piątek, 26 sierpnia 2016

Rozdział 42


-Dziękuję- odezwał się i podał mi zeszyt.
-Nie ma sprawy- powiedziałam i schowałam przedmiot do torby. Wtedy Tymek zaczął płakać. Ruszyłam więc do pokoju małego i okazało się, że wypadł mu smoczek. Włożyłam mu go z powrotem i odwróciłam się w stronę drzwi. Filip opierał się o ich framugę, bacznie mi się przyglądając.
-Mam coś na twarzy?- zapytałam.
-Co? Nie, nie- odpowiedział chłopak.- Wiesz co, ja będę się zbierał. Muszę jeszcze zrobić lekcje.
-Jasne- uśmiechnęłam się i odprowadziłam chłopaka do drzwi. Pożegnaliśmy się, po czym Filip poszedł do siebie.

6 grudnia 2015
Wstałam rano w świetnym humorze. Zjedliśmy razem śniadanie i usiedliśmy w salonie. Tata razem z Arkiem kolejny raz męczyli fifę, mama trzymała Tymka na kolanach, a ja po prostu z nimi siedziałam. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Otworzysz?- zapytała mama. Pokiwałam tylko głową i ruszyłam do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam Miśka z rodzinką.
-Witaj, moja ulubiona sąsiadko!- powiedział entuzjastycznie Winiar i mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk i odpowiedziałam:
-Witaj, mój niekoniecznie normalny sąsiedzie.
-O nie! Wracamy do domu! Nie pozwolę się obrażać!- oburzył się Winiarski.
-Oj, daj spokój tata- westchnął Olek, który przybił mi piątkę i wszedł do środka. Przesunęłam się, aby wpuścić resztę Winiarskich. Przywitałam się z Filipem i Dagą, od której przejęłam wózek z Antkiem. Wyjęłam go i zdjęłam kurtkę. Oddałam go Winiarskiej i razem z Filipem poszliśmy na górę do mojego pokoju. Usiadłam przy biurku, a Winiarski rozłożył się na moim łóżku.
-Mam nadzieję, że ci wygodnie- zaśmiałam się.
-No nawet, nawet- odpowiedział.
-Tęsknię za Kubusiem- powiedziałam po chwili ciszy.
-To ja ci już nie wystarczam?- zapytał Filip z oburzeniem, ale kiedy zobaczył moją minę, zmienił nastawienie.- Ej, Mała. Chodź tutaj- polecił i zrobił obok siebie miejsce na łóżku. Wstałam więc z krzesła i położyłam się obok niego.- Tak jest lepiej dla niego, prawda?- zaczął.- Nie jest narażony na kontakt z czymś, co przypominałoby mu o Emilii. Tam jest z całą swoją rodziną.
-Ale tutaj ma nas. I tak ogólnie, no- mruknęłam, i machnęłam ręką ukazując to ogólnie. Filip westchnął i powiedział:
-Nie możemy go tu mieć niestety, chociaż ja też bardzo bym chciał. Nic na to nie poradzimy. I nie roztrząsajmy już tego tematu.
-No dobra- odpowiedziałam mruknięciem.- A tak zmieniając temat, to gratuluję wygranego wczoraj meczu- dodałam weselszym już tonem.
-A dziękuję, dziękuję. Nie wiem, czy jesteś aż tak dobrze poinformowana, ale MVP dostałem.
-Teraz już jestem- zaśmiałam się.- W takim razie podwójne gratulacje.
-Dzięki- odpowiedział. Gadaliśmy tak przez dwie godziny, kiedy zawołała nas Dagmara. Zeszliśmy więc na dół i swoje kroki skierowaliśmy do kuchni.
-O co chodzi?- zapytał Filip.
-Skoczycie do sklepu?- zapytała mama, a Dagmara już robiła listę.
-No dobrze- odpowiedział chłopak, a ja poszłam się ubrać. Kiedy już oboje byliśmy gotowi, wzięliśmy listę, siatkę i portfel i ruszyliśmy do sklepu. Nagle Filip zsunął mi czapkę na oczy.
-Debil- mruknęłam pod nosem.
-Słucham?!
-To co słyszałeś- odpowiedziałam.
-I kto to mówi- prychnął.
-Zachowujesz się, jak twój brat- zaśmiałam się.
-O nie! Wypraszam sobie! Proszę nie porównywać mnie z tym pół mózgiem!
-Serio, aż tak ci się nudzi, że na środku chodnika robisz z siebie idiotę?- zapytałam głośno przy tym wzdychając.
-No. Okropnie mi się nudzi! Zróbmy coś szalonego!- rozentuzjazmował się.
-Co proponujesz?
-Podejdziemy do kogokolwiek i zapytamy który jest rok. Jak nam odpowie, to zaczniemy się cieszyć i powiemy, że się udało!
-Ty naprawdę jesteś debilem. Po pierwsze, to to jest z internetu. A po drugie- zaczęłam, ale nie mogłam wymyślić nic sensownego.
-A po drugie, to świetny pomysł, chodź- powiedział i pociągnął mnie za rękę do jakiegoś małego sklepu.- Przepraszam, który mamy rok?- zapytał jakąś sprzedawczynię.
-No 2015- odpowiedziała ze zdziwioną miną.
-Nie wierzę- westchnął teatralnie Filip.
-Udało się!- pisnęłam szczęśliwa, pokazując swoje aktorskie umiejętności. Zaczęliśmy się ściskać, skakać ze szczęścia, tańczyć, po czym wybiegliśmy ze sklepu i jak najszybciej oddaliliśmy się od niego i wybuchnęliśmy gromkim śmiechem. Następnie, na spokojnie już ruszyliśmy na zakupy, jednak cały czas śmialiśmy się z naszej przygody.
-Wiesz, że zawsze chciałem to zrobić?- powiedział nagle Filip.
-To dlaczego wcześniej tego nie zrobiłeś?- zapytałam.
-Nigdy nie miałem z kim. Jak raz zaproponowałem to kumplom, to stwierdzili, że nie będą robić z siebie idiotów. A przecież nimi są- stwierdził, na co się zaśmiałam.
-No to właśnie spełniłeś swoje marzenie- odparłam.
-Razem z tobą!
-Po pierwsze, to nie było moje marzenie. A po drugie, to ty mnie wciągnąłeś do tego sklepu.
-Ale było warto- powiedział.
-Nie mogę się nie zgodzić- odpowiedziałam, po czym weszliśmy do sklepu, aby zrobić zakupy. Krążyliśmy między półkami w poszukiwaniu makaronu. Ale nigdzie go nie było. Nigdzie! Kiedy wreszcie udało nam się znaleźć ten nieszczęsny makaron, zadzwonił telefon Filipa.
-Halo?- odebrał.
-...
-W sklepie.
-...
-Makaronu szukaliśmy.
-...
-Nie przesadzaj. Zaraz będziemy.
-...
-Cześć- powiedział i się rozłączył.- Misiek się zaczął martwić. Znowu.
-Nie dziwię mu się. Też bym nie chciała stracić takich dwóch wspaniałych osób- westchnęłam teatralnie, co wywołało, kolejny już tego dnia, wybuch śmiechu. Kiedy wróciliśmy do domu, wręczyliśmy mamie i Dagmarze zakupy i zdjęliśmy kurtki. Filip udał się do salonu, gdzie siedziała męska część towarzystwa, a ja zostałam w kuchni, aby pomóc przy przygotowywaniu obiadu. Po godzinie w wesołej atmosferze jedliśmy już posiłek. Po obiedzie panowie zaliczyli obowiązkową rundę w fifę, po czym żegnaliśmy się już z Winiarskimi.

