziałam.
-No to wio- zaśmiała się Emilka. Godzinę później wszystkie moje ubrania spoczywały w dwóch walizkach.
-Świetnie. To co, teraz nagrody, dyplomy i medale?- zapytałam.
-Tak. Co takiego stało się przed moim telefonem?- spytała Emila. Wiedziałam, że to pytanie padnie. Wzięłam głęboki oddech i wszystko jej opowiedziałam.- No, powiem ci- zaczęła, ale przerwała- Nic ci nie powiem, bo nie wiem co.
-Ja też nie wiem, co miałabym powiedzieć w takiej sytuacji- stwierdziłam i obie się zaśmiałyśmy. Po dwóch godzinach miałyśmy spakowane wszystkie moje rzeczy. Zaniosłyśmy je do korytarza i jeszcze raz sprawdziłyśmy całe mieszkanie. Stwierdziłam, że wszystko zabrałam i usiadłyśmy w salonie.
-Coś się stało?- zapytałam, kiedy Emila po raz kolejny sprawdzała telefon.
-Nie, nic- kłamała.
-Kłamiesz- stwierdziłam.
-Skąd wiesz?- spojrzała mi w oczy.
-Widzę. Nie umiesz kłamać- zaśmiałam się. Po chwili dziewczyna do mnie dołączyła.- Więc?
-Dzwoniłam do mamy, nie odebrała. Tata to samo. Pisałam SMS'y, ale na nie też nie odpisują. Martwię się- wyznała dziewczyna, a ja zobaczyłam w jej oczach łzy.
-Spokojnie. Przecież nic im nie jest. Na dwieście procent- powiedziałam, po czym ją przytuliłam.- Mówiłaś Karolowi?
-Nie. Nie chciałam go martwić- odpowiedziała i po chwili zadzwonił jej telefon.- Halo?
-...
-Mamo, jejku dlaczego nie odbieraliście? Tak się o was martwiłam!- kiedy usłyszałam te słowa uśmiechnęłam się z ulgą.
-...
-Dobrze, dobrze. U nas też wszystko w porządku.
-...
-Tak, tak wiem mamo. Całuski, ucałuj tatę, ja ciebie też, pa- zakończyła rozmowę i spojrzała na mnie z uśmiechem- Pojechali sobie nad jezioro chcąc korzystać z dobrej pogody i tam nie było zasięgu. Ja zwariuję- powiedziała, po czym obie się zaśmiałyśmy. Po kilkunastu minutach przyjechał tata. Wpuściłam go do mieszkania.
-To wszystko?- zapytał.
-Tak- odpowiedziałam z uśmiechem.
-To dobrze, że zebrałem ekipę ze wsparciem- powiedział z uśmiechem i otworzył drzwi, za którymi stali bracia Winiarscy.
-Witam panów- powiedziałam.
-Cześć- powiedzieli jednocześnie, po czym przywitali się ze mną i Emilą. Każdy wziął karton lub walizkę.
-Boże, co ty tu masz dziewczyno?- zapytał z wyrzutem Filip.
-A trafił ci się karton z medalami i nagrodami, więc jeśli coś zniszczysz, to biada ci marny człowiecze- powiedziałam po czym wybuchnęliśmy śmiechem. Wyszliśmy z mieszkania nie zamykając go, ponieważ został jeszcze jeden karton i walizka. Zostawiliśmy wszystko przy samochodzie i razem z Filipem weszłam jeszcze raz na górę. Chłopak wziął walizkę, a ja karton, torbę i klucze. Wyszliśmy na klatkę, zamknęłam drzwi i głośno westchnęłam.
-Co jest, Mała?- zapytał.
-Tu spędziłam ostatnie dziesięć lat. Świętowałam wygrane. Opłakiwałam przegrane. Chociaż tych pierwszych było zdecydowanie więcej- wyznałam.
-No to zapraszam do nowego rozdziału- powiedział i zeszliśmy na dół.

*- nie wiem, czy takie w Bełchatowie jest. Jeśli nie, to właśnie je wymyśliłam :)