12 grudnia 2016, godzina 15:00
Za pół godziny rozpocznie się mecz. Jesteśmy już gotowe na walkę z zawodniczkami z Gdańska. Siedzimy w szatni, śmiejąc się i rozmawiając. Nagle Julka wyciągnęła przenośny głośnik i zaczęła puszczać muzykę. Oczywiście nie mogłyśmy odpuścić takiej okazji i wszystkie śpiewałyśmy. Kilka minut przed meczem do szatni wszedł trener.
-Gotowe?!- zapytał.
-Tak jest!- odkrzyknęłyśmy i zaczęłyśmy się śmiać.
-Świetnie! Idziemy!- powiedział i otworzył drzwi od szatni. Ruszyłyśmy więc na salę. Szybka rozgrzewka i zaczynamy. Pierwszy set był dość trudny. Przeciwniczki dużo lepiej radziły sobie w bloki i przyjęciu, przez co wynik był niezadowalający dla nas. 23:17. Nasz trener poprosił o czas.
-To jest bardzo ważny mecz!- tłumaczył.- Dziewczyny skupcie się, błagam was!
-Musimy to wygrać- stwierdziłam odkładając butelkę z piciem.- Laski, damy radę przecież! Wystarczy skończyć teraz kilka piłek i zremisować!
-Jeśli nie zauważyłaś, to nie kilka, tylko sześć!- fuknęła Agata.
-Co to jest sześć punktów! Przecież nie takie straty odrabiałyśmy!- krzyknęłam. Na twarzach dziewczyn zauważyłam trochę więcej pewności siebie. Przerwa się skończyła i wróciłyśmy na boisko. Zagrywka przeciwniczek. Delikatny flot, dobre przyjęcie Julki, wystawa przez plecy do mnie. Kiwam blok i jest punkt! Cieszymy się z dziewczynami. Następnie moja zagrywka. Idę ze końcową linię, łapię piłkę i zastanawiam się, jaką zagrywkę posłać. Wykonuję rytuał i zauważam znak, który pokazuje mi trener. Oznacza to jedno- mam ryzykować. Wyrzucam więc piłkę, robię dwa kroki doskakuję do niej i mocno uderzam. Piłka po rękach przyjmującej ucieka w trybuny. Ponownie ruszam na zagrywkę. Tym razem, dla zmyłki posyłam piłkę w zupełnie inną stronę boiska, z zupełnie inną siłą. Libero nie orientuje się i za późno rusza do piłki. Udaje się jej jednak ją podbić. Niestety, piłka jest kiepska i taka sama jest wystawa, więc dostajemy piłkę za darmo. Przyjmujemy na palce, Agata wystawia na środek i Marta ładuje piłkę w boisko. Udaje nam się wygrać tego seta na przewagi 28:26. Drugi i trzeci kończą się 25:23 i 25:18. Udaje nam się wygrać mecz, z czego niezmiernie się cieszymy. Jedna z niezadowolonych zawodniczek z Gdańska krzyknęła:
-Ej, ty!
-Ja?- zapytałam zaskoczona.
-Chodź tu, suko!- warknęła. Podeszłam do siatki, nie dając się jednak sprowokować i zapytałam:
-Aż tak nisko upadłaś, żeby wyzywać innych. Współczuję.
-Zamknij ryj, szmato! Ciekawe, ilu osobom dałaś, żeby sędziowie byli po waszej stronie!- prychnęła.
-Nie wiem jak ty, ale ja nie stosuję takich metod. Dziś byłyśmy lepsze, tyle. Może zamiast się poniżać i obrażać przy tym innych, uznasz naszą wyższość i dasz sobie spokój, co?- zapytałam i wystawiłam rękę. Jako kapitan nie mogę dać się sprowokować. Dziewczyny od razu podchwyciły mój gest i ustawiły się w rzędzie za moimi plecami, również wystawiając ręce. Jednak moja nowa koleżanka, która również jest kapitanem, tylko krzywo na mnie spojrzała i odeszła od siatki. Czekałam z wyciągniętą ręką, licząc, że chociaż któraś z zawodniczek zachowa się normalnie.


*****************
Akuku! Pojawiam się później niż przewidziałam i już się tłumaczę!
Wczoraj miałam bardzo dużo pracy. Zaczęłam o 9 rano, a skończyłam koło 22. Nie miałam już sił na dokończenie rozdziału. Liczę na Wasze zrozumienie.
To tyle. Wiem, że mnie zlinczujecie bo miało być, że Filip ją "pocałuje w: usta, policzek, kącik ust" lub "przytuli", a tu takie o!
Pozdrawiam, Dream :* <3
P.S. Next w niedzielę.
P.S.2 U Zuzy i Bartka next wieczorem.

czwartek, 25 sierpnia 2016

Przepraszam....

Hej!
Pojawiam się, ale niestety bez rozdziału.
Z przyczyn ode mnie niezależnych rozdział pojawi się dopiero jutro, ewentualnie dziś późnym wieczorem (22-23).
Liczę na Wasze zrozumienie.
Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam
Dream <3 :*