**************
Witam. Za wszelkie błędy przepraszam. Mam nadzieję, że się podoba. Do następnego, pozdrawiam, Dream <3

wtorek, 3 maja 2016

Rozdział 11

A w domu było bardzo wesoło. Okazało się, że była tam cała rodzina Krzyśka, żona Piotrka, żona Zbyszka oraz narzeczona Michała. Poszłam pomóc Paulinie w kuchni, gdzie była również Dagmara. Wręczyła mi ona Antka do rąk i poprosiła, żebym się nim zajęła. Chłopiec szeroko się uśmiechał i machał rączkami ciągnąc mnie za włosy.
-Chodź Kamila- powiedział Krzysiek, który nie mam pojęcia skąd się pojawił. Złapał mnie za ramię i zaciągnął do salonu.
-A to jest właśnie Kamila, moja córka- przedstawił mnie tata.
-Jeny, kochanie, ale ty śliczna jesteś- powiedziała żona Pita- Ola jestem-wystawiła rękę w moją stronę, więc Winiar zabrał ode mnie swojego syna, żebym mogła się przywitać.
-Kamila- odpowiedziałam i uścisnęłam jej rękę.
-Asia, żona Zbyszka- przedstawiła mi się urocza blondynka.
-Kamila- przedstawiłam się i jej rękę również uścisnęłam.
-A to jest Blanka, moja narzeczona- przedstawił Kubiak swoją ukochaną.
-Kochanie, umiem się przedstawić- powiedziała brunetka- Blanka.
-Kamila- odpowiedziałam i jej rękę również uścisnęłam. Na końcu podeszła do mnie żona Igły.
-Witaj w tej wielkiej i niekoniecznie normalnej siatkarskiej rodzinie- powiedziała i mnie przytuliła. Lekko zaskoczona odwzajemniłam uścisk- A tak w ogóle, to Iwona jestem.
-Kamila- odpowiedziałam. Najmłodszy z Winiarskich wystawił ręce w moją stronę, więc zabrałam go od Michała.
-Mam wrażenie, że już stracił dla ciebie głowę- powiedział Piotrek siedzący razem z Bartkiem i Zbyszkiem na kanapie.
-Nie on pierwszy i nie ostatni- zaśmiała się Ola. Posiedzieliśmy chwilę w salonie rozmawiając. Chłopaki wypytali mnie głównie o siatkówkę. Byli lekko zszokowani, gdy dowiedzieli się, że miałam sześć lat, gdy zaczęłam trenować. Kiedy tak spokojnie rozmawialiśmy do salonu wpadła mała dziewczynka, na moje oko pięciolatka. Wgramoliła się na Krzyśkowe kolana i mocno objęła rękoma jego szyję.
-Co jest córcia?- zapytał ją.
-Jestem za niska i jestem dziewczyną, przez co nie mogę z nimi grać- powiedziała i wskazała na chłopaków, którzy grali na podwórku.
-W końcu urośniesz- powiedział Bartek.
-Ale kiedy to będzie?- zapytała zrezygnowana dziewczynka.
-Uwierz mi, że szybciej niż ci się wydaje- powiedziałam i się uśmiechnęłam. Mała spojrzała w moją stronę, uśmiechnęła się, zeszła z kolan taty podeszła do mnie.
-Cześć, jak masz na imię?
-Kamila, a ty?
-Dominika. Pobawisz się ze mną?- zapytała.
-Jasne, chodź- powiedziałam i oddałam Antka Blance. Wzięłam Krzyśkową córkę za rękę i weszłyśmy na górę do pokoju Arka.
-Masz jakieś klocki? Zbudujemy zamek dla mojej lalki i ona będzie księżniczką- powiedziała i pokazała mi Barbie.
-Pewnie. Zaraz je znajdę- powiedziałam i po chwili postawiłam na podłodze duże pudło klocków. Zaczęłyśmy budować zamek. Po kwadransie usłyszałyśmy pukanie do drzwi. Jednocześnie odwróciłyśmy głowy i zobaczyłyśmy Emilkę.
-Cześć dziewczyny- powiedziała.
-Cześć- odpowiedziałam.
-Kamila, kto to jest?- zapytała mnie Dominika.
-To moja przyjaciółka Emilka, jest siostrą wujka Karola- wyjaśniłam.
-Aha- powiedziała i wstała- Jestem Dominika.
-A ja Emilka- powiedziała moja przyjaciółka i uścisnęła dłoń dziewczynki.
-Budujesz z nami zamek dla lalki?- zapytała.
-No jasne- uśmiechnęła się Emi i usiadła obok mnie. Zaczęłyśmy dalej budować. Dominika poszła do toalety, a ja spojrzałam na Emilkę i powiedziałam:
-Mam nadzieję, że jesteś świadoma, iż jestem na ciebie zła.
-Dlaczego?
-A kto miał mnie powiadomić, że nie ma treningu?
-PRZEPRASZAM! JEJU, KOMPLETNIE ZAPOMNIAŁAM!- przeraziła się dziewczyna.
-Nie ma problemu- machnęłam ręką i opowiedziałam, co zdarzyło się na hali. Zaczęła się śmiać i powiedziała:
-Ty naprawdę chcesz mu odebrać tytuł?
-Zobaczymy. A ty przyszłaś sama czy z braciszkiem?-zapytałam.
-Przyjechałam razem z braciszkiem i Andrzejem- odpowiedziała. Wtedy do pokoju weszła Dominika i zagoniła nas do dalszej budowy. Kiedy skończyłyśmy budować zaczęłyśmy się bawić. Po godzinie do pokoju weszła Iwona.
-Dziewczyny chodźcie coś zjeść- powiedziała.
-Mamo, zobacz! Jaki fajny zamek!- zachwycała się Dominika.
-No faktycznie świetny. Same to zbudowałyście?- zapytała Iwona kucając obok swojej córki.
-Tak!- pisnęła dziewczynka.
-No to świetnie. Ale teraz chodźcie coś zjeść.
-Już idziemy- powiedziałam i we czwórkę opuściłyśmy pokój i zeszłyśmy na dół. Na tarasie stół zastawiony był różnego rodzaju przysmakami. Razem z Emilą wzięłyśmy jakąś sałatkę i z talerzami usiadłyśmy na huśtawce. Wokół było bardzo wesoło. Chłopcy biegali i ciągle się śmiali.
-Kamila!- usłyszałam po jakiejś godzinie.
-Słucham cię Krzysztofie!- odpowiedziałam. Znałam tego człowieka trzy godziny i już zdążyłam go bardzo polubić. Bo jego chyba nie da się nie lubić.
-Czas na mecz!- usłyszałam od niego w odpowiedzi. Szeroko się uśmiechnęłam i wstałam. Razem ze wszystkimi(!) weszliśmy do domu. Usiedliśmy na kanapie. Rozejrzałam się i zapytałam:
-Wy wszyscy? Serio?
-Wiesz on do tej pory serio był mistrzem. Znaczy nadal nim jest- powiedział Piter.
-Do czasu. Coś czuję, że już niedługo- powiedział Bartman.
-Ty też Zbychu?- zapytał Igła.
-Gramy?- powiedziałam patrząc na libero.
-Gramy- odpowiedział. Zaczęliśmy grać. Przez pierwsze kilka minut starałam się uśpić jego czujność, co mi się udało, ponieważ zaczął uspakajać grę. Wtedy uderzyłam. Kiedy skończył się mecz libero spojrzał na mnie zszokowany. Z resztą, nie tylko on. Wszyscy siedzieli i patrzeli na mnie zszokowani. Tylko Emilka nie wydawała się zaskoczona. Siedziała z zadowoloną miną i nic nie mówiła.
-Nie będę pytał, jak to zrobiłaś, tylko ci pogratuluję- powiedział Krzysiek i wstał. Zrobiłam to samo i uścisnęłam jego rękę.- Moje gratulacje.
-Dziękuję- powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, kiedy odezwał się Kubiak:
-To co, my się zbieramy.
-Już? Dlaczego tak szybko?- zapytała Paulina.
-Jedziemy do Warszawy. Dzisiaj nocujemy u moich rodziców, jutro u siostry i wracamy do Rzeszowa. W drodze powrotnej jeśli się uda to do was zajrzymy- powiedział Zbyszek.
-No dobrze. To będziemy czekać- powiedział tata i zaczęliśmy się żegnać. Asia i Blanka mocno mnie uściskały i życzyły powodzenia w grze i szkole, Zbyszek również. A Michał podszedł, przytulił mnie i na ucho wyszeptał:
-Obiecaj mi, że nie zmarnujesz takiego talentu. Polska siatkówka potrzebuje takich ludzi jak ty.
-Obiecuję- wyszeptałam i odsunęłam się od przyjmującego. Po chwili w domu nie było już tej czwórki. Dzieciaki poszły się bawić, a my dalej rozmawialiśmy.
-Dobra, Emi, zbieraj się, jedziemy do domu- powiedział Karol.
-Zabiorę się z wami- dodał Andrzej.
-No to do jutra, do treningu- powiedział tata. Uściskaliśmy ich i już po chwili zostaliśmy tylko my, jako domownicy, Winiarscy, Ignaczakowie, Nowakowscy i Bartosz.
-Kamila, pomożesz mi?- zapytała Paulina.
-Jasne- odpowiedziałam i razem z nią weszłam do kuchni.
-Zaniesiesz dzieciakom chrupki i cukierki, dobrze?
-Nie ma sprawy.
-A, jeszcze jedno. Ignaczakowie zostają dzisiaj u nas na noc- poinformowała mnie.
-Będzie wesoło- stwierdziłam.
-Nie ma ku temu wątpliwości- odpowiedziała mi, a ja zabrałam na tacy miskę z chrupkami, miskę z cukierkami, dzbanek soku oraz szklanki. Dzieciaki bawiły się w pokoju Arka, więc tam na stoliku postawiłam to wszystko i powiedziałam im, żeby koniecznie uważali, kiedy będą wlewać sok, żeby nie rozbili dzbanka. Gdy wyszłam z pokoju i zamknęłam drzwi usłyszałam płacz Antka. Weszłam do pokoju, gdzie leżał chłopiec, ponieważ zasnął kiedy rozmawialiśmy i trzeba było go gdzieś położyć. Był to pokoik przygotowany na przyjęcie nowego członka rodziny. Antoś leżał w łóżeczku. Wzięłam go na ręce i zaczęłam uspokajać.
-Do twarzy ci- usłyszałam przy drzwiach.
-Lubię takie maluchy- odpowiedziałam Filipowi, nawet się nie odwracając. Słyszałam jak podchodzi do mnie. Położył mi dłoń na ramieniu i wtedy zrozumiałam, że wyczuł, iż płaczę.
-Miał być ostatni raz- powiedział i mnie przytulił. Odsunęłam się od niego, położyłam Antka i wyszłam. Swoje kroki skierowałam do mojego pokoju. Filip poszedł za mną. Zatrzymał drzwi ręką i przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem. W końcu nie wytrzymałam. Mocno się do niego przytuliłam i zaczęłam płakać. Objął mnie, wszedł do pokoju i zamknął drzwi. Usiedliśmy na moim łóżku. Cały czas czekał, aż się uspokoję.
-Przepraszam. Znowu- powiedziałam po chwili.
-A ja po raz kolejny mówię, że nie masz za co. Możesz do mnie zadzwonić o każdej porze dnia i nocy, a ja zawsze postaram się ci pomóc- powiedział.
-Dziękuję. Może nie znamy się długo, ale jesteś świetnym przyjacielem.
-Dzięki- odpowiedział ze śmiechem.- Idziemy?
-Tak- odpowiedziałam. Wytarłam twarz i zeszłam z chłopakiem na dół.
-To co? My też już lecimy- powiedziała Dagmara.
-No dobrze. To ja idę po Olka i Antka- powiedział Michał i wyszedł. Pożegnaliśmy się z Winiarskimi i Bartkiem, który zabrał do siebie Nowakowskich. Iwona razem z Pauliną poszły położyć dzieciaki spać, a tata i Krzysiek usiedli w salonie. Poszłam napić się soku do kuchni.
-Mariusz, Chodź mi pomóc- usłyszeliśmy krzyk Pauli. Tata zniknął na schodach, a ja postanowiłam potowarzyszyć Krzyśkowi.
-Tęsknisz za reprezentacją?- zapytałam.
-Czasem tak, ale najważniejsza jest rodzina. Po rezygnacji z reprezentacji mogę poświęcić im więcej czasu. Ale dostałem propozycję powrotu. Na igrzyska- powiedział.
-Już jesteś jedną z legend. A przy tak mocnej drużynie moglibyście wygrać igrzyska. Spełnić marzenia- powiedziałam.
-Też masz takie marzenia?- zapytał, a widząc mój pytający wzrok dodał.- No wiesz mistrzostwo świata, igrzyska, i wiele innych.
-Oczywiście. Chyba każdy sportowiec ma potrzebę wygrywania. Nienawidzimy przegrywać- powiedziałam.
-Tak. Ale jednocześnie uczymy się znosić porażki. Te prywatnie, jak i te zawodowe. W końcu nie jesteśmy tylko robotami do gry. Mamy też swoje uczucia, rodziny. A, tak naprawdę, gdyby nie rodzina, to nic by się nam nie udało. bliscy, ich wsparcie jest bardzo ważne- zakończył z uśmiechem.
-Najważniejsze- usłyszałam za plecami głos taty. Odwróciłam się i zobaczyłam jego uśmiechniętą twarz. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, ale ja postanowiłam się położyć. Życzyłam siatkarzom dobrej nocy i poszłam wziąć prysznic. Po wyjściu z łazienki chciałam iść się napić. Stałam już przy schodach, kiedy usłyszałam rozmowę z salonu.
-Nie boicie się?- zapytała Iwona.
-Boimy. Ale chcemy się nią zająć. Zajmujemy się nią. Nie z obowiązku, czy przymusu, ale dlatego, że od pierwszych chwil nieświadomie zaczęła zajmować ważne miejsce w naszych sercach- powiedział tata.
-A po za tym zawsze chcieliśmy mieć córkę. Spełnienie tego marzenia było, i nadal jest realne, a przy niej możemy się wiele nauczyć. Chcemy stworzyć jej dom, pełen miłości i ciepła- dodała Paulina.
-Ona wcale nie poznała matki?- zapytała Iwona.
-Nie. Dominika zmarła przy porodzie. A ja nic nie wiedziałem. Gdybym wiedział, jej dzieciństwo wyglądałaby inaczej. Miałaby ojca- powiedział tata.
-Nie masz prawa się obwiniać. To nie jest twoja wina, że jej matka coś takiego wymusiła na jej babci i twoich rodzicach- powiedział Krzysiek. Postanowiłam dalej nie słuchać tej rozmowy. Usłyszałam tyle ciepłych słów, że uśmiech sam cisnął mi się na twarz. Poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku.
-Dobranoc babciu, od teraz dotrzymam słowa. Będę szczęśliwa. I dobranoc Michale. Postaram się ciebie nie zawieść, i nie zmarnować mojego talentu- wyszeptałam i oddałam się w objęcia Morfeusza.
Kiedy wstałam rano, w domu było cicho. Szybko się ubrałam i zeszłam na dół. W kuchni Iwona i Paulina szykowały śniadanie.
-Dzień dobry- powiedziałam.
-Cześć- odpowiedziały mi jednocześnie.
-Pomóc wam?
-Możesz pokroić pomidora- powiedziała Paulina. Po kwadransie miałyśmy już gotowe śniadanie. Zawołałyśmy wszystkich i zajęliśmy się jedzeniem. Po śniadaniu zrobiliśmy kawę, pokroiliśmy resztę ciasta i usiedliśmy na tarasie. Dzieciaki wesoło biegały po podwórku, a my rozmawialiśmy na różne tematy.
-To co, Krzysiu, pakujemy dzieciaki do samochodu i obieramy kierunek Rzeszów- powiedziała Iwona.
-Tak szybko? Myślałam, że zostaniecie na obiedzie- odezwała się Paula.
-Zależy co zaproponujesz- zaśmiał się Krzysiek.
-Gołąbki- powiedziała Paula.
-I wyśmienite towarzystwo- dodałam z szerokim uśmiechem.
-Z taką argumentacją nie będziemy walczyć- zaśmiała się Iwona, na co wszyscy jej zawtórowaliśmy. Na tarasie spędziliśmy jeszcze około godzinę. Potem razem z Pauliną i Iwoną poszłyśmy przygotować obiad. Podczas, kiedy one już kończyły poszłam do swojego pokoju zmienić bluzkę, która strasznie mi się ubrudziła. Weszłam do pokoju i zobaczyłam Krzyśka oglądającego mój album. Kiedy zobaczył mnie w drzwiach szybko zamknął go i odłożył.
-Przepraszam- powiedział.
-Nic się nie stało- uśmiechnęłam się.
-Jeśli tak, to mam pytanie.
-Słucham.
-Kiedy to było?- zapytał ponownie otwierając album na jednym ze zdjęć.
-Rok 2014, po mistrzostwach świata razem z reprezentacją juniorek udało się nam wywalczyć złoto na Mistrzostwach Europy Juniorek- powiedziałam z dumą.
-Gratuluję- powiedział z uśmiechem.
-Byłam wtedy kapitanem- dodałam.
-No to podwójne gratulacje- zaśmiał się.
-Dziękuję.
-Masz więcej takich wspomnień?- zapytał.
-Tak- odpowiedziałam i opowiedziałam mu pół swojego życia. Lecz zanim jeszcze zdążyłam zacząć dołączył do nas tata.
-No wylewna się zrobiłaś- zaśmiał się Igła, gdy skończyłam.
-Sorry, tak wyszło. Mam bogaty życiorys- powiedziałam i całą trójką zaczęliśmy się śmiać.
-Niewątpliwie- powiedział tata.
-OBIAD!!!- usłyszeliśmy krzyk Pauliny. Wstaliśmy i zeszliśmy do jadalni, gdzie czekały gołąbki. Kiedy Iwona i Paula mnie zobaczyły zaczęły się śmiać. Zdziwiona ich zachowaniem przejechałam po sobie wzrokiem i również wybuchnęłam śmiechem.
-A wam co tak wesoło? Ja też chcę się pośmiać!- tupnął nogą Krzysiek, wyglądając przy tym jak małe dziecko.
-Poszłam do pokoju zmienić brudną bluzkę, nie było mnie jakąś godzinę i wracam w brudnej- wyjaśniłam i wybuchnęłam śmiechem. Kiedy już wszyscy się uspokoiliśmy zjedliśmy w sporym gronie obiad, posprzątaliśmy i zaczęliśmy żegnać z Ignaczakami.
-Odwiedzisz mnie kiedyś?- zapytała Dominika.
-Kiedyś na pewno- powiedziałam.
-I wtedy zbudujemy taki ogromny zamek dla lalek, dobrze?- zapytała.
-Jasne- odpowiedziałam i przytuliłam ją. Pożegnałam się również z Sebastianem i Iwoną. Na końcu podeszłam do Krzyśka. Ten mocno mnie przytulił. Odwzajemniłam jego uścisk, a następnie odsunął mnie on na odległość swoich ramion i powiedział.............