wtorek, 23 sierpnia 2016

Rozdział 41

Poszłam więc za trenerem, który poszedł do jego gabinetu. W środku siedział jakiś facet. Nigdy wcześniej go nie widziałam, więc nie mam pojęcia, kto to jest.
-Dzień dobry- powiedziałam.
-Witaj- odpowiedział facet.- Usiądź, proszę. Musimy porozmawiać- dodał. Usiadłam więc na krześle i wlepiłam w mężczyznę zaciekawione spojrzenie.- Nazywam się Mikołaj Kwiatkowski i jestem trenerem reprezentacji juniorek. Szukam nowych zawodniczek do drużyny. Dostałem nagrania i wyniki wszystkich meczy, które odbyły się w tym sezonie i chciałem ci, jako kapitanowi pogratulować sukcesów.
-Dziękuję bardzo. Ale może przejdziemy do konkretów- zaproponowałam.
-Oczywiście. Tak, jak wspominałem, szukam zawodniczek. Wedle nowego regulaminu muszę mieć nie tylko zgodę trenera, ale też kapitana drużyny. Więc pytam nie masz nic przeciwko?
-Nie. A kiedy chciałby pan obejrzeć naszą grę?- zapytałam.
-Jeśli to możliwe, to na dzisiejszym treningu. Rozmawiałem już z waszym trenerem i wyraził on zgodę- poinformował mnie pan Mikołaj.
-Skoro tak, to ja nie widzę najmniejszego problemu- powiedziałam.
-Świetnie. W takim razie prosiłbym, żebyś nic nie mówiła swoim koleżankom.
-Dobrze. A będzie się pan im przedstawiał?- zapytałam.
-Nie. Raczej dzisiaj będę tylko obserwatorem. A jeszcze przed końcem roku poznacie moją decyzję. W styczniu planowane jest dwutygodniowe zgrupowanie, po którym wybiorę czternaście zawodniczek, które pojadą na mistrzostwa świata w sierpniu- wyjaśnił.
-Rozumiem. To chyba wszystko. Do widzenia- odpowiedziałam i wstałam.
-Mam nadzieję do zobaczenia- powiedział, a ja spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.- Nie ukrywam jesteś bardzo zdolną zawodniczką i bardzo prawdopodobne, że trafisz do kadry.
-Będzie mi niezmiernie miło- odparłam, po czym wyszłam przygotować się na trening. W szatni powoli zbierały się dziewczyny. Kiedy już byłyśmy gotowe, opuściłyśmy pomieszczenie, a z szatni obok wyszli chłopcy.
-Kam!- usłyszałam jak ktoś mnie woła. Odwróciłam się i zobaczyłam Filipa.
-Co jest?- zapytałam z uśmiechem. Winiarski miał minę, jakby wcale nie chciał mnie zawołać. Serio.
-Za ile kończysz?- zapytał po chwili.
-Jakieś półtorej godziny- odpowiedziałam.
-Poczekać na ciebie?- spytał z uroczym uśmiechem. Boże, co ja gadam.
-Jeśli chcesz.
-Chcę- powiedział i ruszył w stronę siłowni. Uśmiechnęłam się do jego pleców, odwróciłam się i poszłam na salę.
-Co to było?- zapytała Julka, zanim weszłyśmy do pomieszczenia.
-Nie mam pojęcia, o czym mówisz- stwierdziłam z głupawym uśmiechem na twarzy i przekroczyłam próg sali.
Po dwóch godzinach opuszczałam salę, na moje nieszczęście z Julką przy boku. Zwerbowała ona jeszcze Martę.
-Nic nie powiesz?- zapytała Marta.
-No właśnie. Chyba powinnaś nam coś wyjaśnić- dodała Julka. Spojrzałam na nie, jak na wariatki i popukałam się w głowę.
-Dobrze się czujecie?- spytałam.
-Jak najbardziej. Ale ty chyba jeszcze lepiej- zaśmiała się Julka. Weszłam do szatni, a dziewczyny cały czas taksowały mnie zaciekawionymi spojrzeniami.
-Dlaczego nic nie powiedziałaś?- zapytała w końcu z wyrzutem Marta.
-Ale o czym?- zapytałam posyłając jej zaciekawione spojrzenie.
-Jak to o czym?- oburzyła się Jula.- Że kogoś masz!
-A mam?
-A nie?- przedrzeźniała mnie.- Chyba, że chcesz mi wmówić, że to tylko przyjaciel.
-No bo to prawda- odparłam.
-A maślane spojrzenia i uśmiechy, to część przyjaźni?- zapytała tym razem Marta.
-O czym wy mówicie?- spytałam, patrząc raz na jedną, raz na drugą.
-O tych wesołych iskierkach, które się pojawiły ostatnio w twoich oczach. O tym uśmiechu, który pojawia się nie wiadomo skąd. O twojej reakcji, gdy orientujesz się, że on jest blisko- odpowiedziała Julka patrząc mi prosto w oczy. Odwróciłam głowę i zajęłam się zawiązywaniem buta.- O rumieńcach, które właśnie pojawiły się na twoich policzkach- dodała siadając obok mnie.
-O tym, że jak rozmawialiście przed treningiem, to prawie utonęłaś w jego oczach. Więc pewnie zawsze tak jest- powiedziała Marta siadając po drugiej stronie.
-Jest coś między wami?- zapytała Julka.
-Nie. Tylko przyjaźń.
-To może czas to zmienić? Nie wygrasz ze swoim serduchem kochana, nie ma takiej opcji- stwierdziła.
-Być może- odparłam, po czym ubrałam kurtkę powiedziałam- Pa dziewczyny!- i wyszłam z szatni. Oczywiście, z moim genialnym szczęściem musiałam wpaść na kogoś zaraz po zamknięciu drzwi. Tym kimś był oczywiście Filip.
-Hej- odezwał się, obejmując mnie w pasie, żebym się nie przewróciła.
-Cześć- odpowiedziałam lekko speszona i odsunęłam się od chłopaka.
-Idziemy?
-Jasne- powiedziałam i ruszyliśmy do wyjścia.
-Jak trening?- zapytał Filip, kiedy szliśmy już chodnikiem w parku, ponieważ to najkrótsza droga.
-Był dzisiaj trener reprezentacji juniorek- zaczęłam i opowiedziałam mu całą historię.- I wiesz co mi powiedział? Że prawdopodobnie trafię do kadry!
-Żartujesz?!
-Oczywiście, że nie- odpowiedziałam, po czym poczułam, jak chłopak mocno mnie przytula, a po chwili zaczyna nami kręcić.- Wariacie, co ty robisz?!- pisnęłam i zaczęłam się śmiać.
-Gratulacje- wyszeptał mi do ucha Filip, kiedy już odstawił mnie na ziemię i mocno przytulił.
-Dziękuję- odpowiedziałam. Podnieśliśmy z ziemi nasze torby treningowe i ruszyliśmy do domu.
Na miejscu byliśmy niecały kwadrans później, ponieważ mięliśmy okropnie ślimacze tępo. Gdy wreszcie dotarliśmy na nasze osiedle, pożegnaliśmy się i weszłam do domu. Panowało tam niewielkie zamieszanie. Mama i tata cały czas wchodzili do korytarza, chwilę później wychodzili. Coś mówili, ale niekoniecznie szło ich zrozumieć. Przykucnęłam obok Arka, który siedział na krześle.
-Co tu się dzieje, co?- zapytałam pomagając mu zawiązać buta.
-Bo mama ma jechać ze mną na szczepienie i na zakupy, a tata na trening. I czekają na ciebie, żebyś została na tą godzinkę z Tymkiem. I mama robi całą listę informacji dla ciebie- odpowiedział.
-Ale po co?
-A skąd ja mam to wiedzieć?- odpowiedział pytaniem i podstawił drugą nogę. Zawiązałam mu buta, dałam pstryczka w nos i weszłam do kuchni.
-Hej- powiedziałam.
-Cześć Kamila- powiedział tata.
-Hej córciu- rzuciła mama.
-Kamila?!- zawyli nagle oboje.
-No tak. Ale teraz, to już sama pewna nie jestem- odpowiedziałam.
-Posłuchaj, zostaniesz z Tymusiem, dobrze? Ja muszę jechać- zaczęła mama, ale jej przerwałam.
-Z Arkiem na szczepienie i na zakupy, a tata ma trening. Tak wiem. I lepiej już jedźcie, bo się nie wyrobicie- powiedziałam. Nie musiałam im dwa razy powtarzać. Już po chwili oboje byli gotowi i wychodzili z domu.
-Poradzisz sobie?- zapytała mama.
-Tak- odpowiedziałam. W tym momencie Tymek zaczął płakać.
-Na pewno?
-Tak, jedźcie już- powiedziałam i zamknęłam drzwi. Zdjęłam szybko buty i kurtkę i pobiegłam na górę. Weszłam do pokoju Tymka i szeroko się uśmiechnęłam. W tym pokoju cały czas panował taki spokój. Stanęłam obok łóżeczka i pogłaskałam Tymka po brzuszku. Maluch mruknął coś w swoim języku, więc wzięłam go na ręce i zaczęłam spacerować po pokoju i do niego mówić. Podobno do małych dzieci powinno się dużo mówić.
-I ten trener powiedział mi, że mam duże szanse zagrać w reprezentacji, wiesz?- uśmiechnęłam się na to wspomnienie.
-Wiem- usłyszałam za plecami. Odwróciłam się zaskoczona i zobaczyłam Filipa opierającego się o framugę drzwi.
-Boże, człowieku! Ty chcesz, żebym zawału dostała?!- zapytałam z przerażeniem w oczach.
-Spokojnie, to tylko ja- uśmiechnął się chłopak.- Mariusz mnie wpuścił, zanim pojechał na trening.
-Zakluczyłeś drzwi?
-Tak. Spokojnie. Już. Oddychaj- mówił i cały czas się uśmiechał. Położyłam Tymka do łóżeczka, dałam małemu smoczka i oparłam się o poręcz mebla.- Ej, Kam, co jest?- zapytał Filip, po czym do mnie podszedł i objął mnie ramieniem.
-Nic, nic. Po prostu mnie przestraszyłeś- odpowiedziałam.
-Przepraszam. Nie chciałem- powiedział i mnie przytulił. Zacisnęłam powieki, spod których wypłynęły dwie łzy. Filip otarł je kciukiem i zapytał- Dlaczego płaczesz, Mała?
-Ostatnim razem, jak ten koleś się tu dobijał, to też się przestraszyłam. I tym razem tak samo- odpowiedziałam, hamując kolejne słone krople, które chciały się wydostać z moich oczu.
-Przepraszam, nie pomyślałem. Ale Kam, ja nie zrobię ci krzywdy, tak?- zapytał, a ja pokiwałam głową.- No właśnie.
-A tak właściwie, to po co tu przyszedłeś?
-Masz już może przypadkiem to zadanie z polskiego? Czy niekoniecznie?
-Mam, bo zrobiłam na lekcji- odpowiedziałam z dumą.
-A pozwolisz, że zaczerpnę inspiracji?- zapytał, a ja się zaśmiałam.
-Normalnie, to nie pozwoliłabym ci ściągnąć, ale tak ładnie to ująłeś- powiedziałam i pociągnęłam go za ramię. Weszłam do mojego pokoju i z torby wyciągnęłam odpowiedni zeszyt.- Trzymaj.
-Ja sobie tylko zdjęcia zrobię- stwierdził, cyknął trzy fotki i schował telefon.- Dziękuję- odezwał się i...