*****************
Jestem i od razu przepraszam! Winę zrzucam na komunię kuzyna, która odbyła się w niedzielę i wyjęła mi trzy dni z życia. Tyle kaw, ile zrobiłam w niedzielę, nie robię normalnie przez miesiąc. Co do rozdziału wyszedł całkiem spoko. Co myślicie.
Mam jeszcze jedną ważną sprawę, a raczej pytanie. Zastanawiam się nad założeniem drugiego bloga- co o tym myślicie? Proszę o Wasze opinie, bo sama nigdy decyzji nie podejmę.
Z góry dziękuję i pozdrawiam, Dream <3

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Rozdział 10

*perspektywa Kamili*
Do domu dotarłam po pół godzinie. W środku faktycznie nikogo nie było. Ale za to w kuchni na stole leżała kartka od Pauliny:

Kamila,
Jestem z Arkiem u Winiarskich, ponieważ Michał wymyślił sobie grilla. Jak wrócisz z treningu wyślij SMS, to Filip po Ciebie przyjdzie.
Paulina :)

Znalazłam więc telefon w torbie i wysłałam do brunetki krótką wiadomość informującą, iż już wróciłam do domu. Poszłam przebrać się w długie legginsy, bluzkę z krótkim rękawem i bluzę, do której kieszeni schowałam telefon. Uczesałam włosy w koka, przeciągnęłam rzęsy tuszem i byłam gotowa. Zeszłam do kuchni, żeby napić się soku. Kiedy wstawiałam pustą szklankę do zmywarki usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam więc otworzyć, tak jak się spodziewałam stał za nimi Filip.
-Cześć- powiedział i mnie przytulił.
-Hej- odwzajemniłam uścisk.
-Możemy iść?
-Jasne, tylko zamknę drzwi- odpowiedziałam i już po chwili szłam z chłopakiem w tylko jemu znanym kierunku.
-Jak się trzymasz?- zapytał po chwili chłopak.
-Wiesz. Całkiem spoko, ale jestem w niewielkim szoku.
-Bo?
-Bo poznałam dzisiaj Bartka Kurka- powiedziałam.
-No to całkiem nieźle. A gdzie?
-Na hali po treningu.
-Zmieniłaś temat, bo nie chcesz rozmawiać o pogrzebie?- zapytał bez skrępowania.
-Raczej boję się, że zaczynając ten temat mogę się rozpłakać, a wtedy byłby problem- odpowiedziałam szczerze. Chłopak pokiwał głową.
-Rozumiem o czym mówisz- powiedział wbijając wzrok w czubki butów.
-Ciągle tak mówisz, a tak naprawdę, to co możesz wiedzieć?- zapytałam.
-Nie pomyślałaś, że ja też nie chcę o tym rozmawiać?- odpowiedział pytaniem patrząc mi w oczy. W sumie to nie.
-Przepraszam. Nie powinnam.
-Nie lubię, kiedy ktoś drąży ten temat, ale dobra. Jak myślisz, dlaczego mieszkam z Michałem?
-Nie musisz ze mną o tym rozmawiać.
-Ale chcę. Wolę mieć to za sobą. Więc?
-Nie wiem. Początkowo obstawiałam, że to dlatego, bo się tu uczysz, ale teraz mi namieszałeś- przyznałam szczerze. Akurat weszliśmy na podwórko. Chłopak złapał mój nadgarstek i pociągnął na ławkę stojącą na słońcu.
-Uczyć mogłem się równie dobrze w Bydgoszczy- oznajmił i wziął głęboki oddech.- Trochę ponad dwa lata temu moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Jakiś pijany gówniarz, niewiele starszy od nas w nich wjechał. W Bydgoszczy została moja siostra, ale nie chciałem tam zostać. Wszystko przypominało mi rodziców. Po długiej i trudnej rozmowie zdecydowaliśmy, że zamieszkam tutaj. Siatkówka zawsze była moją pasją. Ale dopiero tutaj, po rozpoczęciu regularnych treningów pokochałem ten sport całym sercem. I doskonale wiem, co czujesz. Ale ty masz o tyle gorszą sytuację, że po za babcią nie miałaś nikogo. Dopiero teraz, po szesnastu latach masz ojca. Rodzinę. To musi być strasznie trudne.
-I jest. Naprawdę. Całe życie miałam tylko babcię. Teraz, kiedy jej nie ma moje serce łamie się na kawałki przy każdym wspomnieniu o niej. Dlatego unikam tego tematu. Ale ten rozdział zamknę dopiero po rozprawie- powiedziałam chłopakowi z taką samą szczerością, jak on mi. Nic nie odpowiedział, tylko mnie przytulił. Schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi i ostatni raz pozwoliłam sobie na łzy. Kiedy poczuł słone krople mocniej mnie objął i nic nie mówił. Po krótkiej chwili się uspokoiłam i powiedziałam- Przepraszam. I dziękuję.
-Nic się nie stało. Ale wytrzyj twarz- powiedział i się uśmiechnął. Wyjęłam telefon, żeby zobaczyć jak wyglądam. Nie było tak źle, więc tylko przetarłam twarz rękoma, wzięłam głęboki oddech i powiedziałam:
-Możemy iść.
-Dobrze. Ale jeśli będziesz czegoś potrzebować, to zawsze ci pomogę. To może być tylko ramię do wypłakania się, dobra rada, osoba, która cię wysłucha. W zależności od potrzeb.
-Dziękuję.
-No do idziemy- powiedział i wstał z ławki.
-Okej- powiedziałam i zrobiłam to samo.
-Jesteśmy!- krzyknął chłopak, kiedy weszliśmy do środka.
-Chodźcie do kuchni!- krzyknęła Dagmara. Skierowaliśmy się do wskazanego pomieszczenia, a tam Paulina i Dagmara szykowały jedzenie na wieczór.
-Przyprowadziłem ją! Całą i zdrową!- odparł dumny Filip.
-I co? Medal chcesz?- zapytała uśmiechnięta Dagmara.
-Tak!- pisnął niczym małe dziecko.
-Błagam cię- zaśmiała się.- Skoczycie do sklepu?- zapytała.
-Jasne, a po co?- odpowiedziałam pytaniem.
-Tu macie listę. Pieniądze są w portfelu na szafie- poinformowała nas Winiarska.
-Dobrze. Filip, zbieraj się- powiedziałam i klepnęłam chłopaka w plecy. Ten tylko mruknął coś niezrozumiałego i zabrał listę i portfel po czym razem ze mną skierował się do wyjścia. Zakupy zajęły nam nie więcej jak pół godziny. Wróciliśmy do domu Winiarskich i zanieśliśmy zakupy do kuchni.
-Gotowe!- powiedział Filip.
-Świetnie. Teraz idź sprawdzić, czy twój brat i jego przyjaciel już okiełznali grilla- poprosiła Dagmara. Chłopak tylko kiwnął głową i wyszedł.
-A ja?- zapytałam. I jak na zawołanie najmniejszy z Winiarskich wyciągnął w moją stronę swoje małe rączki z wózka i powiedział coś po swojemu.
-Już chyba wiesz- powiedziała Paulina i się zaśmiała. Razem z Winiarską jej zawtórowałyśmy. Wzięłam Antka na ręce i zaczęłam się z nim wygłupiać. Cały wieczór spędziliśmy miło w gronie rodziny Winiarskich.
Poranek kolejnego dnia minął nam raczej spokojnie. Około dziesiątej razem z tatą wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy do pani adwokat.
-Dzień dobry- przywitała się z nami kobieta, kiedy weszliśmy do jej gabinetu.
-Dzień dobry- odpowiedzieliśmy.
-Proszę usiąść- powiedziała i wskazała krzesła.- Proszę państwa, termin rozprawy został już wyznaczony. Odbędzie się ona za trzy dni. Dzień później odczytany zostanie testament.
-Dobrze. Ma pani dla nas jeszcze jakieś informacje?- zapytał tata.
-Chciałam zapytać, czy zdecydował już pan, kto będzie zeznawał w sądzie?
-Moja żona, rodzice i przyjaciel- powiedział tata.
-Rozumiem. Rozprawa odbędzie się o godzinie jedenastej. Myślę, że wszystko powinno zakończyć się jednym procesem.
-Nie będzie żadnych komplikacji?- zapytał tata.
-Raczej wątpię- odpowiedziała mecenas po czym się z nią pożegnaliśmy i wróciliśmy do domu.
Kiedy przyszła godzina wyjścia na trening zabrałam moją torbę i wkładając słuchawki do uszu ruszyłam na halę. Na miejscu byłam bardzo szybko, bo już po kwadransie. Postanowiłam potrenować zagrywkę. Przebrałam się więc w strój i weszłam na salę. Rozejrzałam się po niej i stwierdziłam, że jestem sama. Zrobiłam kilka ćwiczeń na rozgrzewkę i zabrałam z kantorka kosz z piłkami. Zrobiłam trzy zagrywki, które trafiły idealnie w linię dziewiątego metra.
-Świetnie! Nie myślałem, że dziewczyna w tym wieku może mieć taką siłę w ręce- usłyszałam męski głos.
-O, cześć Bartek. Myślałam, że jestem sama na hali- powiedziałam.
-Bo byłaś, ale ja przyszedłem i już nie jesteś-mówi z szerokim uśmiechem przyjmujący.
-Błyskotliwe- mruknęłam i wyjęłam kolejną piłkę z kosza. Kurek stanął po drugiej stronie siatki gotowy do odbioru. Uśmiechnęłam się i puściłam w powietrze piekielnie mocną zagrywkę. Odebrał. Ale z problemami. Po czym wyprostował się i powiedział:
-Mniej siły, dziewczyno! Ja jestem facetem, trenuję już trochę i miałem problemy z przyjęciem! Więc co to będzie jak po drugiej stronie siatki będziesz miała szesnastolatkę o wzroście metr sześćdziesiąt?
-Nic szczególnego. Oberwie najwyżej. Bywa- powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam.
-Ta siła pasuje mi tylko do jednej osoby- oznajmił.
-Do której?- zapytałam nie rozumiejąc, co chciał powiedzieć mi siatkarz.
-Do Mariusza. Talent niewątpliwie masz po nim. Najważniejsze, że nie został on zmarnowany- powiedział Bartek z uznaniem.
-Dziękuję. Miło jest słyszeć takie słowa od tak uznanej w siatkarskim świecie osoby- odpowiedziałam i wzięłam kolejną piłkę. Siatkarz nic już nie powiedział, tylko czekał na kolejną moją zagrywkę. Znowu posłałam piłkę w powietrze. Tylko tym razem zagrywałam w sam narożnik boiska. Nie wybronił.
-Oj, Siuraku, chyba z wprawy wyszedłeś skoro dziewczyna cię ogrywa- usłyszeliśmy głos na trybunach. Odwróciłam głowę w tamtą stronę i zobaczyłam Nowakowskiego, Ignaczaka, Kubiaka i Bartmana.
-Nie byle jaka dziewczyna. Ona ma talent po mnie- usłyszałam głos taty i po chwili poczułam, że obejmuje mnie ramieniem. Miny czwórki z trybun? Bezcenne.
-Ale... Jak?- jęknął Ignaczak.
-No ciebie chyba nie trzeba uczyć, jak się dzieci robi- zaśmiał się Winiarski, który nie wiadomo kiedy pojawił się na hali. Czy oni się tu teleportują, przepraszam, że zapytam, bo weszło ich tu łącznie siedmiu, a ja nic nie słyszałam. Nie ważne. Bartman, Kubiak i Ignaczak mięli miny przypominające "o", a Nowakowski wstał z krzesełka, podszedł do mnie, wystawił rękę i powiedział:
-Piotrek jestem.
-Kamila- odpowiedziałam i uścisnęłam rękę siatkarza. Kurczę, duży jest. Ja ze swoim metr dziewięćdziesiąt mogę się schować.
-A co ty tu robisz Kamila, trening odwołany- usłyszałam głos trenera.- Emilka miała cię powiadomić.
-Zabiję- mruknęłam pod nosem, a na głos powiedziałam- Nie zostałam poinformowana, niestety. Ale spokojnie. Emila dostanie za swoje.
-Tylko jej nie zabij, dobrze? Bo mi zawodniczek zabraknie- zaśmiał się trener.
-Za późno- odpowiedziałam i pożegnałam się z trenerem, który pojawił się na hali tylko na chwilę. Pozostała trójka siatkarzy zeszła z trybun i mi się przedstawiła. Zbyszek i Michał zrobili to normalnie, ale Ignaczak musiał być oryginalny.
-Krzysztof jestem. Krzysiek, Krzysiu, Igła, jak wolisz. Tylko nie pan! Zrozumiałaś?- zapytał, a ja tylko oszołomiona, z głupawym wyrazem twarzy pokiwałam głową.- No i świetnie.
-Gramy?- zapytał po chwili Winiarski.
-Czemu nie- przytaknął Igła.- Kama grasz z nami?- zapytał.
-No dobrze- powiedziałam.
-Jaka pozycja?- zadał kolejne pytanie libero.
-Atakująca- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Wygrałem!- krzyknął Nowakowski.
-A co przepraszam?- zapytał tata.
-Zakład! Od razu wiedziałem, że Kamila gra na ataku! Oni obstawiali przyjęcie, a Zibi rozegranie! Hahaha!- środkowy prawie ryczał ze śmiechu, biedaczek.
-Dobrze, Piter uspokój się, błagam- poprosił Kurek.- Jak się dzielimy?
-Bełchatów na Rzeszów?- zapytał Kubiak.*
-Czemu nie- powiedział Winiar, a reszta pokiwała głowami. Szybko się rozgrzaliśmy i już po chwili byliśmy gotowi do gry.
-Ja też będę zagrywał, a co mi tam- powiedział Igła i jako pierwszy poszedł na zagrywkę. Przyjął Winiarski, bez jakichś większych problemów, Bartek zabawił się w rozegranie i wystawił piłkę do mnie, a ja ominęłam ogrooomny podwójny blok Bartmana i Nowakowskiego i władowałam piłkę w ziemię. Goście z Rzeszowa patrzyli na mnie zaskoczeni, a ja się tylko uśmiechnęłam i powędrowałam na zagrywkę. Odprawiłam mój szczęśliwy rytuał i posłałam piłkę na drugą stronę siatki. Pomimo tego, że Igła i Kubi rzucili się do niej, nie udało im się wybronić.
-Gdzieś ty się tego nauczyła?- zapytał Krzysiek zbierając się z podłogi.
-To jeszcze nic. Zdziwisz się, jak nakopie ci w dupę do zera w Fifę- usłyszeliśmy głos Filipa.
-Co?!!!- ryknął Ignaczak.- A w życiu. Jestem mistrzem!
-Wiesz Krzysiu, nie miała większych problemów, żeby ograć mnie, więc ty nie jesteś dużo trudniejszą przeszkodą- zaśmiał się młodszy Winiarski i przywitał ze wszystkimi.
-Ale...- Ignaczak miał minę, jakby miał zaraz się rozpłakać.
-Bywa i tak. Widzisz Krzysiu. Znalazła się lepsza osoba od ciebie- zaśmiał się Bartman i poklepał libero po plecach. Ignaczak spojrzał na mnie z widocznym wyzwaniem w oczach. Przeszedł na połowę boiska, na której stałam, spojrzał głęboko w moje oczy i powiedział z wyzwaniem:
-Zagramy. Jeśli wygram ty uznasz, że jestem najlepszy i niepokonany.
-A jeśli przegrasz?- zapytałam, ponieważ bardzo zaciekawiła mnie jego propozycja.
-Uznam, że jesteś najlepsza. Lepsza od samego Krzysztofa Ignaczaka- powiedział. Z nieukrywaną satysfakcją podałam mu rękę. Uścisnął ją. Przez chwilę mierzyliśmy się spojrzeniami.
-Wyglądacie, jakbyście mięli się za chwilę plastikowymi łyżeczkami pozabijać- powiedział Bartek.
-Zamknij mordę, leszczu- powiedział Piter.
-Szczym ryj, bażancie- odparował mu Kurek.** Razem z Igłą nie wytrzymaliśmy i ryknęliśmy śmiechem. Cała reszta spojrzała na nas jak na idiotów i nie skomentowała naszego zachowania.
-To co? Zapraszam do mnie- powiedział tata. Poszłam się przebrać, a oni rozmawiali.

*perspektywa Mariusza*

Kiedy Kamila wyszła z sali i wszyscy mięli pewność, że nas nie usłyszy cała Rzeszowska ekipa spojrzała na mnie i zapytali jednocześnie, jakby trenowali to całą drogę:
-Córka?!
-No tak- powiedziałem.
-Tłumacz się, Wlazły!
-Nie będziesz mi mówił, co mam robić, Ignaczak- zaśmiałem się i już po chwili opowiedziałem im całą historię. Piter zareagował krótkim "och", kiedy przywołałem sytuację ze szpitalem.
-Ale powiem ci, fajna dziewczyna. Polubiłem ją- powiedział Igła, a reszta pokiwała głowami.
-Ale ja ci Krzysiu dobrze radzę, wycofaj się z zakładu póki jeszcze możesz- powiedział Filip, a my usłyszeliśmy śmiech Kamili.

*perspektywa Kamili*

Weszłam przebrana na salę i usłyszałam słowa Filipa:
-Ale ja ci Krzysiu dobrze radzę, wycofaj się z zakładu póki jeszcze możesz- zaczęłam się śmiać, co zwróciło ich uwagę.
-Widzisz Filip- zaczęłam gdy się uspokoiłam- Krzysiek, w przeciwieństwie do ciebie jest na tyle odważny, że nie boi się ze mną zagrać mimo, że wszyscy go straszą, to nie trzęsie portkami. Powinieneś się od niego uczyć- zakończyłam, a Ignaczak wstał, wypiął dumnie pierś, podszedł do mnie, objął ramieniem i powiedział:
-Widać dziecko, że zostałaś w siatkarskim świecie wychowana. Twardym trzeba być, nie miętkim!- zaśmialiśmy się na te słowa, a Winiar powiedział:
-Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że nie jestem jedynym, który się z niego nabija- znowu zaczęliśmy się śmiać i wróciliśmy do domu, a tam....