************
Hejo! Dziś w lepszym humorze niż wczoraj.
Co zrobił Filip? Ja już wiem :D
Wczoraj u Zuzy i Bartka pojawił się drugi rozdział http://milion-powodow.blogspot.com/
To chyba tyle....
Pozdrawiam, Dream <3 :*

niedziela, 21 sierpnia 2016

Rozdział 40

Ruszyłem do sypialni. To, co tam zobaczyłem całkowicie mnie rozczuliło. Arek i Kamila spali. Blondyn był wtulony w dziewczynę, a ta obejmowała go ramionami. Zrobiłem im zdjęcie, wysłałem je do Pauliny i położyłem się spać.

*perspektywa Kamili*

Obudziłam się rano i od razu zorientowałam się, że nie jestem w swoim pokoju, tylko w sypialni rodziców. Tata i Arek jeszcze spali, więc postanowiłam przygotować śniadanie. Zeszłam na dół i ruszyłam do kuchni. Kwadrans później danie stało gotowe na stole. Do pomieszczenia akurat weszli tata razem z Arkiem. Zjedliśmy posiłek w wesołej atmosferze i stwierdziliśmy, że ani mi ani Arkowi jeszcze jeden dzień wolnego nie zaszkodzi. Tym bardziej, że dochodziła już dziesiąta.
-Tato, a ty nie masz dzisiaj treningu?- zapytałam sprzątając po śniadaniu.
-Nie. Falasca dał nam trzy dni wolnego, więc mogę spędzić z wami trochę czasu- odpowiedział z uśmiechem. Nagle zadzwonił mój telefon.
-Halo?- odebrałam nie patrząc na ekran.
-Cześć Kamila- usłyszałam głos trenera.
-Dzień dobry- odpowiedziałam.
-Dzwonię, żeby ci przekazać, że trening jest dziś odwołany, za to jutro musicie przyjść pół godziny wcześniej.
-Dobrze. Dziękuję za informację. A coś się stało?- zapytałam.
-Wszystkiego dowiesz się jutro. Do zobaczenia.
-Do widzenia- odpowiedziałam i zakończyłam połączenie.
-Coś się stało?- zapytał tata.
-Trening mam dzisiaj odwołany, a jutro muszę stawić się pół godziny wcześniej- odpowiedziałam.
-A dlaczego?
-Nie mam pojęcia- powiedziałam i poszłam na górę, gdzie się ubrałam i zeszłam z powrotem na dół. Usiadłam na kanapie obok Arka i taty, którzy toczyli zawziętą bitwę w fifę. Po chwili znów rozdzwonił się mój telefon.
-Cześć mamo- odebrałam.
-Hej słoneczko. Masz tam gdzieś tatę pod ręką?
-Tak. Siedzą obok mnie razem z Arkiem i grają w fifę- odpowiedziałam.
-To dlatego nie mogę się do niego dodzwonić- stwierdziła.
-Pewnie tak. Poczekaj, dam mu telefon, żebyś mogła z nim porozmawiać- powiedziałam i wręczyłam tacie komórkę i przejęłam od niego pada, i kontynuowałam z Arkiem grę. Kiedy tata wrócił do salonu, powiedział nam, że mama już dostała wypis.
-Także ja jadę po mamę i Tymka, a wy zostaniecie w domu, dobrze?- zapytał.
-Jasne- odpowiedział Arek.
-Dokończymy szykowanie niespodzianki- uśmiechnęłam się.
-No dobra, to ja uciekam- powiedział tata i się z nami pożegnał.
-To co robimy?- zapytał rozentuzjazmowany Arek.
-Najpierw ułożymy babeczki na talerzach- odpowiedziałam. Młody pobiegł do kuchni, a ja zamknęłam drzwi wejściowe i do niego dołączyłam. Zanieśliśmy babeczki do salonu. Podoczepialiśmy balonów. Na trzech z nich napisaliśmy "Witajcie w domu", każde słowo na innym balonie.
-Kiedy oni przyjadą?- marudził Arek.
-Nie wiem, ale możemy ich wyglądać przez okno w kuchni- zaproponowałam. Nie musieliśmy jednak długo czekać, bo po kilku minutach samochód zatrzymał się na podjeździe. Rodzice wysiedli, a tata zabrał fotelik z tylnego siedzenia. Weszli do domu, a my uśmiechnięci czekaliśmy w korytarzu.
-Jejku- wyszeptała mama, kiedy zobaczyła, co przygotowaliśmy.- Jesteście kochani- dodała i nas przytuliła.
-Mamy jeszcze babeczki!- odezwał się Arek.- Kami je upiekła, a potem je dekorowaliśmy. Chodź, pokażę ci!- powiedział i pociągnął mamę za rękę do salonu. W tym czasie tata zdjął Tymkowi kurtkę i podniósł małego.
-Witaj w domu, syneczku- wyszeptał, a w jego oczach zobaczyłam łzy.
-Tato, nie płacz- powiedziałam gładząc go po ramieniu.
-Ja nie płaczę- odparł. Zaśmiałam się cicho i pogłaskałam Tymka po rączce.- Weź go i idź do salonu. Ja muszę przynieść z samochodu wszystkie torby- poprosił tata i podał mi małego. Uśmiechnęłam się szeroko i ruszyłam do salonu.
-Śliczne te babeczki. Dziękuję- powiedziała mama.
-Cieszę się, że ci się podobają- odpowiedziałam z uśmiechem. Cały dzień spędziliśmy w domu rozmawiając, śmiejąc się, oglądając telewizję i po prostu się nudząc.
Następnego dnia, niestety musiałam iść już do szkoły. Wyszłam rano z domu i przywitałam się z Filipem, który już czekał. Ruszyliśmy spokojnym krokiem do szkoły. Przed budynkiem było spore zamieszanie.
-Ty myślisz, że przepraszam bardzo, kim jesteś?!- zapytała jakaś dziewczyna. Dziwne, nie kojarzę jej.
-Kimś dużo lepszym od ciebie suko!- warknął jakiś chłopak. Razem z Filipem dołączyliśmy do tłumu gapiów. Obok nas stał Rafał.
-Cześć, co tu się dzieje?- zapytałam.
-Hej- odpowiedział.- Jakaś nowa dziewczyna przypadkiem wpadła na naszego wielkiego koszykarza i jest wojna.
-To znowu ten debil?- zapytał Filip. Faktycznie, koleś, który wykłócał się z dziewczyną jest w naszym wieku, tylko w klasie koszykarskiej.
-W ogóle, jak ty szmato wyglądasz?!- ryknął i zaczął się śmiać.- Jesteś gruba, brzydka, masz krzywy nos- zaczął wyliczać, a ja nie wytrzymałam.
-O proszę, idealny się znalazł. Top model 2015!- krzyknęłam, a chłopak zaskoczony odwrócił się w moją stronę. Wszyscy rozsunęli się tak, że bez problemu mogłam podejść do dwójki, która się kłóciła.
-Zamknij się!- warknął chłopak. Podeszłam do niego i zmierzyłam go wzrokiem.
-Nie mów mi co mam robić- odpowiedziałam.- I daj jej spokój.
-Bo będę miał z tobą do czynienia? Już się boję! Kochaniutka, co ty mi możesz zrobić?- zapytał z pogardą w głosie.
-Jeśli chcesz mieć w przyszłości dzieci, to lepiej nie dopytuj- odpyskowałam, a wszyscy zgromadzeni zawyli "uuuu...", a ktoś nawet zagwizdał.
-Zmiataj stąd, zanim będziesz mieć poważne problemy- powiedział podchodząc do mnie i patrząc mi prosto w oczy.
-Nie strasz mnie, bo na mnie to nie działa. Jesteś kolejnym dupkiem z przerośniętym ego. Dziwne, że się jeszcze w drzwiach mieścisz- odpowiedziałam, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Chłopak wziął zamach, krzyknął:
-Ty zdziro!!!- i jego ręka ruszyła w stronę mojej twarzy. Byłam przygotowana na cios, ale milimetry ode mnie jego ręka się zatrzymała. Odwróciłam się zaskoczona i zobaczyłam Filipa. Ten spojrzał z wściekłością w oczach na chłopaka i powiedział:
-Nigdy więcej tego nie próbuj! I troszeczkę więcej szacunku. Nie boli!- po czym objął mnie ramieniem i dodał.- Chodź, nie warto- i ruszyliśmy do wejścia do szkoły. Zeszliśmy do szatni, która, jak zwykle, była prawie pusta. Odwiesiłam kurtkę, a Filip stał i mi się przyglądał.
-No co?- zapytałam w końcu.
-Naprawdę chciałaś, żeby cię uderzył? Dziewczyno, przecież by cię z butów wyrzuciło!- stwierdził.
-Nic się przecież nie stało- odparłam.
-Martwiłem się- wyznał Filip.
-Całkowicie niepotrzebnie- uśmiechnęłam się i go przytuliłam- Dziękuję- wyszeptałam mu do ucha.
-Przecież obiecałem, że nie pozwolę, żeby ci się coś stało- odpowiedział chłopak. Uśmiechnęłam się lekko, po czym ruszyliśmy na lekcje. Po angielskim z naszym wychowawcą, nauczyciel powiedział:
-Kamila, Filip, zostańcie na chwilę- poczekaliśmy więc aż reszta klasy opuści salę. Kiedy została już tylko nasza dwójka i nauczyciel, ten spytał- O co była kłótnia dzisiaj rano przed szkołą?
-Panie Mateuszu. To nie my ją zaczęliśmy. Kiedy przyszliśmy do szkoły, ten chłopak już wyzywał tą dziewczynę. A ja nie mogłam tego słuchać i patrzeć, jak wszyscy tylko się śmieją, więc zareagowałam- wyjaśniłam.
-No dobrze. Ale gdyby nie Filip, to tamten chłopak by cię uderzył- odpowiedział nauczyciel.
-No, ale przecież nic się nie stało- stwierdził Filip.- To nie jest pierwsza tego typu kłótnia, w której, niestety, braliśmy udział.
-Dlaczego między koszykarzami i siatkarzami jest ciągła wojna?- zapytał nasz wychowawca.
-Ja uważam, że to jest kwestia podejścia. Bo siatkówka pomimo tego, że uczy, aby się nie poddawać i walczyć do końca, to również uświadamia, że ważne są pokora wobec życia i szacunek dla rywali. A w koszykówce jest tylko ciągła walka, rywalizacja. Nie ma ukazywania innych wartości- powiedziałam.
-W sumie, to racja- odezwał się Filip.- Koszykówka jest sportem kontaktowym. Przepychanki nie są tam niczym dziwnym.
-A w siatkówce?- zapytał pan Mateusz.
-A w siatkówce dzieli nas siatka. Spojrzenia, jakieś krótkie odzywki się zdarzają. Jest dużo więcej walki psychologicznej. Jesteśmy przez to silniejsi psychicznie od koszykarzy, ponieważ u nich tego nie ma. A my, co prawda nieświadomie, ćwiczymy to na każdym treningu- zakończyłam.
-Dokładnie- potwierdził Filip.
-Jesteście genialni- stwierdził nauczyciel.
-Bardzo miło nam to słyszeć- powiedział Winiarski, za co oberwał w bok z łokcia.
-Przytoczę to wszystko na najbliższej radzie pedagogicznej i może wreszcie uda nam się zażegnać ten wieczny konflikt- dodał nauczyciel. Wtedy zadzwonił dzwonek i musieliśmy iść na następną lekcję.
Po szkole szybkim krokiem wróciłam do domu, zjadłam obiad, przebrałam się i ruszyłam na halę. Musiałam być pół godziny wcześniej, czyli na 15, a nie tak jak zawsze, na 15:30. Weszłam do szatni i była ona pusta. Sprawdziłam godzinę i wszystko się zgadzało. Poszłam więc na salę. Siedział tam trener i wyglądał, jakby na kogoś czekał.
-Dzień dobry, trenerze- przywitałam się.
-O, cześć Kamila. Dobrze, że jesteś- odpowiedział.
-Tylko ja. Nie ma jeszcze żadnej z dziewczyn- powiedziałam.
-Wiem, bo tylko ty miałaś przyjść wcześniej.
-Ale dlaczego?- zapytałam zaskoczona.
-Zaraz wszystko się wyjaśni, spokojnie.