*- Kubiak i Bartman grają w Asseco i nie ma między nimi spin ani nic (nie wiem, jak wygląda teraz sytuacja, ale cóż, w moim świecie jest kolorowo) :)
**- przytoczona standardowa rozmowa moja i mojej przyjaciółki <3 Dużo tego jest i jeśli mi pasuje, to wplatam do tekstu.

***************
Witam!
Pojawiam się po przerwie z kolejnym rozdziałem. Czaicie, że to już DZIESIĄTY!? Ja nie mogę w to uwierzyć. A jednak. Udało się. Cieszę się ogromnie, że tyle wytrzymałam i, co chyba najważniejsze, że wy wytrzymujecie. Dziękuję! Mam teraz trochę więcej czasu, ponieważ testy już na boku. Pisałyście w tym roku? A może macie je za sobą, lub dopiero przed Wami?
Pozdrawiam i informuję, że następny pojawi się w sobotę, ponieważ w niedzielę mój kuzyn ma komunię. I z okazji długiego weekendu może naskrobię coś na wtorek. Zobaczymy.
Boże, w życiu się tak nie rozpisałam.
Pozdrawiam Wszystkich i ściskam bardzo serdecznie, Dream <3

niedziela, 17 kwietnia 2016

Rozdział 9

-Kamila, posłuchaj chciałam z tobą porozmawiać....- powiedziała Paulina.
-No słucham- powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
-Dużo myślałam nad tym wszystkim, potem jeszcze rozmawiałam z Mariuszem i... Posłuchaj, ja nie do końca wiem, jak mam ci to powiedzieć.
-Ej, ale spokojnie. Powiedz o co chodzi- uśmiechnęłam się do niej pokrzepiająco.
-To od początku. Kiedy zobaczyłam cię w drzwiach, jak przyszłaś tu po raz pierwszy z moimi teściami i twoją babcią zobaczyłam w twoich oczach coś, co od pierwszej chwili mnie do ciebie przekonało. Byłaś całkowicie spokojna, pomimo wszystkiego, co się działo. Kiedy potem zobaczyłam jak Arek cię lubi, jak fajnie się dogadujecie, to uśmiech sam cisnął mi się na twarz. Gdy widziałam twoje łzy po śmierci babci, czy teraz na pogrzebie, to serce mi pękało. Kamila, ja nie chcę, żebyś źle odebrała to, co chcę ci przekazać. Ale przez te kilka dni stałaś mi się bardzo bliska. Może to dziwne, bo praktycznie się nie znamy, ale chcę żebyś wiedziała, że zawsze możesz ze mną o wszystkim porozmawiać i na mnie liczyć- zakończyła.
-Dziękuję ci. Nawet nie wiesz ile te słowa dla mnie znaczą. Dziękuję- powiedziałam z uśmiechem, choć byłam lekko zszokowana.
-Nie masz za co dziękować- uśmiechnęła się i mnie przytuliła. Odwzajemniłam jej uścisk i szeroko się uśmiechnęłam. -Zrobimy kolację?- zapytała.
-Może zapiekanki- zaproponowałam.
-Świetny pomysł- odpowiedziała i wstała. Zrobiłam to samo i zeszłyśmy do kuchni. Pół godziny później w wesołej atmosferze jedliśmy zapiekanki.
-Ale ten ser się ciągnie- powiedział Arek.- Mam za krótkie ręce- jęknął, a my znowu zaczęliśmy się śmiać.
-Racja. Ale ja mam dostatecznie długie ręce- zaśmiał się tata.- Daj pomogę ci- dodał i złapał kanapkę Arka próbując oderwać ser. Udało się i Arek znowu odzyskał swoją zapiekankę. Po kolacji szybko posprzątałam i wzięłam prysznic. Kiedy wróciłam do pokoju, żeby zostawić rzeczy przyszedł Arek.
-Kamila poczytasz mi?- zapytał.
-No jasne- uśmiechnęłam się i razem z nim weszłam do jego pokoju. Usiadłam na łóżku, a Arek podał mi książkę. W połowie bajki zauważyłam, że mały już spał. Zamknęłam książkę i chciałam wstać, kiedy usłyszałam głos:
-Zasnął szybciej niż zwykle- odwróciłam się i zobaczyłam tatę.
-Widać zanudziłam go- uśmiechnęłam się i wyszłam gasząc światło i zamykając drzwi.
-Albo masz podejście do dzieci- powiedział i się uśmiechnął.
-Może masz rację, ale wątpię. Dobra, idę spać, bo muszę się wyspać na jutrzejszy trening- powiedziałam i otworzyłam drzwi do mojego pokoju.
-O której zaczynasz jutro trening?- zapytał.
-O piętnastej. Wyjdę pół godziny wcześniej i zdążę- odpowiedziałam stojąc w progu.
-Dobranoc- powiedział tata.
-Dobranoc- odpowiedziałam, ale nie weszłam do pokoju. Staliśmy tak przez chwilę i patrzyliśmy sobie w oczy. Po upływie tej chwili mocno wtuliłam się w tatę. Ten odwzajemnił mój uścisk. Kiedy się od niego odsunęłam na naszych twarzach malowały się szerokie uśmiechy.
-Teraz dobranoc- powiedział.
-Jeszcze nie. Gdzie Paulina?- zapytałam.
-W sypialni- odpowiedział tata. Pokiwałam głową i weszłam do wskazanego pomieszczenia.
-Dobranoc- powiedziałam do Pauliny, która czytała książkę siedząc na łóżku.
-Dobranoc- odpowiedziała. Podeszłam do niej i ją przytuliłam. Odwzajemniła mój uścisk. Kiedy się od siebie oderwałyśmy, wyszłam na korytarz.
-Teraz dobranoc- powiedziałam do taty szeroko się uśmiechając. Pokiwał tylko głową z uśmiechem i wszedł do sypialni. Ja weszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Po kilku minutach Morfeusz zabrał mnie w swoje objęcia.
Obudziły mnie promienie słoneczne padające na moją twarz. Oczywiście zapomniałam zasłonić okno. Sięgnęłam po telefon. Było kilka minut po ósmej. Zabrałam więc z szafy czyste rzeczy i poszłam wziąć prysznic. Z łazienki wyszłam dziesięć minut później umyta i uczesana. Zeszłam na dół i dopiero się zorientowałam, że wszędzie jest cicho. Domyśliłam się, że wszyscy śpią. Postanowiłam więc zrobić śniadanie. Wymyśliłam naleśniki. Dwadzieścia minut później śniadanie było już gotowe, a ja zabrałam się za robienie kawy dla taty, herbaty dla mnie i Pauliny oraz kakaa dla Arka. Kiedy miałam iść wszystkich obudzić do kuchni weszła Paulina.
-Dzień dobry- powiedziałam z uśmiechem.
-Dzień dobry?- odpowiedziała lekko zaskoczona.- A co ty tu robisz?
-Właśnie skończyłam robić naleśniki- odpowiedziałam na pytanie brunetki.
-A nie otrujemy się?- zapytał wchodzący do kuchni tata.
-Nie musisz jeść- powiedział Arek, który właśnie wszedł.- Więcej dla nas.
-E, synek.
-No co?- zapytał z miną niewiniątka.
-Co ja z tobą mam- zaśmiał się tata.
-Widać,  że to twój syn- powiedziała Paulina i usiadła. Zrobiliśmy to samo i już po chwili naleśniki zaczęły znikać.
-Pyszne te twoje naleśniki- powiedział Arek kiedy skończyliśmy.
-Dziękuję ci bardzo- odpowiedziałam i zaczęłam sprzątać.
-Ty nie za bardzo mnie rozpieszczasz? Zostaw, ja posprzątam- powiedziała Paulina.
-Ile razy będziemy to jeszcze przerabiać?- zapytałam.
-Ciąża to nie choroba- powiedziała Paula.
-Wiem. Ale szczególnie w okresie od szóstego do dziewiątego miesiąca występują bóle pleców. Dodatkowo nie wolno się przemęczać. Wiem, teraz chcesz pewnie powiedzieć, że się nie przemęczasz wkładaniem naczyń do zmywarki- powiedziałam widząc minę brunetki.- Ale musisz się oszczędzać. Rozumiesz chyba. Nie robię tego na złość tobie- zakończyłam i się uśmiechnęłam.
-Jesteś kochana- powiedziała Paulina i mnie przytuliła.
-Wiem przecież- zaśmiałam się i odwzajemniłam uścisk. Paulina również zaczęła się śmiać.
-Mariusz o której masz trening?- zapytała Paulina.
-O 11- poinformował nas tata.
-To może zrobisz zakupy?- zaproponowała.
-Nie ma sprawy. Zrób listę to pojadę.
-No dobra. Poczekaj chwilę- odpowiedziała. Wyjęła z szafki długopis oraz kartkę i zaczęła pisać.
-Gotowe?- zapytał tata schodząc ubrany po schodach.
-Tak. Trzymaj- powiedziała Paulina i wręczyła mu listę.
-Może ci pomóc?- zapytałam.
-Jasne, jeśli chcesz. Zbieraj się- odpowiedział. Ubrałam więc buty i razem z tatą wsiadłam do samochodu. Po kilku minutach byliśmy już na miejscu. Krążyliśmy jakieś pół godziny między półkami. Kiedy zakupy były już w bagażniku wsiadaliśmy do samochodu z zamiarem powrotu do domu. Jednak do taty zadzwonił telefon.
-Halo- odebrał.- Przy telefonie.
-...
-Dobrze. O której?
-...
-Oczywiście. Dziękuję bardzo. Do widzenia- zakończył połączenie.- Pani adwokat. Mamy jutro spotkanie o dziesiątej.
-Okey. My, czyli kto dokładnie?- zapytałam.
-Ty, ja i Paulina- odpowiedział.
-Dobrze. Ale po co właściwie?
-Dowiemy się wszystkiego na miejscu dokładnie.