*********************
Akuku! Jestem i zostawiam Was z 40 rozdziałem. 40!
Do następnego, Dream :* <3
P.S. Next we wtorek.

piątek, 19 sierpnia 2016

Rozdział 39

Zrobiliśmy szybkie zakupy i wyszliśmy przed sklep. Nerwowo rozejrzałam się po parkingu.
-Ej, Kam co jest?- zapytał Filip.
-Nic, nic- odpowiedziałam szybko.
-Chodzi o tego kolesia?- zadał kolejne pytanie, a ja opuściłam głowę.- Daj spokój. Jest środek dnia. Nic ci nie będzie. A po za tym, jesteś ze mną.
-Ale- zaczęłam, ale Filip mi przerwał:
-Nie ma ale. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek zrobił ci krzywdę, jasne?- zapytał patrząc mi prosto w oczy.
-Jasne- uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam tonąć w tym błękicie. Wpatrywaliśmy się tak w siebie, stojąc przed sklepem. Po chwili speszona odwróciłam głowę, chwyciłam mocniej rączkę siatki i ruszyłam w stronę domu. Filip momentalnie zrównał krok z moim, wyjął mi siatkę z dłoni i objął mnie ramieniem, szepcząc przy tym do ucha:
-Nie bój się- do domu dotarliśmy dość szybko. Zdjęłam buty i od razu weszłam na górę. Zabrałam rzeczy, o które prosiła mama i zeszłam na dół. Filip siedział w salonie na kanapie.
-Wygodnie?- zapytałam.
-Nawet nie wiesz, jak bardzo- stwierdził, na co oboje się zaśmialiśmy. Weszłam do kuchni i krzyknęłam:
-Chcesz coś do picia?!
-Nie musisz krzyczeć. Sam sobie wleję. A ty coś chcesz?
-Soku- odpowiedziałam i zaczęłam pakować wszystkie rzeczy do torby.- Jak myślisz, dołożyć czekoladę?- zapytałam.
-A czemu nie? Każda kobieta uwielbia czekoladę- stwierdził i podał mi szklankę z sokiem. Upiłam łyk i dopakowałam czekoladę do toby. Sprawdziłam jeszcze raz, czy wszystko jest i ją zamknęłam.- Usiądź- powiedział Filip.
-Myślałam, że już pójdziemy- mruknęłam.
-Usiądź, odsapnij, dopij sok. Nie musimy się spieszyć.
-Ale
-Dlaczego ty jesteś taka uparta, co?
-Taki mój urok- stwierdziłam i usiadłam przy stole.
-Zauważyłem- zaśmiał się. Kilka minut później wychodziliśmy już z domu. Filip, jak się okazało też potrafi być uparty, ponieważ nie pozwolił mi wziąć torby. Do szpitala dotarliśmy po upływie około kwadransu. Od razu skierowaliśmy się na salę, którą zajmowała mama. W środku oprócz mamy Tymka i Arka byli również tata i Michał. Posiedzieliśmy chwilę, gdy nagle tata zapytał:
-Kamila, Filip, wy nie powinniście być w szkole?! A ty Arek w przedszkolu?!- wymieniłam z Filipem rozbawione spojrzenia po czym stwierdziłam:
-Szybko się zorientowałeś, tato.
-Lepiej późno niż później- mruknął gdzieś obok Michał. To spowodowało wybuch śmiechu. Wyjaśniliśmy wszystko tacie. Po około pół godzinie tata stwierdził, że czas się zbierać. Pożegnaliśmy się z mamą i Tymkiem i wyszliśmy z sali. Przed szpitalem pożegnaliśmy się z Winiarskimi i wsiedliśmy do samochodu.
-To co, jedziemy na obiad?- zapytał tata.
-Pizza?- spytał z nadzieją Arek.
-Ale ani słowa mamie, jasne?- zadał kolejne pytanie.
-Tak jest!- odpowiedzieliśmy jednocześnie z Arkiem, po czym całą trójką zaczęliśmy się śmiać.
-No to jedziemy- stwierdził tata i wyjechaliśmy z parkingu. Jakieś czterdzieści minut później byliśmy już po obiedzie.- Wracamy do domu?- zapytał tata.
-Nie możemy- odparłam ze spokojem.
-A czemuż to?
-Zakupy trzeba zrobić- poinformowałam tatę.
-W takim razie jedziemy- stwierdził tata i ruszyliśmy do supermarketu. Arek chciał zostać na takim wielkim placu zabaw (wiadomo o co chodzi. Dmuchane zabawki itp. Przyp. autorki), a tym czasie my z tatą ruszyliśmy pomiędzy regałami.
-To co potrzebujemy?- zapytał tata dumnie pchając przed siebie wózek.
-Nie wiesz, czego brakuje w twojej lodówce?- spytałam zatrzymując się na środku alejki i wlepiając w tatę zaskoczone spojrzenie.
-No nie patrz tak na mnie. Zawsze mam listę- tłumaczył się.
-O matko- westchnęłam.- Nie ważne. Ja wiem mniej, więcej czego potrzeba.
-Jakiś plus- zaśmiał się tata.
-Tato, a kiedy mama wychodzi ze szpitala?- zapytałam wkładając trzy kartony mleka do wózka.
-Jutro koło południa.
-To może zrobimy im coś na wzór powitania?- zaproponowałam nieśmiało.- Balony, ciasto. Rozumiesz.
-Świetny pomysł!- stwierdził entuzjastycznie tata.- Ale, mówiąc delikatnie, ja niekoniecznie umiem piec ciasta. Jakiekolwiek.
-To tym ja się zajmę. Może nie jestem mistrzynią, ale powinno mi się udać.
-A jakie ciasto zrobisz?
-Może babeczki, które potem udekorujemy- odpowiedziałam.
-Umiesz robić babeczki? Czy kupujemy w paczce?- zapytał tata zaskoczony.
-Umiem. Babcia uwielbiała piec i czegoś mnie tam nauczyła. Ale osobiście uważam, że najlepiej wychodzą mi torty- opowiedziałam, a na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech na wspomnienie o babci.
-Kiedyś to sprawdzimy- powiedział tata. Zakupy skończyliśmy po pół godzinie. Zabraliśmy Arka i ruszyliśmy do domu. Tam tata zajął się rozpakowywaniem zakupów, w czym dzielnie pomagał mu Arek, a ja poszłam na górę się przebrać, po czym zeszłam do kuchni i zajęłam się robieniem babeczek. W tym czasie panowie postanowili posprzątać. W domu przez cały czas było głośno. Kiedy wstawiłam babeczki do piekarnika zorientowałam się, że zrobiło się dziwnie cicho. Na dole nikogo nie było, więc weszłam na górę. Drzwi do pokoju Arka były uchylone, więc zajrzałam do środka. Tam na podłodze panowie siedzieli i bawili się klockami lego. Świetnie wam idzie to sprzątanie.
-Co budujecie?- zapytałam siadając obok nich na podłodze.
-Ciężarówkę- odpowiedział Arek.
-Aha. A jak wam idzie sprzątanie?
-Potem skończymy- mruknął tata.
-No dobra, a co wam jeszcze zostało?
-Sypialnia, twój pokój, obie łazienki, kuchnia i schody- wyliczał na palcach tata. Pokiwałam tylko głową i wyszłam z pokoju z zamiarem dokończenia sprzątania. Czterdzieści minut później podziwiałam wyczyszczony na błysk dom. W międzyczasie wyciągnęłam babeczki z piekarnika i wstawiłam następną blachę. Kiedy tata i Arek zeszli na dół, młody zapytał:
-Są już babeczki?
-Część tak. Zaraz będziesz mógł je udekorować- uśmiechnęłam się.
-Suuuuper!- pisnął i pobiegł do kuchni.
-Skończyłaś sprzątanie?- zapytał zaskoczony tata.
-A czemu nie?
-Dziękuję- uśmiechnął się i mnie przytulił.
-Nie ma sprawy- odwzajemniłam uśmiech. Po chwili oboje poszliśmy do kuchni, gdzie przez następną godzinę dekorowaliśmy babeczki, bardzo dobrze się przy tym bawiąc. Gdy skończyliśmy, zjedliśmy kolację w postaci kanapek, po której Arek poszedł się umyć. Natomiast ja i tata zaczęliśmy nadmuchiwać balony. Po około kwadransie dołączył do nas Arek. Kiedy mięliśmy nadmuchane już wszystkie balony, udekorowaliśmy najpierw pokój Tymka, następnie poręcz schodów oraz korytarz na dole i u góry. Balony były we wszystkich kolorach tęczy i naprawdę ślicznie to wyglądało. Gdy już udało nam się skończyć, poszłam się umyć, a tata położyć Arka spać, ponieważ dochodziła 22. Po wyjściu z łazienki usłyszałam rozmowę z sypialni rodziców. Weszłam więc tam i zobaczyłam Arka wtulonego w tatę.
-Arek, zostaniesz z Kamilą? Ja pójdę się umyć i do ciebie przyjdę- uśmiechnął się lekko.
-No dobra- westchnął chłopiec.
-Zostaniesz z nim?- zapytał szeptem tata, kiedy do mnie podszedł.
-Jasne- uśmiechnęłam się i położyłam obok Arka. Ten mocno się we mnie wtulił i zasnął. Nawet nie wiem kiedy sama odpłynęłam do krainy Morfeusza.

*perspektywa Mariusza*

Gdy wyszedłem z sypialni, od razu ruszyłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, po czym najciszej jak umiałem ruszyłem do kuchni. Wlałem sobie wody do szklanki i usiadłem w salonie na kanapie. Wybrałem numer Pauliny.
-Cześć kochanie- odebrała moja żona.
-Hej słońce. Jak się czujecie?- zapytałem.
-Tymek właśnie zasnął. Też zamierzałam się kłaść. I miałam do ciebie dzwonić.
-Już nie musisz- odpowiedziałem.
-Jak sobie radzisz?- zapytała Paula.
-Nie najgorzej. Bynajmniej w mojej ocenie. Zrobiliśmy zakupy, więc z głodu nie zginiemy- stwierdziłem, na co oboje się zaśmialiśmy.
-Dzieciaki już śpią?
-Arek na pewno. A Kamila nie wiem- odpowiedziałem zgodnie z prawdą.- A kiedy dokładnie wychodzicie?
-Rozmawiałam z lekarzem jakąś godzinę po waszym wyjściu. Jeżeli jutro po badaniach wszystko będzie w porządku, to koło czternastej powinni nas wypisać- usłyszałem po drugiej stronie słuchawki.
-To świetnie. Dobra, ja kończę. Idź spać. Przyjadę jutro- powiedziałem.
-Dobrze. Ale koniecznie weź ze sobą dzieciaki. Dobranoc.
-Dobranoc- odpowiedziałem i zakończyłem połączenie. Dopiłem wodę i włożyłem szklankę do zmywarki. Następnie ruszyłem do sypialni. To, co tam zobaczyłem całkowicie mnie rozczuliło.

**************
To znowu ja!
Nie będę się rozpisywać. Zapowiem tylko, że wielkimi krokami zbliża się rozwiązanie sprawy z Kamą i Filipem :D
Do następnego, pozdrawiam, Dream <3 :*

P.S. Next w niedzielę :D

czwartek, 18 sierpnia 2016

Zwariowałam....

Zapraszam Was na coś nowego mojego autorstwa...
http://milion-powodow.blogspot.com/


Chyba naprawdę zwariowałam..........