-No spoko- powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam. Właśnie w tej chwili zatrzymaliśmy się pod domem. Zabraliśmy zakupy, które już po chwili leżały poukładane w szafkach.
-Dobra, ja się zbieram na trening- poinformował nas po chwili tata.
-Pa- powiedziałam z Pauliną i Arkiem jednocześnie. Siedzieliśmy całą trójką w salonie na kanapie i oglądaliśmy "Auta". Całkiem fajna bajka.
-Co robimy na obiad?- zapytał Arek.
-A co byś chciał?- zapytała Paulina.
-Lasagne! Raz, dwa, trzy! Szybko i gotowa- powiedział, a my zaczęłyśmy się śmiać.
-Synku, ale to tylko reklama. W rzeczywistości nie dzieje się to tak szybko.
-A szkoda- westchnął głęboko chłopiec.
-Ale lasagne i tak możemy zrobić- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Dokładnie- potwierdziła Paulina.
-No to wio- powiedziałam i całą trójką poszliśmy do kuchni. Po czterdziestu minutach nasz obiad piekł się w piekarniku, a my piliśmy lemoniadę.
-Jestem!- usłyszeliśmy krzyk z korytarza.
-Nie da się ukryć!- odkrzyknęła Paulina, a my zaczęliśmy się śmiać.
-A co tu tak ładnie pachnie?- zapytał tata wchodząc do kuchni.
-Lasagne- odpowiedział Arek.
-Właśnie, już czas ją wyciągnąć- powiedziałam i zabrałam się za wyciąganie naszego obiadu z piekarnika. Ponakładałam danie na cztery talerze i zaczęliśmy jeść.
-Było pyyyszne- powiedział Arek.
-Nie mogę się nie zgodzić- dodał tata.
-No to świetnie- uśmiechnęłam się i po kilku minutach miałam już wszystko posprzątane.
-Dziękuję- uśmiechnęła się Paulina.
-Nie ma sprawy. Idę się przygotować na trening- powiedziałam i zniknęłam na schodach. Kiedy byłam już gotowa była 14:15 i postanowiłam wyjść wcześniej. Zabrałam torbę, telefon i słuchawki i zeszłam na dół.
-Już idziesz?- zapytał tata, kiedy mnie zobaczył.
-Tak, wyjdę wcześniej i może trochę dłużej potrenuję- powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
-Jasne. Trzymaj- powiedział i dał mi komplet kluczy.- Ja mam po siedemnastej drugi, krótszy trening, a Paulina może być z Arkiem na spacerze.
-Okej, dzięki- powiedziałam i wrzuciłam klucze do torby.- Pa- dodałam i wyszłam z domu. Ruszyłam spokojnym krokiem chodnikiem w stronę Energii. Ze słuchawek wetkniętych w moje uszy leciała jedna z piosenek Aviciego, ale nie wsłuchiwałam się w nią. Myślałam o wszystkim, co się ostatnio wydarzyło. Niewątpliwie jest tego dużo. Poznałam swojego tatę. Babcia zmarła. Poznałam całą Skrę. I jeszcze kilka drobnych rzeczy. Na takich rozmyślaniach minęła mi cała droga. Kiedy weszłam na halę z torbą na ramieniu poczułam tą znajomą nutkę podniecenia i radości. Za każdym razem jest tak samo. I mam nadzieję będzie. Swoje kroki skierowałam do szatni. Trafiłabym tam z zamkniętymi oczami. Przekraczając próg szatni, co dziwne, nie słyszę żadnych krzyków, pisków, śmiechów. Zaskoczona spojrzałam na telefon i zauważyłam, że trening jest dopiero za dwadzieścia pięć minut. Przebrałam się więc i weszłam na salę. Zaczęłam biegać, później się rozciągać. Po chwili na salę wszedł trener.
-O, witam najbardziej punktualną!- powiedział.
-Dzień dobry. Ten raz udało mi się nie spóźnić!- powiedziałam i oboje się zaśmialiśmy.
-Gotowa?- zapytał mnie trener.
-Oczywiście. Jak zawsze- odpowiedziałam.
-Ile kółek zrobiłaś?
-Piętnaście- oznajmiłam wypinając dumnie pierś do przodu po czym się zaśmiałam. Trener również się zaśmiał.
-Jesteśmy!- usłyszałam krzyk przy drzwiach. Odwróciłam się i zobaczyłam całą drużynę. Wyściskałyśmy się na powitanie i zaczęłyśmy rozgrzewkę, drugą w moim przypadku. Potem postanowiłyśmy zagrać mecz. Podzieliłyśmy się na dwie drużyny i zaczęłyśmy grać. Moje ataki były bardzo udane, z czego się cieszyłam. Po chwili rozkręciłam się również w bloku. Kiedy przyszła moja kolej na zagrywkę złapałam piłkę mocno w ręce i podeszłam aż pod bandy reklamowe. Swoim szczęśliwym zwyczajem przesunęłam prawą ręką po bandzie, odwróciłam się, spojrzałam na piłkę, a resztę zrobiłam automatycznie. Wysoki wyrzut, podbiegłam, wyskoczyłam, uderzyłam w nią mocno i wylądowałam. Cały ten proces nie trwał dłużej niż cztery sekundy. A zagrywka była standardowo mocna, precyzyjna i perfekcyjna mówiąc skromnie. Dziewczyny po drugiej stronie siatki nie poradziły sobie z przyjęciem, a piłka po raz kolejny ląduje w moich dłoniach, czekając na ponowne wprowadzenie do gry. Powtórzyłam więc rytuał. Tym razem przeciwniczki odebrały, wyprowadzając blok, który został wybroniony przez Alę. Majka rozegrała, a ja zaatakowałam. Po raz kolejny skutecznie. Zabrałam więc piłkę i poszłam zrobić kolejną zagrywkę. Tym razem przeciwniczki po problemach w przyjęciu skutecznie zaatakowały. Mecz zakończył się po trzech setach, które wygrała moja drużyna.
-Świetnie dziewczyny! Na dzisiaj koniec. Jutro widzimy się o tej samej godzinie. Kamila, jeżeli tak będziesz grała na najbliższym meczu, to bez problemu rozgromimy wszystkich. Jula, Ala, świetne obrony, Majka lewa ręka czasem idzie ci za szybko, kiedy wystawiasz przez plecy, ale po za tym super. Wszystkie byłyście świetne i oby tak dalej. Na dzisiaj tyle. Zastanówcie się, bo jutro musimy wybrać kapitana. Do widzenia. Do szatni- zakończył.
-Do widzenia- odpowiedziałyśmy i skierowałyśmy się do wspomnianego pomieszczenia. Po pół godzinie pakowałam do torby buty, a szatnia była już pusta. Ale to nic nowego, mi się nigdy nie spieszy. Zgarnęłam torbę i wyszłam z pomieszczenia. Zazwyczaj towarzyszyła mi cisza, ale dzisiaj usłyszałam pisk butów na sali oraz plask uderzanej piłki. Ciekawość wzięła górę i poszłam na trybuny. Na sali zobaczyłam samego Bartosza Kurka. No nie powiem, zatkało mnie. Zawsze imponował mi jego styl gry, dokładne dopracowanie ataków, waleczność.
-Cześć Bartek- powiedział nagle głos przy drzwiach. Przyjmujący odłożył piłkę i podszedł przywitać się z moim tatą.
-Cześć Mariusz- odpowiedział, po czym wymienili męski uścisk i zaczęli rozmawiać.
-Kamila, a co ty tu robisz?- zapytał tata.
-Ja przed chwilą skończyłam trening i wydawało mi się, że zostawiłam wodę na sali- odpowiedziałam płynnie, nie zdradzając, iż cel mojej wizyty był zupełnie inny.
-Okej. Chodź tu na chwilę- podeszłam z torbą na ramieniu do taty i przyjmującego.- Poznaj Bartka, mojego obecnie już po raz kolejny klubowego kolegę. Bartek, poznaj moją córkę Kamilę.
-Bartek- wystawił rękę w moją stronę.
-Kamila- odpowiedziałam i uścisnęłam rękę przyjmującego.
-Świetnie dopracowany atak i zagrywka. Blok przy tych dwóch elementach jest w tyle, ale daje radę. To dotykanie prawą ręką bandy, to jakiś szczęśliwy zwyczaj?- zapytał.
-Tak. Zawsze tak robię i będę. To mi przynosi szczęście- powiedziałam.
-Gdybyś to widział Mario, w pewnym momencie tak trzepnęła, że kilkanaście centymetrów dalej i przyjmująca miałaby pokaźne limo pod okiem- powiedział z głosem pełnym uznania.
-Bardzo mi miło słyszeć takie słowa od kogoś takiego jak pan...-zaczęłam.
-Jaki pan. Mów mi po imieniu- oburzył się.- Aż taki stary nie jestem.
-No dobrze- odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.- To ja lecę do domu i widzimy się potem. Pa tato, cześć Bartek- powiedziałam i wyszłam.
*perspektywa Mariusza*
Kiedy drzwi od sali zamknęły się za Kamilą Bartek zapytał:
-Córka?! Ile ona ma lat?!
-Szesnaście. I tak córka- powiedziałem i po chwili Kurek poznał całą historię.
-No ciekawa historia. A obejmuje tylko kilka dni.
-Podziwiam, że tyle wytrzymała. Ale nie chce zostawiać jej samej. Nie znałem jej. Nie miałem pojęcia, że mam córkę. A tu coś takiego.
-Nie znałem cię od tej strony. Jeśli będziesz potrzebował pomocy, to daj znać- powiedział przyjmujący.
-Dzięki Bartek. Swoją drogą twój powrót do Skry jest wielkim zaskoczeniem dla wszystkich.
-No tak. Kontuzja Conte i końcówka kontraktu wykluczyła go z gry, a ja zrobiłem wielki come back- zaśmiał się Kurek.