środa, 17 sierpnia 2016

Rozdział 38

-Misiek- zaczęłam.
-Tak?
-Zawieziesz mnie potem do szpitala?
-Ciebie i Arka. Młody raczej nie będzie chciał iść do przedszkola- zaśmiał się cicho.
-I jeszcze jedno- powiedziałam.
-Mianowicie?
-Dziękuję- podeszłam do przyjmującego, po czym go przytuliłam.
-Nie ma sprawy- odpowiedział i odwzajemnił mój uścisk. Chwilę później poszłam do Dagmary do kuchni. Zjadłam jedną kanapkę i wypiłam trzy kubki herbaty. Koło siódmej w kuchni pojawił się Filip. W samych spodenkach.
-Cześć, Kama- powiedział i podszedł do lodówki.
-Hej- odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam. Otworzył ją, zajrzał do środka, po czym zastygł w bezruchu i odwrócił się w moją stronę.
-Kama?! Co ty tu robisz?- zapytał. Mój uśmiech momentalnie zniknął, a zastąpiły go słone krople gromadzące się w moich oczach. Chłopak widząc to zamknął lodówkę i podszedł do mnie.- Ej, mała, co się stało?- zadał kolejne pytanie, a ja nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. Filip mnie przytulił i rzucił pytające spojrzenie Miśkowi, który akurat wszedł do kuchni. Ten mu wszystko wyjaśnił. Kiedy Michał opowiadał o tym kolesiu, czułam, jak mięśnie Filipa się napinają. Wszystkie.
-Więc nie dziw się jej- zakończył Michał i wyszedł.
-Zabije gnoja- warknął.
-Nawet go nie znamy- wyszeptałam.
-Boisz się?
-Jak cholera- odpowiedziałam.
-A teraz?- zapytał mocniej mnie obejmując.
-Teraz trochę mniej- powiedziałam z uśmiechem. Po chwili chłopak wstał i zaczął robić sobie śniadanie. W kuchni kolejno zaczęli pojawiać się Olek, Arek i Daga z Antkiem,a po chwili również Misiek. Wyjaśniliśmy wszystko pobieżnie chłopakom.
-Michał, mogę jechać z wami do tego szpitala?- zapytał Filip.
-Dobra. Ale masz to wszystko potem nadrobić. Oboje macie- powiedział wskazując na nas palcem.
-Nic nie będziemy musieli nadrabiać. W sumie, to cały tydzień moglibyśmy się obijać, bo są jakieś turnieje dla gimnazjum i część z liceum jest zaangażowana, a reszta się obija- wyjaśnił Filip. Michał tylko pokiwał głową, po czym ustalił z nami, że najpierw odwiezie Olka do szkoły, a potem wróci po nas i pojedziemy do szpitala. Zaczynałam się martwić, bo tata miał się odezwać. A tu nic. Ja wiem, że to czasem może długo trwać, ale. No. Właśnie. Kiedy Misiek pojechał zapytałam Filipa:
-Pójdziesz ze mną po jakieś ubrania dla Arka? Sama jakoś nie bardzo mam ochotę.
-Jasne, nie ma sprawy. Chodźmy.
-Dzięki- uśmiechnęłam się i ruszyłam razem z chłopakiem do mojego domu. Szybko wyszukałam jakieś rzeczy i już po chwili wręczałam je Arkowi. Ten poszedł się ubrać. Po chwili przyjechał Misiek, więc razem z Filipem i Arkiem załadowaliśmy się do samochodu. Kilka minut później byliśmy już pod budynkiem. Michał zadzwonił do taty, żeby dowiedzieć się, gdzie są. Kiedy ten mu odpowiedział, szybko się rozłączył i wysiadł z samochodu. Zrobiliśmy to samo i już po chwili staliśmy pod drzwiami jednej z sal. Tata z niej wyszedł, szeroko się do nas uśmiechnął i powiedział:
-Mam drugiego syna!
-Gratulacje- odpowiedział Michał.
-Mama chce się z wami zobaczyć- poinformował mnie i Arka tata. Otworzył drzwi do sali i nas wpuścił, a sam został na korytarzu. Usłyszałam jeszcze jak pytał Michała:
-To o czym ważnym chcesz ze mną porozmawiać?
-Cześć mamo- powiedział Arek.
-Cześć słoneczko- uśmiechnęła się i przytuliła chłopca.
-Hej- odezwałam się.
-Cześć, chodź tu do mnie- powiedziała i mnie również przytuliła.- Poznajcie waszego brata. Zdecydowaliśmy z tatą, że będzie miał na imię Tymek.
-Tymoteusz- wyszeptałam.- Cześć maleństwo. Witaj na tym wielkim świecie- powiedziałam głaszcząc go po drobniutkiej rączce.
-Witaj braciszku- powiedział Arek i pocałował Tymka w główkę.
-Jeśli chcesz, to weź go na ręce- odezwała się mama patrząc na mnie.
-Ale mamo. On jest taki malutki. Nie chcę zrobić mu krzywdy- odpowiedziałam.
-Nie bój się, nie zrobisz. Masz to we krwi, jak każda przyszła matka- powiedziała. Odetchnęłam i wzięłam chłopczyka na ręce. Był naprawdę drobniutki.- Dostał dziesięć punktów. 58 centymetrów i 3600 gram.
-Co jest maleństwo? W nocy postanowiłeś mamę obudzić?- zapytałam chłopca. Ten tylko uśmiechnął się przez sen. Nagle do sali wszedł tata. Nie miał wesołej miny.
-Kamila, chodź na chwilę. Mam do ciebie pytanie- powiedział patrząc mi prosto w oczy. Podałam Tymka mamie i wyszłam razem z tatą z sali.
-O co chodzi?- zapytałam.
-Wiesz przecież. Jak się czujesz? Nic ci nie jest?
-Nie tato.
-Ale na pewno?
-Tak.
-Musimy to zgłosić na policję- powiedział.
-Ja nawet nie wiem, jak koleś się nazywa. Widziałam go na oczy pierwszy raz w życiu. Niby co im powiem?- zapytałam.
-Spokojnie- starał się złagodzić atmosferę Michał.
-Boisz się?- zapytał tata.
-Niestety- odparłam, a tata mocno mnie przytulił.
-Dobrze, że zadzwoniłaś po Michała- stwierdził odsuwając się ode mnie.
-No na coś się wreszcie przydał- odparłam poważnie, po czym całą czwórką się zaśmialiśmy.
-Mariusz, my musimy zbierać się na trening- powiedział Michał.
-Wiem, wiem. Poradzicie sobie?- zapytał.
-Jasne- odpowiedział Filip.
-Jak by co, to jesteśmy pod telefonem- dodałam.
-Dobra. To jeszcze wyjaśnij mamie wszystko- poprosił tata i razem z Miśkiem wyszli ze szpitala.
-Kam- zaczął Filip.
-Tak?
-A jeśli ten facet, co się dzisiaj dobijał, to był ten sam co wtedy przy sklepie?- zapytał, a mi szczęka zjechała do kostek.- Nie patrz tak na mnie. Musimy rozważyć każdą ewentualność.
-A jak to naprawdę był on?- spytałam i zaczęłam mrugać, żeby nie wypuścić łez z oczu.
-Tylko nie płacz. Błagam- powiedział Filip i mnie przytulił. Udało mi się opanować, więc odsunęłam się od chłopaka i odetchnęłam.
-Dziękuję. Chodź, poznasz Tymka- uśmiechnęłam się.
-Nie. Posiedzę tu- stwierdził i chciał usiąść na krzesełku.
-Nie denerwuj mnie- powiedziałam, po czym złapałam go za nadgarstek i pociągnęłam w stronę drzwi.
-Masz strasznie dużo siły. I do tego jesteś okropnie uparta.
-Resztę zażaleń wyślij pocztą- mruknęłam i weszłam do sali.
-O, cześć Filip. Miło cię widzieć.
-Hej- uśmiechnął się chłopak i razem ze mną podszedł do łóżeczka, w którym leżał Tymuś.- Cześć, chłopie.
-Śliczny jest, nie?- zapytałam Filipa.
-Uroczy- odpowiedział wpatrując się w malucha. Uśmiechnęłam się obserwując profil chłopaka i kącik ust, który z każdą chwilą podjeżdżał wyżej. Szybko jednak odwróciłam głowę, karcąc się przy tym w myślach. Spojrzałam na mamę, która wlepiała we mnie wzrok, jakby chciała powiedzieć "A nie mówiłam?!". Pokręciłam tylko głową i przeniosłam spojrzenie na Tymka.
-Możesz wziąć go na ręce- przerwała ciszę mama.
-Nie, nie- przestraszył się chłopak.- On jest za malutki. Zrobię mu krzywdę. Nie ma mowy.
-Kamila, podaj Filipowi Tymka- poprosiła mama. Wzięłam małego na ręce i podeszłam do Filipa. Ten jednak cofnął się o krok.
-Nie bój się- uśmiechnęłam się pokrzepiająco.
-Ale on jest taki malutki.
-Jak to niemowlak- stwierdziłam.
-No dobra. Ale tylko na chwilę- zaznaczył. Podałam mu chłopca, a ten podniósł na mnie swoje niebieskie oczyska i zapytał- Dobrze go trzymam?
-Tak. Tylko popraw tu rękę- poleciłam i pomogłam mu ułożyć rękę w odpowiedni sposób. Ślicznie wyglądał, znaczy wyglądali. WYGLĄDALI. Po chwili Filip podszedł do mnie i podał mi malucha do rąk.
-Daj mi moje maleństwo- poprosiła mama. Podałam jej więc chłopca i zapytałam:
-Potrzebujesz czegoś? Coś ci przynieść? Albo kupić?
-Coś do picia. Najlepiej sok pomarańczowy. Jakieś owoce. I ręcznik. To chyba tyle. Chociaż nie. Jeszcze kosmetyczkę. Przypilnuj, żeby był w środku grzebień. I szampon. I to będzie wszystko.
-Nie ma problemu- uśmiechnęłam się.
-A tak właściwie, to gdzie tata?
-Właśnie, zapomniałam ci powiedzieć. Pojechał z Michałem na trening- odpowiedziałam.- Dobra, to ja lecę po te wszystkie rzeczy. Mogę zostawić ci Arka?
-Jasne, leć- uśmiechnęła się.
-Idę z tobą- stwierdził Filip. Ruszyliśmy więc do wyjścia ze szpitala. -Najpierw do domu czy do sklepu?- zapytał, kiedy byliśmy już przed budynkiem.
-Może najpierw do sklepu. I potem zakupy i rzeczy z domu spakujemy do jednej torby- zaproponowałam.
-W takim razie ustalone
-No to idziemy- ruszyliśmy więc do sklepu. Zrobiliśmy szybkie zakupy i wyszliśmy przed sklep. Nerwowo rozejrzałam się po parkingu.
-Ej, Kam co jest?- zapytał Filip.


**************
Tak, to znowu ja!
Przedstawiam Wam 38 rozdział i nie rozpisuję się, bo nie mam nastroju.
Next w piątek.
Pozdrawiam, Dream <3