*******************
PRZEPRASZAM!!!!
Wiem, że długo mnie tu nie było, ale nie miałam za grosz weny. Do tego od jutra piszę testy i wypadało coś powtórzyć. Rozdział był w połowie gotowy już tydzień temu, ale nie było czasu, aby go skończyć, ponieważ przez ostatnie dwa weekendy mój dom był istną trasą szybkiego ruchu. Ale już jestem i mam nadzieję, że się spodobało. A jeszcze a propos Kurka, to pomysł zrodził się przypadkowo wczoraj między drugim a trzecim setem meczu Asseco i Zenitu, przegranego niestety dla Rzeszowa :(
Pozdrawiam, Dream :)

wtorek, 29 marca 2016

Rozdział 8

Weszłam razem z tatą na salę. Rozejrzałam się i na trybunach zobaczyłam....O matko, przecież to niemożliwe.....
-Emilka?!- zapytałam mocno podnosząc głos, bojąc się, że dziewczyna mnie nie usłyszy.
-Kamila?!- odpowiedział mi znajomy głos. TO ONA! Nie wierzę.
-Co ty tu robisz?!- zapytałyśmy jednocześnie. Wszyscy stali i patrzeli na nas zaskoczeni, a my... My po prostu stałyśmy. Przypomniałyśmy sobie wszystkie wspólne chwile. Nagle jednocześnie ruszyłyśmy w swoją stronę.
-Ty wredna małpo- pisnęłam rzucając się na szyję przyjaciółki.
-Też cię kocham wiedźmo- odpowiedziała mocno mnie obejmując. Stałyśmy tak... nie wiem ile.
-Dlaczego moja młodsza siostra i jak zgaduję twoja córka stoją na środku hali, ściskają się, piszczą, wyzywają i wyznają miłość- usłyszałam pytanie Kłosa skierowane do taty.
-Też się zastanawiam- powiedział tata. Razem z Emilką zaczęłyśmy się śmiać, bo usłyszałyśmy tą wymianę zdań.
-A może zamiast się śmiać to nam to wyjaśnicie- zaproponował błyskotliwie Karol.
-Bo widzisz braciszku. Ja i Kamila znamy się od czterech lat. Od naszego pierwszego zgrupowania w 2012, kiedy to zostałyśmy zapisane do jednego pokoju. Znamy się na wylot i przyjaźnimy właśnie od tamtego zgrupowania. Potrafimy przewidzieć swoje ruchy na boisku i w wielu innych sytuacjach- wyjaśniła Emilka.
-No dokładnie- potwierdziłam z uśmiechem.
-To może teraz trochę z innej beczki- zaczął tata.- To jest Kamila, moja córka a to Andrzej, Karol...- wymieniał, ale niższy środkowy mu przerwał:
-My się umiemy sami przedstawić!- jego słowa były pełne oburzenia.
-Ale wy mi się nie musicie przedstawiać. Ja was wszystkich znam- powiedziałam.
-Ale jednak wypada- powiedział Wrona i mi się przedstawił. Po nim zrobiła to reszta drużyny oraz trenerzy. W tym czasie Emi przywitała się z moim tatą.
-Dobrze panowie, wystarczy tego dobrego. Dziesięć kółek- krzyknął trener.
-Ile?- jęknął Kłos.
-Ja to bym dołożyła jeszcze z pięć, skoro narzekają- powiedziała Emilka.
-Macie rację. Piętnaście!- krzyknął na co tym razem odezwał się Wrona:
-Co??
-Chyba im jeszcze mało trenerze- powiedziałam.
-Może jeszcze pięć- zasugerowała Emila, a trener się zaśmiał.
-Wy to jednak diabły wcielone jesteście- powiedział.
-Tylko jak jesteśmy we dwie- powiedziałyśmy jednocześnie, co spowodowało, że całą trójką znowu się zaśmialiśmy.
-A może zagracie razem z chłopakami. Jestem ciekaw na co was stać na boisku- zaproponował.
-Przepraszamy, ale nie dzisiaj. Nie widziałyśmy się prawie rok. Musimy się nagadać- powiedziała Emila.
-Rozumiem. Ale mam nadzieję, że niedługo z nami zagracie.
-Oczywiście- potwierdziłam i usiadłam razem z Emilką na trybunach. Zaczęłyśmy rozmawiać. Opowiedziałam jej o wszystkim, co się do tej pory zdarzyło. Uroniłam kilka łez.
-Przyjdę jutro na pogrzeb twojej babci. Bardzo ją polubiłam- powiedziała moja przyjaciółka, kiedy skończyłam.
-Dziękuję ci- powiedziałam i ją uściskałam.
-A brat Michała? Dobrze go znasz?- zapytała z cwaniackim uśmieszkiem.
-Rozmawialiśmy parę razy, ograłam go w Fifę..- zaczęłam.
-Żartujesz- krzyknęła tak głośno, że wszyscy się na nas spojrzeli. Zaczęłam się śmiać, więc wrócili do treningu.
-Kilka naszych trików i został rozgromiony- uśmiechnęłam się szeroko.
-Cwaniara- stwierdziła dziewczyna.
-O patrz, to on- powiedziałam zauważając chłopaka przy wejściu na salę.
-Przystojniak- stwierdziła rzucając okiem na chłopaka.
-Nienawidzę, gdy masz rację- powiedziałam i się zaśmiałyśmy. Filip miał na sobie białą koszulkę z krótkim rękawem, która opinała jego ramiona, jeansowe spodenki do kolan oraz czarne adidasy, a na ramię zarzucona była torba sportowa.
-Cześć dziewczyny- powiedział z uśmiechem.
-Cześć- odpowiedziałam. Filip podszedł do mnie i przytulił na powitanie, a do Emilki wystawił rękę na powitanie.
-Filip- powiedział.
-Emilia- dziewczyna uścisnęła rękę Winiarskiego.
-Kojarzę cię skądś- powiedział chłopak do mojej przyjaciółki.
-Bardzo możliwe. Jestem siostrą Karola Kłosa- uśmiechnęła się w stronę chłopaka.
-I wszystko jasne- powiedział Filip i całą trójką się zaśmialiśmy.
-A właściwie to co tu robisz?- zapytałam.
-Mam trening po skrzatach seniorach- odpowiedział.
-Ja swoje zaczynam pojutrze- uśmiechnęłam się szeroko na tą myśl.
-Właśnie! Zapomniałam ci powiedzieć! Będę grała z tobą w juniorkach tu w Skrze!- wyrwała się nagle Emilka.
-Żartujesz!- również krzyknęłam. Cała drużyna z trenerem na czele dziwnie się na nas patrzyła.
-A wyglądam?
-Jejku! To wspaniale!- pisnęłam i rzuciłam się przyjaciółce na szyję.
-Ja też się bardzo cieszę, ale zaraz mnie udusisz!- wyjęczała dziewczyna spod mojego żelaznego uścisku.
-Oj, przesadzasz- powiedziałam, ale ją wypuściłam.
-Ale mam coś jeszcze lepszego- powiedziała.
-No dawaj, bo nie wytrzymam- mówię do przyjaciółki.
-Nie gorączkuj się, bo ci żyłka pęknie- mówi i się ze mnie śmieje.
-Emilka....
-No dobra, dobra. Będziemy razem w klasie. Sprawdzałam listę i obie na niej jesteśmy!- powiedziała z entuzjazmem. Zaczęłyśmy się śmiać, ściskać i piszczeć.
-To świetnie!- wykrzyknęłam.
-Co wprawiło was w taki świetny nastrój, co dziewczyny?- zapytał tata podchodząc razem z Karolem do trybun, gdzie siedziałyśmy.
-Będziemy w jednej klasie!- krzyknęłyśmy jednocześnie.
-No to świetnie- powiedział.
-A tak się bałaś, że będziesz tu sama- powiedział Karol obejmując siostrę ramieniem.
-No wiem, wiem- bąknęła.- Kami, a może skoczymy na jakiś spacer albo ciacho, co?- zapytała.
-Przepraszam cię, ale nie dzisiaj. Muszę jeszcze skoczyć do domu po kilka rzeczy. Jutro pogrzeb, a pojutrze zaczynamy treningi. Rozumiesz.
-Jasne, że tak. Jakbyś czegoś potrzebowała, to wiesz. Numer mam cały czas ten sam- powiedziała po czym podeszła i mocno mnie przytuliła.
-Dziękuję- wyszeptałam.
-Trzymaj się, Mała.
-Ty też, Młoda- odpowiedziałam jej i lekko się uśmiechnęłam.
-Dobra dziewczynki, dajcie nam kwadrans. Idziemy się ogarnąć i jesteśmy- powiedział Karol.
-Filip na pewno z chęcią dotrzyma wam towarzystwa- zaśmiał się Michał.
-Przejrzałeś mnie, braciszku- zironizował z uśmiechem młodszy Winiarski.
-A widzisz. Te same geny w końcu- odpowiedział mu brat i zniknął razem z tatą i środkowym zniknął w szatni. My cały czas luźno rozmawiając wyszliśmy przed halę i usiedliśmy na schodach. Było nam dość wesoło.
-O której i gdzie odbędzie się pogrzeb?- zapytała Emilka, kiedy miałam już wsiadać z tatą do samochodu.
-O jedenastej w kościele na Drawskiej- poinformował tata.
-Dziękuję- powiedziała z uśmiechem po czym wszyscy się pożegnaliśmy i każdy wsiadł do swojego samochodu.
-Pojedziemy do mieszkania? Muszę wziąć parę rzeczy- zapytałam.
-Jasne. Już jedziemy- powiedział i wyjechał na drogę.
-Mieszkanie jest bardzo blisko hali- stwierdził po chwili tata.
-Jak zaczęłam treningi, to się tu przeniosłyśmy. Na początku mieszkałyśmy pod Bełkiem- mówię i z uśmiechem wspominam lata spędzone z babcią.
-Byłaś z nią bardzo związana, co?- zapytał.
-To ona mnie wychowała. Nie miałam przez te wszystkie lata nikogo oprócz niej. Nadal nie mogę uwierzyć, że już jej tu nie ma. Mam wrażenie, że za chwilę się pojawi, uśmiechnie i zjemy razem obiad. Ale... ale to się już nie stanie- skończyłam i otarłam policzki, bo kolejny raz łzy się na nich pojawiły.- Coś ostatnio za dużo płaczę- zaśmiałam się.
-Wcale ci się nie dziwię- powiedział tata i mnie przytulił, bo już byliśmy pod blokiem.
-Dziękuję ci. Za wszystko. W sumie Paulinie też powinnam podziękować. Nie zna mnie w końcu- mówię.
-Może dlatego, że ma syna i drugiego w drodze. Paulina zawsze chciała mieć córkę. Oczywiście jak urodził się Arek, czy jak teraz okazało się, że znowu będzie chłopiec, to bardzo się ucieszyła. Ale zawsze mi mówiła, że jej marzeniem jest mieć córkę- powiedział cały czas mnie obejmując. Osunęłam się od niego i spojrzałam w oczy zaskoczona.
-Myślisz, że traktuje mnie jak swoją córkę?- zapytałam zszokowana.
-Myślę, że tak- odpowiedział i się uśmiechnął. Odwzajemniłam to i wysiadłam z auta. Tata zrobił to samo. W mieszkaniu szybko zebrałam wszystkie rzeczy, które będą mi potrzebne w najbliższych dniach. Pakując buty sportowe uśmiechnęłam się pod nosem. Z torbą na ramieniu wyszłam ze swojego pokoju.
-Co teraz będzie z mieszkaniem?- zapytałam tatę, kiedy wyszliśmy przed blok.
-Jest zapisane na ciebie. Więc to będzie twoja decyzja- usłyszałam w odpowiedzi. Pokiwałam tylko głową i wsiadłam razem z tatą do samochodu, aby wrócić do domu. Reszta dnia zleciała bardzo spokojnie. Położyłam się spać po 22. Rano obudziło mnie stukanie w ramię.
-Kamila, wstawaj- usłyszałam szept koło ucha. Z lekkim ociąganiem podniosłam powieki i zobaczyłam uśmiechniętą twarz Arka.
-Cześć smyku- powiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Cześć. Wstawaj i chodź na śniadanie- odpowiedział mi, szeroko się uśmiechnął i wyszedł z pokoju. Wstałam i wiążąc włosy w coś, co miało przypominać koka weszłam do kuchni.
-Dzień dobry- powiedziałam. Wszyscy siedzieli już przy stole.
-Cześć, siadaj i jedz- powiedziała Paula.
-Dzięki- uśmiechnęłam się do niej. Spojrzałam na kanapki i herbatę i zrobiło mi się słabo. Wzięłam głęboki oddech i zamknęłam oczy.
-Kamila, wszystko w porządku?- zapytał tata siedzący naprzeciwko mnie.
-Co? Tak, tak. Wszystko okej- odpowiedziałam.
-Na pewno?- zapytał patrząc na mnie podejrzliwie.
-Tak- odpowiedziałam i zaczęłam jeść. Szło mi to raczej opornie. Ale po kilku minutach odstawiałam już talerz do zlewu.
-Jest wpół do 10. Za godzinę musimy jechać. Jesteś gotowa?- zapytał tata.
-Nigdy nie można się przygotować na coś takiego- odpowiedziałam. - Idę się ubrać- dodałam i zniknęłam na schodach. Usłyszałam tylko głębokie westchnięcie taty. Zabrałam ze swojego pokoju ubrania i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i wysuszyłam włosy. Nie związywałam ich, bo chociaż częściowo zakrywały moją twarz. Wyszłam z łazienki i wróciłam do pokoju. Do małej torebki włożyłam telefon i chusteczki. Na ręku miałam gumkę do włosów. Wciągnęłam na nos okulary przeciwsłoneczne i zeszłam na dół.
-Gotowa?- zapytał tata. Pokiwałam tylko głową. Objął mnie ramieniem i wyszliśmy z domu. Tam czekała już na nas Paulina.
-Arek jest już z Dagmarą- poinformowała nas. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do kościoła. Dotarliśmy tam zbyt szybko. Byłam ja z tatą i Pauliną, Michał, Filip, Karol i Emilka. W kościele jakoś się trzymałam. Jakoś. Kiedy staliśmy na cmentarzu cały czas kurczowo trzymałam się ramienia taty. Ten mnie obejmował tak, żebym się nie przewróciła. Emilka stała obok mnie i mocno trzymała za drugą rękę. Kiedy trumna z babcią została przysypana rozpłakałam się. Nie mogłam na to patrzeć. Wyswobodziłam się z uścisku taty. Podeszłam do hałdy piachu i położyłam na niej dłoń.
-Dziękuję- wyszeptałam.- Za wszystko ci dziękuję. Za to, że byłaś. I mam nadzieję jesteś i będziesz- powiedziałam i się rozpłakałam. Wyglądałam okropnie. Klęczałam na ziemi, w sukience, zapłakana, włosy miałam potargane. Nie potrafiłam jej tu tak zostawić. Nie wiem ile tak klęczałam na ziemi, ale zaczęło padać. Na mnie nie zrobiło to większego wrażenia. Po nie mam pojęcia jak długim czasie poczułam czyjąś rękę na ramieniu.
-Kamilko, chodź wracajmy. Jest już późno. Musisz odpocząć- tata mówił do mnie spokojnym, kojącym głosem.
-Ale wrócimy tu?- zapytałam nie wstając.
-Wrócimy- odpowiedział cały czas spokojnym głosem.
-Obiecujesz?- zadałam kolejne pytanie.
-Obiecuję- powiedział patrząc mi w oczy.- Chodź słoneczko- dodał i pomógł mi wstać. Kiedy stanęłam na nogach mocno się do niego przytuliłam. Objął mnie ramionami i mocno przytulił.
-Zabierz mnie do domu. Proszę- wyszeptałam.
-Chodź, wracamy- powiedział i cały czas mnie obejmując ruszył w stronę parkingu. Tam czekali na nas wszyscy. Emilka podeszła do mnie i mocno przytuliła. Ukryłam twarz w jej włosach.
-Tato, Emilka może jechać z nami?- zapytałam zachrypniętym głosem.
-Jeśli Karol nie ma nic przeciwko- powiedział tata.
-Jasne, że nie. Zadzwoń, jak będę miał po ciebie przyjechać, Em- powiedział środkowy i się z nami pożegnał. To samo zrobili bracia Winiarscy. My również wsiedliśmy do samochodu. Siedziałam z Emilką z tyłu i cały czas trzymałam głowę na jej kolanach i ściskałam mocno jej rękę. Po powrocie do domu poszłam od razu do swojego pokoju i zabrałam ze sobą przyjaciółkę. Długo siedziałyśmy w ciszy.
-Opowiedz, co ciekawego dzieje się w stolicy- poprosiłam.- Chcę czymś zająć myśli.
-Jasne, więc tak...- zaczęła i przez następną godzinę rozmawiałyśmy o różnych pierdołach. W pewnym momencie usłyszałyśmy pukanie do drzwi.
-Tak?- zapytałam.
-Dziewczyny Paulina zrobiła wam kanapki i herbatę. Zjedzcie coś- poprosił tata.
-Dzięki tato- powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
-Nie ma za co. Idę po Arka. Paulina ogląda w salonie telewizję. Jak by co, to wiecie- poprosił.
-Jasne. Zostaw uchylone drzwi- poprosiłam.
-Dobrze. Będę za kwadrans.
-Okej- odpowiedziałam i razem z Emilą zaczęłyśmy jeść kanapki.
-Cieszysz się, że masz tatę, nie?- zapytała dziewczyna w pewnej chwili.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. Brakowało mi takiej osoby. Oboje traktują mnie jak swoją córkę. A przecież Paulina nie musi. Teoretycznie mogłaby mnie kompletnie ignorować, prawda? Ale jednak nie. I to mnie bardzo cieszy. Oboje wypełniają w moim sercu tą pustkę, która była tam przez całe życie.
-Rozumiem cię- powiedziała i lekko się uśmiechnęła.- Posłuchaj, teraz muszę zostawić cię samą, bo obiecałam rodzicom rozmowę na Skype, ale widzimy się jutro. Jeśli cokolwiek by się działo dzwoń. O każdej porze dnia i nocy. Zrozumiano?
-Tak jest!- odpowiedziałam i obie się zaśmiałyśmy.
-No to świetnie. Dzwonię po Karolka- powiedziała i wykonała krótki telefon do brata. Po kwadransie już się żegnałyśmy. Wieczorem dostałam sms'a o treści:


Gotowa na jutro? Znowu zaczynamy wszystkich miażdżyć?
Autorem tej wiadomości była Julka. Świetna libero i moja bardzo dobra koleżanka z drużyny. Odpisałam:

Jasne, że tak! Mamy zmiany w składzie niewielkie, ale wszystkiego dowiesz się jutro ;) Dobranoc.
Nie dostałam już odpowiedzi. Po chwili jednak ktoś do mnie zadzwonił. Na ekranie widniał numer Filipa.
-Cześć- odebrałam.
-No siemka. Jak się trzymasz?- zapytał.
-Całkiem nieźle. Długa rozmowa z Emilką bardzo mi pomogła.
-Miło jest mieć takich wspaniałych przyjaciół- stwierdził.
-O tak- potwierdziłam i się uśmiechnęłam.- Ale chyba nie dzwonisz, żeby mi to powiedzieć.
-No nie. Chciałem ci powiedzieć, że jesteś bardzo fotogeniczna- usłyszałam.
-Co?
-Właśnie przeglądam twoje zdjęcia na Facebooku.
-O matko- westchnęłam.
-Bez przesady- powiedział i oboje się zaśmialiśmy.- Ale zaproszenie to mogłabyś przyjąć.
-Zastanowię się- odpowiedziałam.
-No wiesz ty co?- oburzył się.
-Już, już. Uspokój się.
-Dobra, dobra. Chciałem ci jeszcze zakomunikować, że jesteśmy razem w klasie- powiedział.
-Aha, fajnie- odpowiedziałam.- Czekaj, co?
-No w klasie razem jesteśmy.
-Spoko. To będą bardzo ciekawe trzy lata- powiedziałam.
-Niewątpliwie. Dobra, ja kończę. Dobranoc.
-Dobranoc- odpowiedziałam i odłożyłam telefon na szafkę. Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi.- Tak?
-Mogę?- zapytała Paulina.
-Jasne, wchodź- odpowiedziałam i zrobiłam jej miejsce na łóżku.
-Jak się czujesz?
-Całkiem nieźle. Właśnie się dowiedziałam, że jestem w jednej klasie z Filipem.
-Filip, Emilka. Nie będziesz się nudzić.
-Nie pozwolą mi na to- zaśmiałyśmy się obie.
-Kamila, posłuchaj chciałam z tobą porozmawiać....


****************
Cześć! Jestem ze spóźnionym rozdziałem. Lenistwo mną zawładnęło. Ale udało mi się z nim wygrać i napisać rozdział. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Pozdrawiam i do następnego, Dream.. ;)